Samotność nie zawsze jest widoczna. Nie ma gorączki, nie widać jej na zdjęciu rentgenowskim, nie zapisuje się w wynikach badań krwi. A jednak potrafi być jedną z najbardziej dotkliwych dolegliwości współczesnego człowieka. Coraz częściej mówi się o niej nie tylko jako o stanie emocjonalnym, ale także jako o realnym zagrożeniu dla zdrowia.
Czy można więc umrzeć z samotności? W sensie dosłownym – nie tak, jak umiera się z powodu choroby serca czy wypadku. Jednak w sensie psychologicznym i biologicznym odpowiedź staje się coraz bardziej niepokojąca: długotrwała samotność może skracać życie.
Człowiek jest istotą społeczną. Potrzebujemy drugiego człowieka tak samo, jak potrzebujemy snu, powietrza czy poczucia bezpieczeństwa. Relacje międzyludzkie regulują nasz układ nerwowy, wpływają na poziom stresu, na funkcjonowanie serca i odporność organizmu. Kiedy jesteśmy blisko innych, czujemy się potrzebni, widziani, ważni. To nie są tylko romantyczne słowa – to biologiczna prawda.
Badania pokazują, iż przewlekła samotność działa na organizm podobnie jak długotrwały stres. Podnosi poziom kortyzolu, osłabia odporność, zwiększa ryzyko chorób serca, depresji, a choćby demencji. Osoby, które przez lata czują się samotne, częściej chorują, gorzej radzą sobie z kryzysami i szybciej tracą energię życiową. Psychologowie mówią czasem o zjawisku „powolnego wycofywania się z życia”. Człowiek przestaje dzwonić do innych, przestaje wychodzić z domu, traci poczucie sensu.
Samotność jest szczególnie bolesna wtedy, gdy dotyka ludzi wśród innych ludzi. Paradoks naszych czasów polega na tym, iż żyjemy bliżej siebie niż kiedykolwiek wcześniej – w miastach, w blokach, w sieciach społecznościowych – a jednocześnie wielu z nas czuje się bardziej samotnych niż poprzednie pokolenia. Można mieć setki kontaktów w telefonie i nikogo, do kogo zadzwoni się wieczorem, gdy coś naprawdę boli.
Najbardziej narażeni są seniorzy, osoby po stracie bliskich, ludzie chorzy, ale także młodzi – paradoksalnie ci, którzy większość relacji budują w świecie wirtualnym. Samotność nie pyta o wiek ani status społeczny. Może dotknąć każdego.
Dlatego pytanie o to, czy można umrzeć z samotności, jest w gruncie rzeczy pytaniem o naszą wrażliwość społeczną. O to, czy potrafimy zauważyć człowieka obok. Czy potrafimy zadzwonić do sąsiadki, zapytać starszego pana z klatki, czy czegoś nie potrzebuje, zatrzymać się na chwilę w rozmowie.
Czasem jedno zdanie: „Jak się pani dziś czuje?” ma większą moc niż nam się wydaje.
Samotność nie zawsze oznacza brak ludzi wokół. Często oznacza brak prawdziwego kontaktu. A kontakt – szczery, uważny, życzliwy – jest jedną z najprostszych i jednocześnie najpotężniejszych form wsparcia psychicznego.
Może więc nie tyle umiera się z samotności, ile z długotrwałego poczucia, iż dla nikogo nie jest się ważnym.
A na to – na szczęście – wciąż mamy wpływ jako społeczeństwo. Bo czasem czyjeś życie może przedłużyć nie lekarstwo, ale rozmowa, obecność i zwykłe ludzkie zainteresowanie.
Jeśli potrzebujesz wsparcia, zgłoś się do Działu Profilaktyki w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Wałbrzychu (ul. Mickiewicza 26) lub zadzwoń pod nr telefonu: 74 645 86 55, 885 370 011
Twoje Zdrowie jest w Twoich rękach!
Autorka tekstu: Ewelina Grzelak, pedagog

fot. użyczone MOPS Wałbrzych

fot. użyczone MOPS Wałbrzych

fot. użyczone MOPS Wałbrzych

fot. użyczone MOPS Wałbrzych

fot. użyczone MOPS Wałbrzych

fot. użyczone MOPS Wałbrzych

fot. użyczone MOPS Wałbrzych













