Kto czuwa nad bezpieczeństwem kosmetyków i detergentów?

healthyandbeauty.pl 3 tygodni temu
Zdjęcie: kto czuwa nad bezpieczeństwem kosmetyków


Zgodnie z definicją za bezpieczny uważany jest produkt, który – używany zgodnie z jego przeznaczeniem i w sposób przewidywalny – nie stanowi zagrożenia dla zdrowia konsumenta. Kto czuwa nad bezpieczeństwem kosmetyków i detergentów, których używamy?

Kwestie te rozstrzyga Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1223/2009 z 30 listopada 2009 r. o produktach kosmetycznych oraz ustawa kosmetyczna z dnia 4 października 2018.

– Gotowe produkty kosmetyczne oraz składniki produktów kosmetycznych podlegają wszechstronnej weryfikacji zarówno pod kątem toksykologicznym, jak i dermatologicznym. Każdy kosmetyk wprowadzany do obrotu zgodnie z wymaganiami prawa musi być bezpieczny – mówi dr inż. Anna Oborska, wiceprezes i dyrektor generalna Polskiego Stowarzyszenia Przemysłu Kosmetycznego i Detergentowego (PSPKD).

W przypadku produktów kosmetycznych system zapewnienia bezpieczeństwa realizowany jest niezależnie na trzech poziomach: przez firmę wprowadzającą produkt do obrotu (producent lub importer), przez uprawnionego eksperta – Safety Assessora, a gdy produkt jest już na półkach sklepów – przez organy nadzoru.

Safety Assessor – strażnik bezpieczeństwa produktów i zdrowia konsumentów

Safety Assessor to osoba oceniająca bezpieczeństwo produktów kosmetycznych. Jest nią specjalista z wykształceniem w dziedzinie farmacji, toksykologii, medycyny, chemii lub innej zbliżonej dyscypliny.

– Zgodnie z rozporządzeniem kosmetycznym, każdy produkt kosmetyczny musi przejść szczegółową ocenę bezpieczeństwa jeszcze przed wprowadzeniem na rynek. Proces ten stanowi formalne potwierdzenie, iż w świetle aktualnej wiedzy naukowej produkt jest bezpieczny dla konsumenta i nie stwarza ryzyka dla jego zdrowia – mówi dr inż. Marta Pawłowska, Safety Assessor.

Ocena bezpieczeństwa jest procesem wieloetapowym, który uwzględnia m.in. docelową grupę konsumentów, częstotliwość stosowania produktu oraz miejsce jego aplikacji. Obejmuje ona również ocenę toksykologiczną składników stosowanych w danym produkcie kosmetycznym.

Produkty pod lupą nadzoru

Ostatnim ogniwem zapewniającym, iż produkty na półkach sklepów są bezpieczne, jest organ nadzoru. W Polsce funkcję tę pełni Główny Inspektorat Sanitarny, a także Państwowa Inspekcja Handlowa.

Efektem prowadzonych przez inspekcje działań jest eliminowanie z rynku produktów niespełniających wymagań określonych przepisami. System nadzoru przeciwdziała wprowadzaniu na rynek wyrobów niespełniających wymagań prawnych, wzmacnia zaufanie konsumentów i wspiera uczciwą konkurencję. Jak podkreśla Izabela Burzyńska, główny specjalista w Departamencie Nadzoru nad Chemikaliami Głównego Inspektoratu Sanitarnego, skuteczny nadzór nad produktami kosmetycznymi to inwestycja w zdrowie publiczne oraz w transparentność rynku, na której zyskują wszyscy uczestnicy – nie tylko konsumenci, ale również producenci.

Jeśli wskutek działań kontrolnych okaże się, iż produkt kosmetyczny nie spełnia wymagań prawa (np. zawiera zakazane substancje czy ma błędy na etykiecie), GIS lub PIH mogą nałożyć sankcje, wstrzymać sprzedaż lub nakazać wycofanie produktu z obrotu.

Detergenty i biocydy też muszą być bezpieczne

Inne akty prawne – rozporządzenia: detergentowe, CLP, REACH oraz ws. produktów biobójczych, a także przepisy krajowe określają kwestie bezpieczeństwa związane z wprowadzaniem do obrotu detergentów i produktów biobójczych. Główna zasada pozostaje jednak podobna jak w przypadku kosmetyków: pełną odpowiedzialność ponosi osoba wprowadzająca produkt na rynek. Obejmuje to przede wszystkim ochronę zdrowia użytkowników i środowiska naturalnego.

W przypadku detergentów składniki są oceniane pod kątem potencjalnych zagrożeń dla zdrowia ludzi, wpływu na środowisko, zgodności z dopuszczalnymi stężeniami i standardami jakości.

Prawo polskie i unijne precyzuje obowiązki dotyczące oznakowania i klasyfikacji, konieczność prowadzenia dokumentacji technicznej, a także wymagania dotyczące informacji przekazywanych organom nadzoru i personelowi medycznemu.

Spełnienie tych wymagań jest podstawą wprowadzania produktów na rynek. Ich przestrzeganie jest najważniejsze dla zapewnienia, iż produkt prawidłowo stosowany jest bezpieczny dla konsumenta.

Gdy nowy produkt trafia do sklepów, praca nad nim się nie kończy – trwające procesy legislacyjne sprawiają, iż w wyniku postępu naukowego i nowych badań zdarza się, iż niektóre wcześniej dozwolone składniki zostają zakazane lub ich stosowanie ograniczone. Firmy muszą uważnie śledzić takie zmiany i reagować na nie sprawnie, aby w porę dostosować formułę produktu i informacje dotyczące bezpieczeństwa jego użytkowania.

– W obu branżach – kosmetycznej i detergentowej, w tym obejmującej produkty biobójcze, takie jak środki do dezynfekcji – bezpieczeństwo produktów opiera się na trzech filarach: nauce, przepisach prawnych i odpowiedzialności. To właśnie ten fundament gwarantuje ochronę konsumentów, wspiera innowacje i wyznacza standardy etycznego oraz zrównoważonego rozwoju produktów, firm i całego przemysłu – podkreśla Iwona Poniatowska-Banaszek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Przemysłu Kosmetycznego i Detergentowego.

Czy etanol jest szkodliwy dla zdrowia?

Etanol (alkohol etylowy) jest kluczowym składnikiem wielu produktów do dezynfekcji, które chronią nas przed bakteriami i wirusami w domach, szpitalach i innych miejscach publicznych. Światowa Organizacja Zdrowia nazywa go „złotym standardem”. Jego skuteczność w zwalczaniu drobnoustrojów sprawiła, iż był głównym środkiem stosowanym podczas pandemii COVID-19. Jest on bezpieczny przy normalnym stosowaniu w produktach kosmetycznych, biobójczych i detergentach. Poza tym nie ma alternatywy o równie wysokiej skuteczności i bezpieczeństwie, dlatego ograniczenie stosowania etanolu mogłoby zwiększyć ryzyko zakażeń.

Na pytanie, czy etanol jest szkodliwy dla zdrowia, eksperci odpowiadają: Spożywany doustnie – tak, ale stosowany na skórę w określonych warunkach narażenia – nie. Tymczasem branża produktów do dezynfekcji, ale także inne, które stosują etanol w swoich formulacjach lub używają produktów na jego bazie do dezynfekcji, dla zapewnienia bezpieczeństwa własnych procesów, wstrzymała oddech. Dlaczego?

Ponieważ Europejska Agencja Chemikaliów z siedzibą w Helsinkach, jako instytucja Unii Europejskiej dbająca o bezpieczeństwo chemikaliów w produktach, których używamy na co dzień oraz sprawdzająca, czy substancje chemiczne w kosmetykach, detergentach i innych produktach są bezpieczne dla ludzi i środowiska, może dokonać zmiany klasyfikacji etanolu. Ta zmiana w praktyce mogłaby oznaczać zakaz stosowania go w produktach kosmetycznych, poważne restrykcje w przypadku detergentów oraz – de facto – zakaz stosowania w powszechnie dostępnych produktach do dezynfekcji.

W obawie przed skutkami tej decyzji Międzynarodowe Stowarzyszenie Producentów Mydeł, Detergentów i Środków Czystości zainicjowało kampanię medialną #HandsUpForEthanol. Jej celem jest uświadomienie roli tego składnika, a także sprzeciw wobec planowanej reklasyfikacji etanolu jako substancji CMR [rakotwórczej, mutagennej i działającej szkodliwie na rozrodczość — przyp. red.], co mogłoby ograniczyć lub zakazać jego stosowania w produktach biobójczych, kosmetykach i detergentach.

Sygnatariusze Wspólnej Deklaracji na rzecz przyszłości produktów biobójczych na bazie etanolu w UE, którą podpisało 1100 firm europejskich, zaapelowali do instytucji UE i państw członkowskich o podjęcie działań, które zapobiegną reklasyfikacji etanolu opartej na wynikach badań uzyskanych w wyniku spożywania napojów alkoholowych, a prowadzącej do ograniczenia lub zakazu jego stosowania w produktach do dezynfekcji.

– Polskie Stowarzyszenie Przemysłu Kosmetycznego i Detergentowego, a także ponad 110 polskich firm, gorąco popiera inicjatywę #HandsUpForEthanol — mówi dr Anna Oborska. – Ograniczenie stosowania etanolu w kosmetykach, detergentach i produktach do dezynfekcji miałoby szeroki wpływ na wiele branż oraz poważne konsekwencje dla zdrowia publicznego, bezpieczeństwa i konkurencyjności europejskiej gospodarki. Doprowadzenie do sytuacji, w której daną substancję możemy spożywać, bo przecież nikt nie zakaże spożywania wina, a jednocześnie nie można jej stosować w produktach na skórę, trąci absurdem i godzić będzie w wiarygodność regulacyjną UE — dodaje.

Idź do oryginalnego materiału