Polak, którego zna biegowy Londyn. Tomasz Tomal o społeczności, maratonie i drodze do współpracy z globalnymi markami

bieganie.pl 1 dzień temu
Zdjęcie: Polak, którego zna biegowy Londyn. Tomasz Tomal o społeczności, maratonie i drodze do współpracy z globalnymi markami


Po raz pierwszy zobaczyłem go kilka godzin przed naszym nieoficjalnym spotkaniem. Biegając po Hyde Parku przed maratonem w Londynie, minąłem sporą grupę zawodników z flagami Puresport. Byli wśród nich jedni z najpopularniejszych influencerów biegowych na świecie. Nagle ktoś z grupy zawołał mnie – po polsku: Cześć, Tomek! Fajnie, iż jesteś. Powodzenia! – Zapraszam na krótką inspirującą historię o rodaku, który robi interesujące rzeczy na wyspach.

W trakcie swojego treningu przed maratonem w Londynie zatrzymałem się i zapytałem nieznajomego, który mnie wołał jak ma na imię oraz skąd mnie zna. Odpowiedział, iż odezwie się na Instagramie. I rzeczywiście – napisał, a później odwiedził nas w New Balance Run House. Zaczęliśmy rozmawiać i gwałtownie okazało się, iż Tomasz Tomal jest swoistym ambasadorem biegania w Wielkiej Brytanii. Współpracuje z globalnymi i niszowymi markami, uczestniczy w najważniejszych wydarzeniach londyńskiej sceny biegowej i jest w tym środowisku doskonale rozpoznawalny, a mnie kojarzy z Bieganie.pl rzecz jasna i projektów wideo które realizowaliśmy w drodze na maraton.

Pomyślałem, iż warto przedstawić go także polskim biegaczom. W końcu to „nasz”, który na wyspach wykonuje dobrą wizerunkowo – biegową robotę.

Od jak dawna mieszkasz w Wielkiej Brytanii i co sprawiło, iż postanowiłeś zostać tam na stałe?

W Wielkiej Brytanii mieszkam od 14 lat. Przyjechałem tutaj z ówczesną partnerką. Początkowo miał to być wyjazd na około trzy miesiące. Później zrobiło się z tego pół roku, aż w końcu życie tutaj spodobało nam się na tyle, iż postanowiliśmy zostać na stałe. Decyzję ułatwiał fakt, iż cała jej rodzina mieszkała już wcześniej w Wielkiej Brytanii.

Czym zajmujesz się zawodowo?

Z wykształcenia jestem piekarzem, choć szczerze mówiąc, do dziś nie wiem, dlaczego wybrałem właśnie tę ścieżkę. Gdybym mógł cofnąć czas, prawdopodobnie poszedłbym w zupełnie innym kierunku i bardziej słuchał rodziców. W młodym wieku człowiek często myśli, iż im łatwiejsza droga, tym lepiej. w tej chwili pracuję w firmie z branży e-commerce, w której pełnię funkcję team leadera. Firma zajmuje się markami kierowanymi do starannie wyselekcjonowanego grona odbiorców.

Bieganie nie jest twoją jedyną pasją. Dużo podróżujesz.

Moją największą pasją, zaraz po bieganiu, jest właśnie podróżowanie. Do tej pory odwiedziłem 39 krajów. Podróże bardzo zmieniły mnie jako człowieka. Nauczyły mnie otwartości, pokory oraz rozmowy z ludźmi o zupełnie innych poglądach, kulturze i doświadczeniach życiowych. Zwiedzanie świata pozwoliło mi spojrzeć na wiele spraw z szerszej perspektywy i zrozumieć, iż nie istnieje jeden adekwatny sposób na życie. Każda podróż pozostawia po sobie coś wartościowego. Z każdej wracam bogatszy o nowe doświadczenia.

Jak ułożyłeś to finansowo – mieszkanie za granicą?

Podczas pobytu w Wielkiej Brytanii zawsze zależało mi na tym, żeby inwestować pieniądze w coś, co w przyszłości może przynieść zwrot. Dzięki temu w wieku 25 lat udało mi się kupić mieszkanie w Wielkiej Brytanii, a dwa lata temu również drugie – w Polsce, pod Krakowem. To wymagało konsekwencji i podejmowania świadomych decyzji. Starałem się patrzeć nie tylko na to, co mogę mieć dzisiaj, ale również na to, jak chciałbym, żeby wyglądało moje życie za kilka czy kilkanaście lat.

Kiedy w twoim życiu pojawiło się bieganie?

Sport był obecny w moim życiu adekwatnie od zawsze. Przez wiele lat grałem w piłkę nożną, dlatego bieganie w pewnym sensie towarzyszyło mi już wcześniej. Regularne wychodzenie z domu wyłącznie po to, żeby przebiec kilka kilometrów po parku, zaczęło się jednak około trzech lat temu.

Bardzo chciałem wrócić do aktywności fizycznej i zastanawiałem się wtedy nad golfem oraz bieganiem. Golf okazał się jednak bezlitośnie drogi, więc wybór padł na bieganie.

Na początku biegałeś sam?

Tak, początki były bardzo proste. Wychodziłem biegać sam, ale gwałtownie zacząłem sprawdzać, czy w okolicy działają jakieś lokalne run cluby. To było jeszcze przed wielkim boomem na tego rodzaju grupy, kiedy nowe kluby nie powstawały tak gwałtownie jak obecnie. W moim mieście nie było wtedy niczego podobnego. Znalazłem więc klub biegowy w miejscowości oddalonej o około 30 minut jazdy samochodem.

Pamiętasz swoje pierwsze spotkanie z tą grupą?

Bardzo dobrze. Pojechałem tam, nie znając absolutnie nikogo. Zaledwie dwa miesiące później ci ludzie byli już dla mnie niemal jak rodzina. Wtedy zrozumiałem, iż bieganie to nie tylko wyniki, rekordy życiowe i kolejne zawody. To przede wszystkim społeczność. Wcześniej właśnie tego elementu bardzo mi brakowało. Bieganie dało mi nie tylko aktywność fizyczną, ale również poczucie przynależności do grupy.

Jak z lokalnego run clubu trafiłeś do centrum londyńskiego środowiska biegowego?

Zacząłem inwestować w siebie – przede wszystkim swój czas, rozwój oraz podróże do Londynu. Poznałem tam wiele inspirujących i ambitnych osób. To właśnie dzięki tym spotkaniom moja „kariera” biegacza amatora zaczęła nabierać rozpędu. Rok 2025 spędziłem głównie w pociągach, autobusach i samochodach. Podróżowałem między Birmingham, Coventry a Londynem, biorąc udział w wydarzeniach biegowych, treningach i pop-upach organizowanych przez różne marki. Był to niezwykle intensywny okres, który dał mi mnóstwo doświadczeń i kontaktów. W pewnym momencie pomyślałem, iż powinienem dobrze wykorzystać wszystkie pojawiające się możliwości.

Nie mieszkasz w Londynie, więc obecność na tylu wydarzeniach wymaga od ciebie dodatkowego zaangażowania.

Zdecydowanie. Za zdjęciem z treningu czy krótkim filmem z wydarzenia często kryje się długa podróż, wczesna pobudka i późny powrót do domu. Nikt nie widzi tych wszystkich godzin spędzonych w pociągach, autobusach czy samochodzie. Wiedziałem jednak, iż jeżeli chcę poznawać ludzi, rozwijać się i być częścią tego środowiska, muszę pojawiać się tam, gdzie coś się dzieje. Same chęci nie wystarczą. Trzeba być konsekwentnym, wychodzić do ludzi i budować relacje.

Czy przełomowym momentem okazał się dla ciebie 2026 rok?

Na początku roku powiedziałem sobie, iż chcę zrobić kolejny krok. Udało mi się nawiązać współpracę z URUNN – nowoczesną aplikacją treningową dla biegaczy, której celem jest zastąpienie klasycznego planu treningowego rozwiązaniem bliższym osobistemu trenerowi. Aplikacja została współzałożona przez Sir Mo Faraha, Adama Clarke’a oraz Charlotte Purdue. New Balance, zaprosił mnie na maraton w Liverpoolu. Zostałem także wybrany spośród ponad sześciu tysięcy kandydatów na ambasadora francuskiej marki Compressport. Zaproszono mnie na obóz we francuskich Alpach. Z całej grupy zgłoszonych wybrano zaledwie 18 osób, więc było to dla mnie ogromne wyróżnienie.

Wystartowałeś również w maratonie w Londynie. To było jedno z twoich największych marzeń?

Zdecydowanie. Start w London Marathon był spełnieniem jednego z moich biegowych marzeń. To wydarzenie, które trudno porównać z jakimkolwiek innym biegiem. Atmosfera, kibice i energia miasta sprawiają, iż człowiek zapamiętuje ten dzień na bardzo długo. Wystartowałem także w Hackney Half, jednym z najbardziej charakterystycznych londyńskich półmaratonów. Każde z tych wydarzeń miało inny klimat, ale oba pokazały mi, jak silna i różnorodna jest tutejsza społeczność biegowa.

Zostałeś również częścią projektu AP4. Na czym polega to przedsięwzięcie?

AP4 to pierwsza na świecie 24-godzinna sztafeta ultramaratońska rozgrywana na bieżni. Sam udział w tym projekcie był dla mnie kolejnym ważnym doświadczeniem. To coś więcej niż zwykły start. Jest w tym wysiłek, kooperacja całej drużyny, zmęczenie i ogromne emocje. Takie projekty pokazują zupełnie inne oblicze biegania niż indywidualna rywalizacja na ulicy.

Co twoim zdaniem sprawiło, iż zaczęły dostrzegać cię tak duże marki?

Myślę, iż przede wszystkim autentyczność, obecność i konsekwencja. Nie pojawiłem się w tym środowisku z nastawieniem, iż od razu muszę otrzymać produkty albo kontrakt. Najpierw po prostu chciałem być częścią społeczności, poznawać ludzi, uczestniczyć w wydarzeniach i dzielić się swoją pasją. Marki widzą, kto angażuje się tylko wtedy, gdy może coś dostać, a kto rzeczywiście żyje bieganiem. Relacje trzeba budować długo i naturalnie. W moim przypadku nie wydarzyło się to z dnia na dzień. Za każdą współpracą stoją miesiące podróży, rozmów i obecności na różnych wydarzeniach.

W londyńskim środowisku spotykasz największych biegowych influencerów świata. Jak wygląda ono od środka?

To bardzo otwarte i różnorodne środowisko. Można spotkać ludzi z całego świata, reprezentujących zupełnie inne kultury, poziomy sportowe oraz podejście do biegania. Jedni walczą o znakomite wyniki, inni budują społeczności albo po prostu chcą czerpać euforia ze wspólnego ruchu.

Oczywiście Londyn daje ogromne możliwości. Organizowanych jest tu mnóstwo treningów, premier produktów, pop-upów i spotkań. Jednocześnie trzeba mieć odwagę, żeby pojawić się w nowym miejscu i rozpocząć rozmowę z ludźmi, których wcześniej się nie znało.

Czy czujesz się ambasadorem polskiego biegania w Wielkiej Brytanii?

Nie wiem, czy sam nazwałbym siebie ambasadorem, ale zawsze cieszę się, kiedy mogę pokazać, iż jestem Polakiem i jednocześnie aktywnie uczestniczyć w brytyjskiej społeczności biegowej. o ile moja historia może zainspirować kogoś do wyjścia z domu, dołączenia do run clubu albo odważniejszego sięgania po własne cele, to będzie dla mnie bardzo duża satysfakcja.

Czego nauczyło cię bieganie przez te trzy lata?

Przede wszystkim tego, iż warto wychodzić do ludzi i próbować nowych rzeczy. Gdy pierwszy raz pojechałem do klubu biegowego, nie znałem tam nikogo. Gdy zacząłem jeździć na wydarzenia do Londynu, również nie wiedziałem, dokąd mnie to zaprowadzi. Dzisiaj mam za sobą maraton w Londynie, współprace z międzynarodowymi markami, udział w wyjątkowych projektach i mnóstwo znajomości. Wszystko zaczęło się od zwykłej decyzji, żeby wyjść z domu i pobiegać.

Co powiedziałbyś Polakom mieszkającym za granicą, którzy chcieliby znaleźć swoje miejsce w lokalnej społeczności?

Żeby nie bali się zrobić pierwszego kroku. Pójście samemu na trening grupowy może być stresujące, zwłaszcza gdy nikogo się nie zna albo nie czuje się jeszcze pewnie w języku. Warto jednak spróbować. Bieganie bardzo ułatwia nawiązywanie relacji. Ludzie mają wspólny temat, wspólnie pokonują kilometry i naturalnie zaczynają ze sobą rozmawiać. W moim przypadku osoby, których początkowo zupełnie nie znałem, po kilku tygodniach stały się bardzo istotną częścią mojego życia.

Co dalej? Jaki będzie kolejny krok Tomasza Tomala?

Chcę przez cały czas się rozwijać, poznawać ludzi i angażować w interesujące projekty. Mam za sobą bardzo intensywny okres, ale czuję, iż to dopiero początek. Za każdą historią, o której wspomniałem, kryje się znacznie więcej szczegółów, wyzwań i doświadczeń. Brałem udział w wielu innych wydarzeniach, projektach i biegach, których nie da się opowiedzieć w jednej rozmowie. Chcę dalej korzystać z możliwości, jakie daje mi bieganie, a jednocześnie pozostać sobą i pamiętać, dlaczego w ogóle zacząłem: dla aktywności, ludzi i społeczności.

Idź do oryginalnego materiału