„Najważniejsze, żeby człowiek odłożył pilota i wyszedł z domu”. Rozmowa z Anną Maksimowicz

razemztoba.pl 20 godzin temu

O trzydziestu latach działalności w Polskim Związku Niewidomych, sile międzyludzkich relacji, zmieniającym się podejściu do niepełnosprawności i wyzwaniach, przed którymi stoi organizacja, rozmawiamy z Janiną Maksymowicz, prezes elbląskiego Koła Polskiego Związku Niewidomych.

Redakcja „Razem z Tobą”: Od 2011 roku kieruje Pani elbląskim Kołem Polskiego Związku Niewidomych, ale jednocześnie stoi Pani na czele klubu sportowego osób niewidomych. Jak udaje się łączyć te dwie funkcje?

Janina Maksymowicz: Wbrew pozorom jest to bardzo spójna działalność, ponieważ zarówno do Polskiego Związku Niewidomych, jak i do naszego klubu sportowego należą w dużej mierze te same osoby. Sport jest dla nich dodatkową motywacją do aktywności i uczestniczenia w życiu organizacji. Dzięki temu ludzie nie zamykają się w domach, tylko spotykają się, wspólnie działają i angażują w różne przedsięwzięcia.

Nasze koło opiera się przede wszystkim na dobrych emocjach i wspaniałych ludziach. To właśnie oni tworzą tę organizację. Chętnie uczestniczą w projektach, których w tej chwili realizujemy aż trzy, angażują się w spotkania, wyjścia do teatru czy wycieczki. W tym roku zorganizowaliśmy trzy takie wyjazdy. Mamy również regularne poniedziałkowe spotkania. To wszystko sprawia, iż nasi członkowie czują się częścią wspólnoty.

Często podkreśla Pani, iż najważniejszy jest człowiek. Co to adekwatnie oznacza w codziennej działalności koła?

Kiedy zostałam prezesem, ktoś zadał mi podobne pytanie. Odpowiedziałam wtedy, iż dla mnie bardzo ważna jest każda osoba, która zostawi pilota przy telewizorze i przyjdzie do nas. I do dzisiaj tak uważam.

Nie ma znaczenia, czy ktoś przyjdzie wypić herbatę, czegoś się nauczyć, pomóc nam w organizacji wydarzenia, czy po prostu posiedzieć i porozmawiać. Najważniejsze, iż wyjdzie z domu i spotka drugiego człowieka. Czasami taka zwykła rozmowa znaczy więcej niż niejeden projekt.

Trzeba pamiętać, iż około 70 procent naszych członków to seniorzy, osoby po 65. czy 70. roku życia. Dla wielu z nich możliwość wyjścia z domu, spotkania znajomych i wspólnego spędzenia czasu jest niezwykle ważna. Dlatego staramy się tworzyć miejsce, w którym każdy będzie czuł się potrzebny i mile widziany.

Czyli Polski Związek Niewidomych pełni dzisiaj nie tylko funkcję organizacji wspierającej osoby z niepełnosprawnością wzroku, ale również miejsca integracji?

Zdecydowanie tak. Oczywiście realizujemy projekty, organizujemy szkolenia, zajęcia i różne formy wsparcia, ale równie ważne są relacje między ludźmi. Nasi członkowie chcą ze sobą przebywać, rozmawiać, wspólnie spędzać czas.

Najlepszym dowodem jest chociażby dzisiejsza uroczystość. Mimo trudności, jakie wiążą się z niepełnosprawnością wzroku, tak wiele osób zdecydowało się przyjść i być razem. Podobnie jest z naszymi wycieczkami czy wyjściami do teatru. Ludzie naprawdę chcą uczestniczyć w tych wydarzeniach. To pokazuje, jak bardzo potrzebna jest taka działalność.

Wspomniała Pani, iż większość członków koła stanowią seniorzy. A co z młodszym pokoleniem? Czy młodzi ludzie chcą angażować się w działalność PZN?

Niestety, z tym jest coraz trudniej. Młodzi ludzie mają dzisiaj zupełnie inny rytm życia. Praca, dom, rodzina, codzienne obowiązki. Często zwyczajnie nie znajdują czasu w działalność w organizacji. I myślę, iż nie jest to problem wyłącznie Polskiego Związku Niewidomych, ale również wielu innych stowarzyszeń.

Pewnym wsparciem jest nasz klub sportowy. Organizujemy zajęcia szachowe, brydżowe, chodzimy na pływalnię czy kręgielnię. Tam młodsze osoby jeszcze się pojawiają, ponieważ sport i wspólna aktywność są dla nich atrakcyjną formą spędzania czasu.

A dzieci? Czy wśród członków koła są również najmłodsi?

I to jest właśnie coś, co najbardziej mnie smuci. w tej chwili praktycznie nie mamy dzieci do 16. roku życia. Kiedyś było inaczej. Organizowaliśmy dla nich różne wydarzenia, chociażby pikniki pod żaglami. Dzieci przychodziły, uczestniczyły w zajęciach, integrowały się z innymi.

Dzisiaj dotarcie do nich jest znacznie trudniejsze. Myślę, iż jedną z przyczyn są obawy rodziców. Zdarza się, iż nie chcą ujawniać niepełnosprawności dziecka, ponieważ boją się, iż spotka się ono z hejtem, wyśmiewaniem czy odrzuceniem przez rówieśników.

Rozmawiałam kiedyś na ten temat z dyrektorką jednej ze szkół podstawowych. Zwróciła uwagę, iż bywają sytuacje, w których rodzice nie chcą informować otoczenia o orzeczeniu dziecka, właśnie z obawy przed reakcją innych.

Do tego dochodzi internet i nowe technologie. Młodzi ludzie coraz więcej czasu spędzają w świecie wirtualnym. Tam znajdują rozrywkę, informacje, a czasami również wsparcie. Obawiam się, iż przez to coraz mniej potrzebują bezpośrednich spotkań z drugim człowiekiem. A przecież nic nie zastąpi prawdziwych relacji.

Czytaj również: 55 lat razem. Historia ludzi, którzy nie pozwolili, by niepełnosprawność oznaczała samotność

Z Polskim Związkiem Niewidomych jest Pani związana znacznie dłużej niż od 2011 roku. Jak zaczęła się ta historia?

Członkiem Polskiego Związku Niewidomych jestem od 1996 roku, czyli już trzydzieści lat. Zaczynałam w Pasłęku, gdzie zostałam członkiem zarządu. Później przeniosłam się do Elbląga i adekwatnie od razu ponownie zaangażowałam się w działalność organizacji. Akurat odbywały się wybory i zostałam wybrana do zarządu. Z czasem objęłam funkcję wiceprezesa, a od 2011 roku jestem prezesem koła.

Można więc powiedzieć, iż Polski Związek Niewidomych towarzyszy mi przez znaczną część życia. Przez te wszystkie lata poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi i widziałam, jak bardzo zmienia się zarówno sama organizacja, jak i otaczająca nas rzeczywistość.

Trzydzieści lat to wystarczająco dużo, żeby dostrzec ogromne zmiany. Jak przez ten czas zmieniło się życie osób z niepełnosprawnościami?

Przede wszystkim dzisiaj osoby z niepełnosprawnościami mają znacznie większe wsparcie i są bardziej dostrzegane przez społeczeństwo.

Kiedy zaczynałam działalność w 1996 roku, niepełnosprawność kojarzono przede wszystkim z osobą poruszającą się na wózku inwalidzkim. O osobach niewidomych, niesłyszących czy z problemami psychicznymi mówiło się zdecydowanie mniej. Nie dlatego, iż ich nie było, ale dlatego, iż społeczeństwo często ich po prostu nie dostrzegało.

Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej. Zauważono, iż jesteśmy, iż mamy swoje potrzeby, iż chcemy żyć aktywnie i samodzielnie. Coraz więcej mówi się o dostępności, likwidowaniu barier i równych szansach. Powstają programy wsparcia, rozwija się rehabilitacja, pojawiają się nowe możliwości.

Nie chcę powiedzieć, iż wszystko jest idealnie, bo do tego jeszcze bardzo daleka droga, ale z pewnością żyje się nam łatwiej niż trzydzieści lat temu.

Skoro jest lepiej, to co przez cały czas pozostaje największym problemem?

Na pewno dostępność przestrzeni publicznej. przez cały czas są miejsca, w których osoby z niepełnosprawnościami napotykają bariery, często takie, które można byłoby stosunkowo łatwo usunąć.

Bardzo podobają mi się inicjatywy polegające na wspólnych spacerach po Elblągu, podczas których wskazujemy miejsca wymagające zmian. Chodzi przecież nie tylko o osoby niewidome, ale również o osoby z trudnościami w poruszaniu się. Każdy powinien móc bezpiecznie korzystać z przestrzeni miejskiej.

Mamy jednak takie miejsca, o które zabiegamy od lat. Przykładem są schody w tunelu na elbląskim dworcu kolejowym. Od dawna prosimy o ich odpowiednie oznakowanie, żeby były lepiej widoczne dla osób słabowidzących. Niestety, problem polega między innymi na tym, iż za poszczególne części infrastruktury odpowiadają różni zarządcy. I tak sprawa ciągnie się latami.

Dlatego uważam, iż przez cały czas trzeba mówić o tych problemach, wskazywać je i przypominać, iż dostępność to nie luksus, ale zwyczajna potrzeba.

Ogromną zmianę przyniósł też rozwój technologii. Czy internet i telefony rzeczywiście ułatwiają życie osobom niewidomym?

Oczywiście. Dzisiaj coraz więcej osób niewidomych i słabowidzących korzysta z internetu, komputerów i telefonów. Dotyczy to również osób starszych.

Organizowane są specjalistyczne szkolenia komputerowe i szkolenia z obsługi telefonów. Nie są to krótkie, kilkugodzinne spotkania, ale często zajęcia trwające dwa, trzy, a choćby cztery tygodnie, czasami podzielone na kilkudniowe turnusy.

Wiele osób bardzo chętnie z nich korzysta, ponieważ dzięki zdobytym umiejętnościom mogą być bardziej samodzielne. Mają łatwiejszy dostęp do informacji, mogą kontaktować się z innymi i załatwiać codzienne sprawy.

Duże znaczenie mają również ośrodki rehabilitacyjne, między innymi w Bydgoszczy czy Olsztynie, gdzie osoby z niepełnosprawnością wzroku mogą korzystać z różnych form wsparcia i zdobywać nowe umiejętności.

Elbląskie Koło PZN ma za sobą wiele lat działalności, a Pani osobiście trzy dekady pracy w organizacji. Czego życzyłaby Pani sobie i swoim członkom na kolejne lata?

Przede wszystkim tego, żebyśmy przez cały czas byli razem i mogli służyć pomocą tym, którzy jej potrzebują.

Chciałabym, żeby nasze koło wciąż było miejscem otwartym dla wszystkich. Żeby ludzie przychodzili do nas nie tylko wtedy, kiedy mają problem, ale również wtedy, kiedy chcą się spotkać, porozmawiać, czegoś nauczyć czy po prostu miło spędzić czas.

Mam też nadzieję, iż z czasem pojawi się więcej młodych osób, które zechcą zaangażować się w naszą działalność. Widzę, iż młodsze pokolenie coraz lepiej rozumie potrzeby osób z niepełnosprawnościami. Wierzę, iż znajdą się ludzie, którzy będą chcieli kontynuować tę pracę i rozwijać to, co przez tyle lat udało nam się wspólnie zbudować.

Bo dla mnie Polski Związek Niewidomych to przede wszystkim ludzie. Nie projekty, nie dokumenty, nie sprawozdania, ale ludzie, którzy chcą być razem, wzajemnie się wspierać i pomagać sobie w codziennym życiu. I chciałabym, żeby tak pozostało.

Dziękujemy za rozmowę.

Idź do oryginalnego materiału