Okiem naczelnego: Nie tylko laurka

razemztoba.pl 1 dzień temu

Są takie święta, które nie potrzebują fajerwerków ani czerwonych serduszek z supermarketu. Nie muszą krzyczeć o uwagę. One po prostu są. Ciche, ciepłe, trochę jak zapach herbaty z malinami w zimowy wieczór. Dzień Babci i Dziadka jest właśnie takim świętem. Niby skromnym, a jednak ogromnie ważnym. Bo dotyczy nas wszystkich. Bez wyjątku.

Przecież gdyby nie dziadkowie, nie byłoby nas. A jak los pozwoli, prędzej czy później przecież istnieje szansa, iż sami nimi zostaniemy.

Kiedyś dziadkowie byli jak stały punkt na mapie dzieciństwa. Zawsze byli, mieli czas, mieli cukierka w kieszeni, ciepły obiad i historie, które brzmiały jak bajki, choć były prawdziwe. Ich dom był azylem. Miejscem, gdzie świat zwalniał, a problemy jakby malały. Nie twierdzę, iż dziś też tak nie jest. W bardzo wielu przypadkach oczywiście ta magia nadal pozostała, ale trzeba też przyznać, iż równie w wielu przypadkach w tej materii też wiele się zmieniło.

Dzisiejsi dziadkowie są aktywni, podróżują, uczą się języków, realizują pasje, których kiedyś nie mieli czasu – lub zwyczajnie nie potrzebowali, odkrywać. I to jest piękne. Naprawdę. Mają do tego pełne prawo. Przez lata pracowali, poświęcali się, rezygnowali z siebie. To teraz w „jesieni życia” chcą nadrobić trochę „życia”. Nie można mieć im tego za złe.

Ale gdzieś w tym postępie pojawia się taka cicha tęsknota. Coraz częściej słyszy się: „My już swoje wychowaliśmy. Teraz chcemy żyć dla siebie.” I to zdanie, choć logiczne, czasem boli. Nie dlatego, iż jest złe. Ale dlatego, że za nim często kryje się dystans. Coraz mniej wspólnych obiadów, coraz mniej rozmów, coraz mniej „przyjedźcie, bo tęsknię”.

My młodzi jesteśmy zabiegani, w ciągłym stresie, żyjący z dnia na dzień. Zmęczeni. Z telefonem w ręce i listą obowiązków w głowie. Miejsca na relacje jest jak na lekarstwo. A przecież relacje wymagają czasu. A ten stał się towarem luksusowym.

Patrząc na to wszystko z boku i z ulgą, iż w moim najbliższym otoczeniu, zarówno ja, jak i moje dzieci oraz dzieci mojego rodzeństwa, mamy naprawdę fantastyczne relacje z dziadkami, mam nieodparte wrażenie, iż w szerszym obrazie społecznym te więzi coraz częściej wyglądają inaczej. Jakby coś bardzo ważnego zaczęło nam umykać. Gubi się międzypokoleniowa bliskość: rozmowy bez pośpiechu, wspólne siedzenie obok siebie bez potrzeby mówienia czegokolwiek, to ciche, kojące poczucie, że ktoś po prostu jest. choćby jeżeli niczego nie trzeba.

Czasy się zmieniły i trzeba to przyjąć. Ale nie wolno zapominać, iż więzi nie tworzą się same. One potrzebują uwagi, czasu, obecności. I czasem powiedzenia zwykłego: „jestem”. Warto też zadać sobie pytanie, jak będziemy się czuli za kilkanaście lat, kiedy sami zostaniemy dziadkami. Jak odbierzemy to, jeżeli nasze dzieci i wnuki potraktują nas z podobnym dystansem, z jakim dziś często traktuje się starszych.

Wielu dziadków mówi, iż wnuki to skarb. Ogromna euforia i powód do dumy. I to prawda. Tym bardziej boli fakt, iż nie wszystkim dane jest tej euforii doświadczyć, a czasem – choćby jeżeli się pojawi – bywa brutalnie przerwana przez odejście ukochanej osoby. Dlatego warto myśleć nie tylko o sobie, ale też o dzieciach. O tym, jak uczą się relacji, jak obserwują nasze zachowania i jak budują swoje wyobrażenie bliskości. Bo to, co dziś pokażemy im jako normę, jutro może stać się ich sposobem traktowania nas. I warto zapytać samych siebie: czy naprawdę chcielibyśmy, żeby kiedyś, gdy będziemy starsi, ktoś odnosił się do nas w taki sam chłodny, zdystansowany sposób?

Może więc Dzień Babci i Dziadka to nie tylko okazja do wręczenia kwiatów i laurek. Może to moment, by się zatrzymać i zapytać: kiedy ostatnio naprawdę byliśmy razem?

Nie na zdjęciu. Nie w pośpiechu. Tylko tak naprawdę. Blisko. Bezinteresownie.

Idź do oryginalnego materiału