Po świętach miało być lżej, a jest jakoś pod górkę. Zamiast energii pojawia się znużenie, które trudno opanować. Lista noworocznych postanowień zaczyna ciążyć na duszy. Dni są krótkie, wieczory długie, a pierwotny entuzjazm w końcu pęka jak bańka mydlana. I nie zawsze chodzi tu o lenistwo albo słabą wolę. Taki stan dobrze opisuje termin Blue Monday, który odnosi się do "najbardziej depresyjnego dnia w roku". Co dokładnie na ten temat mówi psychologia?
REKLAMA
Zobacz wideo "Nie lubię ścianek i całego tego shitu. Chcę po prostu grać w filmach i robić muzę". Helena Englert w "Z bliska"
Skąd wziął się Blue Monday? To rzekomo najbardziej depresyjny dzień w roku
Hasło "Blue Monday" pojawiło się w przestrzeni publicznej w 2005 roku i bardzo gwałtownie zrobiło medialną karierę. Miało określać najbardziej depresyjny dzień w roku, który rzekomo wypada w trzeci poniedziałek stycznia. Autorem tej koncepcji był brytyjski psycholog Cliff Arnall, twórca wzoru na obliczenie momentu największego spadku nastroju. Z czasem wyszło jednak na jaw, iż nie chodziło o przełomowe odkrycie naukowe, ale o element kampanii marketingowej biura podróży zachęcającej do rezerwowania zimowych wyjazdów.
Sam wzór brał pod uwagę różne czynniki, m.in.: pogodę, długość dnia, poziom motywacji, zadłużenie po świętach czy realizację noworocznych postanowień. Problem polegał na tym, iż żadna z tych zmiennych nie została rzetelnie zweryfikowana, a cały mechanizm od początku budził wątpliwości środowiska akademickiego. Z czasem dystans zaczęły zachowywać również instytucje, z którymi Arnall był związany. Mimo to Blue Monday na stałe wszedł do języka mediów i co roku wraca jako wygodna etykieta dla zimowego spadku nastroju.
Blue Monday - co to? (zdjęcie ilustracyjne)Fot. pexels/engin-akyurt
Czy styczeń jest trudnym miesiącem dla zdrowia psychicznego? Psycholożka zdradza, o co chodzi
Choć "Blue Monday" jest mitem, sam styczniowy spadek nastroju nie bierze się znikąd. Psycholożka Natalia Harasimowicz w rozmowie z RMF FM zwróciła uwagę, iż na nasze samopoczucie w tym okresie wpływa kilka czynników, które razem potrafią mocno obniżyć energię i motywację.
Na pewno wpływ na obniżenie chęci do realizacji powziętych celów ma powrót do rutyny po urlopie świątecznym, który był czasem spotkań z bliskimi, dni wolnych, a dla wielu ludzi też wytężonej pracy nad przygotowaniem świąt
- wyjaśniła. Do tego dochodzi kwestia pieniędzy. Po wydatkach na prezenty, święta i nowy rok wiele osób wchodzi w styczeń z wyraźnie nadwyrężonym budżetem. Trudności finansowe często dokładają kolejną cegiełkę do gorszego samopoczucia. Pojawia się napięcie, niepokój i poczucie braku kontroli, które skutecznie obniżają nastrój.
Znaczenie ma także sam środek zimy. Krótkie dni, niedobór światła i świadomość, iż do wiosny jeszcze daleko, działają na psychikę bardziej, niż zwykle chcemy to przyznać. W tym czasie oczekujemy od siebie zmian, postanowień i nowej energii, choć zasoby są wyraźnie ograniczone. Styczeń nie sprzyja rewolucjom, bo każda z nich coś nas kosztuje.
Na przełomie roku mamy najmniej siły na wprowadzanie zmian. A zmiana to stres i wymaga od nas mobilizacji większej liczby zasobów
- tłumaczy Harasimowicz. To właśnie ta kombinacja sprawia, iż styczeń psychicznie ciąży bardziej, niż inne miesiące w roku.
Jak odróżnić depresję od smutku? Kiedy to coś więcej niż zimowe zmęczenie
Sezonowy spadek nastroju zdarza się wielu osobom, ale bywa, iż sygnały idą krok dalej. Materiały publikowane na gov.pl wyraźnie rozróżniają chwilowe pogorszenie samopoczucia od depresji jako choroby. Lampka alarmowa powinna nam się zapalić wtedy, gdy smutek i marazm utrzymują się przez tygodnie, a codzienne sprawy przestają dawać satysfakcję. Na przykład, gdy znika euforia z hobby, kontakty z innymi zaczynają męczyć, a myśli o sobie i przyszłości coraz częściej krążą wokół poczucia bezradności.
Sygnałem ostrzegawczym są także problemy ze snem, ciągłe zmęczenie mimo odpoczynku, wyraźne zmiany apetytu czy spadek samooceny połączony z poczuciem winy lub bezwartościowości. Szczególną uwagę trzeba zwrócić na myśli o śmierci, choćby jeżeli pojawiają się rzadko i są bagatelizowane. Depresja nie jest gorszym dniem ani reakcją na jeden trudny okres. To stan, który wymaga uwagi i profesjonalnego wsparcia. W takich sytuacjach nie warto liczyć na to, iż "samo minie" i trzeba zgłosić się po pomoc. A ty? Jak czujesz się w styczniu? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
jeżeli potrzebujesz rozmowy z psychologiem, możesz zwrócić się do Całodobowego Centrum Wsparcia pod numerem 800 70 2222. Pod telefonem, mailem i czatem dyżurują psycholodzy udzielający porad i kierujący dzwoniące osoby do odpowiedniej placówki pomocowej w ich regionie. W wyznaczonych godzinach w Centrum pełnią dyżury także specjaliści: psychiatra, prawnik, pracownik socjalny, terapeuta uzależnień, asystent zdrowienia, seksuolog. Z Centrum skontaktować mogą się także bliscy osób, które wymagają pomocy. Specjaliści doradzą, co zrobić, żeby skłonić naszego bliskiego do kontaktu ze specjalistą.













