Zwierzęta

Właściciele psów i kotów muszą przygotować się na nowy obowiązek. Rząd chce kar. choćby 5000 zł
Quiz o zwierzętach, które możesz spotkać w Polsce. 8 punktów to sukces!
Jak zadbać o psa podczas mrozów? To musisz zrobić obowiązkowo
Leonid nie wierzył, iż Irena jest jego córką. Wiera, żona, pracowała w sklepie. Plotkowano, iż często zamykała się w magazynie z obcymi mężczyznami, dlatego mąż nie dowierzał, iż drobna Irena to jego dziecko i nie polubił jej. Tylko dziadek pomagał wnuczce, zostawił jej w spadku dom. Irkę kochał tylko dziadek. W dzieciństwie Irka często chorowała, była drobną dziewczynką. „Ani w mojej, ani w twojej rodzinie nie ma takich maluchów” – mówił Leonid. „Od podłogi dwa palce!”. Ojca niechęć do córki przejęła w końcu matka. Prawdziwie kochał Irę tylko dziadek Maciej. Jego dom stał na skraju wsi, przy lesie. Maciej całe życie był leśniczym i choćby na emeryturze codziennie chodził do lasu, zbierał jagody i zioła, zimą dokarmiał zwierzęta. Ludzie uważali go za trochę dziwaka, bali się jego przepowiedni, ale chodzili po lecznicze wywary. Żonę Maciej pochował dawno temu, jego pocieszeniem była wnuczka. Irka w szkole częściej mieszkała u dziadka niż w domu. Maciej opowiadał jej o ziołach, nauka szła dziewczynce łatwo. Gdy pytano, kim zostanie, odpowiadała: „Będę ludzi leczyć”. Matka twierdziła, iż nie ma pieniędzy na naukę córki, ale dziadek pocieszał, iż w razie potrzeby sprzeda choćby krowę. Zostawił wnuczce dom i szczęśliwy los Córka Wiera rzadko zaglądała, ale gdy jej syn przegrał w karty w mieście i został poturbowany, niespodziewanie zjawiła się u ojca po pieniądze. Maciej odmówił – „Nie mam zamiaru spłacać długów Andrzeja, muszę wnuczkę wykształcić”. Wiera była wściekła: „Nie chcę was znać, nie mam już ani ojca, ani córki!” – krzycząc, wybiegła z domu. Gdy Irena dostała się do szkoły medycznej, matka z ojcem nie dali jej choćby grosza. Pomagał tylko dziadek, dodatkowo ratując sytuację stypendium. Przed końcem nauki Maciej zachorował. Czując, iż nadchodzi odejście, powiedział, iż dom zapisał wnuczce. Radził Irence szukać pracy w mieście, ale domu nigdy nie opuszczać – dom żyje, gdy czuć w nim ludzkiego ducha. „Nie bój się tu nocować, tu znajdziesz szczęście. Ty będziesz szczęśliwa, dziecko”. Przepowiednia Macieja się spełniła Maciej zmarł jesienią. Irena pracowała jako pielęgniarka w szpitalu powiatowym. Na weekendy jeździła do domu dziadka, paliła w piecu. Pewnego wieczoru, w czasie śnieżycy, do jej drzwi zapukał nieznajomy mężczyzna, Staś, który utknął autem w zaspie pod jej domem. Pomogła mu z łopatą, zaprosiła na herbatę. Rozmowa rozwinęła się naturalnie, okazało się, iż Staś również mieszka w mieście. Od tej pory Staś często wpadał do Irki, mówił, iż jej ziołowa herbata to magia i chciał ją lepiej poznać. Ślubu nie było – Irena nie chciała. Staś nalegał, ale w końcu ustąpił – mieli prawdziwą miłość. Irena przekonała się, iż mężczyzna może nosić kobietę na rękach, nie tylko w książkach. Gdy urodził się syn, wszyscy dziwili się, jak taka drobna kobieta mogła urodzić takiego siłacza! Na pytanie o imię, Irina odpowiadała: „Będzie miał na imię Maciej – po kimś bardzo dobrym”.
Serce kota dudniło głucho w piersi, myśli uciekały, dusza bolała. Co mogło się stać, iż pani oddała go obcym, dlaczego go porzuciła? Gdy na parapetówkę Oleńce podarowano absolutnie czarnego brytyjczyka, oniemiała z zaskoczenia… Skromne, wyremontowane na miarę możliwości jednopokojowe mieszkanie, na które długo odkładała, wciąż było nieurządzone. Problemów do rozwiązania nie brakowało. A tu jeszcze kociak. Gdy otrząsnęła się ze zdumienia, spojrzała w bursztynowe oczy malucha, westchnęła, uśmiechnęła się i zapytała darczyńcę: – To kocur czy kotka? – Kocur! – No dobrze, będziesz Barśkiem – zwróciła się do kociaka. Ten rozchylił małą paszczę i pokornie zapiszczał: „Miau…” ***** Brytyjczyki okazały się całkiem przyjazne. Już trzeci rok Oleńka i Barsiek żyli w zgodzie. Z czasem wyszło na jaw, iż Barsiek ma wzruszającą duszę i wielkie serce. Z euforią witał ją z pracy, ogrzewał w śnie, oglądał z nią filmy, przytulał się, a podczas sprzątania biegał za nią jak cień. Życie z kotem nabrało kolorów. Fajnie, gdy ktoś na ciebie czeka, z kim można i pośmiać się, i posmucić. Najważniejsze, iż rozumie cię bez słów. Wydawało się, iż do szczęścia nic więcej nie potrzeba, ale… Ostatnio Oleńka zaczęła odczuwać ból w prawym boku. Najpierw zwalała winę na niewygodny ruch, potem na tłuste jedzenie. Gdy ból narastał, wybrała się do lekarza. Diagnoza okazała się trudna. Oleńka cały wieczór płakała w poduszce. Barsiek, jakby wyczuł jej nastrój, cicho tulił się do niej, próbując uspokoić ją melodyjnym mruczeniem. Pod mruczenie Barsia Oleńka zasnęła. Rano, godząc się z przeznaczeniem, postanowiła nikomu z bliskich nie mówić o chorobie, by uniknąć litości i niezręcznych prób ratunku. W sercu wciąż tliła się nadzieja, iż lekarze podołają jej dolegliwości. Przewidziano leczenie, które mogło poprawić stan. Pozostała kwestia: co z kotem? Pogodzona z tym, iż choroba może skończyć się tragicznie, zaczęła szukać Barsikowi nowego domu i dobrych opiekunów. W Internecie wystawiła ogłoszenie, iż odda rasowego kota w dobre ręce. Pierwsza osoba, która zadzwoniła, zapytała o powód rozstania z dorosłym zwierzakiem. Sama nie wiedząc czemu, Oleńka powiedziała, iż jest w ciąży, a podczas oczekiwania wystąpiła alergia na kocią sierść. Po trzech dniach Barsiek z całym kocim wyprawkiem pojechał do nowych właścicieli, a Oleńka trafiła do szpitala… Dwa dni później zadzwoniła, by spytać o Barsika. Po licznych przeprosinach usłyszała, iż kot uciekł tej samej nocy i nikt nie wie, gdzie jest. Pierwszy odruch: uciec ze szpitala i ruszyć na poszukiwania. Poprosiła choćby pielęgniarkę o wypis, ale ta stanowczo odmówiła. Sąsiadka z sali, widząc rozterkę Oleńki, zapytała, co się stało. Dziewczyna rozpłakała się i wszystko jej opowiedziała. – Poczekaj ze smutkiem, dziewczyno – powiedziała chuda starsza pani – jutro przyjedzie do tej kliniki prawdziwy specjalista z Warszawy. Mam zły diagnoz, syn zajął się sprawą, bo jest biznesmenem, chciał mnie przenieść, ja odmówiłam. Ale wywalczył wizytę. Poproszę, żeby i ciebie skonsultował – mówiła serdecznie, głaszcząc Oleńkę po ramieniu. **** Barsiek wydostał się z transportera i zrozumiał, iż jest w obcym domu. Jakaś nieznajoma ręka próbowała go pogłaskać… Kocie nerwy nie wytrzymały – uderzył łapą i umknął w ciemny kąt. – Paweł, jeszcze go nie dotykaj, niech się oswoi – usłyszał Barsiek łagodny kobiecy głos, ale to nie był głos jego pani. Serce kota dudniło głucho, myśli rozlatywały się, dusza bolała. Co się stało, iż pani oddała go obcym? Bursztynowe oczy przeczesywały pokój przerażonym wzrokiem. Wtem dostrzegł otwarte okno. Czarne futro przemknęło przez pokój i kot wyskoczył na zewnątrz! Na szczęście to był tylko drugi piętro, pod oknem zadbany trawnik. Tak rozpoczęła się powrotna droga Barsia do domu… ***** Specjalistka okazała się miłą kobietą po czterdziestce z Warszawy, nazywającą się Maria Pawłowna. Dokładnie przejrzała dokumentację, poprosiła Oleńkę na lewy bok, długo badała, pytała o rodzaj bólu. Powtarzała badania na sprzęcie. Oleńka nie spodziewała się niczego dobrego. Wróciła do sali, gdzie czekała sąsiadka. – No, co ci powiedzieli, dziewczynko? – spytała. – Na razie nic, mają jeszcze przyjść. – Mi potwierdzili diagnozę – oznajmiła smutno. – Bardzo mi przykro, dziękuję za wszystko – odparła Oleńka, nie wiedząc, jak pocieszyć osobę, która zna swój los. Pół godziny później Maria Pawłowna z innymi lekarzami weszła do sali. – Mam dla pani dobre wiadomości. Choroba jest uleczalna, już zapisałam odpowiedni kurs, zostanie pani dwa tygodnie, poddana leczeniu i wyjdzie pani zdrowa – powiedziała z uśmiechem. Gdy lekarze wyszli, odezwała się sąsiadka: – Wspaniale. Cieszę się, iż przed odejściem zdążyłam zrobić jeszcze jedną dobrą rzecz. Bądź szczęśliwa, dziewczyno – dodała. ***** Barsiek nie znał gwiazdy przewodniej, kierował się kocim instynktem. Droga przez miejskie tarapaty była pełna przygód i niebezpieczeństw. Nie znając miasta, przez jeden dzień brytyjczyk przeistoczył się w bezwzględnego łowcę z wyostrzonymi instynktami. Unikając hałaśliwych ulic i dróg, biegł, skakał, przemykał nad ziemią i na drzewach (tak mu się wydawało przy ucieczce przed psami), dążył do celu… W cichym podwórku spotkał starego kociego wyjadacza. Ten rozpoznał obcego i z wrzaskiem rzucił się na Barsika, ale ten, z arystokraty przemienił się w dzikusa i nie odpuścił. Starcie było krótkie. Lokalny koci boss uciekł w krzaki, zostawiając na pamiątkę poszarpane ucho. Jak mogłoby być inaczej? Gbur tylko próbował pokazać, kto tu rządzi. Barsiek wracał do domu, nic nie mogło go zatrzymać. Droga do domu trwała. Pamiętając przodków, Barsiek nauczył się spać na drzewach, wybierając wygodne rozwidlenia gałęzi. O, jakże to wstyd, ale zaczął jeść ze śmietnika i podkradać jedzenie innym kotom, których dokarmiali współczujący sąsiedzi. Raz spotkał się ze sforą psów. Wystraszony, uciekł na rachityczne drzewko, gdzie psy próbowały go dosięgnąć, szczekając i potrząsając pniem. Ludzie, których zwabił hałas, przegonili psy. Jedna pani postanowiła wziąć Barsika do domu. Zwabiła go kawałkiem kiełbasy. Głód i strach otępiły Barsia – pozwolił się pogłaskać i wziąć na ręce. Jednak… Odpocząwszy w cieple i najedzony, przypomniał sobie cel. Wyskoczył za kobietą do klatki i wykorzystując otwarte drzwi, pognał dalej… ***** Po wyjściu ze szpitala Oleńka wróciła do mieszkania. W głowie wciąż brzmiały słowa starszej pani – bądź szczęśliwa. Była wniebowzięta, iż diagnoza się nie potwierdziła i jest zdrowa. Ale serce bolało za Barsiem. Nie wyobrażała sobie już, iż nikt nie przywita jej w pustym mieszkaniu. Zaraz po powrocie zadzwoniła do osób, które zabrały Barsika, prosząc o adres. Gdy przyjechała i dowiedziała się, jak kot uciekł, postanowiła pójść jego śladami. Mówili jej, iż to nierealne – minęły dwa tygodnie, a domowy kot nie miał szans przeżyć na ulicy. Nie chciała w to wierzyć. Szła pieszo, zaglądała na podwórka, do pobliskich skwerów i garaży. Próbowała myśleć jak kot, który nigdy nie był na dworze. Wzywała Barsia, wpatrywała się w ciemność piwnicznych okienek. Zbliżając się do swojego bloku zrozumiała, iż kot zniknął bez śladu. Skoro ona szła tu pieszo dwie godziny, to kot nie mógł dotrzeć do domu. W swoim podwórku weszła smutna, z łzami w oczach i ciężkim sercem. Przez łzy dostrzegła, iż z drugiej strony chodnika zbliża się do niej czarny kot. „Jakiś czarny kot” – przemknęło jej przez głowę. Przystanęła, wpatrzyła się. I wtedy zrozumiała. Rzuciła się z krzykiem: „Barsiek!”. A kot nie pobiegł do niej, nie miał sił. Usiadł i mrużąc oczy ze szczęścia, cicho zapiszczał: „Dotarłem…”
„Populacja kormorana ma charakter dynamiczny”. RDOŚ w Szczecinie nie planuje redukcji
Gm. Mircze: Głodzone, uwiązane, bez budy. Dramat 16 psów, właściciele odpowiedzą za znęcanie [ZDJECIA]
Pies bez kagańca zaatakował innego psa. Poszukiwana właścicielka agresywnego zwierzaka
Odkrycie na prywatnej posesji. Tak trzymali psy na mrozie
Na mrozie w prowizorycznych schronieniach. Odebrali im 16 psów
Zwierzęta w skrajnych warunkach na posesji 73-latka
Schronisko w Sobolewie sygnałem alarmowym. Bez pilnych zmian systemowych zwierzęta cierpią!
Królowie puszczy w okolicy Choroszczy. Czy to nowe stado podlaskich żubrów?
Kolejna odsłona akcji adopcyjnej w tarnowskim schronisku
Dokarmiać czy nie?
Mokradła dziedzictwem kulturowym. Wydarzenie na UMCS
Miały dostać opiekę, dostały oprawcę. Potrzebna reakcja władz [KOMENTARZ]
Nowy obowiązek dla właścicieli psów szykuje rząd. Sprawdź, co się zmieni!
Groźny drapieżnik w lasach pod Koszalinem. Władze wydały pilny apel
Skrajnie zaniedbane i wygłodzone. 16 psów uratowanych z koszmarnych warunków
Skrajnie zaniedbane psy na jednej z posesji. Małżeństwo 52-latków usłyszy zarzuty [ZDJĘCIA]
Doda zdemaskowała "patoschroniska". Ekspertka bije na alarm: przeciążenie emocjonalne
Zaginął Bari. Był widziany w okolicach Pogorzały
Szukają zaginionego Bartka. Był widziany w okolicach Pogorzały
Zaniedbane zwierzęta uratowane z posesji w Bytomiu
Puma lub gepard w lesie na Pomorzu Zachodnim. Pilny apel do mieszkańców
Karolina Skiba zdradza, jak schudła 17 kg. "Nie siedząc i hejtując"
Ponad milion złotych na ratunek zwierzętom. Rekordowy rok Fundacji ZOO Wrocław DODO
WYBIERAJ: ALBO TWÓJ PIES, ALBO JA! MAM DOŚĆ TEGO PSIEGO SMRODU! — OZNAMIA MĄŻ. ONA WYBIERA MĘŻA I WYWIEZIE PSA DO LASU… A WIECZOREM ON OŚWIADCZA, ŻE ODCHODZI DO INNEJ
To są najlepsze MEMY o psach! Te słodkie obrazki rozbawią Cię do łez. Niesamowite MEMY o najlepszym przyjacielu człowieka 30.01
Czy Radni Miasta Chorzów uchwalą budżet? Dziś ważna sesja
30.01.2026 Agrobiznes – o obowiązkowych szkoleniach dla rolników
Miłość, której nie widać na pokaz Ania wyszła z chaty z pełnym wiadrem pomyj dla świń i naburmuszona minęła swojego męża Gienka, który już trzeci dzień męczył się z remontem studni. Wymyślił sobie, iż ozdobi ją rzeźbieniem, żeby była ładna, jakby nie było ważniejszych rzeczy do roboty! Żona krząta się po gospodarstwie, karmi zwierzęta, a on stoi z dłutem w ręku, cały w trocinach, patrzy na nią z uśmiechem. No co to za chłop, którego Bóg zesłał? Ani czułego słowa nie powie, ani pięścią w stół nie walnie, tylko w milczeniu pracuje, czasem podejdzie, spojrzy głęboko w oczy i pogłaszcze jej gruby, jasny warkocz – to cała jego czułość. A chciałoby się, żeby i „promyczkiem” nazwał, i „łabędzią białą”… Zadumała się nad swoim kobiecym losem i o mało co nie potknęła się o starego Burka, co po podwórku się pałętał. Gienek rzucił się od razu, podtrzymał żonę, a na psa spojrzał surowo: – Co się plączesz pod nogami? Żonę mi jeszcze poturbujesz. Burek ze skruchą spuścił oczy i powłóczył do budy. Ania znowu się zdziwiła, jak te zwierzaki męża jej słuchają. Kiedyś go o to zapytała, a on tylko machnął ręką: – Kocham zwierzęta, to i one mnie kochają. Ani serce też o miłości marzyło – by na rękach nosił, by czułe słowa do ucha szeptał, a co rano kwiatek na poduszce zostawiał… Ale Gieniek do czułości był niechętny i Ania zaczęła się zastanawiać – czy on ją w ogóle kocha, choćby troszeczkę? – Szczęść Boże sąsiadko! – zajrzał przez płot Wacek. – Gieniek, ty dalej się w te ozdóbki bawisz? I komu to potrzebne? – Chcę, żeby moje dzieci na piękno patrząc, dobrymi ludźmi wyrosły. – To najpierw dzieci musisz zrobić – zaśmiał się sąsiad i puścił Ani oczko. Gieniek smutno spojrzał na żonę, a Ania speszona pobiegła do domu. Nie spieszyło jej się do dzieci, młoda jeszcze, urody jej nie brakowało, chciała chwilę dla siebie pożyć, a mąż ani to ogień, ani woda. A sąsiad – proszę bardzo! Wysoki, silny chłop, Gieniek też swój, ale tamten to elegancki, słowa jak miód leją się z ust, kiedy się spotkają przy furtce. Szepcze, jak to latem deszczyk: „Anielico, słoneczko moje…”. Serce mięknie, nogi się uginają, ale Ania ucieka od niego – nie ulega namowom. Wychodząc za mąż, przysięgała być wierną żoną, rodzice przez lat wiele żyli zgodnie i nauczyli ją rodziny strzec. A jednak tak bardzo chce wyjrzeć przez okno i spotkać oczy sąsiada… Następnego ranka Ania wyganiała krowę na łąkę i przy furtce natknęła się na Wacka: – Aniu, ptaszku mój, czemu mnie unikasz? Czy się mnie boisz? Napatrzeć się nie mogę na twoją urodę, w głowie mi się kręci, jak cię widzę. Przyjdź do mnie o świcie. Jak twój chłop na ryby rano pójdzie, ty do mnie przyjdź. Dam ci tyle czułości, iż najszczęśliwsza będziesz. Ania zarumieniona uciekła bez słowa, a Wacek jeszcze zawołał za nią: – Ja na ciebie zaczekam. Cały dzień myślała o nim Ania. Bardzo chciała miłości i czułości, a Wacek taki piękny, patrzył na nią z żarem… Ale zdecydować się nie potrafiła, choć do świtu jeszcze czas… Wieczorem Gienek napalił w bani. Zaprosił sąsiada na parówkę. Ten chętnie przyszedł – własnej bani nie musiał grzać ani drzewa rąbać. Poklepali się tam brzozowymi witkami, poparzeli swoje stare kości, a potem wyszli do przedsionka, odpocząć. Ania już im nalewkę postawiła, przekąski przyniosła, a przypomniała sobie, iż jeszcze ogóreczki w piwniczce stoją. Zeszła do piwnicy, ogórki wzięła i miała już wejść, gdy za uchylonych drzwi usłyszała rozmowę i zamarła, nasłuchując. – A co ty taki niemrawy, Gieniek – szepnął Wacek – chodź, nie pożałujesz. Tam wdówki takie, iż cię obłaskawią. A jakie śliczne – aż się oko cieszy! Nie to co twoja Ania, taka zwyczajna myszka. – Nie, Wacek – powiedział cicho, ale stanowczo Gienek – nie chcę żadnych innych kobiet, choćby nie chcę o tym myśleć. Moja żona nie jest żadną myszką, ona najpiękniejsza ze wszystkich kobiet na tym świecie. Nie ma takiego kwiatka, nie ma takiej jagody, która by jej dorównała. Kiedy na nią patrzę, to i słońca nie widzę – tylko jej oczy kochane i jej smukłą sylwetkę. Miłość mnie przepełnia jak rzeka na wiosnę, tylko nieszczęście takie, iż nie umiem o tym mówić, nie potrafię jej powiedzieć, jak bardzo ją kocham. Wiem, iż się na mnie za to gniewa, czuję to. Wiem, iż jestem winny, boję się ją stracić – nie wytrzymałbym bez niej ani jednego dnia, nie mógłbym oddychać bez niej. Ania stała bez ruchu, serce waliło jej jak młot, łzy spływały po policzkach. Wreszcie dumnie podniosła głowę, weszła do przedsionka i głośno powiedziała: – Idź, sąsiedzie, do swoich wdówek, a my z mężem mamy ważniejsze rzeczy do zrobienia. Jeszcze nikt nie ma komu podziwiać tej Gienkowej rzeźby. Wybacz mi, kochany mężu, moje głupie myśli i moją ślepotę – szczęście w rękach miałam, a nie dostrzegałam. Chodź, już za dużo czasu zmarnowaliśmy… Następnego ranka, o świcie, Gienek na ryby nie poszedł.
Te zwierzęta niszczą uprawy. Które są najgroźniejsze?
„XIV Powiatowe polowanie na lisy”.
Awantura o polowania w „Debacie Gozdyry”. Nagle rozmowa została przerwana
Dlaczego szyje żyraf są tak długie? Odpowiedź zaskakuje
Więcej środków na ochronę zwierząt. Program Pomorza Zachodniego po raz drugi
Awantura o polowania w "Debacie Gozdyry". Nagle rozmowa została przerwana
Odkryj tajemnice Elizeum: remont XVIII-wiecznego skarbu Warszawy
Wiewiórki - sympatyczne ikony parków, które potrzebują naszej rozwagi
Stołeczne ZOO ogłosiło plebiscyt na Zwierzaka Roku
Walentynkowy "prezent" dla eks. Parskniecie śmiechem na pomysł łódzkiego zoo
Gęś na przystanku, małpka w wózku
0052/26
0051/26
0050/26
0048/26
4013/26