Anna jest dermatologiem. Szpital, dyżury, przychodnia, na koniec własny gabinet. 240 pacjentów miesięcznie, prawie 3000 rocznie. – Mogę powiedzieć, iż przez 25 lat pracy statystycznie wyleczyłam jedno całkiem spore miasto – mówi.
Na pacjenta rezerwuje pół godziny. Jest w szoku, iż są dermatolodzy, którzy udzielają głównie teleporad na podstawie zdjęć przysłanych przez pacjenta. – Nie boją się, iż przegapią nowotwór? – pyta retorycznie. I mówi, iż Polki coraz częściej ryzykują zdrowiem, gdy chodzi o wygląd. Pół biedy, gdy chodzi np. o zabiegi urodowe zakazane latem, a pacjentka nabawi się przebarwień, ale może być gorzej.
Dlatego wkurzają ją koledzy dermatolodzy, którzy "leczą" nie oglądając pacjenta, bo psują opinię uczciwym lekarzom. Wkurzają ją też osoby, które tytułują się doktorem, ale nie mają nic wspólnego z medycyną, bo to dr przed nazwiskiem to od doktora, ale np. z nauk humanistycznych czy biologicznych. Wkurza ją wysyp trychologów i podologów, bo pacjenci biorą ich za lekarzy, a oni ochoczo z tej niewiedzy korzystają i nie wyprowadzają klientów z błędu.
Co na łysienie? Wizyta u fryzjera, zamiast u dermatologa
Niedawno przyszła do niej pacjentka, ok. 40-letnia. I Anna już od progu, bez oglądania skóry głowy zauważyła, iż to rozlane łysienie androgenowe, które u kobiet charakteryzuje się przerzedzenie w okolicy czołowo-ciemieniowej i pocienienie włosów.
– Pani doktor, od pięciu lat leczę się u trychologa, ale nic mi nie pomaga, jest tylko gorzej. Wydałam strasznie dużo pieniędzy – na każdej wizycie zostawiam 500 złotych. Kupiłam u pani doktor trychologiczne pillingi do oczyszczania skóry głowy, szampony, toniki, płyny na porost włosów, ale nic nie działa – zaczyna pacjentka.
A Annie niemal "nóż się w kieszeni otwiera". Tak, jak kilka dni temu w salonie fryzjerskim.
– Fryzjerka zaproponowała, iż oprócz strzyżenia zrobi mi badanie trychologiczne za 50 zł i dobierze potem kurację – szampon, odżywkę i suplementy, bo widzi, iż wypadają mi włosy. Nie wiedziała, iż mnie tym tylko wkurzy, bo jestem dermatologiem i wiem, iż włosy wypadają mi dlatego, iż mam problemy hormonalne i nie pomogą na to szampon i suplementy. I wiem też, iż to badanie, które w salonie reklamował też wiszący na ścianie plakat z napisem: "Badanie trychologiczne. Koszt tylko 50 zł" to prawdopodobnie też ściema.
Na wszelki wypadek zapytała jednak fryzjerki, kto przeprowadza to badanie i usłyszała: "wszystkie nasze fryzjerki są przeszkolone". Anna nie przyznając się, (na razie), iż jest lekarką dermatologiem, choć było jej głupio, iż chce złapać fryzjerkę "w pułapkę", powiedziała: "To trochę ryzykowne, bo takim badaniem powinien zająć się dermatolog:.
Na co pani fryzjerka z uśmiechem: "Bez przesady. Cóż takiego może być na skórze głowy? Dziewczyny miały kurs i wiedzą, jak mają wyglądać mieszki włosowe i skóra. To, jak wygląda łupież, łojotok czy przesuszenia to nie jest jakaś czarna magia. A na wypadanie włosów preparaty i suplementy z proteoglikanami, hit ostatnich lat – działają, niezależnie od tego, jaka jest przyczyna wypadania włosów"
Wypadanie włosów? Przyczyn jest wiele
Anna dopiero wtedy przyznała się, iż jest dermatologiem. I zaczęła tłumaczyć: – To właśnie jest najgorsze, iż te suplementy działają niezależnie od tego, jaka jest przyczyna wypadania włosów, bo zajmujemy się tylko objawami, nie lecząc powodów łysienia, więc jak ktoś przestanie je brać, problem nawróci. A powodów wypadania włosów, szczególnie u kobiet, może być mnóstwo.
I wyliczała:
Niedobory pokarmowe, jeżeli ktoś długo stosuje diety eliminacyjne, bo redukuje wagę w nieracjonalny sposób, albo ma zaburzenia wchłaniania w jelitach.
Wypadanie włosów może być też efektem działania ubocznego przyjmowanych leków
Choroby autoimmunologiczne.
Plaga obecnych czasów to rozlane łysienie androgenowe u kobiet, związane z zaburzeniami hormonalnymi, a czasem tylko z nadwrażliwością receptora androgenowego.
Cała gama łysienia bliznowaciejącego: związanego ze zmianami zapalnymi, liszaj płaski mieszkowy
Łysienie plackowate i wiele innych.
– A także trichotillomania – dodałam. Nie wspomniałam, iż to zaburzenie polegające na wyrywaniu włosów na tle nerwowym. Celowo użyłam specjalistycznego języka, by uświadomić fryzjerce, iż diagnoza wypadania włosów bywa trudna. A jeszcze trudniejsze jest leczenie, które nie polega na stosowaniu kosmetyków, na których kupienie zostanę namówiona przy okazji wizyty we fryzjerskim salonie – opowiada Anna.
Pacjent czy klient? Szampon, odżywka, peeling nie leczą
Wróćmy jednak z salonu fryzjerskiego do gabinetu Anny, w którym pojawiła się wspomniana pacjentka, która jest pod opieką trychologa i regularnie zostawia u niego 500 zł, z silnym skutkiem dla portfela, ale bez skutku, jeżeli chodzi o wypadanie włosów.
– Pacjentka powiedziała mi, bo zaczęłam ją dopytywać, kto ją adekwatnie leczy, iż to "ekarz dermatolog-trycholog" A nie ma takiej specjalizacji, jak dermatolog-trycholog. jeżeli lekarz zrobił specjalizację z dermatologii, to jest on dermatologiem-wenerologiem, bo tak nazywa się ta specjalizacja: dermatolog-wenerolog. A dermatolog leczy także choroby weneryczne – mówi Anna.
Oczywiście, wytłumaczyła to pacjentce, dodając, iż by zostać dermatologiem, trzeba skończyć sześcioletnie studia medyczne i zostać lekarzem. Potem przez pięć lat być lekarzem rezydentem dermatologii. I zdobywać wtedy nie tylko wiedzę praktyczną i teoretyczną od starszych kolegów i koleżanek – lekarzy, ale robić też liczne kursy, szkolenia, potem zdać egzamin praktyczny, egzamin z histopatologii i egzamin teoretyczny. I iż na tym nie koniec, bo każdy lekarz ma obowiązek dokształcać się przez całe zawodowe życie i jeżeli ma poczucie odpowiedzialności, to to robi.
– A ja tak robię. Dlatego denerwuje mnie, to gdy przychodzi do mnie pacjentka i pyta, czy jestem trychologiem, bo chodziła wcześniej do lekarza, który na swoim profilu w internecie napisał, iż jest "dermatologiem-trychologiem". A to oszustwo – mówi Anna.
– Trychologiem może dziś zostać w zasadzie każdy, choćby po kursie weekendowym. A potem kupić sobie urządzenie do oceniania skóry głowy, które pokazuje widok włosów w powiększeniu, a samo to już robi wrażenie na pacjentach, a tak naprawdę klientach, nie pacjentach. Tak, jak to było w przypadku mojej wizyty u fryzjera z opcją trychologicznej "diagnozy". I nie będę już wspominać o przeszczepach włosów, które Polacy robią w naszym kraju i latając do Turcji, bo to osobny temat – dodaje.
Trycholog, podolog? To nie lekarz dermatolog-wenerolog
Pacjenci bardzo lubią nazwy, które brzmią efektownie. Trycholog to nie wszystko. Kolejną plagą, wg Anny jest wysyp podologów.
– Przyszedł do mnie pacjent z trądzikiem, ale przy okazji wspomniał, iż niedawno był u podologa, który zdjął mu paznokieć. Przeraziłam się, bo to trudny i krwawy zabieg, który wykonuje się w znieczuleniu. I zapytałam pacjenta o tego podologa. Usłyszałam, iż to lekarz z miejscowości, w której mieszkają rodzice pacjenta, których akurat odwiedzał. Wtrąciłam, iż podolog to nie lekarz, a mój pacjent na to, iż mówił do niego "panie doktorze", a on nie sprostował – wspomina Anna.
Zapytała, czy może przy okazji zerknąć na ten paznokieć. Okazało się na szczęście, iż ten paznokieć trzymał się już ledwo skóry, tylko w jednym rogu, bo mężczyzna był po urazie sportowym. Paznokieć pewnie sam by niedługo odpadł, wystarczyło go złapać i delikatnie pociągnąć.
– Nie mam nic przeciwko podologom. Sama często kieruje pacjentów do podologa, np. w celu założenia klamry na wrastające paznokcie, czy leczenia nadmiernego rogowacenia paznokci albo modzeli, odcisków, czy gdy chodzi o pedicure, ale tzw. leczniczy, bo np. ktoś ma dodatkowe problemy ze skórą stóp z powodu cukrzycy. Jednak takie problemy, jak grzybica paznokci stóp, np. brodawki wirusowe (potocznie zwane kurzajkami), wymagają wypisania recepty lub zabiegu, np. wymrażania, jak w przypadku kurzajek, może wykonać tylko lekarz – mówi Anna, lekarka, specjalistka dermatolog-wenerolog.
Lekarz specjalista? Weryfikuj to, co ma na profilu ZnanyLekarz.pl
Natknęła się też kilka miesięcy temu, na ogłoszenie znajomego lekarza dermatologa, który oferuje też plastykę powiek.
– Byłam zaskoczona. Choć mój kolega jest świetnym dermatologiem, sama, gdybym miała poddać się temu zabiegowi, na pewno nie poszłabym do niego, ani do żadnej swojej koleżanki dermatolog, choćby najbardziej utytułowanej. Powieki robiłabym sobie jednak u chirurga plastyka – mówi Anna.
Namawia pacjentów do tego, by niezależnie od tego, czy idą do lekarza, psychologa, podologa, trychologa, czy na zabieg do lekarza, czy kosmetyczki, nie krępowali się opytać o to, jakie ta osoba naprawdę ma wykształcenie i jakie doświadczenie.
Certyfikaty oprawione w ramkę i powieszone na ścianie, ładnie wyglądają i robią wrażenie, ale często mogą oznaczać tylko tyle, iż ktoś odbył tylko weekendowy kurs, na którym tylko oglądał, jak ktoś zabieg wykonuje, ale sam nigdy go nie zrobił. Oczywiście, może tak być też w przypadku lekarza, ale przynajmniej mamy wtedy pewność, iż ta osoba ma za sobą sześć lat studiów, na której miał do czynienia z prawdziwą medycyną.
Nie mówimy oczywiście o pato-uczelniach, jakie miały u nas od paru lat powstawać, a na których studenci mieli uczyć się anatomii nie w prosektorium, ale wirtualnie. Tymi "uniwersytetami" zajęła się na szczęście prokuratura.











