Wrzuciłam dziś na mój Instagram kilka zdań o tym, iż od kilku dni czuję się zupełnie bez sił i bez energii. Nieustannie chce mi się spać, ciężko jest mi zmobilizować się do działania i mam zamglony umysł. Zostawiłam też okienko z pytaniem „A jak Ty się dzisiaj czujesz?”. Ilość odpowiedzi, z których wynikało, iż bardzo wiele z moich czytelniczek ma dokładnie tak samo i czuje się – jak same napisały – „niczym śnięte ryby”, naprawdę mnie zaskoczyła.
Choć adekwatnie… może wcale nie powinna. Przecież ta historia powtarza się każdej wiosny. A jednak co roku o tym zapominam i swoje gorsze samopoczucie zaczynam tłumaczyć najprostszym możliwym sposobem – lenistwem.
Tyle iż to przecież nie ma sensu. Doskonale wiem, iż do osób leniwych nie należę. Pozostaje więc pytanie: dlaczego tak bardzo, bardzo nic mi się nie chce? Dlaczego, mimo pięknej, słonecznej, prawie już wiosennej pogody, najchętniej zakopałabym się pod kocem i włączyła serial?
Postanowiłam zgłębić ten temat i poszukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego to właśnie na przedwiośniu często czujemy się rozdrażnione, senne, dokuczają nam migreny i uczucie lekkiego zamglenia.
Pamiętam, gdy moja babcia lub mama tłumaczyły taki stan przesileniem wiosennym.

Czym więc tak adekwatnie jest to przesilenie wiosenne?
Najprościej mówiąc, to naturalna reakcja organizmu na zmianę pór roku. Wbrew pozorom te zmiany są naprawdę bardzo dynamiczne, a nasze ciało ze wszystkich sił stara się, by za nimi nadążyć. To taki jet lag, tylko wydłużony w czasie i mniej drastyczny, niż wtedy, gdy wracamy w ciągu kilkunastu godzin z rajskich wakacji w innej strefie czasowej. Gdy lato przechodzi w jesień, a jesień w zimę jest nam zdecydowanie łatwiej. Deszczowa i zimna pogoda wręcz zachęca nas do tego, byśmy więcej siedziały w domu, odpoczywały, piły herbatę i jadły rozgrzewające zupy. Gdy jednak zima zmienia się w wiosnę dużo trudniej jest nam zaakceptować naszą wewnętrzną niemoc, bo świat budzi się do życia, a my z tą pobudką mamy niemały problem.
Z jednej strony czujemy, iż powinnyśmy tyle robić, bo przecież nadchodzi upragniona wiosna, z drugiej czujemy się jak przysłowiowa „dętka”. Oczywiście nie każda i nie każdy z nas przechodzi przesilenie wiosenne w ten sam sposób. Jedni z nas są bardziej wrażliwi na pogodę, inni w ogóle tych zmian nie odczuwają. Jednak odnosząc się do odpowiedzi moich czytelniczek, mogę śmiało stwierdzić, iż najczęstszymi objawami przesilenia wiosennego są:
- senność i zmęczenie mimo przespanej nocy
- problemy z koncentracją
- bóle głowy
- rozdrażnienie lub spadek nastroju
- większa potrzeba snu
- uczucie „otępienia” lub braku energii
- a choćby bóle mięśni, spadek odporności lub większa podatność na infekcje

Dlaczego tak adekwatnie czujemy się gorzej na przedwiośniu i jak sobie pomóc?
Po kilku miesiącach (!!!) krótkich, ciemnych i zimnych dni, nagle doświadczamy tych coraz dłuższych z coraz większą ilością światła, co oczywiście jest piękne i wyczekane, ale znowu – musimy się do tego stopniowo przyzwyczaić. I choć dusza i serce rwą się do mycia okien i porządkowania kwiatowych rabat, to ciało często nie podziela tego zapału. Jednak to właśnie światło reguluje pracę naszego zegara biologicznego, a wraz z wydłużającym się dniem zmienia się poziom hormonów odpowiedzialnych za sen, czuwanie i nastrój. To tłumaczy naszą senność lub rozdrażnienie.

Rada na to jest bardzo prosta – choćby pomimo niechęci trzeba wyjść na słońce i świeże powietrze, bo po zimie nasz organizm naprawdę tego potrzebuje. 20-30 minut energicznego spaceru w ciągu dnia, uporządkowanie kilku rabat w ogrodzie, jazda na rowerze, trening siłowy lub kardio potrafią zdziałać cuda i podnieść poziom naszej energii. I choć ja doskonale wiem, iż w takich chwilach zmęczenia po prostu nam się takich rzeczy robić nie chce (zwłaszcza trenować!), to jednak warto się zmobilizować i ruszyć z kanapy, bo to pozwoli nam łatwiej uporać się z objawami przesilenia.
Nie masz pojęcia, jak często powtarzam słowa „nie chce mi się” za każdym razem, gdy mam wyjść na siłownię. Naprawdę trudno jest mi się zebrać, ale robię to, bo wiem, jak się czuję po ćwiczeniach i ile dobrego one robią nie tylko dla mojego ciała, ale przede wszystkim dla mojej psychiki.

Po kilku zimowych miesiącach wiele osób ma również obniżony poziom niektórych składników odżywczych. Dotyczy to przede wszystkim witaminy D i to na jej suplementację zwróciłabym uwagę w pierwszej kolejności. Witamina D jest szalenie ważna dla naszego zdrowia. Odpowiada nie tylko za zdrowe kości i zęby, ale za kondycję naszego układu odpornościowego i regulację gospodarki hormonalnej. To jednak nie wszystko. Niski poziom witaminy D może odpowiadać za nasz gorszy nastrój i słabe samopoczucie. Warto więc zrobić sobie badanie krwi badające jej poziom w naszym organizmie, a przy okazji przyjrzeć się zapotrzebowaniu na inne witaminy, których po zimie możemy mieć za mało.
O TYM JAK DOBIERAĆ SUPLEMENTY PISAŁAM MIĘDZY INNYMI TUTAJ.

Pamiętaj jednak, iż suplementy to tylko dodatek do zbilansowanego odżywiania. Zmień paliwo, czyli to co jesz i naładuj się wszelkimi możliwymi składnikami odżywczymi. Już niedługo warzywniaki zapełnią się świeżymi, sezonowymi warzywami i owocami, ale zanim to nastąpi, postaw na wszelkie kiszonki, tłuste ryby, dobrej jakości mięso, kasze i kiełki. Polecam też choć na kilka tygodni ograniczyć cukier i alkohol.
KLIKNIJ TUTAJ I ZOBACZ, CO JEM, ŻEBY POCZUĆ SIĘ LEPIEJ
Marzec to jeden z najbardziej kapryśnych miesięcy w roku. Pogoda potrafi zmieniać się bardzo szybko. W tym roku na Lubelszczyźnie doświadczyliśmy tego w skrajnej formie. W ciagu kilku dni z -15 stopni mrozu przeszliśmy do +15 stopni ciepła. To prosta droga do złapania infekcji.
Pozwól więc sobie na odpoczynek bez wyrzutów sumienia: na popołudniową drzemkę, wciągającą książkę lub film. Ubieraj się odpowiednio do pogody (tak, tak teraz padnie to słynne „ta pogoda jest ZDRADLIWA, pamiętaj”), jedz zdrowo, pij dużo wody i wysypiaj się. Wydaje się, iż to banalne i małe kroki, ale tak naprawdę stanowią one podstawę naszego zdrowia.

Najważniejsze jest to, iż przesilenie wiosenne jest zjawiskiem przejściowym. Nasz organizm po prostu potrzebuje chwili, żeby przyzwyczaić się do dłuższych dni, większej ilości światła i zmieniającego się rytmu natury. Gdy ten proces się zakończy, poziom energii zwykle wraca do normy – a często choćby zaczyna wyraźnie rosnąć. Mamy więcej chęci do działania, więcej siły i lepszy nastrój.
Dlatego jeżeli w marcu czujesz się trochę jak „śnięta ryba”, naprawdę nie jesteś z tym sama. Obserwuj swoje ciało, słuchaj go i nie „boksuj się” z nim, gdy ono daje Ci wyraźne sygnały, iż chce odrobinę odpocząć.
Gdy jednak za jakiś czas poczujesz, iż ten stan wcale nie mija, nie bój i nie wstydź się poprosić o pomoc wykwalifikowanego specjalistę. Rozmowa z psychologiem lub terapeutą może naprawdę pomóc. Ja sama kilka lat temu chodziłam na terapię i choć na początku trudno było mi się przed terapeutą otworzyć, to gdy ostatecznie mu zaufałam, to te rozmowy dosłownie zmieniły moje życie i do dziś bardzo miło je wspominam. Terapia to nie jest powód do wstydu, ale do dumy. Bo decydując się na terapię, pokazujesz sobie, iż jesteś dla siebie bardzo ważna i chcesz o siebie zadbać.
Życzę Ci łagodnego przesilenia wiosennego i tego, by moc i energia wróciły do Ciebie podwójnie!
Uściski
Basia Szmydt








