Jak zostać lekarzem w Polsce? choćby nie trzeba mieć matury. NIL ostrzega, ministerstwo milczy

zdrowienapoziomie.pl 5 godzin temu

Studia medyczne bez matury brzmią nieprawdopodobnie, a jednak coraz więcej osób w Polsce wybiera tę ścieżkę kariery. Dzięki firmom pośredniczącym, takim jak Dream Med, można rozpocząć naukę na ukraińskich uczelniach medycznych – bez egzaminów wstępnych, bez świadectwa dojrzałości, a często choćby bez wyjazdu poza Polskę.

Ten kontrowersyjny trend budzi ogromne poruszenie w środowisku lekarskim. Naczelna Izba Lekarska ostrzega przed „edukacyjną fikcją”, podczas gdy Ministerstwo Zdrowia milczy. Dream Med z kolei podkreśla, iż wypełnia lukę kadrową w ochronie zdrowia, gdzie brakuje około 25 tysięcy lekarzy.

Trudna droga do zawodu lekarza w Polsce

Zawód lekarza w Polsce obfituje w liczne bariery. Aby dostać się na studia medyczne, kandydaci muszą zdać maturę z biologii i chemii na poziomie rozszerzonym z wynikiem powyżej 80%. Na prestiżowych uczelniach, takich jak Warszawski Uniwersytet Medyczny czy Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, progi punktowe sięgają choćby 86–88%.

Po sześciu latach studiów absolwenci odbywają roczny staż podyplomowy i zdają Lekarski Egzamin Końcowy. Dopiero wtedy mogą pracować m.in. w podstawowej opiece zdrowotnej, na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych czy w centrach krwiodawstwa. Wielu wybiera specjalizacje, trwające od pięciu do dziewięciu lat, w zależności od dziedziny.

W ostatnim czasie zyskała jednak popularność kontrowersyjna alternatywa.

„Marzenia bez matury” – co oferuje Dream Med?

Na stronie Dream Med widnieje zachęcająca oferta: „Zostań lekarzem, choćby jeżeli nie zdałeś matury”. Jest skierowana do osób, które nie spełniły wymagań polskich uczelni i nie chcą marnować roku na poprawianie matury.

„Wyniki matury nie były satysfakcjonujące? Czujesz zmęczenie perspektywą roku w niepewności, walcząc o kilka punktów? Zamiast brać udział w wyścigu szczurów, wybierz alternatywę. Twoja przyszłość nie musi zależeć tylko od matury!”

Dream Med umożliwia studia na ukraińskich uczelniach medycznych, które z powodu wojny działają głównie zdalnie. Wystarczy paszport i świadectwo ukończenia szkoły średniej – matura nie jest wymagana.

Nauka przebiega w całości online, a praktyki realizowane są we współpracy z polskimi placówkami medycznymi. Firma chwali się, iż skorzystało z niej ponad 120 osób, a roczny koszt to około 19 tysięcy złotych – znacznie mniej niż niestacjonarne studia w Polsce.

Środowisko medyczne krytykuje jednak ten model coraz głośniej:

„Po takich uczelniach nie powinno być prawa do pracy w Polsce. To rodzi nierówności na rynku pracy” – mówi anonimowy lekarz.

Jak weryfikuje się dyplomy spoza UE?

Polskie prawo wymaga nostryfikacji dyplomów medycznych z pozaunijnych uczelni. Procedura obejmuje egzaminy językowe, analizę programów studiów i ewentualne egzaminy uzupełniające. Lekarz musi też zdać Lekarski Egzamin Weryfikacyjny, by uzyskać prawo wykonywania zawodu.

W 2020 roku Ministerstwo Zdrowia wprowadziło uproszczenia dla lekarzy spoza UE, zwłaszcza z Ukrainy i Białorusi. Umożliwiają one warunkowe prawo do pracy pod nadzorem bez pełnej nostryfikacji.

Naczelna Izba Lekarska krytykuje ten system za brak pełnej weryfikacji i niewystarczającą znajomość języka polskiego, co zagraża jakości opieki medycznej.

Specjalizacje w przyspieszonym tempie

Różnice między systemami polskim a ukraińskim dotyczą nie tylko studiów, ale i specjalizacji. W Polsce realizowane są one 5–9 lat, na Ukrainie – zależnie od uczelni – choćby tylko dwa lata.

„Formalnie specjalizacje z Ukrainy nie są w Polsce uznawane. Jednak z powodu braków kadrowych niektórzy szefowie placówek, zwłaszcza prywatnych, przymykają na to oko” – wyjaśnia przedstawiciel NIL.

Polscy lekarze obawiają się, iż ich kwalifikacje są zrównywane z tymi z przyspieszonych ścieżek. Spotykali też zagranicznych specjalistów bez podstawowych umiejętności klinicznych.

Dream Med tłumaczy, iż skrócone programy wynikają z realiów wojny i kryzysu kadrowego, a proces nie wymaga wizyty na Ukrainie.

„Nie porównujmy kompetencji specjalizacji trwającej rok na Ukrainie z 5–6 latami w Polsce” – ostrzega dr Kosikowski z NIL, wskazując na zagrożenie dla pacjentów.

Brak reakcji Ministerstwa Zdrowia

Izba Lekarska apelowała wielokrotnie do Ministerstwa Zdrowia i Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, ale nie doczekała się odpowiedzi. Według dra Kosikowskiego resort stosuje łagodniejsze wymogi wobec lekarzy z Ukrainy, ułatwiając im dostęp do zawodu w porównaniu z polskimi absolwentami.

„Ministerstwo Zdrowia stawia niższe wymagania lekarzom spoza Polski, dając im łatwiejszy dostęp do pracy niż rodzimym absolwentom” – podkreśla przedstawiciel NIL.

Ministerstwo nie skomentowało pytań o nadzór nad firmami takimi jak Dream Med.

Odpowiedź Dream Med

Firma stanowczo odrzuca zarzuty o obniżanie standardów kształcenia. Zapewnia, iż współpracuje tylko z akredytowanymi ukraińskimi uczelniami, które modernizują programy i dostosowują je do współczesnych standardów.

Idź do oryginalnego materiału