70-latka przerwała turnus w Ciechocinku. Twierdzi, iż pluskwy pogryzły ją w sanatoryjnym pokoju

zdrowienapoziomie.pl 3 godzin temu

Siedemdziesięcioletnia kuracjuszka wyjechała z sanatorium Chemik w Ciechocinku po siedmiu dniach z zaplanowanego 21-dniowego turnusu, bo — jak twierdzi — w materacu w jej pokoju były pluskwy. Sprawę opisał serwis aleksandrowkujawski.naszemiasto.pl, do którego zgłosiła się kobieta.

Na turnus przyjechała ze skierowaniem z Narodowego Funduszu Zdrowia. Dopłaciła do pokoju jednoosobowego, licząc na spokojniejszy pobyt. Ugryzienia na ciele zauważyła już po pierwszej nocy i od razu zgłosiła to obsłudze. Lekarz dyżurny nie potwierdził wtedy, żeby ślady pochodziły od insektów. Kolejnego dnia na skórze pojawiły się następne zaczerwienienia i wtedy kuracjuszkę przeniesiono do innego pokoju — na czas dezynsekcji poprzedniego.

Ręczniki i pościel bez zmian

Przeprowadzka ograniczyła się do kosmetyczki.

Przeniosłam tylko przybory toaletowe. Reszta rzeczy została w poprzednim pokoju, który — jak mnie zapewniono — miał zostać poddany dezynfekcji. Wróciłam tam po trzech dniach i zauważyłam, iż ręcznik oraz pościel były te same. Do dziś nie wiem, czy dezynfekcja rzeczywiście została przeprowadzona — powiedziała kobieta serwisowi aleksandrowkujawski.naszemiasto.pl.

Przez kolejne noce spała na podłodze, bo bała się owadów w łóżku. Siódmego dnia spakowała się i wyjechała.

Zapłaciłam 870 zł za pokój jednoosobowy i opłatę uzdrowiskową. Skorzystałam z pobytu tylko przez siedem dni, ale nie ma mowy o zwrocie pieniędzy. Czuję się oszukana. To jednak nie jest najważniejsze. Nikt nie udzielił mi pomocy, chciano wypisać jedynie receptę. We wszystkich aptekach w Ciechocinku stwierdzono, iż to ugryzienia po pluskwach i konieczne jest leczenie — relacjonowała kuracjuszka.

Sanatorium: firma nie znalazła insektów

Kierownictwo sanatorium Chemik odrzuca zarzuty i powołuje się na dokumentację usługi dezynsekcyjnej. Wypowiedź placówki cytuje portal onet.pl.

Posiadamy dokumentację potwierdzającą przeprowadzone działania. Firma wykonująca usługę nie stwierdziła obecności pluskiew ani innych insektów w pokoju — przekazało kierownictwo obiektu.

Zarząd wskazuje na inne możliwe źródło ugryzień: upały i otwarte okna. Sanatorium stoi w parku, wśród drzew, więc — zdaniem placówki — do pokoju mogły dostać się meszki, komary lub inne owady. Kobiecie zaproponowano zastępczy pokój na czas zabiegu, a po okresie karencji, wywietrzeniu i odświeżeniu musiała wrócić do pierwotnego pomieszczenia, ponieważ ten drugi pokój był już sprzedany. Oba, jak zapewnia sanatorium, miały ten sam standard.

Idź do oryginalnego materiału