Cztery style przywiązania – czym są, jak wpływają na relacje i życie?

dawidharacz.com 15 godzin temu
Zdjęcie: Czym są style przywiązania?


Utarło się, iż to, jak kochamy, kształtuje się dopiero w dorosłości – przy kolejnych osobach, randkach i rozstaniach. Że liczy się głównie to, na kogo trafimy. Ale czy na pewno wszystko zaczyna się tak późno? W dzisiejszym wpisie cofniemy się aż do wczesnych lat dzieciństwa i sprawdzimy, co nasze pierwsze relacje mają wspólnego z tym, jak dziś kochamy, ufamy i czego się boimy.

Czym jest przywiązanie?

Zacznijmy od czegoś, co brzmi banalnie, a wcale takie nie jest. Każdy z nas, jako maleńkie dziecko, potrzebował kogoś, kto przyjdzie, gdy zapłacze. Kogoś, kto nakarmi, przytuli i da do zrozumienia, iż świat nie jest groźnym miejscem. Tę pierwszą, najgłębszą więź między dzieckiem a jego opiekunem psychologia nazywa właśnie przywiązaniem.

Pojęcie to wprowadził do nauki brytyjski psychiatra i psychoanalityk John Bowlby. Zauważył coś, co dziś wydaje się oczywiste, a w połowie XX wieku było małą rewolucją: dziecko przywiązuje się do matki nie tylko dlatego, iż ta je karmi. To więź o wiele głębsza – wbudowany w nas, ewolucyjny mechanizm, który ma jedno podstawowe zadanie: zapewnić małemu, bezbronnemu człowiekowi odpowiednią dawkę poczucia bezpieczeństwa1.

Bowlby pisał, iż rodzic pełni rolę tzw. bezpiecznej bazy2. Dopóki dziecko czuje, iż ktoś bliski jest w pobliżu, śmiało rusza poznawać świat – wspina się na meble, bada zakamarki, testuje granice. Kiedy jednak pojawia się zagrożenie albo zwykły, dziecięcy lęk, wraca do rodzica jak do bezpiecznej przystani – szuka bliskości nie dla niej samej, ale po to, by odzyskać spokój i poczucie, iż nic mu nie grozi.

I tu pojawia się sedno. Ta sama potrzeba, która każe rocznemu maluchowi tulić się do rodzica, nie znika z wiekiem. Zmienia tylko formę. W dorosłości też szukamy kogoś, przy kim możemy się schować przed światem, gdy jest nam ciężko. Dlatego przywiązanie to nie temat dla rodziców małych dzieci. To temat o każdym z nas.

Style przywiązania – teoria Bowlby’ego

Skoro każdy człowiek przywiązuje się, dlaczego robimy to tak różnie? Jedni wchodzą w relacje z otwartą przyłbicą, inni trzymają wszystkich na dystans, a jeszcze inni kurczowo łapią się drugiej osoby. Odpowiedź, jaką podsunął Bowlby, jest prosta i poruszająca zarazem: uczymy się tego w pierwszych latach życia, obserwując, jak reaguje na nas nasz główny opiekun, którym najczęściej jest mama.

Jeżeli jej reakcje były czułe i przewidywalne, dziecko zapisuje sobie w głowie krótką notatkę: jestem ważny, a inni są godni zaufania. jeżeli były chłodne albo chaotyczne, notatka brzmi inaczej: lepiej na nikogo nie liczyć albo muszę walczyć o uwagę. Te zapisane w dzieciństwie wnioski Bowlby nazwał wewnętrznymi modelami i to one stają się matrycą dla naszych przyszłych relacji3.

Teorię tę rozwinęła amerykańsko-kanadyjska psycholożka Mary Ainsworth dzięki słynnemu eksperymentowi znanemu jako test Obcej Sytuacji. Była to ustandaryzowana procedura laboratoryjna, w której badaczka obserwowała, jak roczne dziecko reaguje na kilka krótkich sytuacji, m.in. wyjście mamy z pokoju, pozostanie sam na sam z nieznajomą osobą oraz – co najważniejsze – powrót opiekuna. To właśnie ten moment zdradzał najwięcej. Pokazywał, jaki poziom zaufania i poczucia bezpieczeństwa dziecko zdążyło już zbudować. Na podstawie tych obserwacji Ainsworth wyróżniła pierwsze style przywiązania, które później stały się jednym z fundamentów współczesnej teorii przywiązania i są wykorzystywane przez psychologów do dziś.

Jakie są cztery rodzaje stylów przywiązania?

Zanim przejdziemy do konkretów, mała uwaga. Te cztery style przywiązania to nie szufladki ani wyroki. To raczej cztery typowe strategie, jakie psychika dziecka wymyśliła, żeby poradzić sobie z tym, co dostała. Czytając poniższe opisy, prawdopodobnie rozpoznasz w nich kawałek siebie, partnera, a czasem także własnych rodziców. I to jest zupełnie w porządku.

Bezpieczny styl przywiązania

Osoby z bezpiecznym stylem przywiązania wyciągnęły z dzieciństwa najszczęśliwszy los. Ich opiekun był dostępny – i to nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim emocjonalnie. Reagował, gdy trzeba, pocieszał, gdy bolało i nie znikał w trudnych chwilach. Dziecko nauczyło się, iż czułość jest bezpieczna, a o własnych uczuciach można mówić wprost.

W dorosłości procentuje to w piękny sposób. Tacy ludzie potrafią zbudować stabilny związek, w którym jest miejsce zarówno na czułość, jak i na własne sprawy. Łączą niezależność z umiejętnością bycia blisko – nie rozpływają się w partnerze, ale też nie uciekają, gdy robi się poważnie. Konflikt traktują jak coś do rozwiązania, a nie jak zapowiedź końca świata. Dzięki temu intymność ich nie przeraża, ale cieszy.

Brzmi jak ideał? Trochę tak. Pamiętaj jednak, iż to nie kwestia szczęścia ani charakteru – to po prostu wyuczony wzorzec. A skoro można się go nauczyć, można też nadrobić zaległości później. Wrócimy do tego.

Unikowy styl przywiązania

Tu historia jest smutniejsza. Dziecko, którego potrzeby były regularnie ignorowane albo zbywane, dość gwałtownie wyciąga wniosek: skoro i tak nikt nie przyjdzie, lepiej w ogóle nie wołać. Uczy się tłumić potrzeby bliskości i radzić sobie samo. Na zewnątrz wygląda to choćby na spokój i samowystarczalność. W środku to jednak strach przed tym, iż znów nikt nie przyjdzie.

W dorosłym życiu osoby z tym stylem często unikają bliskości emocjonalnej jak ognia. Bywają cenione w pracy za chłodną głowę i niezależność, ale w relacjach utrzymują dystans większy, niż chciałaby tego druga strona. Trudno im mówić o swoich potrzebach, bo przecież dawanie sobie rady w pojedynkę mają wpisane w DNA. Najtrudniejsze przychodzi im to, co dla innych naturalne: wyrażania emocji i poszukiwania wsparcia. Prosić o pomoc? To dla nich jak przyznać się do słabości.

Co ważne, ten chłód to nie brak uczuć. To strategia obronna, która kiedyś chroniła dziecko przed rozczarowaniem4. Problem w tym, iż w dorosłej relacji ta sama strategia potrafi zostawić bliską osobę z poczuciem, iż puka do zamkniętych drzwi.

Lękowo-ambiwalentny styl przywiązania

Bywa też opiekun, który raz jest czuły i obecny, a raz – bez wyraźnego powodu – nieobecny albo poirytowany. Dziecko nigdy nie wie, której wersji się spodziewać. Żyje więc w ciągłej czujności, próbując rozszyfrować nastrój dorosłego i wygrać sobie trochę uwagi. Tak rodzi się styl, który dziś nazywamy lękowo-ambiwalentnym.

W dorosłości ten styl przywiązania przejawia się jako emocjonalna huśtawka. Z jednej strony ogromne pragnienie czułości, z drugiej – nieustanny lęk przed odrzuceniem. Taka osoba potrafi analizować jedno suche ok w wiadomości przez pół dnia. Towarzyszy jej też dojmujący lęk przed porzuceniem, który każe kurczowo trzymać się ukochanej osoby, dzwonić, dopytywać, upewniać się. U podłoża leży zwykle niskie poczucie własnej wartości i cicha obawa: gdy mnie pozna, na pewno odejdzie.

Ich świat emocjonalny przypomina sinusoidę – od euforii kocha mnie do rozpaczy już po wszystkim, często tego samego dnia. To wyczerpujące. I dla nich, i dla bliskich.

Zdezorganizowany styl przywiązania

Najtrudniejszy z całej czwórki. Powstaje tam, gdzie rodzic bywał jednocześnie źródłem ukojenia i źródłem strachu – w domach naznaczonych przemocą, zaniedbaniem albo poważnymi problemami rodzica. Dziecko utyka w pułapce bez wyjścia: instynkt każe mu szukać bliskości u rodzica, a ten sam rodzic budzi przerażenie.

W dorosłości daje to mieszankę dwóch poprzednich stylów. Silny komponent lękowy każe pragnąć miłości, a unikowy – w tej samej chwili przed nią uciekać. Relacje takich osób bywają burzliwe: raz idealizują drugą osobę pod niebiosa, raz strącają ją z piedestału. Pod spodem kryje się głęboki brak zaufania do siebie i do innych oraz mocno nadszarpnięte poczucie własnej wartości. To styl, który najczęściej wymaga wsparcia specjalisty, bo sam z siebie rzadko się rozplątuje.

Styl przywiązania a relacje partnerskie w dorosłości

Możesz zapytać: dobrze, ale co mi po wiedzy o tym, jak reagowałem na mamę, mając roczek? Otóż całkiem sporo. Osoba z bezpiecznym stylem wchodzi w dorosłe związki z nieświadomym założeniem, iż będzie dobrze – i to założenie często samo się spełnia. Reszta ma pod górkę, choć absolutnie nie bez szans.

Wzorzec przywiązania w związku ujawnia się dokładnie tam, gdzie robi się gorąco: w kłótni, w chwili rozstania na weekend, w momencie, gdy partner potrzebuje przestrzeni. Co ciekawe, styl przywiązania często drzemie w ukryciu, dopóki nie wejdziemy w naprawdę bliską relację. Dopiero ona uruchamia stare wzorce. Dlatego ktoś, kto wydawał się spokojny i poukładany, w bliskiej relacji potrafi nagle stać się zazdrosny albo wycofany.

Co istotne, ta sama matryca działa nie tylko w miłości. Ten typ przywiązania często odciska piętno również na przyjaźniach, relacjach w pracy, a choćby na tym, jak znosimy samotność. Badacze zauważyli, iż osoby z pozabezpiecznymi stylami mocniej cierpią z powodu osamotnienia i to choćby wtedy, gdy formalnie są w związku5. Można mieć kogoś obok i wciąż czuć się samotnym, bo więź emocjonalna nie domyka się tak, jak powinna.

Zdarza się też, iż niespełnioną potrzebę więzi przenosimy zupełnie gdzie indziej, na przykład w pracę. Część badań nad pracoholizmem pokazuje, iż nadmierne, kompulsywne oddanie obowiązkom bywa właśnie taką ucieczką od bliskości: łatwiej zatracić się w zadaniach niż zaryzykować relację6. Praca nigdy nie odrzuci, prawda? To gorzkie, ale dla wielu osób z unikowym stylem aż nazbyt znajome.

Jak rozpoznać swój styl przywiązania?

Nie zrobimy tu diagnozy – od tego są specjaliści i porządne narzędzia – ale kilka pytań potrafi sporo podpowiedzieć. Zastanów się przez chwilę szczerze:

  • Jak reagujesz, gdy ktoś chce się do Ciebie zbliżyć? Cieszysz się czy raczej czujesz, iż robi się duszno?
  • Co dzieje się w Tobie, gdy partner przez parę godzin nie odpisuje – wzruszasz ramionami czy snujesz czarne scenariusze?
  • Czy łatwo prosisz o pomoc, czy raczej wolisz wszystko ogarnąć sam?
  • Czy w bliskiej relacji czujesz się raczej spokojny, czy raczej trzymasz rękę na pulsie?

Jeśli większość odpowiedzi brzmi spokojnie i z zaufaniem – prawdopodobnie masz w sobie sporo bezpiecznego stylu. jeżeli przeważa czujność, lęk albo chęć ucieczki, to znak, iż któryś z pozabezpiecznych wzorców daje o sobie znać. To nie powód do paniki. To raczej dobry punkt wyjścia.

Czy można mieć więcej niż jeden styl przywiązania?

Tak i to wcale nie jest rzadkie. Choć dla porządku opisujemy cztery różne style, w prawdziwym życiu rzadko jesteśmy w stu procentach jednym typem. Częściej nosimy w sobie mieszankę, w której jeden wzorzec dominuje, a inne dochodzą do głosu w określonych sytuacjach.

Możesz na przykład być bezpieczny w przyjaźniach, a lękowy w związku romantycznym z drugim człowiekiem. Albo spokojny na co dzień, ale w sytuacji silnego stresu wracać do starych, unikowych odruchów. Bywa też, iż z jedną osobą rozkwitamy, a z inną budzi się w nas najgorsza wersja siebie. To nie znaczy, iż coś jest z Tobą nie tak. To znaczy tylko tyle, iż przywiązanie jest żywe i reaguje na to, kto i co dzieje się obok.

Czy da się zmienić styl przywiązania?

Najprawdopodobniej to pytanie, na które najbardziej chcesz pewnie usłyszeć odpowiedź. Brzmi ona: tak, styl przywiązania można zmienić. Owszem, kształtuje się w dzieciństwie i bywa trwały, ale przez całe życie pozostaje plastyczny. Mózg lubi się uczyć, również poczucia bliskości na nowo.

Najczęstsze drogi do zmiany są dwie. Pierwsza to bezpieczna, stabilna relacja, w której krok po kroku przekonujemy się, iż kontakt z drugim nie musi być bolesny. Czasem rolę takiego uzdrowiciela odgrywa cierpliwa, obecna bliska osoba. Druga, zwłaszcza gdy za naszymi wzorcami stoją naprawdę trudne przeżycia, czy wręcz trauma, to psychoterapia. W gabinecie, w relacji z terapeutą, można bezpiecznie przepracować dawne schematy i zbudować to, czego zabrakło w dzieciństwie. To nie wymazuje przeszłości, ale uczy nowych reakcji – z większym zaufaniem do siebie i odbudowaną wiarą we własne możliwości.

Gotowość do zmiany – zaproszenie do pracy terapeutycznej

Jeśli dotarłeś aż tutaj i coś w tych opisach mocno Cię ukłuło, to zupełnie zrozumiałe – rozpoznanie siebie w takim wzorcu potrafi zaboleć, zwłaszcza gdy w tle są trudne czy bolesne doświadczenia. Ale właśnie od tego rozpoznania zaczyna się zmiana. Samoświadomość bywa najtrudniejszym krokiem, a Ty masz go już za sobą.

Nie musisz robić tego sam. jeżeli czujesz, iż Twoje wzorce przywiązania utrudniają Ci budowanie relacji, o jakich marzysz, rozważ rozmowę ze specjalistą. Zapraszam Cię na konsultacje psychologiczne online – wspólnie przyjrzymy się temu, skąd biorą się Twoje reakcje i jak krok po kroku możesz je zmieniać. Twój styl przywiązania to początek Twojej historii, a nie jej zakończenie.

  1. Bowlby J., Przywiązanie, przeł. M. Polaszewska-Nicke, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2007
  2. Samo pojęcie bezpiecznej bazy rozwinęła Mary Ainsworth (czerpiąc z „teorii bezpieczeństwa” Williama Blatza), a Bowlby je przejął i spopularyzował, m.in. w książce A Secure Base (1988). Zob. M.D.S. Ainsworth, M.C. Blehar, E. Waters, S. Wall, Patterns of Attachment: A Psychological Study of the Strange Situation, Zob. Lawrence Erlbaum Associates, Hillsdale 1978; J. Bowlby, A Secure Base…, Basic Books, New York 1988.
  3. Mikulincer M., Shaver P.R., Attachment in Adulthood: Structure, Dynamics, and Change, The Guilford Press, New York–London 2007.
  4. Cassidy J., Kobak R.R., Avoidance and Its Relationship with Other Defensive Processes, w: J. Belsky, T. Nezworski (red.), Clinical Implications of Attachment, 1988.
  5. Karbowa M., Samotność w świetle teorii przywiązania, „Studia Psychologiczne” 2012. Zob. też: Shaver P.R., Hazan C., Being Lonely, Falling in Love: Perspectives from Attachment Theory, „Journal of Social Behavior and Personality” 1987.
  6. Golińska L., Pracoholizm. Uzależnienie od pracy, Difin, Warszawa 2008. Zob. też: Wojdyło K., Charakterystyka problemu uzależnienia od pracy w świetle dotychczasowych badań.
Idź do oryginalnego materiału