Mimo dwóch dekad intensywnych działań pod egidą Światowej Organizacji Zdrowia statystyki są nieubłagane: tytoń wciąż zabija ponad 7 milionów osób na świecie. Rocznie. Tradycyjne metody odstraszania, takie jak zakazy reklamy, kolejne podwyżki akcyzy czy drastyczne ostrzeżenia na paczkach papierosów, są skuteczne, ale to za mało. Bo choć w wielu krajach liczba palaczy spada, proces ten drastycznie zwolnił. A wśród osób silnie uzależnionych klasyczne metody rzucania palenia po prostu zawodzą.
W najnowszym artykule opublikowanym w renomowanym magazynie "Nature" uznani eksperci – Robert Beaglehole, Ruth Bonita i Tikki Pang – stawiają odważną tezę: jeżeli chcemy do 2040 roku zmniejszyć odsetek palących do poziomu poniżej 5 proc., musimy przestać walczyć z samą nikotyną, a skupić się na wyeliminowaniu dymu.
To dym zabija, nie nikotyna
Autorzy publikacji przypominają o fundamentalnej zasadzie, która wielu ludziom często umyka: to dym nikotynowy jest zabójczy. "Dziesięciolecia dowodów pokazują, iż to ekspozycja na dym powstały w procesie spalania – a nie sama nikotyna – napędza choroby tytoniowozależne" – czytamy w "Nature".
I właśnie tutaj pojawia się strategia tzw. redukcji szkód (harm reduction). Skoro nie jesteśmy w stanie całkowicie wyeliminować nikotyny ze społeczeństwa, musimy dać palaczom dostęp do produktów, które dostarczają nikotynę bez zabójczego dymu i substancji smolistych.
Krótko mówiąc, strategia polega na oferowaniu palaczom, którzy nie tylko nie potrafią, ale wręcz nie chcą zerwać z nałogiem, dostępu do produktów bezdymnych: e-papierosów, systemów podgrzewania tytoniu czy saszetek nikotynowych. Jak czytamy, choć nie są one całkowicie wolne od ryzyka, są nieporównywalnie mniej szkodliwe niż tradycyjny papieros. Beaglehole, Bonita i Pang nie poprzestają na teoretycznym wywodzie, ale powołują się na konkretne przykłady państw, które postawiły na taką strategię.
Szwecja na przykład, dzięki powszechnemu użyciu doustnego tytoniu, ma w tej chwili jedne z najniższych wskaźników palenia i zachorowalności na raka płuc w Europie. Papierosy pali tam 5-8 proc. populacji, co jest rekordowo niskim wynikiem w skali europejskiej (średnia UE wynosi ponad 20 proc.). Dzięki temu kraj zrealizował z ogromnym wyprzedzeniem unijne cele "smoke-free".
W Japonii, po wprowadzeniu na rynek podgrzewaczy tytoniu w 2016 roku, odnotowano bezprecedensowy w historii spadek sprzedaży tradycyjnych papierosów. W latach 2016-2019 spadek sprzedaży papierosów był pięciokrotnie wyższy niż w latach 2011-2015. Do 2023 roku sprzedaż papierosów w Japonii spadła o ponad połowę.
A w Nowej Zelandii po 2018 roku liczba palaczy zaczęła gwałtownie spadać, kiedy ułatwiono dostęp do regulowanych produktów do wapowania. Co ciekawe, odsetek palącej młodzieży spadł też do rekordowo niskiego poziomu ok. 1 proc., co obala także mit, iż alternatywy dla papierosów to otwarta droga do nałogu wśród nieletnich.
Polska może brać przykład
Dla Polski i naszego systemu ochrony zdrowia wnioski z "Nature" również są kluczowe. Nasz kraj wciąż boryka się z wysokim odsetkiem palaczy. Mimo mody na bycie "fit" papierosy pali około 8-9 milionów Polaków. To blisko 30 proc. całej naszej populacji. Zatrzymajcie się w tym miejscu i pomyślcie, jakie to generuje koszty leczenia chorób nowotworowych i kardiologicznych. I zestawcie to z tym, iż polski system ochrony zdrowia ugina się pod ciężarem kosztów leczenia tych chorób.
Autorzy raportu apelują jednak o "logikę proporcjonalną do ryzyka". Wskazują, iż najbardziej szkodliwe produkty, czyli papierosy, powinny być obłożone najwyższymi restrykcjami i podatkami. Z kolei alternatywy bezdymne powinny być regulowane tak, by z jednej strony chronić młodzież, a z drugiej nie zamykać dorosłym palaczom drogi do mniej szkodliwego zamiennika. Ten artykuł nie jest oczywiście promocją wapowania czy używania e-papierosów, ponieważ takie produkty również muszą być ściśle regulowane m.in. pod kątem bezpieczeństwa składu, ale też ograniczenia marketingu skierowanego do nieletnich.
Hasło "świat wolny od dymu do 2040 roku" jest ambitny, ale według ekspertów możliwy do zrealizowania. Wymaga to jednak odwagi politycznej i odejścia od ideologicznego podejścia "wszystko albo nic". "Obecnie dysponujemy dowodami naukowymi, narzędziami politycznymi i praktycznym doświadczeniem niezbędnymi do położenia kresu globalnej epidemii palenia tytoniu. przez cały czas brakuje jednak politycznej woli, by w pełni włączyć działania na rzecz ograniczania szkodliwości tytoniu do globalnych strategii zwalczania palenia" – podsumowują Beaglehole, Bonita i Pang.














