NASK opublikował raport na temat dezinformacji zdrowotnej w internecie

mzdrowie.pl 10 godzin temu

Szczepionki pozostają głównym celem fałszywych narracji związanych ze zdrowiem dostępnych w infosferze. Dezinformatorzy coraz lepiej podszywają się pod argumenty naukowe, a głoszone przez nich treści coraz częściej są wykorzystywane do celów politycznych.

NASK zaprezentował raport „Dezinformacja zdrowotna w 2025 roku w polskiej infosferze”, przygotowany w ramach projektu Central European Digital Media Observatory (CEDMO). Raport przedstawia wyniki obserwacji i analizy dezinformacji zdrowotnej rozpowszechnianej w polskojęzycznej infosferze ze szczególnym uwzględnieniem wiodących wątków narracyjnych, dominujących technik manipulacji oraz wybranych elementów analizy zachowań aktorów zaangażowanych w jej szerzenie. Zidentyfikowane przekazy pogrupowano tematycznie, wyodrębniając obszary edukacji zdrowotnej, szczepień i chorób zakaźnych, profilaktyki i diagnostyki, zdrowia reprodukcyjnego, nowotworów i pozostałych zagadnień medycznych, a także treści wymierzone w instytucje publiczne oraz narracje o charakterze spiskowym. Analizę oparto przede wszystkim na danych pozyskanych w wyniku monitoringu kont w mediach społecznościowych, które najczęściej rozpowszechniają dezinformację i wykazują stałą, często skoordynowaną aktywność.

„Jeżeli chodzi o poprzedni rok, niezmiennie obserwowaliśmy przede wszystkim bardzo dużo treści zniechęcających do szczepień. Drugi, ciągle obecny w naszej przestrzeni temat to edukacja zdrowotna – w jaki sposób powinna być wprowadzana do szkół i co powinna zawierać. Spodziewamy się, iż ta narracja powróci ze zdwojoną siłą przed początkiem roku szkolnego 2026/2027. Trzeci, dominujący element, obecny w niemal wszystkich treściach, to wątek spiskowy. Dotyczy on instytucji, ekspertów, organizacji międzynarodowych, które jakoby spiskują z myślą o tym, żeby zaszkodzić zdrowiu czy życiu obywateli. Bardzo często wątek spiskowy nie pojawia się w czystej formie, tylko przenika każdą z obserwowanych narracji” – mówiła dr Natalia Gruenpeter z Zespołu Analizy Trendów Narracyjnych NASK-PIB podczas konferencji Szczyt Zdrowie.

W informacjach podważających skuteczność szczepionek, kwestionujących ich bezpieczeństwo, promujących teorie o skutkach ubocznych szczególnie często powracały narracje łączące szczepienia z autyzmem, mimo iż ta teza nie jest potwierdzona naukowo, a wręcz była wielokrotnie obalana. Przedmiotem dezinformacji były też szczepienia przeciwko wirusowi brodawczaka ludzkiego (HPV) – szczególnie chętnie powtarzana była teoria, iż państwo przymusza do nich. Powracał także wątek szczepień mRNA przeciw COVID-19, przedstawianych jako forma terapii genowej czy eksperyment.

Jak się okazuje, niebagatelny wpływ na takie treści miała działalność Roberta F. Kennedy’ego, sekretarza zdrowia Stanów Zjednoczonych. Szacowany przez NASK zasięg narracji antyszczepionkowej. Łączna liczba wzmianek antyszczepionkowych wyniósl blisko 3,4 tys., a szacowany zasięg wynosił ok. 1,1 mln.

Dezinformacja dotycząca edukacji zdrowotnej w szkołach szczególnie chętnie była stosowana podczas prezydenckiej kampanii wyborczej. Informacje sugerowały, iż zajęcia mogą prowadzić do wzrostu przemocy seksualnej wśród dzieci i młodzieży, zwiększenia liczby ciąż u nastolatek, promowania zmiany płci, podważania tradycyjnego modelu rodziny. Łączna liczba wzmianek wyniosła blisko 34,2 tys., a szacowany zasięg narracji – 7,45 mln.

Według raportu za rozpowszechnianiem dezinformacji zdrowotnej stoją m.in. samozwańczy eksperci i tzw. lekarze wolnościowi, aktywiści, kreując wizerunek „obrońców praw” przeciw systemowi, politycy, którzy ściśle współpracują z aktywistami związanymi z ruchami dezinformacji zdrowotnej, twórcy internetowi (blogerzy, youtuberzy, influencerzy), którzy zarabiają na wyświetleniach, subskrypcjach, reklamach, anonimowe konta dezinformacyjne pełniące funkcję internetowych trolli. Czasami do takiej narracji przyczyniają się dziennikarze, celebryci, przedsiębiorcy, którzy angażują się w rozpowszechnianie fałszywych treści w sposób incydentalny, ale ich wpływ może być znaczący z uwagi na zasięgi i autorytet społeczny.

„Ciekawe jest, iż dezinformatorzy coraz lepiej podszywają się pod argumenty naukowe, np. wykorzystują teksty, które na pozór spełniają warunki tzw. evidence based medicine. Żeby rozpoznać te manipulacje trzeba mieć bardzo dobrą orientację w mechanice publikacji naukowych” – komentuje prof. Karina Stasiuk-Krajewska z Wydziału Prawa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu, koordynatorka działań badawczych CEDMO, na stronie Uniwersytetu SWPS.

Drugi interesujący fakt – dezinformacyjne narracje zdrowotne są wykorzystywane do celów politycznych. Charakterystycznym elementem tych przekazów są wezwania do działania – mobilizowanie odbiorców. Dezinformacja przestaje być wyłącznie przekazem, staje się narzędziem wpływu. Raport wskazuje, iż autorzy tych treści coraz częściej sięgają po publikacje niespełniające standardów naukowych oraz tzw. preprinty, czyli teksty, które nie przeszły procesu recenzji naukowej. Takie materiały mają wzmacniać przekonanie odbiorców, iż prezentowane informacje są zgodne z wiedzą medyczną. W praktyce często stają się narzędziem do rozpowszechniania niepotwierdzonych lub błędnych twierdzeń.

Czy przeciętny odbiorca jest w stanie odróżnić rzetelne badanie od pozornie naukowego tekstu? „Odwołania do treści przedstawianych jako naukowe pomijają szereg powszechnie akceptowanych źródeł, na których opiera się konsensus naukowy. Są one najczęściej zupełnie nieobecne, a o ile już się pojawiają – to zwykle wpisywane są w ramę spiskowego scenariusza o wpływie „Big Pharmy”, konsensus natomiast przedstawiany jest jako zmowa” – mówiła dr Natalia Gruenpeter.

Idź do oryginalnego materiału