Zwierzęta

Gdy zszedł w dół po zboczu wiodącym do wody, Michał ocenił szanse kota na ucieczkę.
Kiedy wysiadłam z autobusu, zobaczyłam moją mamę siedzącą na chodniku i żebrzącą. Ja i mój mąż byliśmy w szoku. Nikt o tym nie wiedział. Mam 43 lata, a moja mama 67. Mieszkamy w tym samym mieście, ale na przeciwległych końcach. Tak jak wielu starszych ludzi, mama wymaga stałej opieki, jednak nie może się do mnie przeprowadzić z jednego powodu – ma cztery koty i trzy psy w mieszkaniu. Karmi też wszystkie bezpańskie zwierzęta na osiedlu. Każdy grosz, który jej daję, wydaje na leki i karmę dla zwierząt. To ja sama dostarczam jej wszystkie potrzebne rzeczy, bo wiem, iż nie wyda tych pieniędzy na jedzenie albo lekarstwa dla siebie. Ostatnio razem z mężem jechaliśmy autobusem, bo zostawiliśmy auto u znajomych. Wyobraźcie sobie nasze zdziwienie, gdy zobaczyliśmy mamę żebrzącą na ulicy o pieniądze. Nie wiedziałam, co myśleć. Mąż też był zdumiony, bo wie, iż wspieram mamę finansowo. Logicznie zaczął się zastanawiać, na co mama wydaje te pieniądze. Okazało się, iż mama żebrze na jedzenie i szczepienia dla swoich psów i kotów. Wygląda to smutno, ale co byście pomyśleli, widząc własną mamę w takim stanie? Jak zareagowałaby rodzina, sąsiedzi, znajomi? Każdy pomyślałby, iż jestem beznadziejną córką, która zapomniała o matce i zostawiła ją na pastwę losu. Teraz muszę szukać mamy po wszystkich ulicach. Wiem, iż choćby po moich krzykach nie przestała żebrać, po prostu teraz lepiej się przede mną ukrywa.
Właściciele psów odetchną z ulgą. Ta opłata już nie obowiązuje
„Zakochany Ber w Muzeum”. Walentynkowe wodzenie niedźwiedzia przyciągnęło tłumy
Pokazowe karmienie wilków polarnych
NA WSZELKI WYPADEK Wiera spojrzała obojętnie na płaczącą koleżankę, odwróciła się do komputera i zaczęła gwałtownie pisać. – Bez serca jesteś, Wiero – usłyszała głos Olgi, swojej szefowej. – Ja? Skąd takie wnioski? – Bo jeżeli ty masz poukładane w życiu prywatnym, to nie znaczy, iż inni też tak mają. Widzisz przecież, dziewczyna się załamuje, a ty choćby nie pożałujesz, może doradziłabyś coś, podzieliła się doświadczeniem. Skoro ci się tak dobrze wiedzie. – Ja? Z nią dzielić się doświadczeniem? Obawiam się, iż Nadusia by tego nie doceniła. Próbowałam, jakieś pięć lat temu, kiedy przychodziła do pracy z podbitymi oczami, pewnie żeby drogę lepiej widzieć. Ciebie wtedy jeszcze nie było. I nie, to nie facet ją bił, sama się uderzała, potykała, a jak on odszedł, siniaki zniknęły – to był już trzeci taki przypadek. Wtedy postanowiłam ją wesprzeć, podzielić się radą, no i oczywiście wyszłam na winną. Później koleżanki mi wyjaśniły, iż to nie ma sensu – Nadka i tak wszystko wie najlepiej. Po prostu jestem tą złą, co przeszkodziła jej w szczęściu. Kiedyś chodziła do wróżek na rytuały miłosne, teraz zrobiła się „nowoczesna”, chodzi do psychologa. Przerabia traumy. A iż żyje według jednego scenariusza, tylko imiona faceta się zmieniają – tego już nie kuma. Więc darujcie, ale nie będę lamentować i podsuwać chusteczek. – Ale jednak, Wiera, tak nie wypada… Podczas obiadu, jak zwykle przy jednym stole, rozmowy kręciły się tylko wokół byłego Nadki – łajdaka i oszusta. Wiera jadła w milczeniu, nalała sobie kawy i uciekła w kąt z telefonem, by przejrzeć fejsa. – Werka – przysiadła się do niej zawsze roześmiana Tanka, dziś jednak ze skwaszoną miną – naprawdę ani odrobiny ci nie żal Nadki? – Tanka, czego wy ode mnie chcecie? – A daj jej spokój – wtrąciła Irena – ona to zawsze tak. Ma swojego ukochanego Piotrka, żyje jak pączek w maśle. Nie wie, jak to jest zostać samą z dzieckiem i walczyć o alimenty od… „tatusia”. – Trzeba było nie rodzić, i jeszcze nie wiadomo od kogo, i w tym wieku… – dorzuciła Tadeuszowa, najstarsza z całego babińca, zwana Babcią Tanią. – Wiera ma rację: ile razy już płakała, a on jej jeszcze w ciąży robił krzywdę! Koleżanki otoczyły szlochającą Nadkę, radziły, pocieszały. A „silna i niezależna” Nadka w końcu się ogarnęła: ściągnęła matkę z Podlasia do pomocy, zrobiła modną grzywkę, makijaż permanentny, chciała choćby kolczyk w nosie, ale wybiłyśmy jej to z głowy. No i ruszyła do życia. – Nie martw się, Nadka, on jeszcze popłacze za tobą! – pocieszały ją dziewczyny. – Nie popłacze – mruknęła Wiera, niby do siebie, ale dobiegło do uszu lekko zawianych koleżanek i od razu domagały się wyjaśnień, dlaczego nie popłacze? – A tak, nie będzie płakał i nie będzie żałował. A Nadka…? Zaraz sobie znajdzie nowego identycznego. – Tobie łatwo mówić, twój Piotrek na pewno nie taki… – Nie taki? Piotrek jest złotym facetem – nie bije, nie pije, nie zdradza, kocha mnie nad życie! – Akurat, nie zdradza – wszyscy oni tacy sami. – Patrz, Wiera, jeszcze ci odbiją. Zabawa rozgrzała towarzystwo, dziewczyny zaczęły żartować, iż pojadą do Wiery „odbijać jej Piotrka”. – To jedźcie, zobaczymy! – Dziewczyny, jedziemy! Wesołą bandą wpadły do Wierki do domu, śmiech, gwar, ktoś gotuje, Piotrek zaraz ma wrócić. Dziewczyny w końcu opamiętały się, rozjechały do domów, oprócz Nadki, Olgi i Tani. Piją herbatę, siedzą w kuchni Wiery, rozmawiają niepewnie, czekając na Piotrka, którego nigdy nie widziały. Nagle ktoś wchodzi. – Piotruś, mój słodziaku! – mizdrzy się Wiera w przedpokoju. Kobiety momentalnie spoważniały, zmieszały się, wchodzi do pokoju… przystojny, młody chłopak. Zdziwienie w oczach koleżanek: To Piotrek? Co się dzieje? – Dziewczyny, poznajcie – to mój Tomek. JAK TO TOMEK? – Mój syn, Tomuś. A Piotrek? Nic już nie broiłeś? – Nie, mamo, teraz potrzebuje spokoju, jutro już będzie śmigał. Tylko nie dawaj mu lizać tam, gdzie miał operację… Kobiety speszyły się jeszcze bardziej. – My już pójdziemy… – Zaraz, nie przedstawiłam wam Piotrka! Ale cicho, bo po operacji – Tomuś i synowa wozili go „na kastrację”, bo zasikiwał zasłony… Chodźcie zobaczyć! No tak. Mój Piotruś… śpi. (To kot) Kobiety wybuchnęły śmiechem i niemal wybiegły z mieszkania. – Wiera, to kot?! – No jasne – a wy co myślałyście? – A mąż? – Ehe, tak sobie powiedziałam, a wy sobie dopowiedziałyście resztę. Wyszedłam za mąż młodo, typowe: pierwsza miłość, nie dokończyłam studiów, Tomka urodziłam, trzy lata się męczyłam, rozstaliśmy się. Rodzina pomagała. Potem drugi raz, później – fajny facet, obiecywał rodzinę, dzieci, tylko Tomka chciał wysłać do szkoły wojskowej, bo „obcego dziecka nie wychowa”. Odesłałam go do własnej matki. Długo byłam sama z Tomkiem, aż za trzecim razem… na etapie randkowania dostałam od niego w zęby „z miłości”. I wtedy powiedziałam sobie – dość! Tomek się ożenił, zrobiło mi się smutno, wzięłam sobie Piotrka – żyjemy. Kina, wyjazdy, nikt do niczego nie zobowiązuje. Czasem zaproszę na obiad – jest fajnie, bez stresu. Tomek pytał, czemu nie mieszkamy razem? Po co? Każdy ma swoje życie. Nie muszę dumnie ogłaszać, iż mam męża, żeby czuć się szczęśliwą. Mój Piotruś – mruczy, nie narzeka, nie awanturuje się. Koleżanki wracały zamyślone, zwłaszcza Nadka. Ale… Nadka nie umiała żyć tak jak Wiera. Miesiąc później już chwaliła się nową miłością, piękne kwiaty na biurko… A Wiera i babcia Tania szeptem się uśmiechały. – Jak tam twój Misiu? – zagadała kiedyś Wiera. – Dobrze, Werka, wygoił się po skaleczeniu, wnuki chcą go na wystawę wysłać, ale po co… Nam i tak dobrze. A Nadka? Już jej się układa. – Widzisz, Werka, niektórzy biorą zwierzaki, inni mężów… – Każdy na swój sposób. Może tym razem się jej powiedzie? Wieczorem Nadka zagadała Werę w drodze do auta: – Wiera, a wiesz, może poradzisz jak z kotem postępować? Lepiej kocura czy kotkę wziąć? – Idź już, daj się kochać… jak coś, pogadamy… – zaśmiała się Wiera. – Pytam tak… na wszelki wypadek…
W świnoujskim schronisku 133 koty czekają na adopcję
Kontrole transportu zwierząt bez uchybień. WITD i policja sprawdzili przewoźników w regionie
„U nas znajdziesz swoją drugą połówkę”. Piękna sesja w schronisku dla zwierząt
Do końca marca sterylizacja kotów za połowę ceny. Sprawdź, jak się zapisać
Wtorki, które znaczą więcej – Historia Liany, jej siostrzeńca Marka i magicznej więzi utrzymywanej przez lata, mimo straty, zmian i oddalenia. O wtorkach, rytuałach codzienności, sile rodzinnych więzi i o miłości, która rozpościera się ponad czasem i miastami jak gwiaździste niebo nad Warszawą.
Niedźwiedzie na ulicach Samborowic. Tanzbär żegna karnawał [ZDJĘCIA][WIDEO]
Miłość cicha, ale prawdziwa Ania wyszła ze starej chałupy z pełnym wiadrem świńskiego żarcia i naburmuszona minęła męża Janka, który już trzeci dzień krzątał się przy studni. Umysł sobie ubzdurał, iż musi być rzeźbiona, żeby ładnie wyglądała, jakby nie było nic ważniejszego do roboty! Żona w gospodarstwie, zwierzynę karmi, a on stoi z dłutem w ręku, cały w trocinach, patrzy na nią i się uśmiecha. Co to za mąż od Boga dany? Ani miłego słowa, ani pięścią w stół nie uderzy, tylko cicho swoje robi, czasem podejdzie, spojrzy w oczy i pogładzi ją po grubej, jasnej kłosie – i to cała jego czułość. A chciałoby się, żeby powiedział „gwiazdeczko” czy „łabędziczko”… Zamyśliła się nad swoim kobiecym losem, aż o mało się o starego Burka nie potknęła. Janek od razu podbiegł, złapał żonę, a na psa spojrzał groźnie: – Co się pchasz pod nogi, jeszcze gospodyni pokaleczysz. Burek ze spuszczonym wzrokiem powlókł się do budy. A Ania znów się zdziwiła, jak zwierzaki jej męża rozumieją. Zapytała kiedyś Janka, a on tylko odparł: – Kocham zwierzęta, one się tym samym odwdzięczają. A Ania też marzyła o takiej miłości: żeby na rękach nosił, gorące słówka szeptał do ucha i kwiatki rano kładł na poduszce… Ale Janek oszczędny w czułościach, Ania zaczęła się choćby zastanawiać – czy on ją choć trochę kocha? – Niech będzie pochwalony, sąsiadko – zajrzał przez płot Wacek. – Janek, dalej psocisz? Komu te twoje wzorki potrzebne? – Chcę, żeby moje dzieci na piękno patrząc, dobrymi ludźmi wyrosły. – Najpierw musisz dzieci mieć – zaśmiał się sąsiad, puszczając oczko Ani. Janek spojrzał smutno na żonę, a Ania speszona pobiegła do domu. Do dzieci jej się nie spieszyło, młoda, ładna, jeszcze by dla siebie pożyła, a mąż ani to, ani tamto. A sąsiad – kawał chłopa! Wysoki, postawny, Janek też niczego sobie, ale tamten to ci dopiero! Jak spotka przy płocie, tak powie „Rosiczko, słoneczko jasne”… Dusza aż drży, nogi miękną, ale Ania gwałtownie ucieka, nie daje się namówić. Bo do ślubu przyrzekała być wierną żoną, a rodzice całe życie zgodnie przeżyli i nauczyli ją rodzinę szanować. Ale czemu tak ciągnie, by choćby przez okno spojrzeć na sąsiada? Następnego ranka, gdy Ania wyganiała krowę na pastwisko, spotkała Wacka przy furtce: – Aniu, perełko, czemu uciekasz ode mnie? Boisz się? Nie mogę się napatrzeć, serce z piersi wyskakuje! – Wpadnij do mnie o świcie. Jak twój Jasień na ryby pójdzie, to przyjdź, a okażę ci tyle czułości, iż szczęśliwsza nie będziesz. Ania zapłonęła, serce zabiło mocniej, ale nie odpowiedziała Wackowi, tylko gwałtownie przeszła dalej. – Będę czekał – rzucił za nią. Cały dzień myślała o sąsiedzie. Bardzo jej brakowało czułości, a Wacek taki przystojny i patrzył gorącym wzrokiem, ale nie potrafiła się zdecydować. Do świtu jeszcze czas, może… Wieczorem Janek rozgrzał banię. Sąsiada zaprosił do kąpieli. A tamten ucieszony – własnej nie musi palić, drewna oszczędzi. Chłopaki chlapią się w gorącej parze, okładają witką, zadowoleni. Naparzyli się i wyszli do przedsionka odpocząć. Ania już postawiła dla nich dzbanek samogonu i przekąski, ale przypomniała sobie, iż w piwniczce są jeszcze małosolne ogórki. Zeszła po nie, nakłada ogórki i zamierza wejść, a przez uchylone drzwi słyszy rozmowę. Przystaje i nasłuchuje. – A coś ty taki nieśmiały, Janek – mówił Wacek szeptem. – Chodź, nie pożałujesz. Tam takie wdówki, iż aż oko cieszy, wymizdrzą cię do syta! Nie tak jak twoja Ania, szara myszka. – Nie potrzebne mi żadne wdowy ani piękności – usłyszała cichy, ale pewny głos Janka. – Moja żona nie jest szarą myszką. Jest najpiękniejsza na całym świecie. Nie ma takiego kwiatuszka ani jagódki, jak ona. Jak patrzę na nią, nie widzę słońca, tylko jej oczy… Kocham ją ponad wszystko, ale nie umiem jej powiedzieć, jak bardzo, nie potrafię okazać uczuć. I wiem, iż jest jej przykro przez to, czuję to. Boję się ją stracić, nie przeżyłbym bez niej ani chwili. Ania stała, wstrzymując oddech. Łza popłynęła po policzku, ale już z podniesioną głową weszła do przedsionka i powiedziała głośno: – Wacek, idź sobie, powdzięczaj się wdowom, a my z Jankiem mamy ważniejsze sprawy. Nie ma jeszcze komu podziwiać tej rzeźbionej piękności, co mój mąż zrobił. Wybacz mi, kochany, za głupie myśli i ślepotę… Szczęście miałam pod ręką, a nie widziałam. Chodź, za dużo czasu już zmarnowaliśmy… O świcie Janek na ryby nie poszedł.
Walentynki także dla czworonogów. Można wziąć karmę za darmo
Walentynkowa wystawa w centrum Białegostoku. Zwierzęta ze schroniska szukają miłości
Ubranka, legowiska i akcesoria. W Poznaniu targi dla zwierzaków
Dwa lata dla zwierząt w Olsztynie. Co dalej z Zespołem ds. Zwierząt?
Bery znów w akcji! Sławików żegna karnawał [ZDJĘCIA]
Niesamowite odkrycie w Indonezji. Znaleziono tam najdłuższego dzikiego węża świata
Właściciele psów i kotów obowiązkowo zapłacą podatek? Gminy ściągają od 30 do 178 zł za jednego psa
W centrum miasta rozdają karmę dla czworonogów
Śląskie wodzenie niedźwiedzia: Tradycja, która wciąż tętni życiem w gminie Rudnik
Dramat psów w gminie Pietrowice Wielkie. Interwencja policji i OTOZ Animals
Gdy Patryk wrócił z pracy, nie zastał Przystojniaka – wzruszająca historia młodego programisty z Warszawy, jego walka o schorowanego kota i trudny wybór między miłością do zwierzaka a związkiem z bezwzględną dziewczyną
Jesteś singielką? W Walentynki obserwuj ptaki i spotykanych mężczyzn
Horror w schronisku, znęcały się nad zwierzętami. Samorząd umywa ręce
Obowiązkowe czipowanie psów coraz bliżej. Kiedy zacznie działać system?
Jedna rzecz, a może uratować życie Twojego czworonoga
Po zejściu w dół wąwozu prowadzącego do wody, Michał ocenił szanse kota na ucieczkę.
Leonid uparcie nie wierzył, iż Irena jest jego córką. Wiera, żona, pracowała w sklepie. Mówiono, iż często zamyka się z obcymi mężczyznami w magazynie. Dlatego mąż nie wierzył, iż drobna Irenka to jego dziecko i nie polubił córki. Tylko dziadek pomagał wnuczce i zostawił jej dom w spadku. Tylko dziadziuś kochał Irkę W dzieciństwie Irenka często chorowała. Była drobna, niskiego wzrostu. „W żadnej z naszych rodzin takich maluchów nie było”, mówił Leonid. „A to dziecko to istna kruszynka.” Z czasem niechęć ojca do córki udzieliła się także matce. Naprawdę kochał Irkę tylko dziadek Mateusz. Jego dom stał na skraju wsi, przy lesie. Mateusz całe życie był leśniczym. choćby na emeryturze niemal codziennie chodził do lasu – zbierał jagody, zioła, zimą dokarmiał zwierzęta. Uważano go za trochę dziwnego i choćby się go bali – bo nieraz coś przewidział i się sprawdzało. Ludzie i tak przychodzili po zioła i wywary. Żonę pochował już dawno, pociechą był las i wnuczka. Gdy Irenka poszła do szkoły, częściej mieszkała u dziadka niż w domu. Uczył ją o ziołach i korzeniach, nauka przychodziła jej łatwo. Pytana, kim chce być, odpowiadała: „Będę leczyć ludzi”. Ale matka powtarzała, iż nie ma pieniędzy na studia córki. Zawsze pocieszał ją dziadek, mówił, iż w razie czego sprzeda krowę, żeby jej pomóc. Dziadek zapisał wnuczce dom i szczęśliwy los Wiera, matka Irki, rzadko odwiedzała ojca, ale nagle pojawiła się w jego drzwiach. Przyszła prosić o pieniądze, bo syn – Andrzej – przegrał wszystko w karty. Andrzeja pobili i kazali mu znaleźć gotówkę, choćby spod ziemi. „Jak się przypali, to na mój próg wracasz?”, spytał ostro Mateusz. „Latami nos do mnie nie zaglądałaś!” Odmówił pomocy: „Nie będę spłacał Andrzejowych długów. Muszę uczyć wnuczkę.” Wiera była wściekła: „Nie chcę was więcej widzieć! Nie mam już ojca ani córki!” – krzyczała wybiegając z domu. Kiedy Irka dostała się do szkoły medycznej, rodzice nie dali jej choćby grosza. Tylko dziadek wspierał wnuczkę. Pomagało też stypendium, bo Irka dobrze się uczyła. Tuż przed końcem szkoły Mateusz zachorował. Czując, iż odchodzi, powiedział wnuczce, iż zapisał jej dom. Kazał szukać swego szczęścia w mieście, ale o domu nie zapominać. Bo dom żyje, póki ma w sobie ducha człowieka. Zimą trzeba palić w piecu. „Nie bój się tu nocować. Tutaj znajdziesz szczęście”, przepowiedział jej dziadek Mateusz. Może coś przeczuwał. Przepowiednia Mateusza się spełniła Mateusz odszedł jesienią. Irka pracowała jako pielęgniarka w szpitalu powiatowym. W weekendy jeździła do dziadkowego domu – paliła w piecu, doglądała wszystkiego. Dziadek zostawił tyle drewna, iż wystarczyło na długo. Prognozy przewidywały złą pogodę. Irka nie chciała siedzieć u swojej kwaterodawczyni, więc pojechała na wieś. Wieczorem zaczęła się śnieżyca. Rano wiatr trochę ustał, ale śnieg zasypał drogę. Nagle do drzwi domku zapukał nieznajomy chłopak. „Dzień dobry, potrzebuję odkopać samochód, utknąłem przed państwa domem. Jest tu łopata?” – zapytał. „Stoi przy ganku, proszę brać! Może pomóc?” – odpowiedziała Irka. Nieznajomy spojrzał ironicznie na drobną dziewczynę: „Jeszcze by panią śnieg zasypał zupełnie!” Poradził sobie, ale znowu wpadł w zaspę. Irka zaprosiła go do domu na herbatę i powiedziała, iż pewnie zaraz drogi odśnieżą. Przyjął zaproszenie. „Nie boi się pani mieszkać sama przy lesie?” – zapytał. Irka wytłumaczyła, iż przyjeżdża tylko na weekendy z miasta, gdzie pracuje. Przedstawił się: Staś, też mieszka w mieście i będzie jechał do centrum. Zaproponował, iż ją podwiezie. Irka się zgodziła. Gdy wracała raz pieszo do domu, spotkała Stasia. „Chyba ten twój ziołowy napar ma jakąś magię”, zażartował, „bo strasznie chciałem cię znowu zobaczyć. Może jeszcze raz napijemy się herbaty?” Wesele? Irka nie chciała. Staś nalegał, potem zaakceptował. Mieli za to prawdziwą miłość. Irka przekonała się, iż mężczyźni naprawdę mogą nosić swoje żony na rękach. Gdy urodził się ich syn, wszyscy dziwili się, jak taka drobniutka kobieta mogła urodzić takiego olbrzyma! Pytana o imię chłopca, Irka odpowiadała: „Będzie Mateusz, na cześć bardzo ważnego człowieka.”
Straż Miejska narobiła mieszkance Tychów dużo problemów, teraz twierdzi, iż nie może rozmawiać o tym zdarzeniu. Przepisy nie pozwalają
Zakochaj się w… charakterze. Psie walentynki w Zamościu
Pierwszy kwartał pełen wydarzeń. Co będzie działo się w Ośrodku Kultury Leśnej w Gołuchowie?
Miska nie będzie pusta. Można przyjść po karmę
Oto najlepsze memy o kotach. Kocie łakocie - gdzie kocia saszeta??? Te kocie obrazki rozbawią Was do łez 14.02.2026
Miały wyginąć do 2100 roku. Niedźwiedzie polarne nie składają broni
14.02.2026 Leśne wędrowanie
CYRK SAFARI 2026 "The Show Must Go On"
To są najlepsze MEMY o psach! Te słodkie obrazki rozbawią Cię do łez. Niesamowite MEMY o najlepszym przyjacielu człowieka 14.02.2026
Czy Twoja miłość to tylko trik natury? Sprawdź, co mówi ekspert
Afera schroniskowa nakręca ten rynek. "Poruszenie, którego nie widzieliśmy"
Ara 29/26
Rocco 17/26
Mario 16/26
Piorun 36/26
Proces ws. znęcania nad zwierzętami w pseudoschronisku. Władze gminy zabrały głos
Otwórz serce dla Oscara, Agatki i Rumi – znajdź przyjaciela na całe życie!
Oczekujący na miłość: Poznaj Oscara, Agatkę i Rumi!
Pokochaj one też czekają na miłość 14 luty
Oscar, Agatka i Rumi czekają na Ciebie – daj im szansę na nowy dom!