Zwierzęta

"W końcu jest nadzieja". Wpis Aleksandry Kwaśniewskiej poruszył internautów
Leonid nie wierzył, iż Irenka jest jego córką. Vera, żona, pracowała w sklepie, a ludzie szeptali, iż często zamyka się z obcymi mężczyznami w magazynie. Dlatego mąż nie wierzył, iż drobna Irenka jest jego dzieckiem i nie polubił córki. Tylko dziadek wspierał wnuczkę i zapisał jej dom w spadku. Irenkę kochał tylko dziadek W dzieciństwie Irenka często chorowała. Była drobna, filigranowa. „Ani w mojej, ani w twojej rodzinie nie było takich maluchów” – mawiał Leonid – „A ten dzieciak to ledwie od ziemi wystaje”. Z czasem niechęć ojca przeszła na matkę. Jedyną osobą, która naprawdę kochała Irenę, był dziadek Mateusz. Jego dom stał na skraju wsi przy lesie. Mateusz przez całe życie był leśniczym, a choćby po przejściu na emeryturę codziennie zaglądał do lasu, zbierał jagody, zioła, a zimą dokarmiał zwierzęta. Uważano go za trochę dziwaka i choćby się go bali, bo zdarzało się, iż przepowiedział coś i się sprawdzało. Mimo wszystko chodzili do niego po lecznicze napary i zioła. Mateusz pochował żonę dawno temu, pocieszeniem był dla niego las i wnuczka. Kiedy dziewczyna zaczęła chodzić do szkoły, częściej mieszkała u dziadka niż w domu. Mateusz opowiadał jej o adekwatnościach ziół i korzeni. Irenka gwałtownie łapała wiedzę, a zapytana kim chce zostać, odpowiadała: „Będę leczyć ludzi”. Matka jednak mówiła, iż nie ma pieniędzy na naukę córki. Ale dziadek ją pocieszał, iż nie jest biedny, a w razie potrzeby choćby krowę sprzeda, żeby pomóc. Zapisał wnuczce dom i szczęście Córka Vera rzadko zaglądała do ojca, ale kiedy jej syn przegrał pieniądze w karty w mieście i został pobity, przybiegła błagać o pieniądze. Mateusz surowo odpowiedział: „Kiedy cię przycisnęło, weszłaś wreszcie na mój próg? Przecież przez lata tu się nie pokazywałaś!” I odmówił pomocy: „Nie będę spłacał długów Andrzejka. Muszę uczyć wnuczkę”. Vera była wściekła. „Nie chcę was więcej znać! Nie mam już ojca ani córki!” – wykrzyczała i wybiegła z domu. Na studia medyczne Ireny rodzice nie dali ani grosza – tylko Mateusz pomagał wnuczce, a Irena miała też stypendium, bo świetnie się uczyła. Przed końcem nauki Mateusz zachorował. Przeczuwając swój koniec, powiedział, iż dom zapisał wnuczce i kazał jej szukać pracy w mieście, ale o domu nie zapominać: dom żyje, dopóki czuć w nim ludzkiego ducha. „Nie bój się tutaj sama nocować. Tutaj choćby szczęście cię znajdzie!” – przepowiedział Mateusz. „Zobaczysz, będziesz szczęśliwa, dziecko”. Chyba coś wiedział. Spełniła się przepowiednia Mateusza Mateusz odszedł jesienią. Irena pracowała w szpitalu powiatowym jako pielęgniarka. Weekendy spędzała w domu dziadka, paliła w piecu zimą. Dziadek zostawił tyle drewna, iż starczyło na długo. Prognozy nie wróżyły dobrej pogody, a Irena miała dwa dni wolnego i wolała nie siedzieć w mieście – wynajmowała pokój u starszych krewnych koleżanki ze szkoły medycznej. Wieczorem przyjechała na wieś. W nocy rozpętała się zamieć. Rano wiatr trochę ucichł, ale śnieg padał dalej, drogi zasypane. Nagle stukot w drzwi – Irena otwiera. Na progu stoi nieznajomy młody mężczyzna: „Dzień dobry. Potrzebuję łopaty, auto utknęło naprzeciwko państwa domu. Jest może gdzieś łopata?” – pyta. „Stoi przy ganku, może pomóc panu?” – odpowiada dziewczyna. Ale rosły mężczyzna uśmiecha się ironicznie do filigranowej dziewczyny: „Jeszcze tylko brakowało, żeby pani śniegiem zawiało”. Mężczyzna sprawnie machał łopatą. Odpalił auto, ale po chwili znów utknął. Znowu łopata w ruch. Irena zaprosiła go do domu na gorącą herbatę – może zamieć się skończy i droga się odśnieży, w końcu to nie odludzie. Nieznajomy, przedstawiając się jako Staszek, po chwili namysłu wszedł z Ireną do środka i zapytał, czy nie boi się sama mieszkać pod lasem. Irena wyjaśniła, iż bywa tu tylko w weekendy, pracuje w mieście i martwi się, czy autobus przyjedzie w taką pogodę. Staszek zaproponował pomoc, bo sam też musiał jechać do miasta. Irena się zgodziła. Wracając z pracy Irena szła pieszo i niespodziewanie zobaczyła Staszka obok siebie: „Chyba twój ziołowy napar ma jakieś czary – zażartował. – Bardzo chciałem znów cię zobaczyć. Może jeszcze raz poczęstujesz herbatą?” Ślubu nie było. Irena nie chciała, Staszek nalegał, potem odpuścił. Zamiast tego mieli prawdziwą, szczerą miłość. Irena przekonała się, iż i w życiu zdarza się, iż mąż nosi żonę na rękach. Gdy urodził się ich pierworodny, w szpitalu dziwili się, jak z takiej drobniutkiej kobiety urodził się taki okaz! Na pytanie o imię syna Irena odpowiadała: „Będzie Mateusz, na cześć wyjątkowego człowieka”.
Helios Nowy Sącz odpala kinową ofensywę. Premiery, hity i rodzinne seanse na ferie
PSI LOS ZWIERZĄT Z SOBOLEWA, WÓJT MA ŻAL
MPK w Krakowie przekaże materiały na legowiska dla bezdomnych zwierząt
CO ZROBIĆ Z PATOSCHRONISKAMI?
BEZDOMNY KOT WKRADŁ SIĘ DO POKOJU POLSKIEGO MILIARDERA W ŚPIĄCZCE… TO, CO STAŁO SIĘ PÓŹNIEJ, BYŁO CUDEM, KTÓREGO choćby LEKARZE NIE POTRAFIĄ WYJAŚNIĆ…
Psy przebywały w tragicznych warunkach. Skorzystano z numeru alarmowego schroniska. „Ogromne zaniedbania były widoczne gołym okiem”
Mały szary kot siedział przed drzwiami kliniki weterynaryjnej. Płakał, a u jego łap leżało maleńkie kociątko…
Funkcjonariusze Służby Więziennej wspierają nowodworskie schronisko dla zwierząt w czasie srogiej zimy
Kontrole schronisk dla zwierząt w regionie bez zarzutów. Uchybienia miały charakter techniczny
Burza wokół płockiego schroniska. Sprawdzamy, jak wygląda w środku [ZDJĘCIA]
Kontrola NIK w stołecznym ratuszu. Chodzi o schronisko dla zwierząt Na Paluchu
Co jest nie tak na tym obrazku? Sprawdź swoją spostrzegawczość i IQ
Nielegalne schronisko w powiecie mińskim? „Sytuacja gorsza niż w Sobolewie”
Psy ze schroniska w Sobolewie trafiły też na Dolny Śląsk. Na "akcję ratunkową" DIOZ zebrał prawie 400 tys. zł
"Schronisko czeka ogrom pracy". Do Wrocławia trafiło 10 psów po dramacie z Sobolewa [ZDJĘCIA]
NIK interweniuje w sprawie warszawskiego schroniska. Jest kontrola
Bezdomny KOT wtargnął do sali szpitalnej polskiego miliardera pogrążonego w śpiączce… a TO, co wydarzyło się później, było CUDem, którego choćby lekarze nie potrafili wyjaśnić…
Porzucone i wyziębione. Policyjna interwencja ratuje życie dwóch psów
Burza wokół schroniska dla psów w Sobolewie
Szukamy Frędzla. Czy widzieliście tego pieska?
Zwierzę to nie rzecz. Policjanci i pracownicy schroniska odebrali właścicielom trzy psy
W jaskini Raj policzono nietoperze. Jest ich więcej niż rok temu
Internauta do Dody: "Może Majdan do Ciebie wróci?". gwałtownie mu odpowiedziała
Agresywny pies terroryzuje osiedle w Ciechocinku. Kolejny atak
Chaos podczas ewakuacji Happy Dog. "Psy po traumie wymagają mądrego podejścia" (wideo)
Zima otuliła podwórko Andrzeja miękkim puchem śniegu, ale jego wierny owczarek niemiecki Graf zaczął zachowywać się dziwnie. Zamiast tulić się w dużej budzie, którą Andrzej zbudował mu z sercem zeszłego lata, Graf uparcie spał na śniegu. Andrzej obserwował go przez okno z ciężarem w sercu — nigdy wcześniej pies tak się nie zachowywał. Każdego ranka, gdy wychodził na dwór, widział napięte spojrzenie Grafa. Gdy zbliżał się do budy, psisko ustawiało się między Andrzejem a wejściem, warczało cicho i patrzyło błagalnie, jakby mówiło: „Proszę, nie wchodź tam.” To nietypowe zachowanie po tylu latach przyjaźni budziło niepokój — co ukrywał jego najlepszy przyjaciel? Zdeterminowany, by poznać prawdę, Andrzej obmyślił plan — zwabił Grafa do kuchni, kusząc pachnącym stekiem. Gdy pies, zamknięty w domu, szczekał rozpaczliwie do okna, Andrzej podszedł do budy i kucnął, by zajrzeć do środka. Serce na moment mu stanęło, gdy wzrok przyzwyczaił się do ciemności i ujrzał coś, co zmroziło mu krew w żyłach… …W środku, owinięty w koc, kurczył się mały kociak — brudny, przemarznięty i ledwo oddychający. Jego oczka z trudem się otwierały, a ciałko drżało z zimna. Graf znalazł go gdzieś i zamiast przegonić lub zostawić, przygarnął. Sam spał na śniegu, by go nie wystraszyć, pilnując wejścia jak skarbu. Andrzej wstrzymał oddech. Delikatnie sięgnął do środka, wyjął maleństwo i przytulił do piersi. W tej samej chwili Graf dopadł do niego, przysunął się do ramienia — już bez warczenia, gotów pomagać. — Jesteś dobrym psem, Graf… — wyszeptał Andrzej, tuląc kociaka. — Lepszym niż niejeden człowiek. Od tego dnia na podwórku mieszkała już nie dwójka, ale trójka przyjaciół. A buda, zrobiona z miłością, znów miała swoją misję — była małym domkiem dla ocalonych dusz.
Nocny Telefon, który Zmienił Wszystko: Jak spotkanie z rannym psem nauczyło mnie, dlaczego moja mama ratuje bezdomne zwierzęta (i dlaczego warto być dobrym, choćby gdy sąsiedzi patrzą krzywo)
Dziobak – eksperyment ewolucji
„Proszę… nie zostawiaj mnie samego. Nie dziś.” Ostatnie słowa sześćdziesięcioośmioletniego emerytowanego policjanta Kazimierza Hala, wyszeptane tuż przed upadkiem na parkiet własnego salonu. Jedynym, kto je usłyszał, był wierny K9, stary owczarek niemiecki Reks – partner i przyjaciel od dziewięciu lat. Kazimierz nigdy nie był wylewny – ani w pracy, ani po odejściu na emeryturę, choćby gdy po śmierci żony jego smutek rósł w ciszy. Dla sąsiadów był „tym wdowcem”, którego widywało się na wieczornych spacerach z kulejącym psem; obaj zdawali się iść przez życie ramię w ramię jak dwaj wytrwali żołnierze, którym nie potrzeba nic więcej. Aż pewnego zimnego wieczoru wszystko się zmieniło. Reks zdrzemnął się przy kaloryferze, gdy nagle usłyszał trzask ciała padającego na podłogę. Stary pies poderwał łeb, poczuł strach – i ból rozstania. Kazimierz oddychał z trudem, a palce próbowały dosięgnąć czegoś, czego nie było – z ust wymykały się ostatnie, łamiące głos słowa. Reks nie rozumiał ich dosłownie, ale wyczuł lęk i pożegnanie. Zawył, drapiąc drzwi wejściowe tak mocno, iż po listwach spłynęła krew z łap. Sąsiadka Lena, ta, która nieraz przynosiła Kazimierzowi świeże drożdżówki, została zaalarmowana. Wybiegła na gankek, znalazła klucz pod wycieraczką – tak, jak Kazimierz zawsze powtarzał: „na wszelki wypadek, gdyby los spłatał figla”. Zadzwoniła po pogotowie. Gdy ratownicy pojawili się na miejscu, Reks bronił swego pana – schorowany, ale niestrudzony. Starszy ratownik, pan Wysocki, rozpoznał w nim nie psa, ale pełnoprawnego funkcjonariusza. – On wykonuje swoją robotę – mruknął i przemówił do Reksa z szacunkiem. Dopiero wtedy pies pozwolił podejść do Kazimierza. Kiedy podnosili go na nosze, Reks zawył przeciągle, a echo przepełnione żalem rozeszło się po klatce schodowej bloku. Próbował dostać się do karetki – łapy odmówiły posłuszeństwa, ale nie poddał się, dopóki ratownicy nie złamali protokołu i nie zabrali go razem z panem. W szpitalu lekarze zauważyli, iż serce Kazimierza biło spokojniej, gdy Reks był przy nim. Dyżurująca pielęgniarka pozwoliła psu czuwać tuż obok łóżka. Kiedy Kazimierz odzyskał przytomność, pierwszym słowem było: – Reks… Pies zerwał się na łapy i podszedł do właściciela, wtulając pysk w jego dłoń. – Myślałem, iż cię zostawię… – wyszeptał Kazimierz przez łzy. W tej chwili wiedzieli, iż jedno uratowało drugie: dwaj starzy przyjaciele, którzy przeszli przez życie ramię w ramię, obiecali sobie, iż już nigdy nie zostawią się samych – choćby nocą.
Poruszające nagranie z lasu trafiło do sieci. Leśnicy wydali apel
BEZDOMNY KOT PRZEKRADŁ SIĘ DO POKOJU POLSKIEGO MILIARDERA W ŚPIĄCZCE… A TO, CO WYDARZYŁO SIĘ POTEM, BYŁO CUDEM, KTÓREGO choćby LEKARZE NIE POTRAFIĄ WYJAŚNIĆ…
Gdzie udać się po pomoc dla zwierzęcia w porze nocnej?
Egzotyczny pieszy w Przemyślu. "Coraz większe te gołębie"
Kiedy wysiadłam z autobusu, zobaczyłam moją mamę siedzącą na chodniku i żebrzącą. Mój mąż i ja zamarliśmy ze zdziwienia – nikt o tym nie wiedział. Mam 43 lata, moja mama ma 67. Mieszkamy w tym samym mieście, ale na przeciwległych końcach. Jak wiele starszych osób, mama wymaga stałej opieki, ale nie chce się do mnie przeprowadzić z jednego powodu – ma cztery koty i trzy psy w swoim mieszkaniu. Karmi również wszystkie bezdomne zwierzęta z okolicy. Każdą złotówkę, którą jej daję, wydaje na leki i karmę dla zwierząt. Sama dostarczam jej wszystkie potrzebne rzeczy, bo wiem, iż inaczej nie kupi jedzenia ani leków. Niedawno z mężem odwiedziliśmy przyjaciela i postanowiliśmy wrócić autobusem do domu. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy wysiadłam i zobaczyłam własną mamę na chodniku proszącą o pieniądze. Nie wiedziałam, co zrobić. Mój mąż także był w szoku – przecież wiedział, iż wspieram mamę z naszego budżetu. Zastanawiał się, na co więc mama wydaje pieniądze. Okazało się, iż zbierała na karmę i szczepienia dla swoich psów i kotów. To wszystko jest bardzo przygnębiające. Co byście pomyśleli, gdybyście zobaczyli swoją matkę w takiej sytuacji? Co powiedzieliby rodzina, przyjaciele, znajomi? Pewnie uznaliby, iż jestem okropną córką, która zapomniała o własnej matce. Teraz szukam mamy na wszystkich ulicach miasta, bo wiem, iż mimo moich próśb ona nie przestała tego robić – po prostu stała się ostrożniejsza i lepiej się przede mną ukrywa.
Zauważywszy psa leżącego obok ławki, podbiegła do niego. Jej wzrok padł także na porzuconą niedbale przez Natalię smycz.
Koniec koszmaru zwierząt w Sobolewie. Gminy z naszego powiatu współpracowały z tym schroniskiem (aktualizacja)
Nagranie dzika w lesie stało się przykładem złych praktyk. Lasy Państwowe przypominają: nie dokarmiaj i nie dotykaj
Zwierzęta w nocy nie dostaną pomocy
Nowe porozumienie w sprawie bezdomnych zwierząt
Widziałam cię, nie chowaj się. Co robisz w naszej klatce schodowej?” – Kot patrzył skruszony, cicho przesuwając zmarznięte łapki po kałuży stopniałego śniegu, który spływał mu z futra.
Odebrali 3 psy
Nieoczekiwany telefon o trzeciej nad ranem: Jak bezsenna noc, bezdomna owczarek niemiecki i serce matki odmieniły życie warszawskiego syna… czyli o tym, jak jedna psia historia potrafi nauczyć nas człowieczeństwa
Jedna litera, lawina hejtu. Biblioteka w Rudniku ofiarą internetowej pomyłki
NIK wchodzi do schroniska w Sobolewie. Kontrole już w tym tygodniu
SZYMPANS - 2D NAP
NIK rozpoczyna kontrolę w schronisku na Paluchu. To efekt skarg
Schronisko w Sobolewie pod lupą NIK. Rzecznik zapowiada kontrolę
Nowy mieszkaniec warszawskiego ZOO czeka na imię. Ruszył konkurs dla internautów