„Jesteśmy gotowi do rozwijania systemu biosymilarów, bo tu widzimy duży potencjał, chociaż wiemy, iż jesteśmy trochę zapóźnieni w tej dziedzinie” – zapowiedziała podczas HCC w Katowicach Katarzyna Kasperczyk, wiceminister zdrowia odpowiedzialna za politykę lekową.
„Jesteśmy o jakieś 40 lat do tyłu” – odpowiadał Michał Byliniak, dyrektor generalny Infarmy. Stwierdzenie wiceminister Katarzyny Kacperczyk to zmiana narracji resortu zdrowia. Jeszcze za czasów ministra Szumowskiego ambicją ministerstwa było stworzenie i wyprodukowanie polskiego leku oryginalnego – „Perły w koronie” jak mówił o tym prof. Szumowski. Obecna ekipa z Miodowej najwyraźniej ma mniejsze ambicje i stawia na leki biopodobne. Nic dziwnego – są po prostu tańsze od tych oryginalnych co najmniej o 25 proc.
„Przypominam, iż pierwszą polską firmą, która produkowała leki biopodobne była właśnie Polfa Tarchomin. Niestety sprzedaliśmy krowę (lek) by kupować mleko” – przypomina Maksymilian Świniarski, prezes zarządu Polfa Tarchomin. „W Polsce w tej chwili jest może 3-4 producentów biosymilarów. To bardzo mały rynek” – uzupełnia Aneta Grzegorzewska, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej i relacji zewnętrznych w Gedeon Richter.
Pierwszy biosymilar został zarejestrowany 20 lat temu. Dziś zarejestrowanych jest już ponad 60 tego typu produktów, a jednocześnie 17 molekuł. Stosowane są w różnych obszarach, m.in. dermatologii, reumatologii, gastroenterologii, okulistyce, onkologii, nefrologii, hematologii, diabetologii i endokrynologii. W Polsce tą produkcja zajmują się: Polpharma Biologics (lider w tej dziedzinie), Adamed, wspomniana Polfa Tarchomin i Fresenius Kabi.


















