Rak prostaty to nie wyrok. Rozpoznany we wczesnym stadium jest wyleczalny

healthyandbeauty.pl 4 godzin temu

Kluczowe znaczenie dla wykrycia raka prostaty na wczesnym etapie ma regularne wykonywanie badania PSA, po którym należy się udać do urologa. Tymczasem badanie „Prostata na prostej”, zrealizowane na zlecenie firmy Bayer, pokazuje, iż to proste badanie z krwi wykonuje jedynie co trzeci mężczyzna. Pozostali albo o nim w ogóle nie słyszeli, albo nie widzą potrzeby, by je zrobić, skoro nie mają żadnych objawów.

Według ekspertów to błąd, bo rak prostaty rozwija się podstępnie i przez długi czas nie daje żadnych. Zdarza się, ze nie daje ich choćby w stadium zaawansowanym. Podwyższony poziom PSA – białka produkowanego przez prostatę – nie zawsze oznacza chorobę nowotworową, ale może być sygnałem zmian wymagających dalszej diagnostyki. Dlatego warto regularnie się badać, a z wynikiem zgłosić się do urologa, aby wynik został prawidłowo zinterpretowany. Samo badanie PSA to za mało, aby na jego podstawie postawić adekwatną diagnozę.

Rak prostaty jest wyleczalny, jeżeli zostanie wcześnie wykryty. Mężczyźni powinni więc regularnie się badać i nie szukać wymówek, by uniknąć wizyty u urologa.

– Urolog jest przyjacielem mężczyzny. Powinniśmy robić wszystko, aby mężczyźni zaprzyjaźnili się z nim jak najwcześniej i zgłosili się do niego już w okolicach czterdziestki, a nie dopiero wtedy, gdy mają już jakieś problemy – mówi prof. Piotr Radziszewski, kierownik Katedry i Kliniki Urologii Ogólnej, Onkologicznej i Czynnościowej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Raport „Prostata na prostej” odsłania braki w wiedzy

Z badania „Prostata na prostej”, zrealizowanego w maju na reprezentatywnej grupie 1040 respondentów (jego wyniki zaprezentowano 10 czerwca na spotkaniu prasowym w Warszawie), wynika, iż głównym powodem niewykonywania badania PSA jest – obok braku objawów – brak wiedzy, w jakim celu się je wykonuje, a także obawa przed wynikami i leczeniem.

Gdyby do urologa nie było potrzebne skierowanie od lekarza pierwszego kontaktu, mężczyznom na pewno byłoby łatwiej zgłosić się do urologa. W tym względzie mają prawo czuć się dyskryminowani, bo od kobiet nie jest wymagane skierowanie do ginekologa. To niezrozumiałe nie tylko dla pacjentów, ale również dla lekarzy.

– Do urologa trafiają zwykle pacjenci z łagodnym rozrostem stercza, infekcjami układu moczowego, wysokim poziomem PSA. A sygnałem alarmowym powinny być zaburzenia erekcji w młodym wieku, występowanie nowotworów HER-2 zależnych w rodzinie i pojawienie się krwi w moczu – mówi prof. Piotr Radziszewski.

Do onkologa nie jest potrzebne skierowanie, ale to specjalista, który powinien wkroczyć dopiero w momencie, gdy rak prostaty jest już zaawansowany, z przerzutami, a pacjent nie kwalifikuje się już do operacji – wymaga leczenia systemowego.

Czytaj też: Rak prostaty: gliwiccy naukowcy zbadają nową terapię

Onkolog nie kojarzy się dobrze mężczyznom

Czy mężczyźni chętnie zgłaszają się do onkologa? Badanie „Prostata na prostej” pokazuje, iż na ogół kojarzy im się z niepewnością, obawą przed diagnozą, strachem i zniechęceniem. Tylko w niektórych respondentach budzi nadzieję.

Co mogłoby im pomóc w podjęciu decyzji o wizycie u onkologa? Uczestnicy badania wskazali na: konsultację z innym lekarzem, więcej informacji na temat raka prostaty, wsparcie emocjonalne ze strony rodziny i przyjaciół, historie innych osób, które przeszły proces leczenia raka, a także materiały edukacyjne.

Dobrze byłoby, aby mężczyźni nie czekali aż do specjalisty – urologa czy onkologa – zaprowadzi ich „za rączkę” partnerka, ale sami zadbali o swoje zdrowie i traktowali badania profilaktyczne tak samo poważnie jak przegląd swojego samochodu.

Newsletter

Chcesz być na bieżąco? Zapisz się!

Imię
Email
Dołącz
Idź do oryginalnego materiału