Trzynaście lat po tragedii. Rodzina zabitego strażaka wciąż walczy o spokój

bejsment.com 1 godzina temu

Brenna Parker, Ryla Parker i Zilla Parker ze zdjęciami męża i ojca.

Zdjęcia Dominica Parkera przez cały czas zajmują szczególne miejsce w domu jego żony, Zilli. Każde z nich przypomina nie tylko męża i ojca, ale przede wszystkim człowieka, który potrafił rozjaśnić każdy dzień.

– Wystarczyło, iż wszedł do pokoju, a ludzie zaczynali się uśmiechać – wspomina Zilla Parker. – Potrafił mnie rozśmieszać bez końca. Nie sądzę, by można było znaleźć coś cenniejszego.

Ich historia zaczęła się jeszcze w czasach szkolnych. Byli licealnymi przyjaciółmi, później małżeństwem, a z czasem stworzyli rodzinę z dwiema córkami. Wszystko zmieniło się jednak w 2013 roku, gdy Dominic Parker, strażak z Markham, padł ofiarą niesprowokowanego ataku nożownika w lokalu w pobliżu Danforth Avenue i Coxwell Avenue w Toronto.

W chwili tragedii Zilla przebywała w Montrealu wraz z córkami Rylą i Brenną, które właśnie rozpoczynały studia. Telefon odebrany w środku nocy na zawsze podzielił ich życie na „przed” i „po”.

– Powiedziano mi, iż doszło do incydentu w barze. Odpowiadałam, iż to musi być pomyłka. Dominic nie wdawał się w bójki. To po prostu nie był on – wspomina.

Rodzina natychmiast wróciła do Toronto. W szpitalu św. Michała rozpoczęło się dramatyczne oczekiwanie.

– Minęły 48 godzin, zanim stało się jasne, iż nie przeżyje – mówi cicho Zilla.

Przy łóżku strażaka czuwali nie tylko najbliżsi. W szpitalu pojawili się również jego przyjaciele i współpracownicy ze straży pożarnej.

– W naszej służbie jesteśmy jak rodzina – wspomina Scott Daniel, przyjaciel Parkera. – Spędziliśmy z nim i jego bliskimi ostatnie godziny. Dominic był człowiekiem niezwykłym. Jednym z tych ludzi, których określa się mianem soli ziemi.

Dominic Parker z córkami

Po śmierci ojca córki musiały nauczyć się dorosłości w sposób, którego nikt nie powinien doświadczać.

Ryla świadomie postanowiła nie śledzić losów człowieka odpowiedzialnego za śmierć jej ojca.

– Skupiłam się na własnym zdrowiu psychicznym. Myślałam o tym, czego chciałby tata. Chciałby, żebym szła dalej i nie pozwoliła, aby ta tragedia zdefiniowała całe moje życie – mówi.

Jej siostra Brenna podkreśla, iż przez lata otrzymała ogromne wsparcie od przyjaciół rodziny.

– Mam wielu zastępczych ojców. Wielu ludzi przejęło tę rolę i pomogło nam przetrwać.

Sprawca ataku, Nabil Huruy, został oskarżony o zabójstwo drugiego stopnia. W 2015 roku uznano go jednak za niepoczytalnego z powodu choroby psychicznej. Zdiagnozowano u niego schizofrenię oraz zaburzenia związane z używaniem marihuany. Od tamtej pory przebywał pod opieką Centrum Uzależnień i Zdrowia Psychicznego (CAMH).

Nabil Huruy, oskarżony o zamordowanie Dominica Parkera na szkicu z sali sądowej.

W ostatnich miesiącach rozpoczął jednak kolejny etap reintegracji społecznej. Ontario Review Board uznała, iż poczynił znaczące postępy terapeutyczne i wykazuje stabilność psychiczną. przez cały czas pozostaje jednak pod ścisłym nadzorem specjalistów.

To właśnie ten etap stał się źródłem nowego bólu dla rodziny Parkera.

Huruy został przeniesiony do nadzorowanego ośrodka w South Parkdale. Problem polega na tym, iż w tej samej okolicy mieszkają bliscy Zilli Parker.

– Nie uważam, iż osoba cierpiąca na psychozę powinna trafiać do więzienia zamiast na leczenie – podkreśla wdowa. – Ale każdego dnia żyję z pytaniem: co będzie, jeżeli moja rodzina go spotka? Co będzie, jeżeli ja go spotkam?

To właśnie ten lęk skłonił rodzinę do rozpoczęcia kampanii na rzecz zmian w systemie. Nie domagają się zemsty ani zaostrzenia kar. Podkreślają, iż wspierają leczenie osób chorych psychicznie. Chcą jedynie, aby głos ofiar był równie istotny jak proces rehabilitacji sprawców.

– Ofiary są częścią tej historii, a my nie otrzymaliśmy praktycznie żadnego wsparcia – mówi Zilla. – Cały system skupiał się na sprawcy. Gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla rodzin?

Rodzina uruchomiła petycję wzywającą do zmian procedur. Do końca maja podpisało ją blisko 2500 osób.

Najbardziej poruszające są jednak słowa córek strażaka. Mimo trzynastu lat bólu nie domagają się odwetu.

– Nie prosimy o dalszą karę – podkreśla Brenna. – Prosimy jedynie o rozwiązanie, które będzie rozsądne i sprawiedliwe dla wszystkich.

Jeszcze dalej idzie Ryla.

– Zasada „oko za oko” sprawia, iż cały świat staje się ślepy – mówi. – Skoro po tym wszystkim przez cały czas potrafimy okazywać współczucie wobec osoby chorej psychicznie, to dlaczego nasze potrzeby nie mogą spotkać się z podobnym zrozumieniem?

To pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Dla rodziny Parkera tragedia sprzed trzynastu lat nigdy się nie skończyła. Nie chodzi już o sądy, wyroki czy decyzje komisji. Chodzi o codzienne życie z pustką po człowieku, który potrafił rozśmieszyć wszystkich wokół i którego brak odczuwany jest każdego dnia.

Były strażak z Markham, Dominic Parker z rodziną.

Idź do oryginalnego materiału