W zeszłym roku w związku ze zbliżającą się peregrynacją kopii Jasnogórskiej Ikony wywiązała się inicjatywa przybliżenia diecezjanom niektórych rzeczy związanych z postaci Matki Bożej. W tym celu klerycy oraz kadra Wyższego Międzydiecezjalnego Seminarium Duchownego w Częstochowie opracowali 31 tematów, po jednym na każdy dzień maja, w których rozważali jeden fragment pieśni "Matko, która nas znasz". Być może pamiętacie, iż dostałam wtedy bojowe zadanie przygotowania tych rozważań dla parafii. Bezcenny czas. Już wtedy myślałam, aby podzielić się z Wami tymi materiałami, ale miałam trochę za dużo na głowie (jakby teraz było inaczej...). Kolejnym terminem był październik - też nie wyszło. To może tegoroczny maj?
Co prawda peregrynacja w mojej diecezji stopniowo dobiega końca, ale to właśnie w końcówce maja obraz zawita i do mojej parafii, i do dwóch parafii, z którymi współpracuję. A ostatnio był w jeszcze innej parafii, gdzie bardzo często jestem na sobotnich zajęciach z dzieciakami. Obowiązki, a po trochu i zmęczenie, nie pozwoliły mi na obecności podczas ceremonii powitania, ale na pożegnaniu już byłam.
Myślę, iż takie przypomnienie sobie poszczególnych rozważań będzie także z korzyścią dla mnie. Jeszcze raz zapoznam się z treściami, które w niektórych przypadkach oczarowały mnie swoją prostotą i pięknem, ale może i pełniej przygotuję się od strony duchowej do tego, co ma się niebawem wydarzyć. Co prawda, tak jak wcześniej w jednym z wpisów opisywałam, jak uczestniczyłam w pięciu Nabożeństwach Jubileuszowych, co jest dobrym wynikiem, ale to było w zeszłym roku. W tym staram się w miarę możliwości uczestniczyć w parafialnych przygotowaniach, a także uzupełnić je o wspomniane nagrania rozważań.
W pierwszym dniu maja towarzyszą mi słowa "Na drogach nam nadzieją świeć".
Mój komentarz:
Drogę życiową Maryi można nazwać drogą nadziei. Ale czym tak adekwatnie jest nadzieja? Nadzieja jest ufnością w to, co ma się stać. Ufam Bogu, a więc żywię nadzieję w to, co ma się wydarzyć podczas mojej drogi życiowej. Maryja od początku ufała Bogu. Weźmy na przykład scenę zwiastowania, kiedy przyszedł do niej Archanioł Gabryel. Wydarzenie, które ma w sobie coś z metafizyki. Bo przecież jak uwierzyć w to, iż ma się zostać Matką Syna Bożego. A jednak zaufała temu Słowu i miała nadzieję, nie tylko, iż ta obietnica się spełni, ale też i iż wypełni swoją misję do końca. Z tym pragnieniem przemierzała przez swoje życie i życie Pana Jezusa. Ma nadzieję, kiedy rodzi Święte Dziecię w zwykłej zimnej grocie. Nie traci jej, kiedy ucieka z Józefem do Egiptu, ani kiedy szukają razem nastoletniego Jezusa w Jerozolimie. Nadzieja jest w niej, kiedy widzi cuda czynione dłonią swojego syna, i kiedy na dziedzińcu pałacu Piłata słyszy wyrok śmierci wydany na jej Dziecko. prawdopodobnie miała nadzieję, iż będzie on inny, iż Piłat Go uniewinni. Ale wtedy nie spełniłyby się przepowieści proroków. Wiedziała o tym, i z nadzieją, połączoną ze smutkiem, szła w ostatnią drogę Syna Bożego. To nadzieja dodawała jej sił i odwagi, kiedy Odkupiciel konał na Krzyżu. I w końcu Wieczernik, gdzie razem z apostołami oczekiwała na pojawienie się Zmartwychwstałego Pana. Miała nadzieję, iż i to się wypełni, toteż trwała cierpliwie do końca.
W wielu z przytoczonych sytuacji spora część osób zwątpiłaby i zawróciła. Szukalibyśmy wymówek, dlaczego zrezygnowaliśmy z czekania, z trwania. Maryja ich nie potrzebowała, bo w każdej z nich trwała do końca, w nadziei. Wielokrotnie porzucamy pewne postanowienia i plany, przytłoczeni ciężarem codziennych trosk. Wbrew pozorom Matce Bożej wcale nie jest obca taka postawa. prawdopodobnie bardzo często spotykała się z nią, kiedy mieszkała w Nazarecie. Ze zwątpieniem, chłodem i obojętnością. Ona to rozumie, co więcej, chce nam pomóc wychodząc na nasze życiowe drogi z lampką trzymaną w dłoni. Jednak w jej środku nie pali się płomień świecy, ale nadziei. Czy zdecydujemy się zaprosić ją do wspólnego wędrowania po naszych życiowych ścieżkach?
"Matko, która nas znasz, z dziećmi Twymi bądź, Na drogach nam nadzieją świeć, z Synem Twym z nami idź.".








