Kiedy w szkole podstawowej zapisywała marzenie o przebiegnięciu maratonu, nie wiedziała jeszcze, z czym wiąże się taki wysiłek. Teraz Marysia Jeleniewska przygotowuje się do debiutu na ulicach Nowego Jorku. Podczas treningu New Balance Run Club opowiedziała Joannie Jóźwik o stresie, który ustępuje ekscytacji, muzyce pomagającej wyjść na trening i kolejnych sportowych planach. Wśród nich jest już połówka Ironmana.
Marysia Jeleniewska od kilku lat rozwija swoją biegową pasję: ma za sobą m.in. Półmaraton Warszawski ukończony w 1:47:32, Półmaraton Praski w 1:50:48, start na 5 km przy tegorocznym Półmaratonie Warszawskim z wynikiem 24:26 oraz 10-kilometrowe wyzwanie z ekipą WK Dzik, a teraz przygotowuje się do maratońskiego debiutu w Nowym Jorku na zaproszenie marki New Balance.
Maria Jeleniewska to influencerka, która zdobyła popularność na TikToku, a następnie podbiła telewizję, wygrywając „Taniec z gwiazdami” w Polsacie i biorąc udział w „Azja Express” w TVN u boku Zoi Skubis.
Rozmawiała Joanna Jóźwik
Joanna Jóźwik: Jesteś na ostatniej prostej przed maratonem w Nowym Jorku. Jak się czujesz?
Marysia Jeleniewska: Jestem podekscytowana! Im bliżej startu, tym bardziej się cieszę, iż mogę wziąć w tym udział. Jeszcze miesiąc temu odczuwałam stres, bo nigdy nie przebiegłam takiego dystansu. Teraz naprawdę odliczam. Zaraz wylatuję i nie mogę się doczekać, aż pobiegnę. Mam nadzieję, iż uda mi się pokonać całą trasę bez zatrzymywania.
Kiedy u tak młodej osoby pojawia się marzenie o maratonie? To pomysł z ostatnich miesięcy czy coś, co od dawna miałaś w głowie?
Kiedy miałam 11 lat, napisałam w referacie w szkole podstawowej, iż przebiegnę w życiu maraton. Zupełnie nie wiedziałam jeszcze, z czym to się wiąże. W ogóle wtedy nie biegałam, mam wrażenie, iż nie miałam za sobą choćby kilometra. Ale bieganie cały czas było gdzieś z tyłu głowy. W końcu zaczęłam biegać i to pokochałam. Im byłam starsza i im więcej kilometrów potrafiłam przebiec na treningu, tym częściej myślałam: „Okej, ten maraton wcale nie jest tak odległy, jak wydawało mi się kilka lat temu”.
A kiedy podjęłaś ostateczną decyzję: biegnę?
Jakieś trzy–cztery miesiące temu. Uznałam, iż mam teraz czas, żeby się przygotować, i iż to jest mój moment. Moje życie bardzo się zmieniło, zaczynam nowy rozdział i mogę poświęcić się swoim celom. Pomyślałam, iż może właśnie teraz jest na to odpowiedni etap. Później mogłabym znajdować coraz więcej argumentów przeciwko: iż jest za późno, iż nie jestem już w takiej formie. A teraz czuję, iż mam dużo energii.
Patrząc na przygotowania, jak oceniasz to wyzwanie? Czujesz się gotowa?
Uważam, iż mam mocną psychikę. jeżeli ona wytrzyma tego dnia, dobrze się wyśpię i zjem porządne śniadanie, które da mi energię, to czuję, iż to może być naprawdę dobry dzień. Fizycznie też jestem przygotowana. Oczywiście nie wszystko da się przewidzieć. Może zacząć boleć brzuch, można źle stanąć i coś może się stać ze stopą, kolanem czy biodrem.
Liczę na słońce, ale jeżeli obudzę się i będzie padało, też to przeżyję. Będzie, jak będzie. Myślę, iż pozytywne nastawienie jest kluczem do sukcesu.
Same przygotowania do maratonu nie są łatwe. Trzeba zrobić długie biegi, pokonać kolejne kilometry i regularnie wychodzić na trening. Domyślam się, iż nie zawsze towarzyszył ci uśmiech. Jak radziłaś sobie z brakiem motywacji?
Czasami musiałam się przemóc. Odkładałam wyjście: „Dobra, za godzinę”, a później: „Może wieczorem będę miała więcej czasu”. Najwięcej energii dawała mi chyba muzyka. Mam playlistę, której słucham tylko podczas treningów. Do niektórych utworów tańczyłam na TikToku albo prywatnie wymyślałam układy. Podczas biegania mogłam je sobie wizualizować w głowie i po prostu biec dalej. Muzyka od lat motywuje mnie najbardziej. Nie wiem, z czego to wynika, ale niektóre piosenki tak dobrze mi się kojarzą, iż od razu mam więcej energii. choćby kiedy mam słaby dzień i zbierają mi się łzy w oczach.
Muszę zapytać o te układy. Pokażesz nam któryś?
Może innym razem! Niektóre można znaleźć na TikToku, więc da się do nich wrócić.
To umawiamy się, iż kiedy wrócisz z Nowego Jorku z uśmiechem na twarzy, pokażesz nam układ, który pomógł ci przygotować się do maratonu. A co robiłaś, kiedy choćby muzyka nie wystarczała do wyjścia z domu?
Zdarzało się, iż przekładałam trening na następny poranek i po prostu wstawałam wcześniej. Wiedziałam, iż mam w ciągu dnia różne zadania, ale muszę też znaleźć czas na bieganie. Mimo wszystko starałam się myśleć: skoro zaplanowałam trening, dobrze byłoby zrobić go teraz, bo później mogę już nie mieć kiedy. Przygotowania do maratonu wymagają przecież regularności w ciągu tygodnia.
Czy z kolejnymi kilometrami rośnie też apetyt na następne wyzwania?
W moim przypadku z roku na rok mam coraz więcej frajdy z biegania. Nie spodziewałam się tego. Po biegu potrafię pomyśleć: „Dobra, już więcej nie pójdę biegać”, a potem przychodzi kolejny bieg, półmaraton, trzydzieści kilometrów… Robi się coraz ambitniej. jeżeli spodoba mi się maraton, to może będę chciała powtarzać go co roku i znajdę jeszcze większą zajawkę.
A może kiedyś ultra?
To już bardzo ambitnie, ale myślę, iż może kiedyś. Mój ojczym przebiegł ultramaraton na 96 kilometrów. Pamiętam jego przygotowania i to, jak trudne i wyczerpujące były te trzy miesiące intensywnego treningu. Z drugiej strony czuję, iż też potrafiłabym poświęcić się takiemu celowi. W przyszłym roku planuję połówkę Ironmana. A może kiedyś cały? Kto wie.
Wróćmy jeszcze do Nowego Jorku. Co szczególnego zabierasz ze sobą?
Zdecydowanie dwie pary butów! Nie po to, żeby zmieniać je w połowie trasy, tylko na wszelki wypadek – gdyby coś się z jedną parą stało albo gdyby nie doleciała.
Wezmę też kilka strojów sportowych. W zależności od humoru wybiorę to, co będzie mi się podobało danego dnia. Do tego słuchawki. Słyszałam, iż na trasie będzie bardzo dużo bodźców, a ja lubię ten stan, kiedy jestem tylko ja, muzyka i bieganie. Wpadam w taki trans, odcinam się od świata. Kocham to uczucie.
Zabiorę również zegarek i saszetkę z żelami. Myślę też o czymś do picia – butelce albo bidonie. Jeszcze zobaczę.
Dlaczego na debiut wybrałaś akurat Nowy Jork?
Kocham Nowy Jork. Byłam tam już chyba pięć razy albo choćby więcej. Słyszałam też, iż to najlepszy maraton, jaki można przeżyć. Biegacze opowiadają mi, iż ludzie przy trasie po prostu się nie kończą. Że jest ogromne wsparcie i taka energia, której nie da się powtórzyć. Sama jeszcze tego nie doświadczyłam, ale mam wrażenie, iż później będę opowiadała tak samo. Kiedy rozmawiam z biegaczami o wymarzonym maratonie, często wskazują właśnie ten.
Biegłam w Nowym Jorku i mogę potwierdzić: jest wspaniale. A kiedy cię słucham, czuję, iż to nie będzie twój ostatni maraton.
Wierzę, iż tak może być, ale na razie nie chcę się nastawiać. Przez cały czas powtarzałam sobie, iż to będzie mój pierwszy i ostatni maraton, bo pewnie będę po nim wyczerpana. Teraz podchodzę do tego pozytywnie i myślę też długofalowo. Wierzę, iż jeszcze jakiś przebiegnę, ale na razie nie robię założeń.









