– Przed I wojną światową Cieszyn stał introligatorniami. Nad Olzą pracowały ich setki – przypomniał Leszek Samiński podczas kolejnego „Drukarskiego piątku” w Muzeum Drukarstwa w Cieszynie. Tym razem tematem spotkania było introligatorstwo – rzemiosło przez stulecia nierozerwalnie związane z książką i drukiem.
Opowieść o jego dziejach bohater wieczoru połączył z historią własnej rodziny, która przez trzy pokolenia i ponad sto lat prowadziła w Cieszynie zakład introligatorski. Spotkanie odbyło się w piątek, 7 sierpnia i zgromadziło w Muzeum Drukarstwa liczne grono słuchaczy. Prelekcja zatytułowana „Więcej niż rzemiosło – saga rodu introligatorów” była jednym z wydarzeń organizowanych w ramach obchodów 30-lecia cieszyńskiego muzeum. Leszek Samiński rozpoczął jednak nie od rodzinnych wspomnień, ale od wyjaśnienia, czym adekwatnie przez wieki zajmował się introligator.
– Słowo introligator wywodzi się z łaciny i jest połączeniem dwóch słów: intro, czyli wewnątrz, i ligare – wiązać, łączyć. Czyli introligator był kimś, kto wiązał coś, co było wewnątrz, wewnątrz okładki. Introligator zajmował się tworzeniem książek, które były zszyte i obłożone okładką. Introligatorstwo zawsze było więc związane z drukarstwem, choć zawsze tworzyło osobny cech rzemieślniczy – tłumaczył.
Przypomniał również, iż początki polskiego introligatorstwa sięgają późnego średniowiecza. Najpierw oprawianiem ksiąg zajmowano się przede wszystkim w klasztorach, później, w XVI i XVII wieku, rzemiosło przeniosło się do miast, gdzie zaczęły powstawać cechy. Kolejne wielkie przeobrażenie nastąpiło w XIX wieku wraz z rozwojem druku maszynowego i pojawieniem się introligatorstwa przemysłowego.
Fot. Witold Kożdoń
Nad Olzą tradycje tego fachu są wyjątkowo długie. Na tym tle Samiński przedstawił historię swojej rodziny. Jej cieszyńska przygoda z introligatorstwem rozpoczęła się zaś od pochodzącego z Simoradza Jana Kowali, który w 1916 r. zatrudnił się w nowoczesnej introligatorni Antoniego Domesa przy Górnym Rynku 12 i gwałtownie został jej głównym mistrzem. W 1918 r., mając zaledwie 25 lat, odkupił maszyny i rozpoczął rozwijanie własnego warsztatu.
Firma rosła i z czasem zatrudniała choćby kilkanaście osób. Historia rozpoczęta w 1918 r. dobiegła końca ponad sto lat później. W czasie pandemii COVID-19, wobec braku następcy, Leszek Samiński zawiesił działalność, a w 2025 r., po 107 latach,ostatecznie wykreślił z oficjalnego rejestru. Pozostała jednak pamięć o trzech pokoleniach cieszyńskich rzemieślników i świecie, który wraz z nimi odchodzi do historii. Piątkowe spotkanie w Muzeum Drukarstwa pokazało, iż historia jednego rodzinnego warsztatu stanowi zarazem fragment znacznie większej opowieści o Cieszynie – mieście drukarzy i introligatorzy, ale też księgarzy i bibliotekarzy. Leszek Samiński chce tę historię ocalić także w inny sposób. Po 107 latach rodzinnego rzemiosła, jak zapowiedział, przyszedł czas, by sagę Kowalów-Samińskich przenieść na papier.
Fot. Witold Kożdoń
Fot. Witold Kożdoń
Fot. Witold Kożdoń
Fot. Muzeum Drukarstwa












