To, co mówią i myślą o innych krajach, wywołuje zdziwienie. „Dla Polaków taka postawa jest niezrozumiała”

news.5v.pl 18 godzin temu
Onet

Na Słowacji mieszka 5,4 mln osób. Bardzo wiele z nich ma stosunkowo kontrowersyjne poglądy. Według rozmówców Onetu, Słowacy mają inny sposób myślenia niż Polacy czy Czesi. Wynika to ze skomplikowanej historii tego kraju. Słowacy sami sobą rządzą w tysiącletniej historii tego narodu zaledwie przez kilkadziesiąt lat.

W ostatnim czasie mają nowe „narodowe hobby”, które dotyczy Polski.

Dalszą część tekstu przeczytasz poniżej:

Polska ma blisko 1100-letnią historię własnej państwowości. Chwali się nas za to, iż podnieśliśmy się z każdej klęski i odbudowywaliśmy kraj niezależnie od przeciwności.

Nasz południowy sąsiad w tym samym czasie, gdy Polska święciła swoje triumfy i przeżywała upadki, był niepodległy łącznie tylko przez 38 lat! Słowacja jako niezależne państwo pojawiła się na mapie dopiero w 1939 r.

Mimo to przez całe tysiąclecie Słowacy zachowali własny język, kulturę i tradycję. Śmiało można powiedzieć, iż drugiego takiego narodu w całej Europie nie ma. Słowa te nabierają dziś także innego, politycznego znaczenia. To, co mówią i myślą Słowacy o innych krajach kontynentu, wywołuje zdziwienie.

Kraina „szurów”?

— Moja firma prowadzi interesy w kilku europejskich krajach. Odbywam bardzo dużo delegacji i w ich trakcie zawsze sprawdzam, co zagraniczne media piszą o wydarzeniach na Słowacji — mówi Pavel (prosi, by zmienić mu imię), menedżer w jednym ze słowackich przedsiębiorstw.

— I ostatnio faktycznie pisze się całkiem sporo. O zamachu na naszego premiera. O tym, iż Robert Fico wyzdrowiał i obok Viktora Orbana stał się wielkim przyjacielem Putina, o tym, iż rządowo negujemy pandemię COVID-19 i sens szczepień przeciwko koronawirusowi, czy też o tym, iż na Słowacji ludzie nie popierają Ukrainy w walce z Rosjanami. Z tych tekstów płynie obraz Słowaków — szaleńców czy „szurów”, jak mówią dziś młodzi Polacy. Tymczasem moim zdaniem nie do końca tak jest. Część moich rodaków faktycznie ma swoje specyficzne poglądy i bardzo konserwatywny sposób postrzegania świata. Ale to wszystko nie bierze się znikąd — mówi.

Jak dodaje nasz rozmówca, w Słowakach cały czas bardzo silna jest bowiem potrzeba podkreślania swojego własnego narodowego „ja”. Dlatego w tym kraju dużo słabsze niż w innych krajach Europy są tendencję ponadnarodowe — europejskie.

To samo tłumaczy nam Lukas, „w połowie Słowak, w połowie Polak” z Żyliny.

— Badania pokazują, iż w moim kraju 30 proc. ludzi nie uważa Putina za zbrodniarza wojennego i tłumaczy rosyjską napaść na Ukrainę obroną rosyjskich interesów. Tyle samo ludzi jest zdania, iż winę za wojnę na równi z Rosjanami ponoszą Ukraińcy. Dla Polaków taka postawa Słowaków jest trudna do pojęcia. Ale zrozumcie… W Polsce jest tak, iż Rosjanie i Niemcy to dwaj najwięksi wrogowie od zawsze. Polacy boją się Rosjan, bo ci już raz zabrali im niepodległość, a po II wojnie światowej zniewolili w obozie komunistycznym. W Słowakach podobnego lęku nie ma. Rosja nigdy Słowacji przecież nie najechała. My narodowo boimy się Węgrów, którzy przez setki lat panowali nad nami. W ostatnich miesiącach mamy też problem z Czechami. Ci bowiem zaczęli nas traktować z góry i pouczać. Naszym ludziom się to nie podoba — mówi Lukas.

Zdaniem naszego rozmówcy, Słowacy Rosjan nie tylko się nie boją, ale ich nawet… lubią. Lukas tłumaczy, iż przez Słowację biegną gazociągi i rurociągi dostarczające oba paliwa ze wschodu na zachód Europy. W Polsce od dziesięcioleci ogrzewa się domy węglem. Na Słowacji choćby w najmniejszych wioskach są… gazociągi. Domy tam ogrzewane są właśnie błękitnym paliwem. Słowacja od czasu, gdy w 1992 r. rozłączyła się z Czechami, kupowała z Rosji gaz stosunkowo tanio. Miała więc tanią energię, a ta energia była podstawą do rozwoju. To był także jeden z powodów, dla których na Słowacji masowo inwestowały firmy motoryzacyjne. Ich fabryki dawały ludziom pracę, a wraz z pracą przyszedł rozwój i dobrobyt.

— I teraz mamy sytuację, gdy wybucha wojna w Ukrainie i Unia Europejska mówi dla rosyjskiego gazu „nie”. Ceny tego paliwa rosną. Słowacy dalej muszą gazem ogrzewać domy, więc ich rachunki też rosną. W kieszeniach zwykłych ludzi zostaje mniej pieniędzy, co powoduje złość u wielu osób. Rosną ceny w sklepach, więc nowym „narodowym hobby” stają się wycieczki raz czy dwa razy w miesiącu do sklepów w Polsce, gdzie jest taniej — mówi Lukas. — Ludzie pytają: „dlaczego tak jest?”. Wspominają czasy, gdy pieniędzy mieli więcej. Część z nich dochodzi do wniosku, iż one wrócą, gdy skończy się wojna w Ukrainie. Czekają na zwycięstwo Rosjan i moment, aż znów popłynie z Moskwy tani gaz.

— brzmi hymn Republiki Słowackiej.

„Historyczny wróg” dziś jest „bliskim przyjacielem”, a „były przyjaciel” popadł w niełaskę

Sympatia Słowaków do Rosjan w ostatnich miesiącach zdaje się choćby rosnąć. Zdaniem wielu osób dzieje się tak za sprawą… Czechów. Praga, podobnie jak Warszawa, od wybuchu wojny w Ukrainie stoi twardo za Kijowem. Zdaniem Czechów wojna może zakończyć się tylko wycofaniem wojsk rosyjskich z terenu całej Ukrainy, a sam Putin to zbrodniarz wojenny, z którym nie powinno się rozmawiać.

Dlatego rząd w Pradze kilkukrotnie zwrócił Bratysławie uwagę. Stało się tak np. w momencie, gdy słowacki premier Fico zapowiedział, iż chętnie spotka się z Putinem i planuje lecieć do Moskwy w maju 2025 r. na uroczystości w okazji 80 lat zakończenia II wojny światowej. Robert Fico jest też zwolennikiem negocjacji pokojowych z Rosją na zasadach, które Rosjan prawdopodobnie będą satysfakcjonować, ale Ukraińców już nie.

Słowacy czeskie połajanki odebrali jednak jako afront. Uznali, iż Czesi czują się od nich lepsi i znów wchodzą w rolę państwa, które chce coś Słowakom narzucać. Dlatego stosunki obu państw mocno się ochłodziły. Dziś są najgorsze od secesji z 1992 r.

— I to jest trochę komiczne, bo w tej samej chwili rząd słowacki jest bardzo bliski rządowi węgierskiemu premiera Orbana — mówi Peter, nauczyciel historii z Popradu.

— Nasze kraje są dziś sojusznikami i blisko współpracują. Niby fajnie, ale to wszystko w sytuacji, gdy to właśnie Węgry w pewnym resentymencie są tym krajem, który najczęściej był naszym zaborcą. Co jeszcze śmieszniejsze, premier Orban co pewien czas przypomina, iż chętnie przywróciłby Węgrom granicę z czasów „Korony Świętego Stefana”, czyli wcielił całą Słowację do węgierskiego terytorium. To naprawdę jest trochę pomieszanie z poplątaniem i wiele osób się temu dziwi. Jednak nie wszyscy. Ja sam uważam, iż z nas jest po prostu… „przekorny naród”.

Odszkodowania za szczepionki na COVID-19?

Jak dodaje Peter, on sam ma jednak wątpliwości, czy rząd Roberta Fico i sam premier poszedł na zbliżenie z Węgrami z uwagi na faktyczną bliskość poglądów, czy też może po prostu zrobił to z czystej politycznej kalkulacji.

Robert Fico, którzy rządził Słowacją w latach 2006-2010; 2012- 2018, a później stracił władzę na rzecz liberałów, zrozumiał bowiem, iż musi grać pewną rolę, by utrzymać poparcie najbardziej konserwatywnej części społeczeństwa w tym kraju. Tak jak w Polsce mówi się, iż wyborów nie wygrywa się w „Warszawie, tylko Końskich”, tak wyborów na Słowacji nie wygrywa się w „Bratysławie, tylko w Levicach”.

Fico gra więc w swoją grę uderzania w słowackie resentymenty od powrotu do władzy w 2023 r. Słowacja to kraj, gdzie większość ludzi mieszka na wsiach i w małych miasteczkach. Wspomniany Poprad, gdzie mieszka nasz rozmówca, liczy 51 tys. mieszkańców. To tyle, ile mieszka w Raciborzu, który na Śląsku traktowany jest prowincjonalnie. Tymczasem według słowackich standardów Poprad to metropolia.

Tomasz Mateusiak/Onet / Onet

Deptak w słowackim Popradzie. To między innymi w tym, położónym 45 km od granicy z Polską, mieście pod Tatrami rozmawialiśmy z mieszkańcami Słowacji

Na wsiach i w małych miasteczkach myśli się inaczej niż w dużych miastach. To nie przytyk, to fakt. Dlatego premier Fico znalazł jeszcze jeden sposób na zmotywowanie wiejskiego i małomiasteczkowego elektoratu wokół siebie. Ludzie na Słowacji dalej pamiętają obrazki, jakie w tym kraju miały miejsce w trakcie pandemii COVID-19. To był jedyny kraj na świecie, który chciał, aby wszyscy obywatele zostali przetestowani na obecność koronawirusa.

W Polsce przy okazji kolejnych fal pandemii głównie mówiło się o ograniczeniach dla osób niezaszczepionych, jakie rząd być może wprowadzi. Słowacja była wówczas państwem, które poszło o wiele kroków dalej. Tu osoby niezaszczepione naprawdę miały mocno ograniczony dostęp do wielu aspektów życia. A iż stopień zaszczepienia był stosunkowo nieduży, wiele osób rządy ówczesnych premierów Igora Matoviča i Eduarda Hegera po prostu zamknęły w domach.

— Robert Fico dziś to wykorzystuje, pokazując, iż tamte decyzje były bezprawne. Peter Kotlár, czyli rządowy pełnomocnik do spraw dochodzenia w sprawie pandemii COVID-19, mówi dziś, iż w jego mniemaniu pandemia nie była wcale taka groźna, a szczepionki, do których zmuszano społeczeństwo, były nieprzebadane, w wielu wypadkach wręcz dla zdrowia szkodliwe. Słowacki rząd nie mówi jeszcze, jakie z tego tytułu wyciągnie konsekwencje, ale popierając taką narrację, puszcza oko wyborcom. Ludzie, którzy czuli się w trakcie pandemii zniewoleni, zdają się wierzyć, iż Fico mówi im: „dopóki ja rządzę, drugi raz to się nie powtórzy”.

Uchodźcy a sprawa romska

— Jak we wszystkich krajach środkowej Europy, na Słowacji istotną częścią narodowej debaty jest też kwestia imigrantów, którzy na zasadzie unijnego mechanizmu relokacji mają trafić na Słowację — mówi Vaclav, mieszkaniec Kieżmarku.

— Słowacy są zasadniczo przeciwni przyjmowaniu uchodźców. Nie jest tak, iż ludzie im nie współczują i ich nienawidzą. Jak kilkanaście miesięcy temu grupa uchodźców koczowała przy polsko-słowackiej granicy w Podspadach, to miejscowi górale bardzo im pomogli. Przynieśli koce, jedzenie itd. Ale ogólnie narodowo mamy problem z uchodźcami i w przypadku Słowacji to jest nie tylko kwestia strachu przed gwałtami czy rozbojami, jakie mają miejsce w imigranckich dzielnicach na zachodzie Europy.

Nasz rozmówca przypomina, iż Słowacy z innymi kulturowo grupami, niż Słowianie, mają problem od lat. Chodzi o mniejszość romską. Ta pomimo kilkusetletniej koegzystencji i życia obok Słowaków dalej zachowała odrębną kulturę. Romskie osiedla to dalej w dużej mierze skupisko biedy. To problem dla Słowaków. Kilka lat temu w jednym ze słowackich miasteczek padł pomysł, by romskie osiedle oddzielić murem od słowackich domów i miejscowi nie widzieli w tym nic złego. Marian Kotleba i jego skrajnie nacjonalistyczna i antyromska partia „Nasza Słowacja” miała w wyborach, jakie odbyły się na Słowacji w 2016 i 2020 r. poparcie w granicach 7-8 proc. Największe było zwłaszcza na wschodzie tego kraju.

— Nasz problem z Romami sprawia, iż ludzie boją się uchodźców jako kolejnej obcej Słowakom grupy etnicznej i kulturowej. Uważają, iż migranci przyniosą głównie problemy — mówi Veronika, Słowaczka pochodząca z Popradu, ale od 15 lat mieszkająca w Londynie. — Ja mieszkając w Wielkiej Brytanii, napatrzyłam się na wielokulturowe społeczeństwo i nie mam z nim problemu. Teraz odwiedzam mamę. Ona ma inne poglądy. Dla niej Słowacja, jeżeli ma pozostać Słowacją, musi być złożona głównie ze Słowaków — mówi.

I dodaje: — Ktoś by powiedział, iż to hasło czysto faszystowskie. Ale ja wiem, iż moja mama faszystką nie jest. Ona w razie, gdyby zaszła taka potrzeba, na pewno by obcym pomogła. Ale tak została wychowana i takie ma poglądy, iż Słowacja musi o swoje walczyć, bo inaczej znów zostanie podbita i zniknie nasza narodowa samodzielność. Dużo ludzi w tym kraju myśli identycznie. Ja się z nimi nie zgadzam, ale też nie mam prawa tym ludziom zabraniać takich poglądów, bo w sumie oni nie kierują się niczym innym, jak tylko patriotyzmem.

***

Na Słowacji sytuacja polityczna od wielu lat jest podobna do tej w Polsce. O władzę walczą ze sobą ugrupowania liberalno-lewicowe i prawicowe. Różnica polega na tym, iż nie ma tam dwóch dużych partii, tylko jest kilka mniejszych ugrupowań, które do tworzenia rządu muszą się łączyć w szersze koalicje. W ciągu ostatnich 15 lat częściej przy władzy w parlamencie byli konserwatyści dowodzeni przez Roberta Fico.

Z drugiej strony w latach 2019 – 2024 prezydentem Słowacji była kobieta — Zuzana Caputova. Ta postępowa prawniczka była zwolenniczką związków partnerskich i opowiadała się za możliwością adopcji dzieci przez pary jednopłciowe. Pomimo takich poglądów w drugiej turze wyborów z 2019 r. zdobyła ona poparcie rzędu 58 proc.

Idź do oryginalnego materiału