Są ludzie, których pamięta się choćby po wielu latach, nie dlatego, iż zdobyli tytuły naukowe czy zajmowali wysokie stanowiska. Pamięta się ich dlatego, iż od początku wyróżniali się pasją, ciekawością i konsekwencją w działaniu. Jedną z takich osób był Marcin.
Pamiętam Marcina jeszcze jako studenta stomatologii w Łodzi. Już wtedy wyróżniał się aktywnością naukową i zainteresowaniem tematami wykraczającymi poza program studiów. Nie przypuszczałem wówczas, jak znaczącą postacią dla polskiej chirurgii szczękowo-twarzowej się stanie, ale widziałem w nim niezwykłą konsekwencję i głód wiedzy, które później stały się fundamentem Jego zawodowych i naukowych osiągnięć.
Później obserwowałem Jego rozwój już z perspektywy środowiska zawodowego. Z satysfakcją patrzyłem, jak konsekwentnie buduje swoją pozycję naukową i kliniczną, poszerza obszary zainteresowań oraz zdobywa uznanie współpracowników, studentów oraz młodych lekarzy.
Dla wielu pozostanie profesorem, kierownikiem kliniki, autorem publikacji, wynalazcą i autorytetem w dziedzinie chirurgii szczękowo-twarzowej. Ja zachowam w pamięci przede wszystkim obraz ambitnego młodego człowieka, dla którego nauka, rozwój i medycyna były prawdziwą pasją.
Najtrudniej pogodzić się z myślą, iż odszedł w chwili, gdy wciąż miał tak wiele do przekazania. Był w wieku, w którym doświadczenie spotyka się jeszcze z energią do działania. Jeszcze wielu lekarzy mogło uczyć się od Niego zawodu, a polska chirurgia szczękowo-twarzowa czerpać wiele z Jego wiedzy, doświadczenia i pasji.
Dziś, 6 czerwca, żegnamy prof. Marcina Kozakiewicza. Pozostanie w pamięci swoich pacjentów, uczniów, współpracowników i przyjaciół. Ja zapamiętam Go jako człowieka, który potrafił zamieniać wiedzę w działanie, pasję w osiągnięcia, a swoje marzenia konsekwentnie przekuwać w rzeczywistość. Pozostawił po sobie trwały ślad w polskiej stomatologii i w pamięci wielu ludzi, których spotkał na swojej drodze.
Tomasz Maria Kercz
Dentonet.pl, redaktor naczelny








