Rola taty.

ladnebebe.pl 2 godzin temu


Z Sebastianem Pawlakiem umawiam się na rozmowę w poniedziałek, bo to dzień, kiedy ma wolne w teatrze. Mamy dużo czasu, szczęśliwie – ponieważ okazuje się, iż o ojcostwie można z nim rozmawiać bez końca, a rola taty zdecydowanie należy do tych, do których nie można się za bardzo przygotować. Dawno nikt tak czule nie opowiadał mi o byciu ojcem, o zainteresowaniach, które dzieli z córką, ale też o zwykłym życiu zawieszonym pomiędzy sprzątaniem a uczeniem się tekstu do roli.


Agnieszka Evans: Na co dzień grasz na scenie TR Warszawa, dziś jednak będziemy rozmawiać głównie o twojej roli w życiu prywatnym – ojca. Masz 11-letnią córkę Aurelię, jako tata nastolatki wkraczasz właśnie w okres dojrzewania i zmian.

Sebastian Pawlak: Tak, ale jeszcze obserwuję, jak Aurelia wspólnie z koleżankami i kolegami po prostu się bawi. To wspaniałe widzieć, jak biorą stare lalki, misie, które sobie zostawiła, i odbywają dzikie podróże po mieszkaniu, gdzie pufy i poduszki najpierw są statkami, a potem przemieniają się w bezludne wyspy. Wzrusza mnie to, iż wciąż mają w sobie chęć zabawy, a jednocześnie czuję, iż to ostatnie chwile tej przygody.

Pojawiają się trudne tematy?

Pojawiają się trudne emocje. Ale też pracuję nad sobą, żeby dać Aurelii przestrzeń na te emocje. Czasem mówię jej, iż coś nie jest warte ataków histerii, ale potem łapię się na tym, iż przecież ona jest dzieckiem i dojrzewa i iż może to „coś” jest dla niej bardzo ważne. Muszę być czujny, żeby nie myśleć, iż każdy czuje tak jak ja. Emocje wybuchają i to jest OK.

Co robisz, gdy wybuchają?

Staram się ich nie oceniać i nie blokować ani nie wkurzać na te emocje. Tylko rozmawiać. Z drugiej strony wiem, iż to ja, jako dorosły, muszę czasem podejmować decyzję za nią, stawiać jej granice, wchodzić z nią w polemikę. To trudne – zachować balans między wolnością dziecka a granicami wychowania.

Jakim jesteś ojcem?

Aurelia mówi, iż najlepszym, ale nadopiekuńczym.

Skąd ta nadopiekuńczość?

Mam to po mamie. Zawsze o mnie dbała, powtarzając: masz to, to weź, to masz zrobione, tu uważaj, a tu masz szalik, więc będzie ci ciepło. To cecha, która najbardziej mnie u niej drażni, a sam taki jestem. Na szczęście żona Ania wspaniale mnie w tym stopuje, a córka jest już w takim wieku, iż po prostu mówi mi wprost: „Daj mi spokój, tata”. Odpowiadam „OK” i przepraszam. Staramy się wychowywać Aurelię świadomie.

Czyli jak?

Dużo rozmawiamy, staramy się poświęcać jej jak najwięcej czasu. Razem z żoną przegadujemy wspólnie bieżące problemy, jeżeli trzeba, konsultujemy się z psychologiem. Oczywiście, jak większość rodziców, popełniamy błędy. Staramy się, żeby te błędy nie schrzaniły jej życia w przyszłości.

Co się zmieniło, gdy zostałeś tatą?

Dzięki pojawieniu się Aurelii na przykład nabrałem dystansu do moich różnych przyzwyczajeń. Kiedyś nie wyobrażałem sobie, iż mogę się uczyć roli, kiedy ktoś siedzi w pokoju, albo malować, jeżeli ktoś jest obok, a teraz to wszystko łączę, to się da zrobić. Zrozumiałem, iż nie muszę zamykać się w samotni, by tworzyć, odizolowany od całego świata.

A jak wspominasz pierwsze miesiące?

Pamiętam, iż na początku byłem przede wszystkim bardzo zmęczony. Aurelia miała kolki przez pierwsze pół roku i byliśmy z Anią wykończeni. To był też nadzwyczaj aktywny zawodowo czas. Dużo jeździłem ze spektaklami za granicę, a gdy wracałem, wymieniałem się z Anią. Wyjeżdżałem, a potem nadrabiałem. Pamiętam, iż wtedy nie chodziłem, tylko biegałem. Na próbę, potem do sklepu po pieluchy i do domu. Jak w amoku. Z drugiej strony to był strzał adrenaliny i wybuch wielkiej miłości do Aurelii. Teraz jesteśmy w innym miejscu, zastanawiamy się, jak długo jeszcze będziemy mieć ją w domu, ile jeszcze przytuleń zostało, czas tak leci.

Wspólnie z córką stworzyłeś „Mapy”. Co to za projekt?

Przed narodzinami Aurelii malowałem farbami na płótnie, miałem na to czas. Kiedy urodziła się Aurelia, mój świat wywrócił się do góry nogami. Gdy miała 10 miesięcy, a Ania wróciła do pracy, spędziłem z córką całe lato i wtedy zaczął się ten projekt. Kupiłem jakiś zeszyt i rysowałem w nim kredkami, mazakami, czymkolwiek, co miałem pod ręką. Spacerowaliśmy, chodziliśmy do parku, do knajpki, nad Wisłę i kiedy Aurelia zasypiała w wózku, ja malowałem. Potem robiła to ze mną. W końcu kupiłem starą szkolną mapę i zacząłem ją wyklejać zebranymi rysunkami. Potem były kolejne mapy, które przerabiałem, uzbierało się ich z 15. Ja rysowałem, Aurelia dorysowywała i nagle ten zbiór map przerodził się w wystawę – najpierw w Komunie Warszawa, potem w galerii Marszałkowska 18.

Mówisz, iż świat wywrócił się do góry nogami, a jednak zrobiliście razem wystawę.

To dzięki Aurelii zacząłem robić duże prace – dzięki niej powstał ten pomysł i się rozkręcił. Gdy się urodziła, wydawało mi się, iż nie będę mieć już czasu w malowanie, a wyszło zupełnie odwrotnie. Okazało się, iż choć miałem go mniej, robiłem pewne rzeczy tak samo dobrze, a choćby lepiej. Niesamowite było to, jak ten projekt się rozwijał, a Aurelia z nim dorastała. Z czasem w tych pracach było jej coraz mniej, już nie chciała ze mną rysować. Na ostatniej mapie w ogóle jej nie ma.

Skąd ten pomysł na szkolne mapy?

Wpadły mi do głowy, gdy usłyszałem piosenkę Kasi Nosowskiej „Polska”. Tam jest taki tekst: „Leżę, pode mną Polska. Patchwork uszyty z województw”. Nagle przypomniałem sobie te stare, piękne szkolne mapy. I tak się zaczęło.

Dogadywaliście się z córką?

Nieraz była awantura, iż bez pytania wziąłem jej rysunek i coś wyciąłem. Musiałem przepraszać. Innym razem rysowała dużo i szybko, kazała mi czegoś użyć, ja z kolei mówiłem, iż mnie się to nie podoba i tego nie wezmę. To był fajny czas, dla mnie niczym powrót do dzieciństwa. Stworzyliśmy też album modowy „Autumn Winter 2022/2023. Aurelia i Sebastian”. Ten album też znalazł się na wystawie w galerii Marszałkowska 18.

Twórczy z was duet.

Tak. Mamy na koncie jeszcze jeden wspólny projekt. Odrysowałem Aurelię na dużym brystolu, kiedy miała bodaj dwa i pół roku. Potem znowu – w czasie pandemii, czyli gdy miała pięć lat. Teraz chcę ją odrysować po raz trzeci, gdy ma 11 lat, i potem to kontynuować. To są duże prace, które wyklejamy wspólnie różnymi naklejkami, takimi od lekarzy, z muzeów, z gazetek.

Chyba macie bardzo dobrą relację.

Ta relacja oczywiście jest dynamiczna i nieraz są nerwy, ale jest w niej dużo czułości.

Zabierasz córkę do pracy?

Staram się oddzielać życie zawodowe od prywatnego, ale pamiętam, jak uczyłem się tekstu do spektaklu „Onko” w reżyserii Weroniki Szczawińskiej – miałem w nim praktycznie monodram i Aurelia ten tekst ze mną powtarzała, śpiewała piosenki. Poza tym dla mnie czas w teatrze jest też odpoczynkiem. Chwilowym odcięciem się od życia rodzinnego, które oczywiście uwielbiam, ale cieszę się, iż mam ten wentyl, tę przestrzeń, w której mogę funkcjonować w kompletnie innym świecie, innej roli.

Chyba każdy rodzic potrzebuje pobyć sam.

Tak. jeżeli więc nie muszę, to nie zabieram córki do pracy. Z drugiej strony, mimo iż staram się oddzielać te dwa światy, one się ze sobą przeplatają. Razem z Aurelią gram w spektaklu „Moja walka” w reżyserii Michała Borczucha. Przed rozpoczęciem prób zrobiliśmy wspólnie inspirowaną tą książką [„Moją walką” Karla Ovego Knausgårda – przyp. red.] „piętnastominutówkę” w Komunie Warszawa. Aurelia miała wtedy jakieś półtora roku, trzymałem ją na rękach na scenie. Zrobiliśmy ten projekt razem z Jankiem Dravnelem i jego córką. On opowiadał o swoich pierwszych miłościach, a ja o narodzinach Aurelii. Dla mnie książka Knausgårda w ogóle jest bardzo ważna – zacząłem ją czytać, gdy Aurelia się urodziła i przez całe jej dorastanie czytałem kolejne tomy.

Dlaczego jest taka ważna?

Na pierwszym poziomie utożsamiałem się z Karlem ojcem, który pisząc dziennik swojego życia z dziećmi, opisuje prozaiczne czynności związane z opieką: zmęczenie, zakupy, przygotowywanie posiłków, sprzątanie, konflikty z żoną, humory dzieci i swoje emocje wobec nich. Drugi poziom to Karl dziecko swoich rodziców – wstrząsająca opowieść o dzieciństwie i dorastaniu, o tym, w jaki sposób rodzic może skrzywdzić swoje dziecko i jakie są tego konsekwencje.

A jak się gra z córką na scenie?

W spektaklu Aurelia gra także moją córkę. Świetnie się w tym czuje i w ogóle się nie stresuje. W tej scenie ma dużo wolności, bo to częściowo imrpowizowany fragment. Lubi to robić również ze względu na kasę i cały czas się pyta, kiedy będzie grać.

Idzie w ślady ojca?

Nie wiem. Ona ma do tego dystans i jeszcze nie wie, kim chce być. Lubi śpiewać, chodzi na zajęcia w kultowego zespole Fasolki i na pianino. Gra też w amatorskim teatrze HaliBut, w spektaklu na podstawie książki „E.E.” Olgi Tokarczuk. Wyjeżdżała z nim na festiwale, spotkała się z Olgą Tokarczuk, dostała od niej autograf. Coś ją w tym kierunku ciągnie.

Skąd czerpiesz wzorce w wychowaniu?

Jesteśmy z Anią dość mocno wkręceni w literaturę, filmy i psychologię, więc gdy Aurelia była malutka, czytaliśmy książki Donalda Winnicotta i Jespera Juula. Potem – już z Aurelią – oglądaliśmy filmy Studia Ghibli i te pokazywane w ramach Młodych Horyzontów. Codziennie czytaliśmy jej dobrą dziecięcą literaturę. I oczywiście teatr, wystawy, koncerty, warsztaty. I dużo sportu. Mamy świadomość, jak bardzo wychowanie i czas dzieciństwa wpływają na późniejsze życie.

Różnicie się z żoną w podejściu do wychowania?

Mamy podobne podejście. Myślę, iż jestem takim „tatusiem córeczki” i pozwalam na więcej. Ania, przez swoją osobowość, pracę i ogromną inteligencję, wie dużo więcej ode mnie, ja działam raczej intuicyjnie. Jestem bardziej od rysowania i malowania, od tańców, wygłupów, przebieranek. Ania więcej czasu spędza z Aurelią na nauce. Myślę, iż stanowimy dobry miks, iż się uzupełniamy i balansujemy. Jesteśmy trochę taką włoską rodziną, kłócimy się, sprzeczamy, ścieramy, rozmawiamy.

Sprzeczka nie jest końcem świata?

Nie jest i nie ma co popadać w perfekcjonizm. jeżeli my, dorośli, odpuszczamy, dzieci widzą, iż świat się nie zawali, gdy coś im się nie uda albo czegoś nie zrobią. Najważniejsze to rozmawiać ze sobą.

Jak się dzielicie obowiązkami na co dzień?

Jakoś naturalnie nam to wychodzi. Nie ma twardych podziałów. Ania ma z Aurelią taki wspaniały rytuał, kiedy wieczorami rozmawiają sobie w łóżku, do czego nie mam dostępu. Ania jest nocnym markiem, z kolei ja wstaję rano i przygotowuję Aurelię do szkoły. Potem idę do teatru, Ania wraca z pracy i zajmuje się Aurelią – i tak się wymieniamy. Ja na pewno więcej sprzątam w domu, bo po prostu lubię.

Lubisz sprzątać?

Nie potrzebuję błysku, ale lubię mieć wokół czystą przestrzeń, która mnie nie rozprasza. Lubię czuć się miło w salonie, usiąść, poczytać książkę. Więc dla mnie to naturalne, iż wstaję, idę przez mieszkanie i zbieram rzeczy, układam je – jest mi to potrzebne i po prostu to robię.

A jak było z wychowaniem w twoim domu, gdy byłeś nastolatkiem?

To było zupełnie inne wychowanie. Jestem z rocznika 1975, więc różnie wtedy bywało, ale miałem szczęście, iż moi rodzice mnie akceptowali i wspierali we wszystkich wyborach. To było dla mnie najważniejsze – poczucie własnej wartości. Dzięki temu robię teraz to, co lubię, i jestem szczęśliwy. Myślę, iż bardzo ważne jest, by kochać i akceptować siebie. Powtarzam Aurelii, iż jeżeli czegoś chce, to niech próbuje i niech to robi. Ja mogę ją tylko asekurować.

Dzieciństwo jest teraz inne? Widzisz różnice?

Między mną a Aurelią różnica jest taka, iż pochodzę z małego miasteczka, a ona urodziła się w Warszawie. Ma tu zajęcia dodatkowe, teatry, wszystko na wyciągnięcie ręki. Są większe możliwości.

Są jakieś minusy?

Na pewno internet, telefony, media społecznościowe. Aurelia ma telefon dopiero od stycznia tego roku. Była ostatnia w klasie bez telefonu, po wspólnych rozmowach postanowiliśmy go jej kupić, żeby nie czuła się wykluczona. Świat się zmienia, a te technologie są jego częścią – nie da się od tego uciec, trzeba nauczyć się to kontrolować. Myślę, iż jeżeli się z dzieckiem rozmawia i daje mu inne rzeczy w zamian, bawi się z nim, chodzi do kina, do parku, na zajęcia sportowe, to po jakimś czasie ono zapomina o telefonie. On już nie jest całym światem.

Ty chyba nie jesteś przesadnie aktywny w social mediach?

Długo nie miałem maila, a gdy już trzeba było go mieć, to na początku podawałem adres żony. Do teraz nie mam profilu na Facebooku. Mam jedynie konto na Instagramie, bo kumpel mi założył, gdy aktywował mój nowy telefon.

Dostrzegasz jakieś pozytywne zmiany pokoleniowe?

Obserwuję, iż dla Aurelii nie ma żadnych podziałów. Dla niej na przykład jest naturalne, iż wujek przychodzi do nas z partnerem, iż ciocia mieszka ze swoją dziewczyną. To w ogóle nie jest temat. Albo iż kolega ubiera się w jej sukienki i robią pokaz mody.

Co jest teraz dla ciebie największym wyzwaniem w ojcostwie?

Banalnie mówiąc – żeby Aurelia była szczęśliwa. Często odczuwam lęk przez to, co się dzieje na świecie i na co nie mam wpływu. Zastanawiam się, jak to będzie za kilkanaście lat, kiedy Aurelia będzie starsza. Oczywiście nie zaprzątam sobie tym głowy non stop, bo bym oszalał. Trzeba po prostu żyć tu i teraz. Myślę też o tym, bym sam poprzez moje nawyki lub zachowania kiedyś jej nie skrzywdził. By Aurelia chociaż w środowisku domowym czuła się bezpiecznie. Chciałbym, żeby zawsze miała do mnie zaufanie i aby go nigdy nie straciła. By czuła, iż może do mnie przyjść z każdym problemem.

Jedna z twoich ostatnich ról w TR Warszawa to rola ojca w spektaklu „Rodzina” w reżyserii Justyny Sobczyk – opowieści o tym, iż rodzina nie jest idealna.

Bardzo lubię ten spektakl i to, iż ta rodzina nie jest idealna. Bo czy istnieje idealna rodzina? Wspólne dążenie do tego ideału jest piękne, dążenie do spełnienia marzenia wynikającego z potrzeby bezpieczeństwa, miłości, akceptacji i zrozumienia.

Sebastian Pawlak

Aktor teatralny i filmowy, w tej chwili związany z TR Warszawa. Laureat wielu nagród teatralnych. Współpracował z takimi reżyserami i reżyserkami jak Krystian Lupa, Grzegorz Jarzyna, Kornel Mundruczó, Maja Kleczewska, Michał Borczuch, Krzysztof Garbaczewski, Jędrzej Piaskowski, Lina Lapelytė. Znany również z dużego ekranu, między innymi z filmów: „Pokot” Agnieszki Holland, „Eter” Krzysztofa Zanussiego, „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy” Jana Holoubka czy „Korona killer” Magnusa von Horna.

Idź do oryginalnego materiału