U psów i kotów choroby przyzębia należą do najczęstszych problemów zdrowotnych, a mimo to duża część przypadków pozostaje nierozpoznana lub jest leczona zbyt późno. Jedną z przyczyn jest ograniczona możliwość oceny struktur znajdujących się pod dziąsłem. Stomatologia weterynaryjna ma też problem z niewystarczającym szkoleniem, dostępem do sprzętu i przekonaniem właścicieli zwierząt, iż choroby przyzębia pupili wymagają takiej samej uwagi jak inne schorzenia.
Choroby przyzębia są jednym z najczęstszych problemów zdrowotnych u małych zwierząt. Według danych przywoływanych przez Światowe Stowarzyszenie Lekarzy Weterynarii Leczących Małe Zwierzęta (WSAVA), już do 2. roku życia objawy choroby przyzębia ma około 80% psów i 70% kotów. W przypadku psów często podaje się jeszcze wyższe wartości u zwierząt powyżej 3. roku życia – 80-89%. Jednocześnie choroba może przez długi czas nie dawać wyraźnych objawów, dlatego właściciel może nie zdawać sobie sprawy ze stanu pupila.
Brak wyraźnych lub charakterystycznych objawów jest częstym powodem, dla którego problem może być bagatelizowany. Nieświeży oddech, osad nazębny czy niewielkie zmiany w zachowaniu zwierzęcia nie zawsze są traktowane jako sygnał choroby wymagającej diagnostyki i leczenia.
Samo badanie to często za mało
W stomatologii weterynaryjnej szczególne znaczenie ma diagnostyka radiologiczna. Część zmian znajduje się bowiem pod dziąsłem i nie może zostać oceniona tylko podczas badania klinicznego. Potwierdzono to w badaniu obejmującym 226 psów skierowanych na leczenie stomatologiczne. U niespełna 28% zwierząt zdjęcia całego uzębienia ujawniły istotne klinicznie zmiany w zębach, które nie wykazywały zmian podczas badania klinicznego. W przypadku zębów, w których stwierdzono już zmiany kliniczne, radiogramy dostarczały dodatkowych lub kluczowych informacji odpowiednio u 50% i 23% psów.
Podobny problem dotyczy kotów. W badaniu 115 zwierząt istotne klinicznie zmiany w zębach bez widocznych zmian podczas badania wykazano u prawie 42% kotów. Radiografia pozwalała też wykryć resorpcję zębów, której nie rozpoznano podczas badania klinicznego.
Znaczenie radiografii widać również w bardziej szczegółowych przypadkach. W badaniu psów ze złamaniem korony czwartego górnego zęba przedtrzonowego radiografia pozwalała wykryć zmiany pochodzenia endodontycznego, których nie można było rozpoznać na podstawie samego badania klinicznego.
Problem nie polega więc wyłącznie na tym, iż właściciel nie zauważa choroby. Część przypadków jest po prostu trudna do oceny bez odpowiedniej diagnostyki.
Dlaczego leczenie nie zawsze dochodzi do skutku?
W artykule opublikowanym w „Vet Times” Bob Partridge, specjalista stomatologii weterynaryjnej, wskazuje kilka barier utrudniających adekwatną diagnostykę i leczenie chorób stomatologicznych psów i kotów. Wśród nich wymienia niewystarczającą edukację właścicieli, niedostateczne szkolenie lekarzy weterynarii, braki w wyposażeniu gabinetów oraz traktowanie stomatologii jako mniej istotnej części praktyki.
Pierwszy problem dotyczy świadomości właścicieli. Choroba przyzębia może powodować ból, ale zwierzę nie jest w stanie wprost zakomunikować jego nasilenia. jeżeli przez cały czas je, zachowuje się względnie normalnie i nie wykazuje wyraźnych objawów, właściciel może uznać, iż problem nie wymaga pilnej interwencji.
Badania dotyczące opieki domowej pokazują zresztą, iż zalecenia dotyczące higieny zębów nie zawsze są realizowane. W przeprowadzonym w Szwecji badaniu zdecydowana większość właścicieli psów nie stosowała odpowiedniej profilaktyki domowej, a autorzy wskazali na potrzebę lepszego edukowania zarówno właścicieli, jak i personelu weterynaryjnego.
Problem zaczyna się także na etapie kształcenia
Dr Partridge zwraca uwagę również na niedostateczne przygotowanie lekarzy weterynarii do wykonywania zabiegów stomatologicznych. Jego zdaniem stomatologia zajmuje w programach kształcenia mniej miejsca niż inne dziedziny, mimo iż choroby stomatologiczne należą do najczęstszych problemów spotykanych w praktyce małych zwierząt.
To może tworzyć błędne koło – jeżeli lekarz ma niewielkie doświadczenie w stomatologii i ograniczony dostęp do odpowiedniego sprzętu, bardziej skomplikowane przypadki mogą być kierowane dalej albo odkładane na później. Problemem może być także wyposażenie. Niedostateczne inwestycje w instrumentarium i radiografię stomatologiczną utrudniają prawidłowe leczenie, a presja czasu dodatkowo ogranicza możliwości przeprowadzenia bardziej wymagających zabiegów.
Stomatologia zwierząt to nie tylko „czyszczenie zębów”
Istotnym problemem jest również postrzeganie zabiegów stomatologicznych. Określenie „rutynowe czyszczenie zębów” może sugerować prostą procedurę, podczas gdy pełna ocena może obejmować badanie periodontologiczne, radiografię wewnątrzustną, ekstrakcje i inne zabiegi chirurgiczne. W praktyce oznacza to konieczność połączenia diagnostyki klinicznej i radiologicznej z odpowiednim postępowaniem zabiegowym. Wytyczne WSAVA podkreślają znaczenie znajomości anatomii, fizjologii i metod diagnostycznych w prawidłowym rozpoznawaniu oraz leczeniu chorób stomatologicznych u małych zwierząt.
W tym sensie problem weterynaryjnej stomatologii przypomina wyzwania znane z medycyny człowieka: powszechność choroby nie oznacza automatycznie, iż każdy pacjent otrzymuje odpowiednią diagnostykę i leczenie.
Z perspektywy zdrowia zwierząt ważniejszy jest jednak wniosek kliniczny: przy tak dużej częstości chorób stomatologicznych wyzwaniem pozostaje ich adekwatne rozpoznawanie i leczenie. Zależy ono nie tylko od tego, czy właściciel zaakceptuje leczenie, ale także od kompetencji lekarza oraz wyposażenia gabinetu. Połączenie tych czynników może decydować o tym, iż choroba przyzębia – mimo swojej powszechności – przez cały czas pozostaje jednym z niedostatecznie leczonych problemów zdrowotnych u psów i kotów.








