Trzask pękającego zęba i jęk opróżnianego portfela, czyli wyrywanie "ósemek" w Polsce

natemat.pl 16 godzin temu
"Najgorsze były zastrzyki znieczulające – aż siedem ukłuć w dziąsła i jeden we wnętrze policzka. Do tego 15 sekund dotykania nerwu. I trzask rozbijanego zęba. Reszta już była OK". Oto nasz kolejny tekst z cyklu "Badania i zabiegi. Nie ma się czego bać". Tym razem przeczytajcie, jak wygląda w praktyce wyrywanie ósemek, wokół których krąży wiele mitów, nie tylko ten, iż to "zęby mądrości". W gabinecie chirurga stomatologa towarzyszyłam córce.


Swojego usuwania ósemki prawie nie pamiętam, po pierwsze było to 25 lat temu, a po drugie cała sprawa trwała 10 minut razem ze znieczuleniem. Nie miałam na ten temat żadnej opinii. Ot, trzeba było wyrwać i już. Jednak tym razem ósemki miała mieć wyrywane moja córka.

O co chodzi z tymi ósemkami?


Słuchając młodszych koleżanek, mam wrażenie, iż dziś usuwanie ósemek to niemal "stan umysłu". Wszyscy o tym mówią, wymieniają się doświadczeniami, polecają lekarzy. A to przecież tylko zęby trzonowe, ostatnie w łukach zębowych szczęki i żuchwy.

Nikt nie wie, po co są, tym bardziej iż nie występują jako mleczne, a dodatkowo szacuje się, iż 80 proc. pojawiających się ósemek trzeba będzie usunąć. Dlaczego?

Bo są niedogodnie umiejscowione, trudno dbać o ich higienę, zwykle najszybciej się psują, psując również zęby, które są przed nimi. W łuku zębowym brakuje miejsca na prawidłowe wyrżnięcie się ósemek, często rosną więc pod niewłaściwym kątem, naciskając na zęby sąsiednie.

Czas to powiedzieć: nie potrzebujemy ich. Konia z rzędem temu, kto nazwał je "zębami mądrości".

Dopadło i nas: ósemka do usunięcia


Pierwszą ósemkę moja córka miała usuwaną już kilka lat temu. Na szczęście, nasza rodzinna stomatolog przy corocznym przeglądzie w porę zauważyła, iż ząb źle rośnie i należy go wyrwać, zanim się "rozkręci". Poszło gwałtownie i bezboleśnie.

Minęło trochę czasu i... tadam! Wyrosły dwie kolejne ósemki – góra i dół, po prawej stronie. Stomatolog oświadczyła córce na wizycie, iż jest "grubo" i tradycyjne wyrwanie nie wchodzi w grę.

Wyrok brzmiał: "tym się musi zająć chirurg". Postanowiłyśmy z córką, iż na spokojnie umówimy ją w dogodnym miejscu, z nieodległymi terminami zabiegu.

Niestety nasze plany pokrzyżował ból zęba, który zaczął się w środku nocy. No dobra jak mus, to mus. Zaczęłam na gwałtownie sprawdzać co, jak i gdzie.

Po namyśle postanowiłam zadzwonić do Mazowieckiego Centrum Stomatologii, największego ośrodka w regionie. Sądziłam, iż skoro pracuje w nim tylu specjalistów, termin, choćby na NFZ, będzie pewnie za kilka dni. Córka jakoś wytrzyma.

"Oczywiście, iż wykonujemy chirurgiczną ekstrakcję ósemek. Termin na dziś na 15:00 będzie ok? Koszt 850 zł. Na NFZ to styczeń 2026 r. To, na który zapisać? " – zarzuciła mnie informacjami rejestratorka.

Powiem szczerze, iż na kilka sekund odebrało mi mowę i nie wiedziałam, czy bardziej wkurza mnie fakt, iż tak długie są terminy zabiegu refundowanego, czy cena za usunięcie prywatnie.

Kto ma dzieci, ten wie, co wybrałam. O 15:00 byłyśmy na miejscu. Pojechałyśmy razem, bo czytałam, iż niektóre osoby czują się po tym zabiegu bardzo osłabione.

Wielkość i kubatura budynku przywodzą na myśl stary, PRL-owski gmach, więc podobnych klimatów spodziewałam się też w środku. I tu zaskoczenie – miło, czysto, przyjazne kolory, klarowna informacja.

Nie było tak źle


Po kilkunastu minutach oczekiwania, córka wypełniła u rejestratorki dokument z danymi i oświadczenie, iż zgadza się na zabieg. Wskazano nam, gdzie mamy się udać i czekać na wezwanie lekarza.

Na korytarzu, przed rzędem nowoczesnych gabinetów, pojawiła się przemiła asystentka, miała na sobie różowy fartuch. Przywołała córkę imieniem i zaprowadziła ją do gabinetu. Po pół godziny córka z niego wyszła, ale okazało się jednak, iż nie miała jeszcze zabiegu, a ten czas lekarka przeznaczyła na przegląd zębów i na rozmowę.

Stomatolog opowiedziała, jak będzie wyglądał zabieg, wypytała córkę o to, czy ma jakieś choroby przewlekłe i jakie stosuje leki. Tak, aby mieć pewność, iż zastosowane znieczulenie oraz antybiotyk i ale przeciwbólowy wdrożony po zabiegu, nie będą wchodziły ze sobą w interakcje.

Zleciła wykonanie zdjęcia rentgenowskiego (pantomogramu), aby zobaczyć, jak dokładnie umiejscowiony jest ząb i jaką metodą najlepiej się go pozbyć. A ponieważ w trakcie przeglądu okazało się, iż ta druga ósemka również jest do usunięcia (!), należało potwierdzić, czy podobnie, jak pierwsza, do chirurgicznego.

Wprawdzie górny ząb wyrósł prawidłowo, ale lekarka powiedziała, iż gdy usunięty zostanie dolny, górny nie mając podparcia, będzie powoli wysuwać się ku dołowi, a to nie jest pozytywne zjawisko. Zaczęłam w myślach liczyć kolejne wydatki…

Zdjęcie, wykonane piętro niżej zajęło kilka minut i z nim córka wróciła do gabinetu. Po kolejnych 40-50 minutach zobaczyłam ją, jak obolała, z nietęgą miną, idzie przez korytarz.

Prawa strona twarzy była lekko napuchnięta, częściowo w wyniku zabiegu, ale też z powodu założonego opatrunku. Na szczęście, druga z ósemek nie wymagała interwencji chirurgicznej i została usunięta tradycyjnie. Pieniądze zostały w portfelu.

Jak wygląda usunięcie chirurgiczne? Wszystko zaczyna się od nacięcia dziąsła i oddzielenia zęba od otaczających go tkanek i kości. Dopiero wtedy lekarz z użyciem odpowiednich narzędzi musi rozchwiać i wyciągnąć ząb.

Niestety u córki ząb był "zatrzymany" co w żargonie stomatologów oznacza, iż nie wyrósł w pełni, ponieważ nie miał wystarczająco dużo miejsca w łuku zębowym. Trzeba go więc było "rozbić" na mniejsze kawałki i wyciągać "na raty".

Gdy było po wszystkim, zapytałam córkę, co w całej procedurze było dla niej najgorsze i usłyszałam: "Zastrzyki znieczulające w siedem punktów na dziąsłach i jeden we wnętrze policzka. 15-sekundowe dotykanie nerwu czaszkowego i trzask rozbijanego zęba. Reszta już była OK, bez bólu".

Zabieg chirurgiczny i co po nim?


Zalecenia po zabiegu? Usunięcie opatrunku za pół godziny, a szwów chirurgicznych po tygodniu. Wprawdzie są rozpuszczalne, ale pacjenci, którym przeszkadzają, mogą je wyjąć u chirurga. Na szczęście w cenie zabiegu. Ponadto, przez tydzień, co 12 godzin antybiotyk, oraz mocniejszy lek przeciwbólowy, taki na receptę.

Przez trzy dni zakaz spożywania jedzenia gorącego, ostrego i mocno przyprawionego. Ale najlepsze przed nami: jedzenie przez dobę raczej płynnych, a na pewno zimnych produktów – jogurtów, serków oraz LODÓW! I zwolnienie z zajęć na kilka dni. Także są i plusy.

Koszty? 850 zł za usunięcie chirurgiczne, 180 zł za tradycyjne, 120 zł pantomogram. Tak, 1150 zeta za jednym razem, ale mam wrażenie, iż koszty prywatnie wykonywanych zabiegów stomatologicznych nikogo już nie dziwią. A będzie jeszcze gorzej.

Główny Urząd Statystyczny (GUS) podał właśnie, iż w lutym ceny usług stomatologicznych wzrosły o 9 proc. w stosunku do roku ubiegłego, a eksperci uważają, iż czeka nas wynik dwucyfrowy.

Dotyczy to najpopularniejszych usług dentystycznych jak usunięcie zęba ze znieczuleniem, założenie korony z porcelany, usuwanie kamienia nazębnego czy zaplombowanie zęba bez leczenia kanałowego. Skąd te ceny?

– Na podwyżki rzutuje wzrostu cen komponentów, utylizacji odpadów medycznych oraz koszty działalności gabinetów, takie jak droższe opłaty za prąd i gaz. A my jako społeczeństwo zbyt mało zarabiamy, aby leczyć się prywatnie – mówi Dr n. med. Piotr Przybylski z kliniki Implant Medical w Gnieźnie.

I dwie osobiste refleksje na koniec: nie takie usuwanie ósemki straszne, jak je malują. I druga: już nie dziwię się, iż ciągle mijam na ulicy i spotykam Polaków, którzy mają bardzo zaniedbane zęby.

Idź do oryginalnego materiału