Mąż kazał jej iść na badania, bo "kaszle jak gruźlik". 27-latka myślała, iż ta choroba już nie istnieje

kobieta.gazeta.pl 1 tydzień temu
Zdjęcie: Fot. Tomasz Kamiński / Agencja Wyborcza.pl


Gruźlica to przez cały czas poważne zagrożenie. Przypomina o tym historia Magdy, która cztery lata temu usłyszała diagnozę. - Byłam zaskoczona, jak dużo jest chorych. W szpitalu na moim oddziale zajęte były wszystkie sale i bardzo często to byli młodzi ludzie, którzy wyglądali na osoby w naprawdę dobrej formie.
Wiele osób jest w szoku, gdy dowiaduje się, iż ta choroba w ogóle jeszcze istnieje, a nieleczona gruźlica przez cały czas stanowi śmiertelne zagrożenie. O problemie warto zatem przypominać. Dobrą okazją do tego jest obchodzony 24 marca Światowy Dzień Walki z Gruźlicą.


REKLAMA


Zobacz wideo ADHD u dorosłych. Oto konkretne objawy:


Lekarka uświadomiła jej, iż gruźlica może uaktywnić się po kilkunastu latach
Magda w maju 2021 roku usłyszała, iż choruje na gruźlicę. - Byłam w szoku, bo zupełnie się tego nie spodziewałam. Znam osobę, która była chora. Ale po spotkaniu z nią, gdy byłam jeszcze nastolatką, przebadałam się i wszystko było w porządku. Od tamtej pory minęło 11 lat. Zapomniałam więc o tym problemie. Byłam pewna, iż temat jest już zamknięty. Dopiero lekarka w szpitalu uświadomiła mi, iż gruźlica może się uaktywnić choćby po kilkunastu latach od zakażenia - zdradza nasza rozmówczyni.
W listopadzie 2020 Magda zakaziła się koronawirusem. - Od tamtej pory przez kilka miesięcy utrzymywał mi się uporczywy kaszel, odczuwałam też znaczący spadek energii. Wszystko to jednak zrzucałam na karb tzw. długiego Covidu. Byłam pewna, iż to po prostu skutki uboczne choroby. Później jednak zaczęłam pocić się w nocy, a to była zima, a nie upalne lato. W końcu mój mąż nie wytrzymał i powiedział: "idź się przebadać, bo kaszlesz jak gruźlik". Okazało się, iż miał rację. Zrobiłam badania i rentgen wykazał, iż to prawdopodobnie gruźlica - wspomina Magda.


Poznała osobę, która w szpitalu spędziła dwa lata
Leczenie w szpitalu trwało dwa miesiące. Na szczęście gruźlica Magdy nie była lekooporna. Najlepsze i najpopularniejsze środki przynosiły więc oczekiwane efekty. - Poznałam osobę, która miała gruźlicę lekooporną i ona spędziła w szpitalu dwa lata bez przerwy. Musiała brać inną kombinację leków, które dawały gorsze skutki uboczne, włącznie z ryzykiem utraty słuchu, a jednocześnie słabiej działały na prątki gruźlicy, więc jej leczenie było bardzo trudne i długie. Ja brałam cztery najpopularniejsze leki, codziennie łykałam chyba z 10-11 tabletek, bo antybiotyki podaje się w dużych dawkach - opowiada Magda.
Nasza rozmówczyni była zaskoczona tym, jak wielu jest chorych. - W szpitalu na moim oddziale zajęte były wszystkie sale i bardzo często to byli młodzi ludzie, którzy wyglądali na osoby w dobrej formie - opowiada. I jak dodaje, ona sama w dzieciństwie była zaszczepiona przeciwko gruźlicy. - Ale szczepionka (BCG - szczep Bacillus Calmette-Guerin) nie daje ochrony na całe życie. Jak tłumaczyła mi lekarka, jest najbardziej skuteczna w przypadku niemowląt i dzieci. Nie stosuje się dawek przypominających, bo one podobno nic nie dają - zaznacza.


Musiała pamiętać o kontrolach i badaniach
Po zakończeniu leczenia w szpitalu Magda przez osiem miesięcy przyjmowała jeszcze niektóre środki. Poza tym regularnie pojawiała się na kontrolach. - Początkowo na kontrole do poradni przyszpitalnej jeździłam co miesiąc, miałam badania krwi, żeby sprawdzić, czy mój organizm dobrze reaguje na leki. Jeszcze w szpitalu niebezpiecznie spadł mi poziom leukocytów, dlatego też lekarka musiała wprowadzić pewne zmiany - wspomina.
Po zakończeniu leczenia farmakologicznego kontrole były już rzadsze. Jednak Magda musiała pamiętać o regularnych badaniach. Były to między innymi tomografie i rentgeny klatki piersiowej, aby sprawdzić, jak regenerują się jej płuca (w pewnym momencie były w złym stanie, zrobiły się w nich tzw. jamy, czyli puste przestrzenie).
Na ostatniej kontroli Magda była w lipcu 2024 roku. Kolejna czekają ją już w maju. To powinna być już ostatnia wizyta. - Dodam, iż zdiagnozowano mnie w maju 2021 roku, czyli leczenie z kontrolami trwało aż cztery lata! - kończy.


Gruźlica to przez cały czas jedna z najczęściej występujących chorób zakaźnych na świecie
Gruźlica jest chorobą bakteryjną wywoływaną przez bakterie Mycobacterium tuberculosis (prątki gruźlicy). Mimo postępu medycyny zachorowania na nią należą do najczęściej występujących chorób zakaźnych na świecie. Choroba przenoszona jest głównie drogą kropelkową. Rzadziej do zakażenia dochodzi drogą pokarmową między innymi poprzez spożycie skażonego mleka zakażonej krowy, a także poprzez kontakt bezpośredni z uszkodzoną skórą lub błonami śluzowymi. Najczęstszym źródłem zakażenia są osoby chore w fazie prątkowania.


Jak wynika z badań szkieletów przeprowadzonych przez naukowców, ludzie chorowali na gruźlicę już sześć tysięcy lat temu. Choroba ta dziesiątkowała mieszkańców Europy od XVII wieku. Przyczyną wyraźnego spadku zachorowań było wynalezienie w 1921 roku szczepionki. Natomiast skutecznym lekiem okazał się antybiotyk streptomycyna. Zaczęto go powszechnie stosować w latach 50. XX wieku.
Kto jest najbardziej narażony?
O tym, iż nie jest to marginalny problem, przypominają dane z ostatnich lat. - W Polsce w 2023 roku zarejestrowano 4436 zachorowań na gruźlicę. Było to o 122 przypadki więcej niż w roku poprzednim i 2262 przypadki mniej niż dekadę wcześniej - informuje nas rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego, Marek Waszczewski. I jak dodaje:


Na zachorowanie najbardziej narażone są: osoby zakażone HIV, osoby niedożywione, osoby przebywające w złych warunkach mieszkaniowe lub sanitarnych, a także pracownicy ochrony zdrowia i osoby wykonujące zawody, w których może dojść do kontaktu z chorym na gruźlicę. To między innym strażnicy więzienni, pracownicy ośrodków dla azylantów i schronisk dla bezdomnych.


Jak przypomina rzecznik prasowy GIS, zgodnie z Programem Szczepień Ochronnych w Polsce obowiązkowe są szczepienia BCG wyłącznie niemowląt, nie stosuje się szczepień przypominających. - Zwalczanie gruźlicy opiera się głównie na wykrywaniu osób, które mogą stanowić źródło zakażenia dla innych osób i wdrożeniu leczenia z zastosowaniem długotrwałej kuracji z użyciem antybiotyków i chemioterapeutyków - informuje.
Idź do oryginalnego materiału