Trzy medale przywieźli reprezentanci Polski z Rzymu, gdzie od 27 kwietnia do 2 maja 2026 r. odbywały się Mistrzostwa Europy w Parałucznictwie. Dwa srebra i brąz nasi zawodnicy zdobyli w deblach i mikście.
Dwa srebrne medale w łukach klasycznych wywalczyła Milena Olszewska. Jeden w deblu wspólnie z Jolantą Mazurek, drugi w mikście z Łukaszem Ciszkiem. Brąz dołożyli w deblu Łukasz Kosiara i Piotr Jacniacki (łuki bloczkowe; W1).
– Jestem bardzo szczęśliwa, iż zdobyliśmy medale zarówno w mikście, jak i w deblu, tym bardziej, iż jest to nasz pierwszy medal w deblu kobiet i w sumie drugi nasz wspólny start – cieszy się Milena Olszewska, nasza dwukrotna medalistka igrzysk paralimpijskich. – W finałach strzelałam chyba najlepiej w całych zawodach. Cieszę się, iż udało się opanować niepokój związany z tym, iż to strzelanie nie wyglądało wcześniej tak, jak powinno, i na najważniejszy dzień finałowy wróciłam do dobrej dyspozycji.
W deblu Milena Olszewska wspólnie z Jolantą Mazurek wygrały w półfinale z Niemkami Florą Kliem i Jule Lammers 6:0, by w finale przegrać 5:6 z Turczynkami Merve Nur Eroğlu i Yağmur Şengül. W mikście z Łukaszem Ciszkiem, wicemistrzem paralimpijskim z Paryża, w ćwierćfinale i półfinale po 6:0 pokonali pary łotewską i słowacką, a w walce o złoto znów minimalnie (5:4) lepszy był włoski mikst Elisabetta Mijno i Stefano Travisani.
– Chociaż oba finały przegraliśmy, to w obu doszliśmy do baraży i przegraliśmy o jeden punkt, więc walka była niesamowicie wyrównana. To było dobre strzelanie, co bardzo mnie cieszy – podkreśla Milena Olszewska. – W mikście z Włochami strzelaliśmy naprzemiennie, jeden set był dla nich, drugi dla nas, bardzo wyrównany to był pojedynek. A w deblu przegrywałyśmy już z Turczynkami 0:4, ale podniosłyśmy się, wzięłyśmy w garść i doprowadziłyśmy do remisu, czyli do strzał barażowych. W obu sytuacjach zabrakło nam jednego punktu, ale najważniejsze jest to, iż pojedynki były wyrównane, mocne, każdy chyba marzy o takich finałach.
Wczesny termin
W swoim „małym finale” Łukasz Kosiara i Piotr Jacniacki pokonali 5:3 czeską parę Karel Davidek i David Drahonínský (ten drugi to dwukrotny indywidualny mistrz paralimpijski). Wcześniej w półfinale Polacy ulegli 1:5 parze tureckiej.
Blisko medalu był też mikst Ksenija Markitantowa i Adam Dudka (łuki bloczkowe). W ćwierćfinale nasi zawodnicy pokonali gospodarzy 148:145, później jednak przegrali w półfinale z Wielką Brytanią (143:152), a potem w meczu o brąz ze Słowacją (138:146).
W turniejach indywidualnych najwyżej z Polaków uplasowała się Jolanta Mazurek – na szóstym miejscu. Ósma była Milena Olszewska. Łącznie w Rzymie reprezentowało nasz kraj dziewięcioro reprezentantek i reprezentantów.
– Trzy medale w mikście i deblach – myślę, iż to pozytywny wynik. Do tego bardzo dobre miejsca w ósemce dziewczyn w łukach klasycznych – ocenia Piotr Piątek, trener kadry narodowej osób z niepełnosprawnościami. – I to wszystko mimo tego, iż nie było czasu się przygotować, bo mistrzostwa Europy odbyły się bardzo szybko, już pod koniec kwietnia. Dla niektórych zawodników to był tak naprawdę pierwszy w tym roku start na torach otwartych. Wypadł całkiem nieźle.
Trener podkreśla, że tak wczesny termin rozgrywania zawodów oznacza brak „ostrzelania się” w pojedynkach. W zasadzie tyle tylko, co między sobą na zgrupowaniach.
Poczuć na nowo
Piotr Piątek to były reprezentant Polski, brązowy medalista mistrzostw świata, olimpijczyk z Pekinu (2008), trenował reprezentację olimpijską, a od niedawna prowadzi kadrę osób z niepełnosprawnościami.
– W zeszłym roku zajmowałem się tylko łukami klasycznymi, a w tym objąłem całą kadrę, zajmuję się więc też łukami bloczkowymi – tłumaczy trener. – Plany mam dalekosiężne. Wcześniej w kadrze zwykle na mistrzostwa świata czy igrzyska jeździło po jednym zawodniku z kategorii. Ja chcę doprowadzić do tego, by jeździły pełne składy, a nie dwie, trzy osoby. Jest na to potencjał.
Milena Olszewska podkreśla, iż nowy trener ma dobry wpływ na atmosferę w kadrze.
– Jestem bardzo zadowolona z tej zmiany, bo naprawdę jest inaczej – tłumaczy. – Pojawiają się nowe osoby, można to zaobserwować przede wszystkim w konkurencji kobiet, bo przez długie lata startowałam sama, ale też w pozostałych kategoriach. I interesujące jest to, iż choć pojawiły się nowe osoby, to bardzo mocno się ze sobą na tych zawodach zgraliśmy, zżyliśmy się, stworzyliśmy bardzo fajną drużynę, wspieraliśmy się wzajemnie. Wydaje mi się, iż to będzie w przyszłości procentować.
Ma to znaczenie także dla niej osobiście.
– Na tych zawodach poczułam bardzo fajne emocje związane ze startem, z rywalizacją, a ostatnio, jeszcze przed igrzyskami, czułam lekki marazm – przyznaje. – Ja trenuję już 19 lat, to sporo czasu, a wychodzę z założenia, iż o ile nie będę czuła pozytywnych emocji, to nie chciałabym przedłużać mojej kariery. Cieszę się więc, iż je na nowo poczułam. Daje mi to dużą nadzieję, iż jeszcze troszeczkę będzie można postrzelać i iż przyjdą jeszcze dobre wyniki.









