Legenda maratonu nie powiedziała ostatniego słowa. Eliud Kipchoge w niedzielę wystartował w maratonie w Melbourne bijąc rekord biegu i zachwycając tysiące fanów na mecie australijskiego wyścigu. Start był częścią światowej trasy zawodnika, który chce pobiec maraton na każdym kontynencie promując bieganie i wartości, które ono niesie.
Były rekordzista świata i dwukrotny mistrz olimpijski pobił stary rekord o dwie sekundy uzyskując czas 2:09:10. Kipchoge po raz pierwszy od trzech lat wygrał maraton. Długo z zawodnikiem biegł… były kolarz Jimmy Whelan. Australijczyk debiutujący w maratonu biegł z nim do 30 km. Następnie Kipchoge wrzucił wyższy bieg i zdominował wyścig do samego końca.
„Publiczność jest niesamowita – nigdy nie widziałem takiej” – powiedział. „Melbourne to bardzo sportowe miasto.”
Kipchoge wielokrotnie powtarzał w ciągu ostatnich kilku dni, iż jego wizyta w Melbourne to coś więcej niż kolejny wyścig. To trzeci etap jego światowej trasy, w ramach której przebiegnie maraton na każdym kontynencie, w tym na Antarktydzie.
Zwycięstwo Kipchoge było lekką niespodzianką. Zawodnik w swoich ostatnich startach nie odnosił wielkich sukcesów. Z drugiej strony impreza w Australii miała zdecydowanie mniej konkurencyjną dla nie go stawkę. Drugi na mecie był Australijczyk Thomas De Canto z 2:10:35, trzeci jego rodak Reece Edwards 2:14:32.
Wśród kobiet wygrała Camile French z Nowej Zelandii z czasem 2:28:25. Druga była Australijka Sinead Diver 2:28:48, która wynik ten pobiegła mając 49 lat. Trzecia ukończyła Irlandka Nichola Sheridan (2:29:13).









