Spakowani w Nieświadomości
Wszyscy nosimy ten sam ciężar: idealnie skrojone, wyprasowane garnitury naszej jungowskiej Persony. To ta fasada, którą codziennie wystawiasz na widok publiczny. Grzecznie odpowiadasz na maile, z uśmiechem przyjmujesz uwagi szefa, które normalnie kwalifikowałyby się pod paragraf, i z godnością godną brytyjskiego lorda znosisz fakt, iż dorosłe życie polega głównie na płaceniu rachunków za rzeczy, których choćby nie pamiętasz, iż kupiłeś.
Wszystko jest pod kontrolą. Jesteś oazą spokoju.
Ale gdzieś tam, w najgłębszych lochach Twojej Nieświadomości, siedzi mały, neurotyczny sabotażysta, który z każdym kolejnym „Asapem” i każdym „zróbmy z tego status” pakuje wirtualną walizkę. I nie wkłada do niej ubrań na zmianę. Wkłada tam bilet w jedną stronę, paszport i płytę z piosenką One Night in Bangkok.
Plan Awaryjny: Wentyl dla zdrowia psychicznego
Bądźmy ze sobą bezwzględnie szczerzy: jak często zdarza Ci się pomyśleć, iż jedynym logicznym wyjściem z obecnej sytuacji życiowej jest nagłe, bezsłowne rozpłynięcie się w powietrzu?
Czy naprawdę wierzysz, iż ta mityczna ucieczka do Bangkoku bez słowa to chęć poznania azjatyckiej kultury? Czy może raczej desperacka próba uratowania resztek własnego zdrowia psychicznego przed światem, który oczekuje od Ciebie, iż będziesz bezawaryjnym robotem?
To nie jest zwykła chęć urlopu. Urlop to pułapka systemu – jedziesz na dwa tygodnie, patrzysz na wodę, a w głowie i tak układasz harmonogram zadań na poniedziałek. Prawdziwy, radykalny Plan Awaryjny potrzebuje skali makro. Potrzebuje absurdu. Oczyszczającej dawki czegoś tak totalnie od czapy, iż sam strach przed realizacją tego pomysłu utrzymuje Cię w pionie.
Niektórzy mówią, iż remedium na przebodźcowanie to medytacja w indyjskim szałasie albo siedzenie w puszczy i słuchanie ciszy. Piękna wizja. Tylko kto ma na to czas? Szałas jest daleko, puszcza wymaga logistyki, a rachunki same się nie zapłacą.
W świecie, gdzie doba ma wciąż tylko dwadzieścia cztery godziny, Twoim indyjskim szałasem staje się ta jedna, ukryta, radykalna myśl: „W każdej chwili mogę to wszystko rzucić i zniknąć”.
Twój prywatny Bangkok
To niesamowite, jak bardzo potrzebujemy tej wewnętrznej mentalnej anarchii, żeby zachować pozory normalności. Chandlerowski sarkazm, którym sypiesz na spotkaniach, to tylko pierwsza linia obrony. Prawdziwa tarcza to ta świadomość, iż gdzieś na świecie istnieje miasto pełne neonów, chaosu i absolutnej anonimowości, gdzie nikt nie zna Twojego imienia, naciągniętych terminów ani Twoich życiowych potknięć.
Wprowadzamy do gry ten Plan Awaryjny nie po to, żeby go natychmiast zrealizować. Trzymamy go w kieszeni jak tajną broń. To psychologiczny ekwiwalent posiadania przycisku „Eject” w fotelu pilota myśliwca. Prawdopodobnie nigdy go nie wciśniesz, ale sama świadomość, iż tam jest, pozwala Ci lecieć dalej przez ten cały korporacyjno-życiowy dym.
Skoro tak kurczowo trzymamy się tej wizji, warto zadać sobie drugie, najważniejsze pytanie:
Dlaczego potrzebujemy aż wizji ucieczki na drugi koniec świata w totalny absurd, żeby pozwolić sobie na luksus bycia sobą? Co takiego zrobiliśmy z własną codziennością, iż normalne, poukładane życie zaczęło przypominać więzienie o zaostrzonym rygorze?
Konfrontacja z Cieniem
To tutaj, w tych momentach przesilenia, nasz jungowski Cień zaczyna dochodzić do głosu. To ta część nas, która ma głęboko w nosie społeczne konwenanse, oczekiwania i tabelki w Excelu. Chce po prostu zrobić coś kompletnie irracjonalnego w granicach względnego rozsądku.
Zauważyłam to u siebie podczas każdego kolejnego życiowego zakrętu – kiedy rzeczywistość osiąga punkt krytyczny, Bangkok wyskakuje w głowie jak natrętny pop-up w starym systemie operacyjnym. To nie jest kaprys. To intuicja, która krzyczy, iż czas przewietrzyć głowę, zanim konstrukcja psychiczna runie z hukiem.
Nie musimy od razu kupować biletu. Czasem wystarczy samo poczucie, iż nie jesteśmy tu uwięzieni na stałe. Że ta cała powaga, którą nas karmią z ekranów, to tylko jedna wielka, surrealistyczna komedia, w której po prostu gramy swoją rolę.
Ostatecznie, posiadanie w głowie ukrytego planu ucieczki to nie dowód na niedojrzałość czy tchórzostwo. To najzdrowszy przejaw instynktu samozachowawczego. Świadomość, iż drzwi są otwarte, paradoksalnie pozwala nam zostać w pokoju i przetrwać kolejny dzień. Bo najwspanialszą wolnością nie jest wcale to, iż faktycznie znajdziemy się w tym Bangkoku bez słowa – ale to, iż w każdej chwili możemy podjąć taką decyzję.
Czy moje plecy istnieją?
Chcesz wejść głębiej w zakamarki jungowskiego Cienia, rzucić wyzwanie własnej Personie i okiełznać neurotycznego sabotażystę? Sprawdź moje książki, które pomogą Ci przewietrzyć głowę.
Zobacz moje książki











