Właścicielka apteki odmówiła wydania Sanepidowi suplementu diety. Teraz zapłaci karę…

mgr.farm 1 dzień temu

Prowadzenie działalności gospodarczej w sektorze spożywczym, w tym obrót suplementami diety w aptekach, wiąże się nie tylko z dbałością o zysk, ale przede wszystkim z surowymi reżimami bezpieczeństwa. Jednym z kluczowych narzędzi organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej (PIS) jest prawo do pobierania próbek produktów do badań laboratoryjnych. Częstym punktem zapalnym na linii przedsiębiorca–urząd jest kwestia odpłatności za te produkty oraz procedury samej kontroli. Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 12 czerwca 2025 r. (sygn. akt II GSK 26/22) kategorycznie rozstrzyga te wątpliwości, stając po stronie organów inspekcji i przypominając o nadrzędnym celu kontroli: bezpieczeństwie konsumenta.

Inspekcja w aptece i spór o 2 litry suplementu

Sprawa swój początek miała 24 października 2019 r., kiedy to pracownicy Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego (PPIS) przeprowadzili kontrolę w jednej z aptek w miejscowości B. Celem wizyty była ocena oznakowania suplementów diety oraz pobór próbek do badań na zawartość metali ciężkich (ołowiu, kadmu, rtęci, arsenu i niklu). Kontrolerzy zamierzali pobrać dwie próbki preparatów witaminowo-mineralnych w płynie, w ilości po 1000 ml każda.

Właścicielka apteki sprzeciwiła się jednak wydaniu towaru bez zapłaty. Argumentowała, iż przekazanie pełnowartościowych, fabrycznie zamkniętych produktów o łącznej objętości dwóch litrów wykracza poza definicję „próbki” i stanowi realną stratę finansową dla jej przedsiębiorstwa. W efekcie kontrolerzy odeszli z kwitkiem, co organ zakwalifikował jako utrudnianie kontroli.

Efektem tego zdarzenia była decyzja Dolnośląskiego Państwowego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego o nałożeniu na przedsiębiorczynię kary pieniężnej w wysokości 10 000 zł. Jak wskazano w uzasadnieniu, odmowa nieodpłatnego wydania próbek stanowiła naruszenie art. 76 ust. 1 pkt 4 ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia (u.b.ż.ż.). Sprawa trafiła do sądu…

Prawne ramy utrudniania kontroli

Kluczowym przepisem w tej sprawie był art. 103 ust. 1 pkt 7 u.b.ż.ż., który przewiduje kary pieniężne dla podmiotów utrudniających lub uniemożliwiających przeprowadzenie urzędowej kontroli żywności. Właścicielka apteki broniła się twierdząc, iż jej działanie nie miało na celu „utrudniania”, a jedynie ochronę własnych interesów majątkowych i egzekwowanie – w jej ocenie – prawidłowych procedur (np. wcześniejszego zawiadomienia o kontroli). Sądy obu instancji nie podzieliły tej argumentacji.

Aby kontrola przeprowadzana przez organy PIS mogła osiągnąć swój cel, a zatem doprowadziła do określenia m.in. bezpieczeństwa wprowadzanych do obrotu środków spożywczych, wymaga to przynajmniej minimalnego stopnia współdziałania ze strony kontrolowanego, przy czym współdziałanie to powinno dotyczyć pełnego zakresu uprawnień przysługujących organom PIS – stwierdził Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, a za nim NSA.

Brak wydania próbki uniemożliwił zbadanie składu produktu, co bezpośrednio uderzyło w skuteczność nadzoru nad bezpieczeństwem żywności.

Czy kontrola musi być zapowiedziana?

Jednym z głównych zarzutów kasacyjnych był brak siedmiodniowego zawiadomienia o zamiarze wszczęcia kontroli, co w opinii właścicielki apteki naruszało przepisy Prawa Przedsiębiorców. NSA przypomniał jednak o specyfice prawa żywnościowego, które opiera się na przepisach unijnych, w szczególności na rozporządzeniu nr 882/2004.

Zgodnie z unijnymi standardami, urzędowe kontrole w zakresie bezpieczeństwa żywności powinny być przeprowadzane bez wcześniejszego uprzedzenia, chyba iż takie powiadomienie jest konieczne i należycie uzasadnione (np. kontrola audytowa). W przypadku poboru próbek do badań na obecność szkodliwych substancji, element zaskoczenia jest kluczowy, by sprawdzić faktyczny stan towaru oferowanego konsumentom.

Definicja „próbki” – cel ważniejszy niż ilość

Kobieta w sądzie podnosiła też, iż żądanie dwóch litrów płynu (po 1000 ml na produkt) to nie „pobór próbek”, ale „konfiskata towaru”. NSA odrzucił taką interpretację, wskazując na metodologię badań laboratoryjnych. Aby wynik był wiarygodny, laboratorium musi dysponować odpowiednią ilością materiału, umożliwiającą nie tylko przeprowadzenie testów pierwotnych, ale także ewentualne badania odwoławcze (tzw. druga opinia ekspercka dla przedsiębiorcy).

– Kluczowym wyznacznikiem jest to, iż pobrana próbka powinna zapewniać ilość materiału niezbędną do przeprowadzenia badania, a równocześnie gwarantować zapewnienie metodologicznej poprawności odnoszącej się do zasad jego przygotowania i pobrania, uniemożliwiających zanieczyszczenie próbki – czytamy w uzasadnieniu wyroku NSA.

Oznacza to, iż jeżeli badanie na zawartość pięciu różnych metali ciężkich wymaga dużej objętości płynu, organ ma prawo pobrać choćby całe opakowania jednostkowe produktu, a przedsiębiorca nie może żądać za nie zapłaty.

Finansowe koszty bezpieczeństwa

NSA dobitnie przypomniał przedsiębiorcom o kosztach związanych z wejściem na rynek spożywczy. Prowadzenie apteki czy sklepu z suplementami to nie tylko czerpanie zysków, ale i akceptacja „ryzyka” kontrolnego.

– Prowadzenie przez skarżącą przedsiębiorstwa spożywczego i jego udział w obrocie suplementami diety zakłada, iż strona w ramach działalności gospodarczej nastawionej na zysk musi się liczyć przy jej prowadzeniu również z obowiązkami prawnymi i ograniczeniami o charakterze finansowym, jakie w tym zakresie wynikają z wiążących zasad prawa żywnościowego – stwierdził sąd.

Wydanie próbek za darmo jest więc ustawowym obowiązkiem (art. 76 ust. 1 pkt 4 u.b.ż.ż.), a próba przerzucenia kosztów tych próbek na organ kontrolny jest bezzasadna.

Wyrok w sprawie II GSK 26/22 stanowi jasne ostrzeżenie: opór przed rutynowymi czynnościami Sanepidu może być bardzo kosztowny. Kara 10 000 zł została uznana za adekwatną i „miarkowaną”, mimo iż mogła być znacznie wyższa.


Źródło:

©MGR.FARM

Idź do oryginalnego materiału