2456. I tak minął Tydzień Misyjny

na-sciezkach-codziennosci.blogspot.com 10 godzin temu
Mogłoby się wydawać, iż w zakręconym tygodniu, w którym zostały mi adekwatnie dwa spokojne dni, nie dam rady zrealizować z bierzmowanymi tematu poświęconemu byciu misjonarzem. Taką inspiracją ku temu był temat tegorocznego Dnia Papieskiego - "Św. Jan Paweł II. Uczeń - Misjonarz" oraz trwający od 18 do 25 października Tydzień Misyjny. Nawiązując do roli i nauczania Jana Pawła II zastanawialiśmy się co to w ogóle oznacza być misjonarzem i dlaczego misjonarz został zrównany z uczniem. Z kolei posługę misjonarzy omawialiśmy na przykładzie bohatera książki i filmu "Misja" - Rodriga Mendozy, św. Carla Acutisa oraz świeckiej misjonarki, Służebnicy Pańskiej Heleny Kmieć. Udało mi się też pokazać im współczesną pracę misjonarską w Afryce dzięki temu, iż jeden z moich poprzednich wikarych został tam właśnie wysłany na misję.
Był czas na obejrzenie fragmentu filmu "Misja", a następnie zastanowienie się, na jakie niebezpieczeństwa narażeni byli kiedyś misjonarze. Dla kontrastu młodzież zapoznała się z historią Sługi Bożej Heleny Kmieć, która przecież zaledwie dekadę temu zginęła podczas pobytu w Boliwii.
Młodzież miała się też zastanowić w jaki sposób ona sama mogłaby być misjonarzami we współczesnym świecie. Jako przykład posłużył mi świety Carlo Acutis, który był misjonarzem w najbardziej przystępny dla siebie sposób - za pośrednictwem komputera i internetu.
Próbowałam im uświdomić, iż misjonarz nie musi wyjeżdżać do obcych krajów, aby głosić naukę o Jezusie. Może to robić w swoim własnym środowisku, a choćby nie wychodząc z domu. Nie trzeba też ku temu wielkich czynów. Czasami wystarczy powiedzieć, iż właśnie się idzie do kościoła, stanąć w czyjejś obronie (także tej związanej z hejtem), uśmiechnąć się do najbardziej nielubianej osoby. Najpiękniejsza Ewangelia to nie ta zapisana na kartkach, choćby złotymi literami, ale głoszona własnym życiem.
I tak na koniec samego tygodnia pozwoliłam sobie na obejrzenie całego filmu "Misja", już na spokojnie i bez żadnej presji czasowej. Nie wiem czy wiecie, ale w tym roku mija 40 lat od jego nakręcenia. Film widziałam już wielokrotnie, mam go choćby na płycie DVD. Za każdym razem odkrywam w nim także coś nowego i wzruszam się na nowo. Duża w tym zasługa aktora Roberta de Niro, który wcielał się w główną rolę Rodriga Mendozy, który wyjeżdża (a adekwatnie to wypływa) do Ameryki Południowej, aby ewangelizować tamtejszych tubylców.
Idź do oryginalnego materiału