Zwierzęta

​Myszojeleń urodził się w stołecznym zoo. Imię wybierze zwycięzca aukcji WOŚP
Kto dołączy do bociana?
Oddaj zużyty sprzęt i pomóż zwierzętom
Są pieniądze dla gmin, które troszczą się o czworonogi
Doda uderza w Owsiaka. Po schroniskach przyszedł czas na kolejny ruch
Niedźwiedzica Poca żyła w fikcyjnym zoo. Jest pierwszą podopieczną Centralnego Azylu dla Zwierząt
Schronisko dla zwierząt pod lupą prokuratury. Były protesty, jest śledztwo
Wilk zauważony w Lesku. Jest apel o zachowanie ostrożności
"Jak na zwierzęta w zoo". Aukcja WOŚP budzi olbrzymie kontrowersje
Służby alarmują- zapewnijmy podczas mrozów odpowiednie warunki dla czworonogów
Doda apeluje do Owsiaka przed finałem WOŚP. Jej słowa wywołały dyskusję!
Wojewoda chwali tarnobrzeskie schronisko. „Tak powinna wyglądać opieka nad zwierzętami”
Tego chce 70% Polaków. Chodzi o „ustawę łańcuchową”
Wyjątkowe wyprawy podopiecznych Domu Samopomocy w Zagórzanach. Szopki w roli głównej
Krzysztof Rukojć, dyrektor Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Zielonej Górze
Dźwięk szczekającego psa z telefonu mojej synowej podczas moich 60. urodzin w centrum Warszawy sprawił, iż zmieniłam plany przekazania im mieszkania po cioci i odechciało mi się pomagać młodej rodzinie w zdobyciu własnego lokum
Wilk ciężko ranny w wypadku czekał na pomoc w mrozie. Eksperci alarmują
Pierwsza w Polsce karetka dla zwierząt. „To narzędzie ratujące życie”
Ponad 600 ubranek dla psów. "Już się tak nie trzęsą"
Największy europejski kot mieszka w Bieszczadach! Odbyło się ich tropienie
Górna: Na to otwarcie można przyjść z psem. Będą dwa, a nie jeden nowy sklep
Doda zaapelowała do Jerzego Owsiaka. "Nie możesz dawać jednym życia, by odbierać je drugim"
Oleg wracał zimowym wieczorem z pracy. Wszystko wokół wydawało się przykryte szarością i nudą. Mijał osiedlowy sklep spożywczy, przy którym siedział rudy, kudłaty kundel o oczach zagubionego dziecka. — Czego tu chcesz? — mruknął Olek, ale się zatrzymał. Pies nie prosił o nic, tylko patrzył. “Pewnie czeka na właściciela”, pomyślał Olek i odszedł, ale następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Pies nie odchodził spod sklepu, ludzie przechodzili obok – ktoś rzucił kawałek bułki, ktoś inny parówkę. W końcu Olek przysiadł, spytał: “Dlaczego tu siedzisz? Gdzie twój pan?”. Pies ostrożnie podszedł i przytulił pysk do jego nogi. I tak Olek, samotny od rozwodu, powoli otwiera swoje serce dla Ladi – tak ją nazwał. Gdy pies po wypadku trafia do weterynarza, Olek nie waha się ani chwili: “Leczyć. Zapłacę, ile trzeba.” Od tej chwili jego życie nabiera sensu – codzienne spacery w parku, śniadania w towarzystwie futrzastej przyjaciółki i świadomość, iż już nigdy nie jest sam. Aż pewnego dnia pojawia się kobieta, twierdząc, iż to jej zaginiona suczka Gerda, żądając zwrotu psa. Rozpoczyna się walka o prawo do miłości, lojalności i prawdziwą rodzinę: czy można odebrać szczęście komuś, kto pokochał na nowo, tylko dlatego, iż ktoś sobie przypomniał, jak bardzo nie lubi być samotny?
Zwierzętom w Akcencie Zoo zima niestraszna
Ludzki mózg odbiera odgłosy szympansów jak… dziecięce gaworzenie
Jak rozpoznać, iż psu jest zimno? Weterynarz wskazuje konkretne sygnały
Kobieta weszła z psem na lód. Wpadła do lodowatej wody
Miasto ratuje dzikie zwierzęta. PGKiM na pierwszej linii pomocy
Zapytaliśmy Dodę o to, co działo się w Sejmie. Oto, co nam wyznała
Akcja adopcyjna 34. Finału WOŚP w Płocku!
Dodzie w Sejmie puściły nerwy. Padły mocne słowa. "Trochę szacunku"
W Schronisku Zbożne opiekunowie walczą o swoich czworonożnych przyjaciół
Julia czekała pod blokiem. Całe osiedle wiedziało, iż rodzina z mieszkania nr 22 wyjechała na długo, a na podwórku zamieszkał pies, który z uporem czekał na ich powrót… To było na początku lat 90. w małym polskim miasteczku. Wczesnym czerwcowym rankiem pod drzwiami księgarni rozległ się nagły pisk hamulców. Sprzedawczynie wybiegły na ulicę, ale ta była prawie pusta… Przy krawężniku leżał pies, który żałośnie skomlał, próbując wstać – tylne łapy odmówiły posłuszeństwa. Najodważniejsza z dziewczyn, Weronika, podeszła do zwierzęcia, delikatnie dotykała jego pyska i grzbietu, próbując zrozumieć, co się stało. — I co tam, Werka? Obok, nie mając odwagi podejść bliżej, stały Natalia i pani kierowniczka, Ewa. Przestraszone wizją koszmarnego widoku, choć zewnętrznych ran nie było. — Dziewczyny, przenieśmy ją do zaplecza – zaproponowała Weronika. – Może dojdzie do siebie. Nie wolno zostawiać jej na ulicy. Natalia spojrzała pytająco na kierowniczkę, która po chwili zgodziła się: — Dobrze, zaraz coś podłożymy… Dasz radę sama? — Dam radę – odpowiedziała Weronika. Pies był kundelkiem średniej wielkości, z elementami owczarka. Chudy, brudny, bez obroży – najpewniej bezdomny. Cały dzień przeleżał na zapleczu, a wieczorem, nieco ochłonąwszy, wypił wodę i zjadł coś, ale wciąż nie mógł wstać. Następnego dnia Weronika namówiła ojca, żeby odebrali psa w przerwie obiadowej i zawieźli do weterynarza. W mieście był tylko nieduży gabinet weterynaryjny, bez porządnego sprzętu, choćby bez rentgena, więc lekarz nie mógł powiedzieć nic konkretnego: — Może jeszcze wydobrzeje… Młody pies, silny. Przy dobrej opiece przeżyje. Ale chodzić… raczej mało prawdopodobne. Wracając, wszyscy milczeli. Weronika tuliła psa na tylnym siedzeniu, a ojciec czasem wzdychał. Przy kolacji powiedział: — Werka, nie przywiązuj się za bardzo. Ani jej nie ucz za bardzo do siebie. Przecież jesienią się wyprowadzamy. — Wiem, tato – odparła cicho Weronika. Pies dostał imię Julia. Już na stałe zamieszkała na zapleczu księgarni. Pierwsze dwa tygodnie niemal nie wstawała, potem zaczęła wyłazić na podwórko, ciągnąc za sobą bezwładne tylne łapy. — Co z nią zrobić? Na ulicy zginie, a do domu nikt nie weźmie… – rozmawiały sprzedawczynie. – Dobrze, iż pani Ewa pozwala trzymać ją tutaj. Julia nie wydawała się szczególnie zmęczona swoją ułomnością. Powoli zwiedzała podwórko, wąchała wszystko, załatwiała swoje sprawy i wracała na miejsce. W weekendy dziewczyny zabierały ją do siebie na zmianę. Weronika odmawiała — za parę miesięcy czekał ją wyjazd na dwa lata na Pomorze, bo ojciec miał tam dostać pracę. Miała rację, uczucie dodatkowo wszystko utrudni. Ale Weronika już czuła, iż jest przywiązana. Od chwili, kiedy spojrzała w oczy Julii na drodze. I Julia patrzyła na nią tak wyjątkowo – ciepłym, oddanym wzrokiem. Pewnego dnia i Weronika musiała zabrać Julii na weekend – inne dziewczyny nie mogły. — Tylko ten jeden raz! – tłumaczyła się surowemu spojrzeniu ojca. – Wszystkim plany wypadały – wizyty, grille, wycieczki… — My też mieliśmy jechać na działkę – z kuchni słychać było głos mamy. Julii pobiegła do kuchni, jakby wiedziała, kto jest najważniejszy i czyją sympatię powinno się zdobyć. Jej ciągnięte łapy budziły litość, a smutne „głodne” spojrzenie wystarczyło, by mama wołała: — Biedactwo… Chcesz jeść? Werka, nie karmicie jej w księgarni? Nic się nie martw, pojedziesz z nami na działkę. Tato będzie grillować, na pewno ci się spodoba… Weronika spojrzała wymownie na ojca, ale on tylko pokręcił głową. Na działce Julia była szczęśliwa: grill, sąsiedzki pies Burek, który od razu potraktował ją jak starą znajomą. Po powrocie Julia położyła się przy łóżku Weroniki, jakby mieszkała tam od zawsze. Powrót do księgarni rano był dla Julii szokiem. Cały dzień była niespokojna, a gdy w południe wypuścili ją na podwórko, po prostu zniknęła. Dziewczyny szukały jej, wołały, ale Julia nie wróciła do zamknięcia. Weronika bardzo przeżywała. Idąc pieszo, wołała: — Julia! Julia, gdzie jesteś? Wracaj… I Julia się znalazła – przy klatce Weroniki, ledwo żywa. Widać było, iż droga kosztowała ją dużo sił. Ale gdy zobaczyła Weronikę, aż zawyła z radości, lizała jej ręce, wyginała się, jakby choćby ogon jej nagle ożył. Przenosić ją z powrotem do księgarni nie było sensu – drogę do domu już znała. A Weronika nie mogłaby już zamknąć jej tam. — I co dalej? – pytał ojciec, patrząc na szczęśliwą Julię przy nogach córki. — Będę ją leczyć, tato. I liczę, iż mi pomożesz. Za tydzień Weronika miała urlop, potem planowała zrezygnować z pracy. Dwa miesiące przed przeprowadzką chciała poświęcić Julii. Ojciec kilka razy woził je do większego miasta, gdzie był poważny gabinet z rentgenem. Lekarze nie obiecywali, ale zgodzili się operować – była nadzieja. Na działce Weronika całe dnie poświęcała Julii: leki, masaże, trening łap. Pies uczył się chodzić od nowa. Początkowo wydawało się, iż postępów brak. Ale rodzice, którzy przyjeżdżali z wizytą, zauważali drobne poprawy: łapy już nie były bezwładne, tylko się rozjeżdżały. Miesiąc później Julia biegała za Burkiem, zabawnie kołysząc się, a po kolejnym miesiącu została tylko lekka kulawizna. Weronika bardzo się cieszyła, ale myśl o rozstaniu ściskała jej serce. Zostało mało czasu. Sąsiadka, właścicielka Burka, zaproponowała: — Zostaw ją u mnie. Im we dwójkę będzie weselej, miejsce jej dobrze znane, nie będzie tak tęsknić… W dniu wyjazdu Weronika zaprowadziła Julię do sąsiadki, „w gości do Burka”. Wieczorem rodzina już jechała pociągiem do Warszawy, potem lot na Pomorze, przesiadka i na koniec nowe miasto. Po rozpakowaniu Weronika zadzwoniła do sąsiadki. Usłyszała to, czego bała się najbardziej. W nocy Julia poczuła coś niedobrego i całą noc kopała podkop. Rano sąsiadka zobaczyła na podwórku tylko Burka. Przewidując, iż nie ma sensu dłużej czekać, pojechała pod blok Weroniki. I zobaczyła Julię – pod klatką. Pies rozpoznał ją, ale warczeniem dał znać, iż nie ma zamiaru odchodzić. Na hałas zeszli się sąsiedzi – wszyscy wiedzieli, iż rodzina z „dwudziestki dwójki” wyjechała na długo. Teraz pod blokiem siedział pies, który zdecydował się czekać. Tak długo, jak trzeba. Weronika dzwoniła do innej sąsiadki – pani Oli z mieszkania nr 23. Ta regularnie zdawała relację: — Siedzi wasza Julia pod klatką, jak strażniczka! I nikogo do siebie nie dopuszcza. Waszą sąsiadkę z działki widziałam dwa razy – i prosiła ją, i próbowała zwabić kiełbasą, ale nic nie pomaga! Weronika próbowała wysłać pani Oli pieniądze na karmę dla Julii, ale ta kategorycznie odmówiła: — No co ty, Weroniko… Całe podwórko ją dokarmia! Jakie tam pieniądze… Nadeszła zima. Mieszkańcy bloku, włącznie z panią Olą, często wpuszczali Julię do klatki, by mogła się trochę ogrzać. Pies wchodził na trzecie piętro, gdzie było mieszkanie nr 22, i kładł się na wycieraczce przed zamkniętymi drzwiami. Wyglądało, iż doskonale rozumie, iż właścicieli nie ma. Kiedy poczuła ciepło, znów wychodziła na zewnątrz, by kontynuować swoje ciche czuwanie. Weronika kontaktowała się z dziewczynami z księgarni. Te kilka razy podchodziły pod blok, żeby odwiedzić znajomego psa. Julia z entuzjazmem je rozpoznawała, wdzięcznie przyjmowała smakołyki, ale odmawiała odejścia z nimi. Weronika rozdzierała się wewnętrznie: chciała rzucić wszystko i jak najszybciej wrócić, ale poważne okoliczności, m.in. finansowe, trzymały ją na Pomorzu. Początek lat 90. był trudny, ludzie musieli jakoś przetrwać. Wrócić mogła dopiero w czerwcu. Podchodząc pod blok, Weronika zauważyła Julię. Pies siedział nieruchomo, z uszami nastawionymi, ale delikatna drżenie ciała zdradzało, iż już rozpoznał swoją panią i boi się uwierzyć, żeby szczęście znowu nie uciekło. Potem były objęcia, łzy i poczucie prawdziwego cudu. Weronika miała wrażenie, iż serce jej zaraz wyskoczy, a u psa chyba też. Lato minęło błyskawicznie. W sierpniu przyjechali rodzice – ojciec miał miesięczny urlop, ale we wrześniu czekała go kolejna delegacja, tym razem na rok. Weronika prosiła rodziców, żeby zabrali Julię ze sobą. Mama spojrzała pytająco na ojca, on milczał, marszczył się i wzdychał ciężko. Droga była długa i trudna choćby dla ludzi – co dopiero dla psa, który znał tylko rodzinne miasto. Napięcie było wyczuwalne w powietrzu. Julia doskonale wyczuwała nastrój domowników, była nerwowa i nie odstępowała Weroniki na krok. I nagle pewnego poranka tata powiedział by córka szykowała się razem z psem: — Jedziemy. Zrobimy jej dokumenty. Bez szczepień nie puści ją ani pociąg, ani samolot. Miejscowy weterynarz za kilka słoików domowego dżemu załatwił Julii książeczkę zdrowia i wpisał potrzebne szczepienia. Na oficjalne procedury nie było już czasu. Wieczorem tata szył Julii kaganiec – wtedy zdobycie odpowiednich akcesoriów dla psa w Polsce nie było łatwe. Julia, która nigdy nie nosiła takich rzeczy, podczas miar siedziała spokojnie, jakby rozumiała wagę chwili, dumna i szczęśliwa. — No, jedziesz z nami – powiedział ojciec, wykonując ostatni szew. – Tylko, Julia, może nas nie zawiedziesz… I Julia nie zawiodła. Rodzina ani przez chwilę nie żałowała podjętej decyzji. Najpierw pojechały pociągiem, potem były lotniska, przesiadki. Pies podróżował z nimi choćby transportem wojskowym, zwiedzał całą Polskę, dotarł na Mazury i Pomorze. Po roku rodzina wróciła do rodzinnego miasta. Julia przeżyła z nimi trzynaście lat pełnych radości, dobra i prawdziwego szczęścia – zawsze wierna, towarzysząc Weronice wszędzie, gdzie ta szła.
Jak zadbać o zwierzęta podczas silnych mrozów?
Sprawę nagłośniła Doda. Skandal w bytomskim schronisku dla psów
Skansen w Tokarni ma nowego lokatora
1,200 Asda workers face transfer as George clothing delivery shifts to DHL in 2027
Doda i Rozenek-Majdan razem w Sejmie. Dla zwierząt zawiesiły topór wojenny?
"Mam czyste sumienie". Prezydent Bytomia reaguje na słowa w "Debacie Gozdyry"
Koci czar – czyli jak znalazłam Merlina pod siedzeniem autobusu, odnalazłam magiczny los na loterię, spotkałam sąsiada marzyciela i odważyłam się spełnić swoje życzenie pod gwiazdami – a wszystko to dzięki pewnemu perskiemu kotu bez biletu!
Milusińscy z 4 kątów. Styczeń 2026 r.
Badają sprawę zaniedbywania psów. Powiatowy lekarz weterynarii opowiada o mrocznych kulisach pseudohodowli
Powrót Julii do rodzinnego domu – wzruszające przywitanie, niespodziewani goście w zimowy wieczór i wyjaśnienie tajemnicy, która odmieniła jej życie na zawsze
Reprymenda TPN nie spodobała się turystom. "Pieniążki powinny się znaleźć"
Stylistka oceniła strój Dody w Sejmie. Wspomniała o zasadach savoir-vivre'u
Czechowiccy harcerze prowadzą akcję na rzecz Schroniska "Reksio"
1,5 mln kur do utylizacji. Ptasia grypa wykryta w Wielkopolsce
Roomba Max 705 Combo hitem iRobot 2025 roku. Wspiera domowników, a teraz WOŚP
Ornitolodzy policzyli ptaki
34 edukatorów łowieckich na szkoleniu w Ostrołęce. "Będzie to procentować w przyszłości"