Martwią się na zapas. To powszechny nawyk wielu osób. Psycholog wyjaśnia, dlaczego to błąd

kobieta.gazeta.pl 2 godzin temu
Wydaje nam się, iż dzięki temu jesteśmy czujni i przygotowani na najgorsze opcje. Jednak w ten sposób, tracimy coś znacznie cenniejszego. - Kontrolujesz chwilowo tylko swoje zlęknione myśli - wyjaśnia ekspert.
Psycholog Michał Brzegowy jeden ze swoich wpisów na Instagramie poświęcił pewnemu powszechnemu problemowi. To tendencja do zamartwiania się. Jak zaznaczył na wstępie, popadanie w tego typu myśli zapewnia nam złudne poczucie kontroli nad sytuacją.

REKLAMA







Zobacz wideo Czy ADHD możemy pomylić z innymi zaburzeniami?



Masz tendencje do zamartwiania się? "Problem polega na tym"
Gdy się martwimy, możemy odnosić wrażenie, iż podejmujemy kroki, których celem jest powstrzymanie potencjalnej katastrofy. Myślimy, iż dzięki temu jesteśmy czujni, odpowiedzialni i przygotowani na najgorsze scenariusze. Jednak taki styl myślenia zapewnia tylko chwilową ulgę.
Problem polega na tym, iż kontrolujesz chwilowo tylko swoje zlęknione myśli - a nie rzeczywistość, która cię tak bardzo niepokoi
- informuje psycholog.






W długotrwałej perspektywie zamartwianie się nie jest niczym dobrym. To bardzo męczący nawyk, który sprawia, iż w konsekwencji często nie mamy sił, by stawiać czoła trudom życia. Naszą energię wcześniej pochłonęły już negatywne myśli i lęki.
Idę o zakład, iż gdybyś się teraz przestał martwić, całkiem nieźle poradziłbyś sobie ze wszystkim tym, o co się martwisz - a choćby jeżeli nie - to dość dobrze byś akceptował, iż nie wyszło tak, jak chciałeś
- pisze Michał Brzegowy.



W dalszej części psycholog opisał dwie hipotetyczne opcje. Zadał też pytanie odbiorcom, która z nich wydaje im się bardziej opłacalna. W pierwszej nie rezygnujemy z nawyku zamartwiania, próbujemy wszystko kontrolować. I tym samym prowadzimy życie w nieustannym lęku, mamy znacząco obniżony nastrój.
Druga opcja wiąże się z rezygnacją ze zmartwień. Podejmujemy ryzyko i zaczynam ufać, iż poradzimy sobie z większością życiowych problemów. A jeżeli choćby okażą się one zbyt trudne, to i tak w ostateczności zaakceptujemy nową sytuację.
Czy można żyć bez zamartwiania się? "Po kilkudziesięciu latach"
Jak zauważa Michał Brzegowy, ten drugi scenariusz pozwala nam prowadzić spokojniejsze życie, wolne od lęku. Jego wpis wzbudził spore zainteresowanie. Wielu komentujących przyznało, iż mimo iż opcja numer dwa wydaje się znacznie korzystniejsza, przez cały czas nie umieją wyzbyć się szkodliwego nawyku. Inni podzielili się swoimi przemyśleniami i radami dotyczącymi tej kwestii.
Warto ćwiczyć uważność, łapać te myśli i je nazywać.
Wybieram opcję numer dwa, świadomie. Choć dopiero się tego uczę, po kilkudziesięciu latach zamartwiania się i trwaniu w wiecznym lęku.
Martwienie się daje iluzję kontroli. Spokój zapewnia realną sprawczość
- możemy przeczytać w sekcji komentarzy pod postem. Czy masz tendencje do zamartwiania się? Zachęcamy do udziału w sondzie i komentowania artykułu.
Idź do oryginalnego materiału