Obecność magistra farmacji w aptece ogólnodostępnej w godzinach jej funkcjonowania nie jest biurokratycznym wymogiem ani opcjonalnym zaleceniem. To fundamentalny filar bezpieczeństwa pacjentów i ustawowa zasada wynikająca wprost z art. 92 ustawy z dnia 6 września 2001 r. Prawo farmaceutyczne. Mimo to w praktyce wciąż pojawiają się przypadki, w których apteki funkcjonują wyłącznie pod opieką techników farmaceutycznych.
Co ciekawe, w takich sytuacjach dość niepokojąca, z punktu widzenia deontologii aptekarskiej, jest argumentacja, jaką kontrolowani farmaceuci przedstawiają w pisemnych wyjaśnieniach. Zamiast refleksji nad naruszeniem standardów opieki farmaceutycznej i stwarzaniem bezpośredniego ryzyka dla zdrowia publicznego, z pism kierowanych do organów kontrolnych wyłania się obraz relatywizacji prawa, przesunięcia odpowiedzialności, a choćby przedstawiania jawnego złamania przepisów jako… aktu wyższej konieczności i troski o pacjenta.
Lektura dwóch decyzji Wielkopolskiego Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego z maja i lipca 2026 roku dostarcza kolejnego materiału do dyskusji o kondycji etycznej i pojmowaniu odpowiedzialności zawodowej przez niektórych przedstawicieli środowiska aptekarskiego.
„Wolałem złamać prawo dla dobra pacjentów”
Dokładnie 17 lipca 2026 r. Wielkopolski WIF wydał decyzję będącą konsekwencją kontroli doraźnej w jednej z aptek 7 maja. Inspektorzy w jej trakcie ustalili, iż apteka funkcjonowała pod nieobecność jakiegokolwiek farmaceuty. Wszelkie czynności fachowe związane z wydawaniem leków i obsługą pacjentów wykonywał osamotniony technik farmaceutyczny.
W toku wszczętego postępowania administracyjnego przedsiębiorca będący farmaceutą złożył pisemne wyjaśnienia, które stanowią przykład logicznej i etycznej gimnastyki. Tłumacząc swoją nieobecność nagłymi i pilnymi sprawami rodzinnymi, kontrolowany stwierdził, iż stanął przed dramatycznym wyborem.
– (…) w związku z zaistniałymi nagłymi okolicznościami rodzinnymi, zmuszony byłem opuścić aptekę w tym dniu wcześniej niż po zamknięciu. Miałem dwie możliwości: albo pozostawić aptekę bez farmaceuty, co z przyczyn oczywistych nie jest dobry rozwiązaniem, albo zamknąć aptekę w tym dniu wcześniej niż planowane godziny – napisał farmaceuta.
W tym miejscu dochodzimy do absolutnego sedna swoistej „etyki wygody”. Farmaceuta, zamiast podjąć jedyną prawnie dopuszczalną decyzję o zamknięciu placówki w przypadku braku wykwalifikowanego personelu z wyższym wykształceniem, postawił na wariant świadomego łamania prawa, nadając mu dodatkowo szlachetną otoczkę misyjności.
– Pierwsze rozwiązanie, mimo iż narusza przepis 92 ustawy z dnia 6 września 2001 r. Prawo farmaceutyczne (Dz.U. z 2025 r. poz. 750 z późn. zm.), pozostawia pacjentom możliwość korzystania z usług farmaceutycznych. Wobec braku dobrego rozwiązania podjąłem decyzję o pozostawieniu apteki bez obecności farmaceuty – argumentował farmaceuta.
Żadnej skruchy i refleksji…
Innymi słowi magister farmacji wprost przyznał, iż uznał przepis o obowiązkowej obecności farmaceuty w aptece za uciążliwość, z której można zrezygnować, byle tylko placówka generowała sprzedaż i była otwarta. Pozostawienie samego technika farmaceutycznego – który według przepisów nie posiada uprawnień do samodzielnej pracy bez nadzoru magistra ani do wykonywania pełnego zakresu usług farmaceutycznych – zostało przedstawione jako ukłon w stronę pacjentów.
Jednak najbardziej zaskakujący fragment wyjaśnień odnosi się do samej kontroli i zdradza mentalność opierającą się na braku jakiejkolwiek skruchy czy refleksji.
– Opuszczenie przeze mnie apteki, nastąpiło na krótko przed kontrolą i o ile pozwolono by obecnemu w aptece technikowi farmaceutycznemu powiadomić mnie, mógłbym zawrócić z drogi i być w ciągu kilku minut z powrotem na miejscu – czytamy w wyjaśnieniach.
W świetle powyższych słów największym „przewinieniem” w oczach kontrolowanego nie było porzucenie apteki i narażenie zdrowia pacjentów, ale fakt, iż inspektorzy farmaceutyczni uniemożliwili technikowi zorganizowanie „systemu wczesnego ostrzegania”. Przedsiębiorca wyraża wręcz żal, iż nie dano mu szansy na powrót na stanowisko tuż po wejściu kontrolerów.
Ślusarz z dyplomem magistra
Drugi przypadek, rozstrzygnięty decyzją WWIF z dnia 22 maja 2026 r., prezentuje inny, równie osobliwy mechanizm usprawiedliwiania naruszenia. Tym razem kontrolowana apteka również działała bez obecności magistra farmacji, a czynności fachowe sprawował technik farmaceutyczny. W odpowiedzi na wezwanie organu właściciel apteki – będący zarazem magistrem farmacji pełniącym dyżur w owej placówce – przedstawił następujące tło wydarzeń.
– (…) w tym dniu to ja byłem magistrem farmacji pełniącym dyżur w powyższej aptece w godzinach jej otwarcia. Oprócz tej apteki jestem także właścicielem apteki (…) w tym samym mieście. Chwilę wcześniej dostałem informację z apteki (…) o trudnościach z otwarciem sejfu, w którym przechowywane są leki z grupy N, a na jeden z nich czekał pacjent – czytamy w wyjaśnieniach.
Farmaceuta poczuł się wywołany do tablicy i uznał, iż awaria mechaniczna w innym należącym do niego lokalu zwalnia go z obowiązku przebywania w aptece, w której oficjalnie sprawował dyżur. Co kluczowe, swoją decyzję o opuszczeniu placówki uargumentował w sposób dorabiający ideologię szlachetności do zwykłego zaniedbania.
– Kierowany poczuciem odpowiedzialności jako właściciel oraz chęci pomocy jako farmaceuta, poszedłem do apteki (…) (oddalonej około 400 metrów od apteki w której aktualnie byłem) w celu podjęcia próby awaryjnego otwarcia sejfu. W tym czasie Inspektorzy Farmaceutyczni dokonali kontroli obecności magistra w (…) – czytamy w decyzji.
Odpowiedzialność właściciela, a obowiązki farmaceutów
Mamy więc tu do czynienia z klasycznym pomieszaniem ról i instrumentalnym traktowaniem etyki zawodowej. Farmaceuta uznał, iż jego „poczucie odpowiedzialności jako właściciela” i „chęć pomocy jako farmaceuty” uprawniają go do porzucenia jednej apteki na rzecz drugiej, oddalonej o 400 metrów, by odgrywać rolę ślusarza walczącego z zaciętym zamkiem sejfu. W tym samym czasie w opuszczonej aptece pacjenci przyjmowani byli przez technika, który pozbawiony był nadzoru magistra farmacji.
Czy „chęć pomocy” jednemu pacjentowi w aptece oddalonej o kilkaset metrów usprawiedliwia narażanie zdrowia pacjentów wchodzących w tym czasie do innej apteki? W świecie deontologii aptekarskiej odpowiedź jest jednoznaczna: nie. Nie można budować odpowiedzialności zawodowej na bilansowaniu ryzyka i przeświadczeniu, iż obecność jednego magistra da się w sposób elastyczny „rozciągnąć” na dwie placówki oddalone od siebie o kilkusetmetrowy spacer.
Twarde stanowisko Inspekcji: Prawo nie zna wyjątków
W obu opisywanych przypadkach Wielkopolski Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny wydał decyzje nakazujące przedsiębiorcom zapewnienie bezwzględnej obecności farmaceuty w pracy aptek, nadając rozstrzygnięciom rygor natychmiastowej wykonalności. Uzasadnienia prawne obu decyzji są bezlitosne dla poetyki wykrętów stosowanej przez kontrolowanych.
Organ nadzorczy przypomniał fundamentalne brzmienie art. 92 Prawa farmaceutycznego: „W godzinach pracy apteki w jej lokalu znajduje się zatrudniony w niej farmaceuta lub farmaceuta wykonujący swoje obowiązki w aptece na innej podstawie prawnej.”
Jednocześnie organ jednoznacznie uciął wszelkie próby relatywizacji tego obowiązku, podkreślając wprost w obu uzasadnieniach: „Przepisy nie przewidują żadnych odstępstw od zasady wyrażonej w cytowanym wyżej przepisie.”
W ocenie Inspekcji brak magistra farmacji w aptece nie jest drobnym uchybieniem formalnym czy niedociągnięciem organizacyjnym, ale bezpośrednim zagrożeniem dla pacjentów. Jakiekolwiek tłumaczenia o trudnościach z sejfem czy sprawach rodzinnych nie mogą stawać ponad zdrowiem publicznym.
Wspomniane decyzje Wielkopolskiego Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego stanowią gorzki obraz części środowiska farmaceutycznego. Pokazują, jak w niektórych głowach zatarła się granica między apteką jako placówką ochrony zdrowia a apteką jako zwykłym punktem handlowym, który „musi być otwarty za wszelką cenę”. Sposób, w jaki obaj farmaceuci próbowali usprawiedliwiać swoje przewinienia, ukazuje też głęboki kryzys pojmowania etyki zawodowej.
Zawód farmaceuty jest zawodem zaufania publicznego. Przywilej prowadzenia apteki wiąże się z bezwzględnym przestrzeganiem reżimu prawnego i zapewnieniem ciągłego, profesjonalnego nadzoru nad procesem wydawania leków. Gdy magister farmacji opuszcza aptekę, znika różnica między apteką a punktem aptecznym. A tłumaczenie, iż zrobiło się to z „chęci pomocy” lub „braku lepszego rozwiązania”, jest jedynie smutnym świadectwem tego, jak bardzo pojęcie odpowiedzialności zawodowej potrafi zostać skrzywione w codziennej praktyce.











