Dziadek "wszystko wie najlepiej". Matka: tylko jego mogę prosić o pomoc, ale zaczynam mieć dość

gazeta.pl 7 godzin temu
Nie każdy może liczyć na pomoc przy dzieciach. Gdy to się jednak zdarza, tacy rodzice są nazywani szczęściarzami. To "szczęście" ma jednak różne oblicza.
- Mam dwuletniego synka, oczko w głowie mojego taty. Nic dziwnego, w końcu jestem jedynaczką, a to jego jedyny wnuk - napisała w mailu do redakcji eDziecka Malwina, mama Stasia. Kobieta dodaje, iż "może liczyć na pomoc swojego taty, ale powoli zaczyna mieć dosyć jego metod". - adekwatnie choćby nie chodzi o "metody wychowawcze", bo wiadomo, iż rozpieszcza małego, jak tylko może. Chodzi o krytykę wszystkiego, co dziecku proponuję, a co nie jest zgodne z jego przekonaniami albo wiedzą - tłumaczy kobieta.


REKLAMA


Zobacz wideo Czym jest szczęście? Przedszkolaki odpowiadają


Dziadek wszystko wie najlepiej. "Ręce mi opadają"
Nasza czytelniczka sypie w mailu przykładami jak z rękawa. - Zapisałam Stasia na diagnozę zaburzeń integracji sensorycznej, bo dostrzegłam pewne symptomy sugerujące, iż może mieć takie problemy. Dziadek stwierdził, iż to "dzisiejsze wymysły". Tak samo było z zajęciami u logopedy i zajęciami ogólnorozwojowymi dla maluszków. Wszystko na "nie" - wylicza. I dodaje, iż to "marudzenie" dziadka bardzo na nią wpływa. - Czuję się jak najgorsza matka, która nie zna potrzeb swojego dziecka. Bo nie wystarczy, iż dziadek uzna, iż to niepotrzebne. On dodaje jeszcze, iż "Stasiu to indywidualista" i niepotrzebne mu takie spotkania z innymi dziećmi. Albo iż "będzie mówił, jak uzna, iż to ma sens". Ręce mi opadają.
Nasza czytelniczka dodaje, iż jej tata jest jedyną osobą, którą może poprosić o pomoc nad dzieckiem, ale coraz częściej tego unika. - Tata jako jedyny jest na emeryturze, więc ma najwięcej czasu. I chociaż kocha Stasia, a Staś uwielbia spędzać z nim czas, coraz rzadziej mam ochotę prosić go o tę przysługę - pisze w mailu.


Ekspertka: Krytyka przybiera formę troski, ale to wciąż krytyka
- Frustracja matki w takiej sytuacji jest reakcją w pełni adekwatną i przewidywalną z punktu widzenia psychologii systemowej. Dochodzi tu do zderzenia dwóch porządków rozumienia dziecka: kliniczno-rozwojowego oraz narracyjno-ideologicznego - tłumaczy Katarzyna Ostrowska, psychoterapeutka i pedagożka. - Decyzje matki nie wynikają z chęci "naprawiania" dziecka, ale z konkretnej wiedzy i codziennego monitorowania przeciążeń sensorycznych, trudności adaptacyjnych i mechanizmów samoregulacji malucha. Gdy te działania są systematycznie podważane, pojawia się poczucie unieważnienia kompetencji rodzicielskich.
Nasza rozmówczyni podkreśla w wypowiedzi dla portalu eDziecko.pl, iż "z perspektywy systemu rodzinnego mamy do czynienia również z przekroczeniem granic pokoleniowych". - Dziadek wchodzi w rolę eksperta nadrzędnego, mimo iż nie ponosi odpowiedzialności za codzienne konsekwencje funkcjonowania dziecka. To uruchamia u matki nie tylko frustrację bieżącą, ale też stare schematy relacyjne - dodaje.


Chcesz podzielić się swoją historią? Napisz: [email protected]
Idź do oryginalnego materiału