Czekają w kolejce do lepszego życia. "W moim domu było miejsce, gdy umierał Kamilek z Częstochowy"

gazeta.pl 4 tygodni temu
Zdjęcie: Shutterstock/DELBO ANDREA


Jest przemoc, są narkotyki, alkohol. Nie ma prądu, jedzenia i miłości. Decyzja sądu: jak najszybciej zabrać stamtąd dzieci. Ale zostają. Bo nie ma co z nimi zrobić. Nie ma dla nich miejsca w rodzinach zastępczych i placówkach opiekuńczo-wychowawczych. Ich dramat trwa tyle, ile czekają w "koszmarnej kolejce".
Województwo pomorskie. Magda ma 17 lat, za kilka tygodni skończy 18. Jej matka nie żyje. Dziewczyna mieszka z ojcem, który ma ograniczoną władzę rodzicielską. Ich mieszkanie to kuchnia i pokój. Nie ma łazienki, WC na korytarzu. Nie ma prądu, bo ojciec nie płaci rachunków. Magda mieszkała w kuchni.


REKLAMA


Sąd Rejonowy postanawia o umieszczeniu jej w pieczy zastępczej. Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie nie wskazuje miejsca, bo wszystkie są zajęte. Dzieci czekają w kolejce. Czeka także Magda.


8 miesięcy w psychiatryku. Tam było dla niej miejsce
Nastolatka ma zdiagnozowany zespół Aspergera, ADHD, zaburzenia hiperkinetyczne, zaburzenia osobowości i zachowania spowodowane chorobą, uszkodzeniem lub dysfunkcją mózgu. Choruje także na niedoczynność tarczycy. Trzykrotnie trafia do szpitala psychiatrycznego, bo ojciec nie pilnuje, żeby przyjmowała leki. Raz spędza tam 8 miesięcy. Niepotrzebnie, ale nie ma dla niej lepszego miejsca. Odczekała swoje w "koszmarnej kolejce" i w styczniu 2025 roku została umieszczona w placówce opiekuńczo-wychowawczej na terenie swojego powiatu.


Zobacz wideo Po czym poznać, iż dziecko ma skrócone wędzidełko? Logopedka mówi o "domowym teście"


Mieszkają z rodzicami, chociaż nie powinny
Województwo małopolskie. Czworo rodzeństwa. Rafał ma 12 lat, Tomek 7 lat, Piotruś 6 lat, a Weronika 3 lata. Ich rodzice są bezrobotni i kompletnie nie nadają się do opieki nad dziećmi. W dokumentach widnieje: "nieudolność wychowawcza opiekunów". Warunki, w jakich mieszkają dzieci wołają o pomstę do nieba. Problemem jest też przemoc rówieśnicza u dzieci, która wciąż przybiera na sile. Od roku czekają na umieszczenie w pieczy zastępczej.
Województwo łódzkie. Tymek ma tylko matkę, wychowywał się bez ojca. Ale matka nie stanęła na wysokości zadania, bo częściej zaglądała do kieliszka, niż myślała o swoim dziecku. Bez przerwy też zmieniała partnerów. Nie wszyscy byli mili dla Tymka. W końcu trafił pod opiekę babci, ale tam mu się nie podobało. Często uciekał. "Chłopiec zdemoralizowany" - czytamy w jego dokumentach. Swoje odczekał w "koszmarnej kolejce" i w końcu trafił do placówki opiekuńczo-wychowawczej w województwie małopolskim.
Koszmarna kolejka, koszmarne życie
Województwo lubuskie. Sześcioro rodzeństwa w wieku 15, 14, 10, 9, 5 i 3 lata. Dzieci wychowywały się w domu, w którym doświadczały przemocy w każdej postaci. Także tej seksualnej. A gdy pieniądze stawały się szczególnie potrzebne, opiekunowie zmieniali się w stręczycieli. W końcu sąd zdecydował, iż dzieci nie mogą zostać w tym miejscu, iż trzeba im znaleźć inny dom. Ale zostały. Na kolejne półtora roku. Tyle czasu czekały w "koszmarnej kolejce".


Województwo śląskie. Michał ma 16 lat i całkiem sporo na sumieniu: kradzieże, pobicia, ucieczki, brak realizacji obowiązku szkolnego. Trudno się dziwić, nikt nigdy o niego nie dbał, nikomu na nim nie zależało. Jest określony mianem zdemoralizowanego. Sprawa umieszczenia go w placówce opiekuńczo-wychowawczej ciągnęła się trzy lata. W końcu znalazło się dla niego miejsce. Po ośmiu miesiącach zaczyna funkcjonować poprawnie, uczy się, nadrabia zaległości. I nagle sąd sobie o nim przypomina i chce go umieścić w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym. Obecni opiekunowie się na to nie zgadzają. Teraz komuś na nim zależy.


Czekają w "koszmarnej kolejce"
Mało się o tym mówi. "Dzieci czekające na bezpieczne miejsce przedostają się do społecznej świadomości tylko w obliczu tragedii - gdy giną lub zmaltretowane trafiają do szpitala" - uważa Bartłomiej Jojczyk, prezes Fundacji Dobrych Inicjatyw. Fundacja zorganizowała kampanię o nazwie "Koszmarna kolejka", żeby nagłośnić ten problem. Zgodnie z udostępnionymi przez nią informacjami, w tej chwili poza rodzinnym domem wychowuje się co setne dziecko, czyli jest ich ponad 77 tysięcy.


W sądach rodzinnych w ciągu trzech kwartałów 2024 roku toczyły się tysiące spraw, z czego 1153 zakończyło się orzeczeniem o konieczności umieszczenia małoletniego w rodzinie zastępczej.


Tymczasem w ciągu ostatnich trzech lat znacznie wzrosła liczba dzieci, które pomimo postanowienia sądu nie zostały umieszczone w pieczy zastępczej. W 2021 roku było ich 500, w I kwartale 2024 roku - 1460. Wszystko z powodu braku miejsc. Zamiast do bezpiecznego domu, dzieci wracają do dysfunkcyjnej rodziny


"Po cichu i za przyzwoleniem urzędników"
- Skala zjawiska jest ogromna. To tykająca bomba, a jej ponury potencjał niszczący możemy mierzyć kolejnymi tragediami dzieci. Wiele z nich dzieje się po cichu i za przyzwoleniem urzędników - mówi w rozmowie z eDziecko.pl Łukasz Kaliszewski, zawodowy tata zastępczy z Mazowsza. - Źródeł tej sytuacji upatrywałbym w pierwszej kolejności w sytuacji lokalnej powiatów, na którą bezpośredni wpływ ma polityka burmistrzów, starostów i części ORPZ-tów [Organizator Rodzinnej Pieczy Zastępczej - przyp. red.] - dodaje.


zdjęcie ilustracyjne Shutterstock/Igor Smirnoff


Kamilek z Częstochowy nie musiał umrzeć
Kaliszewski wyjaśnia na podstawie przypadku, gdy Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie poszukiwało miejsca dla trzymiesięcznego niemowlęcia. - Nie tylko nie umieściło go w bezpiecznym miejscu, mimo iż takie posiadało, ale też odmówiło własnej rodzinie zastępczej i innemu PCPR. A chodziło o trzymiesięczne zaopiekowanie się dzieckiem z innego powiatu, zanim trafiłoby ono do docelowej rodziny - mówi rozżalony. - Tak, rodzin jest za mało, a dzieci przybywa, ale w ten sposób urzędnicy dodatkowo oszukują nie tylko rodziny, czy swoich kolegów po fachu, ale przede wszystkim dzieci i resort, dodatkowo wypaczając obraz pieczy w Polsce - dodaje.
- W mojej rodzinie i wielu mi znanych było wolne miejsce i zasoby, by zająć się dzieckiem, gdy w Częstochowie umierał 8-letni Kamil, w Świebodzinie 7-miesięczny Wojtuś, a tamtejsze PCPR-y poszukiwały miejsc, gdzie te dzieci mogłyby nie tylko przeżyć, ale żyć bezpiecznie poza swoimi powiatami - mówi Łukasz Kaliszewski. - Stolica jest niejedynym, ale niestety świetnym przykładem, gdy mówimy o arbitralnych, legalnych, ale wysoce nieprzyzwoitych i nieetycznych decyzjach urzędników - dodaje.Przekaż 1,5% Fundacji Dobrych Inicjatyw
Idź do oryginalnego materiału