Moja przyjaciółka, Zuzanna Nowak, trafiła niedawno do szpitala z chorobą, która w tej chwili jest już dobrze znana. Przebieg był poważny oba płuca zostały zaatakowane. Podczas gdy przechodziła leczenie w warszawskim szpitalu, firma, w której pracowała, wręczyła jej wypowiedzenie. Gdy po długim pobycie w szpitalu wróciła wreszcie do domu, nikt nie wymagał od niej, by natychmiast szukała nowej pracy. Na domiar złego, sytuacja gospodarcza w Polsce nie sprzyjała zatrudnianiu każdy trzymał się swojej posady, jakby to był ostatni ratunek. O znalezieniu dobrej pracy można było jedynie pomarzyć, a po takiej chorobie choćby praca kasjerki w Biedronce była poza zasięgiem. Dlatego Zuzanna w spokoju szukała czegoś w swoim zawodzie, mogąc jednocześnie pracować z domu, choćby dorywczo.
Stwierdziła wtedy, iż skoro już siedzi w domu, to zrobi porządki generalne, dopóki ma na to czas. Przy sprzątaniu biurka komputerowego natrafiła na zeszyt, którego istnienia zupełnie nie pamiętała. Była zaskoczona nie przypominała sobie, by kiedykolwiek taki miała. Kto wie, może były tam stare numery telefonów czy adresy dawnych sympatii? Otworzyła go, a spomiędzy kartek wysunęła się sterta paragonów. Na każdej stronie, jej mąż, Marek Nowak, zapisywał dokładnie wszystko, co kupił krem do twarzy, witaminę D, zastrzyki (dwie serie).
Ręce Zuzanny zaczęły się trząść. Zrozumiała, iż wszystkie wydatki, które Marek ponosił na jej leczenie, były skrupulatnie spisywane i sumowane z innymi wydatkami związanymi z domem. Co jakiś czas suma narastała, aż przyjaciele dowiedzieli się, iż Zuzanna „jest winna” w tamtej chwili prawie 450 tysięcy złotych. Każda jej wizyta u lekarza, każdy zakup leków czy choćby codziennych artykułów wszystko znalazło się w tym zeszycie!
Muszę przyznać, iż zaimponował mi jej spokój. Nie zadzwoniła od razu do męża z awanturą, nie wrzuciła mu soli do kawy ani nie oburzała się głośno. Po prostu poczekała, aż Marek wróci z pracy, podała mu kolację, wysłuchała, jak minął mu dzień, a dopiero potem zadała pytanie. Bardzo kulturalnie, bez ognia i cenzuralnie.
A Marek? Odpowiedział spokojnie: „I co w tym złego? Przecież zanim mieliśmy wspólny budżet, każde z nas wydawało swoje pieniądze. Teraz inwestowałem tylko ja. Jak wrócisz do pracy, odrobisz to oddasz tyle, ile trzeba, a ja za to kupię sobie nowego laptopa, bo stary już nie radzi sobie z najnowszymi grami.”
Ta historia pokazuje, iż w każdej, choćby najtrudniejszej sytuacji istotny jest dialog i wzajemny szacunek. Życie czasem sprowadza nas na ziemię, ale dopóki jesteśmy w stanie rozmawiać i dzielić się obowiązkami, zawsze możemy znaleźć wspólne wyjście nie kosztem siebie, ale z troską o drugiego człowieka. Warto pamiętać, iż pieniądze przychodzą i odchodzą, ale wartości takie jak zaufanie i szczerość zostają z nami na zawsze.









