Korzeniem euforii jest wdzięczność […].
To nie euforia sprawia, iż jesteśmy wdzięczni;
to wdzięczność czyni nas radosnymi.
David Steindl – Rast OSB
Niech ta ciemność staje się dzwonnicą,
a ty – dzwonem. Kiedy bowiem dzwonisz,
co cię dręczy, staje się twą siłą.
Rainer Maria Rilke
Książki Joanny Macy pojawiły się na mojej social mediowej orbicie już jakiś czas temu. Byłam jednak w takim miejscu w życiu, iż do nich nie sięgnęłam, choćby nie wiedziałam, o czym są. Wiem, iż utkwiła mi pamięci okładka “Aktywnej nadziei” widziana tu i tam. Miałam jednak na głowie kilka innych tematów i ogrom innych książek do przeczytania, więc nie zagłębiałam się w to, kim jest Joanna i o czym chce do mnie mówić. Byłam chyba w środku mojej magisterki.
Kilka miesięcy później Joanna przyszła do mnie głosem Marii Sitarskiej, którą znacie z tego portalu. Maria stała się dla mnie pomostem między pracą Joanny a mną. Czułam żywo to, co Maria do mnie mówi, przenikało to do moich uszu w słowach mówionych, a do moich oczu, w słowach czytanych w tekstach. Coraz bardziej rozpoznawałam tę ścieżkę i odpamiętywałam swoje połączenie ze światem, które czułam przecież od dziecka. Słowa i uczucia, przychodziły burzyły mi krew aktywistki, jednocześnie zahaczając czułe struny spokoju i pewności. Z uważnością przyglądałam się temu zarówno z własnego, prywatnego kawałka, jak też aktywistki właśnie, czy psychoterapeutki gestalt. Dziś, kiedy piszę do ciebie, osobo, czuję wdzięczność w każdej komórce ciała za takie osoby, jak dwie wymienione wyżej, obecne w moim życiu.
Joanna Macy w swojej książce “Świat we mnie, ja w świecie. W stronę planetarnego przebudzenia”, wydanej przez Wydawnictwo Współbycie, łączy myśl głębokoekologiczną i zaangażowany buddyzm. Jej słowa drążą skały i choć pisze i uczy już od lat 80., to z całą swą intensywnością praktyki, do których zaprasza są przez cały czas potrzebne tu i teraz, w obliczu Wszechkryzysu. Macy skutecznie i wnikliwie diagnozuje problemy, z którymi walczy dzisiaj świat, wyciąga je z uważnością spod dywanów i z szaf, gdzie wiele i wielu z nas wolałoby nie zaglądać. Oświetla je i chce, abyśmy, z czułością dla siebie i świata, się im przyjrzały, a następnie poczuły to wszystko, co przychodzi, co jest do poczucia, kiedy kontaktujemy się z aktualnym stanem świata, planety, którą tak bardzo jako ludzkość, z różnych powodów, zużywamy dla naszych celów.
Sięgnęłam po tę pozycję bez oczekiwań. To, co na jej kartkach znalazłam, to spokój i połączenie. Autorka, bazując na fundamentach buddyzmu i teorii systemów, rysuje przed nami fraktale, które są kolejnymi cyklami – zaproponowanej przez nią – Praktyki Ponownego Połączenia. Jest w niej miejsce na mój lęk z powodu tego, co się wydarza lokalnie i globalnie w świecie, jest miejsce na smutek, złość i żałobę. Jest miejsce na uhonorowanie tego wszystkiego, co musi zostać poczute, aby wyjść z zamrożenia, unikania i wszystkich, niczemu i nikomu nie służących długofalowo, mechanizmów przetrwania. W przestrzeni praktyki nie jesteś sam, sama, samo. Na całym świecie, od lat są osoby, które przechodzą jak ty, po swojemu, kolejne jej etapy. Dzięki takim wspólnotowym praktykom, możemy poczuć się usłyszane, zobaczone, może przepłynąć przez nas rzeka lub strumyk emocji. A kiedy nasze ciała, obmyte z tego, co powodowało nasze zamieranie, zrobią miejsce na nowe, możemy zobaczyć inaczej, w połączeniu z tym za czym płaczemy i jednocześnie, dzięki temu nowemu, pójść drogą ku podtrzymywaniu życia na tej planecie, na milion różnych sposobów. Przeczytacie tu więc o różnych narracjach dzisiejszego świata, o warstwach działania aktywistycznego. Przeczytacie o wielu teoriach, które wzmacniają głos Joanny Macy, ze względu na ich trwałość od dawien dawna, zanim sama autorka pojawiła się na tym świecie w swojej cielesnej powłoce, która niebawem połączy się na nowo z ziemią. Sama, z całą mocą łączy słowa, doświadczenie, emocje, aby pokazać nam świat w swojej głębokiej połączoności. Włącza nas na powrót do wypartej dziś więzi z naszymi ekosystemami. Włącza nasz wpływ na świat. Włącza wpływ innych na nas, wije sieci na nowo, abyśmy mogły odpamiętywać nas jako część całej natury.
Przez lata tonęliśmy w fantazji, iż kultura i natura są od siebie osobne. Że kultura jest wyżej, a natura niżej. Że natura to coś zewnętrznego od nas. To oczywiście nieprawda. Łatwo zapomnieć o zależnościach i wpływach. Szczególnie jeżeli jesteśmy uprzywilejowane w tej dynamice. Kiedy nasz przywilej słabnie, a reszta ekosystemu upomina się o swoje miejsce, nagle zamiast usłyszeć ten głos, próbujemy jeszcze bardziej uciekać, zatykać uszy i udawać, iż powodzie, zmiany to nie my.
Usiądź na chwilę i poczuj, co się pojawia, gdy weźmiesz współodpowiedzialność. Masz wpływ na pojawianie się powodzi, masz wpływ na aktualne pożary, huragany, susze i głód, przed którym uciekają dzieci, matki, ojcowie, bracia, ciotki, zwierzęta, owady. Tak. Ja też żyłam tak i czasem żyję tak, iż mam wpływ. Kiedy nie pamiętam o różnych rzeczach, które mam w swojej mocy, a które są do zrobienia dzień po dniu, począwszy od docenienia wody w kranie, doceniania tego wszystkiego, co już mam w szafie, na półkach, ale też o tym, na ile korzystam z własnych zasobów, darów, talentów, aby dzielić się nimi ze światem z intencją podtrzymywania życia na ziemi. Nie jestem już aktywistką na pierwszej linii frontu, jednocześnie mogę wspierać tych, które są. Mogę pomagać się nie wypalać, mogę pokroić marchewkę do zupy dla osób w potrzebie. Mogę z uśmiechem przywitać osoby w drodze, aby wesprzeć je w tym trudnym momencie, zapytać czego im trzeba. Mogę słuchać i wierzyć, nie narzucając swoich przekonań, założeń.\
Co dała mi lektura „Świata we mnie”? Coś niewielkiego i ogromnego jednocześnie. Dzięki temu, iż łączę się z wyciem wilka we mnie, który śpiewa o żałobie za tym, co jako ludzkość robimy światu, ze wściekłością niedźwiedzicy, która chce chronić swoje młode, chcę chronić kolejne pokolenia przed kapitalizmem i egoizmem najbogatszych. Łącząc się z nimi, mogę przeżyć moje ludzkie emocje. Łączę się z życiem na spacerze w smutku usychających traw, ziół i drzew. Czuję bezsilność widząc butelki i puszki w i wokół rzek czy lasów. Lęki, strachy, wszystko czuję. Mieszczę dzięki oddechowi, dzięki praktykom, dzięki wspólnotom, przyjaciołom, obcym ludziom, z którymi kontenerujemy te same, tak naprawdę, treści i uczucia. Kiedy przetaczają się w moim ciele, niczym grzmoty wiosennej burzy, już wiem, iż zaraz przyjdzie przestrzeń, by znaleźć tam moc. Kompostując trudne, pojawia się żyzne, na którym mogą wyrosnąć dary. Mogę już wychodzić z darami i talentami do świata. Tak, każde z nas ma jakieś!
Dziś już się nie wstydzę, nie czekam aż stworzę moje dary perfekcyjne, bo wiem, iż nigdy takie nie będą. To była narracja i przekonania płynące z opowieści Biznes Jak Zwykle. Czuję to dziś wyraźnie. Ta opowieść o świecie chciała, żebym czuła się niekompletna, niewystarczająca, żebym szukała tego momentu gotowości nie w sobie, a na zewnątrz: w kolejnych szkoleniach, kolejnych książkach, kolejnych kontach na instagramie i słuchanych podcastach. Żebym zagłuszała bycie niewystarczająco gotową zakupami, których nie potrzebuję. Dziś dzięki Joannie Macy, ale też Marii Sitarkiej, która tworzy spotkania wokół Spirali Ponownego Połączenia, jak również inne przestrzenie praktyki ekoterapeutycznej zarówno dla osób indywidualnych, grup, jak i specjalistek_ów, czuję się wystarczająca, kompletna w swoim wnętrzu i mogę dawać. Jeszcze z nieśmiałością, ale też z całą pewnością, co chcę mówić światu. Moje dary są nieperfekcyjne, są żywe, a to jak z rytmem natury, trochę podgryzione, lekko zgniłe, ale ciągle tak bardzo życiodajne. Zmieniają się one wraz ze mną i światem, z którym jestem połączona. Moja wrażliwość, czułość i ufność są darami, które bywają trudne, a jednocześnie czuję, iż są tak bardzo teraz potrzebne. Wzmacniam kawałek ten lekko spleśniały – odwagę. Uleczam ją i wzmacniam, bym mogła z całą mocą zaangażować się z tym, co w moich możliwościach i z dbałością o siebie, w podtrzymywanie życia na tej przepięknej planecie.
Książka Joanny przywraca nas światu i świat nam. Jesteśmy jednością. Kiedy nie dbamy o świat wokół, nie dbamy o siebie. Zatruwając Ziemię, zatruwamy siebie. Prześledź spokojnie, skąd naprawdę masz wodę, owoce i warzywa, ciepło w domu i wszystkie wygody. Prześledź do źródeł, nie do półki w markecie, czy fabryki. Idź dalej, głębiej. Poczujesz połączenie.
W połączeniu dbanie przychodzi jako lekkie i oczywiste. Oddychaj. Jakiś smog? Alert, iż nie możesz wyjść z domu na spacer? Znów… co siejemy, to zbierzemy. Zamknij oczy, zobacz te połączenia, poczuj je. Siej to, co chcesz zbierać. Siej to, co chcesz, by inne osoby, pokolenia po tobie otrzymały. Bądź wdzięczne za to, iż przez cały czas możesz coś zrobić. Ja jestem.
Wybieram dziś siać w intencji zdrowia wszystkich istot i ziemi. Nieperfekcyjnie, tak jak potrafię, z odwagą jeszcze lekko kulawą, ale trzymając głowę wysoko. Praktyka Ponownego Połączenia i osoby, istoty mi towarzyszące bardzo mnie wzmacniają w tej drodze.
Jestem ciekawa, co ty wybierzesz, szczególnie po zetknięciu się ze słowami Joanny. Może i nasze ścieżki połączą się wyraźniej? Tego, iż już się łączą, jestem pewna! Do zobaczenia.
Ze wzruszeniem,
agata oleynova