Zwierzęta

Szok pod Płockiem! W szalonej akcji pomogło ponad 17 tysięcy osób! Są pieniądze na ziemię dla koni Różalandu
Lśniący Anioł Stróż o Kudłatej Sierści
Joanna Przetakiewicz apeluje o pomoc schroniskom dla zwierząt. "Empatia nie wystarczy"
Zimowe dokarmianie ptaków – co wolno, a czego unikać?
Sarna i bocian pod jednym dachem. Historia Krysi i Lolka porusza do łez
Kiedy odchodzi pupil, serce pęka. Żałoba może być silniejsza niż po ludziach
Historia interwencji. Ponad 100 zwierząt znalazło bezpieczny dom w ZOO w woj. łódzkim
Bezpłatna sterylizacja kotów w Kędzierzynie-Koźlu.
Bezpłatna sterylizacja kotów w Kędzierzynie-Koźlu. Miasto ogranicza niekontrolowane rozmnażanie
Amstaffy są postrachem wsi koło Skawiny (wyborcza)
To wyjątkowy i nietypowy gość. Łazienki Królewskie przywitały nowego mieszkańca
Warszawiacy ujawnili, ile płacą za czynsz. Mamy nowe dane – rozstrzał cenowy jest gigantyczny [RAPORT]
Dlaczego, żeby zmienić los zwierząt bezdomnych, trzeba się bić?
Joanna Krupa przyleciała do Polski dla zwierząt. "Ponad 20 lat jeżdżę po schroniskach"
Agata Młynarska o działaniach Dody na rzecz zwierząt. "Inicjuje zmianę ponad podziałami"
– Mamo, mam już dziesięć lat, prawda? – zapytał niespodziewanie Michałek po powrocie ze szkoły. – No i co z tego? – Mama zdziwiona spojrzała na syna. – Jak to „no i co”? Przecież obiecaliście mi z tatą, iż jak skończę dziesięć lat, pozwolicie mi… – Pozwolimy? Ale co my mieliśmy pozwolić? – Pozwolić mi mieć psa! – Nie! – Mama przestraszona aż podskoczyła. – Wszystko, tylko nie to! Chcesz, to kupimy ci elektryczną hulajnogę, najdroższą, ale pod warunkiem, iż już nigdy nie wspomnisz o psie. – A więc tacy jesteście… – obrażony nadął się Michałek. – Nauczyliście mnie, iż trzeba dotrzymywać słowa, a sami zapominacie o swojej obietnicy… No dobrze, zobaczymy… Zamknął się w swoim pokoju i nie wychodził aż do powrotu taty z pracy. – Tato, pamiętasz, co mi obiecaliście z mamą… – zaczął, ale tata wszedł mu w słowo. – Mama już mi powiedziała o twoim marzeniu! I powiem szczerze, nie rozumiem, po co ci ten pies? – Tato, przecież od dawna o tym marzę! Sami wiecie! – Wiemy, wiemy! Naczytałeś się opowieści o Małym i Karlssonie, zachowujesz się jeszcze jak dzieciak! Każdy z nas z mamą o czymś marzy, a wiesz, ile kosztują rasowe psy? – Ale ja nie chcę rasowego! – natychmiast odpowiedział Michałek. – Wystarczy mi zwyczajny, choćby porzucony. Ostatnio czytałem w internecie o bezdomnych psach, są takie nieszczęśliwe… – Nie! – przerwał tata. – Co to znaczy zwyczajny? Po co nam taki? Brzydki będzie! Michałek, zróbmy tak: mogę się zgodzić na psa ze schroniska, ale musi być młody i rasowy. – Na pewno taki? – skrzywił się Michałek. – Tak! – Tata uśmiechnął się do mamy i puścił jej oczko. – Przecież będziesz z nim chodził na spacery, tresował, jeździł na wystawy. Musi być młody, starszego się nie da wychować. jeżeli znajdziesz młodego, pięknego, rasowego psa do adopcji w Warszawie, zgadzamy się. – No dobrze… – westchnął chłopiec, choć dobrze wiedział, iż takich psów na ulicy nie ma. Ale nadzieja umiera ostatnia, więc postanowił spróbować. W niedzielę zadzwonił do swojego kolegi Wojtka i razem po obiedzie zaczęli poszukiwania. Szukali pieszo niemal pół miasta, ale żadnego bezdomnego rasowego psa nie znaleźli. Chociaż pięknych psów było wiele, wszystkie były z właścicielami na smyczy. – To koniec – powiedział zmęczony Michałek. – Wiedziałem, iż się nie uda… – Może w przyszłą niedzielę pójdziemy do schroniska? – zaproponował Wojtek. – Tam też bywa dużo rasowych psów. Musimy tylko znaleźć adres. Ale teraz odpocznijmy. Chłopcy usiedli na ławce i zaczęli marzyć, jak przygarną pięknego psa ze schroniska i razem będą go wychowywać. Po chwili ruszyli w stronę swojego bloku. Nagle Wojtek szarpnął Michałka za rękaw i wskazał coś przed sobą. – Michał, patrz! Michałek spojrzał tam, gdzie wskazywał kolega, i zobaczył małego, brudno-białego kundelka, który pokracznie kuśtykał chodnikiem. – Kundelek – potwierdził Wojtek i zagwizdał. Szczeniak spojrzał i skoczył radośnie w stronę chłopców, ale tuż przed nimi się zatrzymał. – Nie ufa ludziom, pewnie ktoś mu zrobił krzywdę – powiedział Wojtek. Michałek także zagwizdał cicho i powoli wyciągnął dłoń, a piesek zbliżył się nieufnie, jednak nie uciekł, tylko lekko machał brudnym ogonkiem. – Chodź, Michał, po co ci taki pies? Szukasz przecież rasowego. Rasowemu można dać ładne imię, a temu tylko Kropka pasuje – Wojtek odwrócił się i poszedł dalej. Michałek jeszcze przez chwilę głaskał szczeniaczka, zanim poszedł za kolegą. W duchu bardzo chciałby go zabrać do domu. Nagle za plecami usłyszał skowyt. Michałek stanął, szczeniak zapiszczał. Wojtek też się zatrzymał i wyszeptał: – Michał, chodź! Nie odwracaj się, on tak na ciebie patrzy! – Jak? – Jakbyś był jego panem i go porzucał. Uciekajmy! Wojtek pobiegł, ale Michałkowi nogi odmówiły posłuszeństwa. Stał bez ruchu, bojąc się spojrzeć za siebie. W końcu zdecydował się ruszyć i wtedy ktoś delikatnie szarpnął go za nogawkę przy bucie. Spojrzał w dół i ujrzał parę czarnych, czujnych psich oczu. I wtedy Michałek, nie myśląc o niczym, wziął pieska na ręce i mocno przytulił. Już wiedział – jeżeli rodzice się nie zgodzą, dziś ucieknie z domu razem z nim. Ale rodzice też mieli dobre serce… Następnego dnia w domu czekała już nie tylko mama i tata, ale także wykąpana, bielusieńka, wesoła Kropka.
Gminy szukają schronisk dla zwierząt. Nie jest łatwo
11 lat bez „swojego” człowieka, na łańcuchu przy budzie. Czarna potrzebuje pomocy
Z gęsią, kaczką i psem podróżuje przez Polskę. ŁKA bardziej gościnna niż Intercity?
Ekopatrol pomaga ptakom
Nowe gatunki ptaków i żab sprzed miliona lat odkryte w Nowej Zelandii
Podczas spaceru z psem nastolatkę zaczepili dwaj mężczyźni, groźnie proponując 'zabranie jej na przejażdżkę’…
17 lutego to Dzień Kota – co kupić w promocji?
Miłość przez kratę. Wrocławskie lwy w końcu razem
Daniela Szewczyk-Olczyk – obiecująca młoda artystka z pasją i sukcesami
Jaka karma dla psa z nadwagą, żeby realnie schudł, a nie był głodny?
– Mamo, mam już dziesięć lat, prawda? – zapytał nagle Michałek, wracając ze szkoły. – No i co z tego? – Mama ze zdziwieniem spojrzała na syna. – Jak to, no i co? Zapomniałaś, iż z tatą obiecaliście mi coś, gdy skończę dziesięć lat? – Co mieliśmy ci obiecać? – Że pozwolicie mi mieć psa! – Nie! – zawołała przestraszona mama. – Cokolwiek innego, tylko nie pies! Może hulajnoga elektryczna? Najdroższa! Ale pod warunkiem, iż już nigdy nie wspomnisz o psie. – No ładnie… – obrażonym tonem odpowiedział syn. – Uczycie mnie dotrzymywać słowa, a sami nie dotrzymujecie… Zamknął się w pokoju i nie wychodził aż do powrotu taty. – Tato, pamiętasz co z mamą mi obiecaliście… – zaczął, ale tata mu przerwał: – Mama już wszystko powiedziała. Tylko po co ci pies? – Tato, marzę o nim od dawna! Przecież wiecie… – Wiem… Naczytałeś się o Lasse i Mai albo o Muminkach, i zachciało ci się psa. Ale rasowe psy są drogie. – Nie musi być rasowy! – wykrzyknął Michałek. – Może być zwykły, choćby porzucony! Czytałem w internecie o porzuconych psach… – Nie! – przerwał mu tata. – Tylko jeżeli będzie młody, rasowy i ładny! – Takiego na ulicy nie znajdę… – No chyba, iż znajdziesz w mieście młodego, pięknego, porzuconego psa rasowego – wtedy się zgodzimy! Zrezygnowany Michałek zadzwonił w niedzielę do przyjaciela Wojtka. Szukali całe popołudnie, ale nie znaleźli żadnego porzuconego rasowego psa. – Może zajrzymy w przyszłym tygodniu do schroniska? – zaproponował Wojtek. Usiedli na ławce, snując marzenia o cudownym psie. Wtedy zobaczyli małego, brudnego biało-szarego szczeniaka. – Kundel – Wojtek zagwizdał, a szczeniak podszedł ostrożnie do Michałka. – Po co ci taka psina? – mruknął Wojtek. – Rasowca można nazwać np. Tyson, a tę tylko Kropka… Michałek jednak pogłaskał szczeniaka i już wiedział, iż zabrałby go do domu, gdyby rodzice pozwolili. Gdy odeszli, szczeniak zapiszczał, a Michałek nie mógł zrobić kroku. Nagle poczuł, jak ktoś chwyta go za nogawkę – spojrzał w wierne, psie oczy i wtedy podjął decyzję: jeżeli rodzice się nie zgodzą, ucieknie razem z pieskiem. Ale rodzice okazali się mieć złote serce… I tak w poniedziałek czekała na Michałka w domu nie tylko mama z tatą, ale i wykąpana, radosna Kropka.
Dlaczego w schroniskach zwierzę lepiej „trzymać” niż oddać do adopcji? Kulisy patologicznego rynku
Z Krupówek prosto do lasu. Góry zasypane, ale śmieciami. "Gmina nie jest wysypiskiem"
Rekordowy humanoidalny robot sprinter otrzymuje imię Usain Bolt
Dwa lata wracał pieszo z Francji. Schroniska odmówił, bo nie chciał rozstać się z psem
Trzaskowski reaguje na poruszającą historię bezdomnego z psem. Nie wpuszczono go do noclegowni
Nowe budy dla opolskiego schroniska. To ciąg dalszy akcji Dody
Jak pomóc bezdomnym zwierzętom
Policja szuka właściciela wycieńczonych zwierząt z Adamowa
Ptasia grypa w Wiśle Małej. Wojewoda wprowadza restrykcje w powiatach pszczyńskim, cieszyńskim i bielskim
Królestwo poroży w Wokowicach. Niezwykła pasja Bogdana Kierońskiego
Stanowcza reakcja Dody po burzliwej rozmowie w TVP Info. "Trudno oczekiwać neutralności"
Wilk podchodzi pod domy i atakuje psa. Niepokojące zdarzenie w Mordarce, narasta problem na południu regionu
Simba czeka na dom. Oddany przez właściciela, dziś szuka spokojnego opiekuna
Znalezisko w Kordobie potwierdza obecność słoni w armii Hannibala
Rozstrzygnięcie otwartego konkursu ofert z zakresu ekologii i ochrony zwierząt
Badania IP PAN: prawicowy światopogląd związany z niechęcią do pomocy psychologicznej
Eksperci o kontrolach w schroniskach: nie chodzi tylko o pełną miskę, istotny stan psychiczny zwierząt
Przeżył piekło, teraz szuka domu. Oto Mario, pies z interwencji na Rakowcu
Zabawka, sekret i sztuka, czyli „Tajemnicza skrzynka” w Muzeum Zabawek i Zabawy
Niezwykłe sceny pod Kutnem. Bocian zaprzyjaźnił się z sarną, mieszkają pod jednym dachem
Ludzie dla koni, konie dla ludzi – wesprzyj Fundację Terra Spei 1,5%
NA WSZELKI WYPADEK Vera spojrzała na zapłakaną koleżankę, obojętnie odwróciła się do komputera i zaczęła coś gwałtownie pisać. – Ty to bezduszną jesteś, Werka – usłyszała głos Olgi, szefowej działu. – Ja? Skąd taki wniosek? – Bo jak u ciebie w życiu wszystko dobrze, to od razu sądzisz, iż wszyscy tak mają. Widzisz, jak dziewczyna się zamartwia, a ty nie współczujesz, nie poradzisz, nie podzielisz się doświadczeniem. Przecież u ciebie wszystko gra… – Ja? Mam się dzielić doświadczeniem – z nią? Nadusi raczej by się to nie spodobało. Próbowałam kiedyś, z pięć lat temu, kiedy przychodziła do pracy z sińcami. Was wtedy nie było. I nie, to nie facet ją lał, to ona sama się obijała „przypadkiem”, na wynoszeniu śmieci pewnie… Jak tylko się rozeszli, sine ślady zniknęły z twarzy Nadusi, to był już trzeci, co uciekł. Wtedy właśnie, chcąc wesprzeć koleżankę, podzielić się doświadczeniem… no to jeszcze ja wyszłam na winną, no jasne. Potem koleżanki mi wyjaśniły, iż to nie ma sensu – Nadusia wie wszystko najlepiej. Byłam tylko złą rozbijaczką, zaszkodziłam Nadusi w szczęściu. Jak niegdyś łaziła do wróżek i na klątwy, tak teraz się „unowocześniła” – chodzi do psychologów, przepracowuje sobie traumy… Nie widzi, iż wciąż żyje według tego samego scenariusza, tylko imiona się zmieniają. Więc wybaczcie, ale nie będę się litować i pod nos podtykać chusteczek. – Tak czy inaczej, Werka, tak robić nie wolno… Na obiedzie, gdy cała ekipa jadła przy jednym stole, rozmów było tylko o byłym Nadusi – drań i oszust. Werka milczała, nalała sobie kawy i usiadła z boku, żeby spokojnie poprzeglądać Facebooka. – Werka – przysiadła się do niej pulchniutka, zawsze pogodna Tania. Ale dziś choćby ona miała skwaszoną minkę. – No nie żal ci Nadusi choć przez sekundę? – Tania, czego wy ode mnie chcecie? – Daj jej spokój – wtrąciła idąca obok Irenka – ona ma swojego wymarzonego Wasyla, życie jak w Madrycie, nie zrozumie, jak to jest zostać samą z dzieckiem, bez wsparcia, bez niczego… Prócz tego alimentów jak się doprosić od tego „ojca roku”… – Nie trzeba było rodzić, nie-wiadomo-od-kogo, do tego już niemal na emeryturę! – wtrąciła pani Terenia, najstarsza z zespołu, „babcia Terenia”. – Werka ma rację, ile razy ona już płakała… A do tego w ciąży facet ją wykańczał psychicznie, a wcześniej to już… ehh. Kobiety stanęły kółkiem wokół nieustannie szlochającej Nadusi, każda radziła co innego… No bo silna i niezależna Nadusia postanowiła pokazać wszystkim, na co ją stać. Mama z wioski została ściągnięta do opieki nad synkiem Nadusi i tym… niewdzięcznym, a Nadusia zaczęła dochodzić do siebie; zrobiła sobie grzywkę, brwi, doczepiła rzęsy, prawie przekłuła nos, ale cały dział odradził. I ruszyło. – Nic się nie martw, Nadka, jeszcze będzie żałował, jeszcze popłacze! – A skąd, wcale nie będzie ryczał – powiedziała Werka cicho, niby do siebie, ale podchwyciły to podprawione winem koleżanki i proszą o wyjaśnienie. – Po prostu nie, nie będzie żałował. A Nadusia zaraz znajdzie następnego, takiego samego. – Tobie łatwo gadać, bo Wasyl nie taki… – Mój? Mój Wasyl to złoty chłop, nie bije, nie pije, za kobietami nie lata, kocha mnie do szaleństwa. – Zaraz, zaraz, wszyscy tacy sami, wszystkie chłopy to psy. – Uważaj, Werka, bo ci go odbijemy. – Nie odbijecie, on taki nie jest. – A ja bym nie była taka pewna… – Bądź! Alkohol szumiał w głowach, więc zaczęła się dyskusja: – To może wpadniemy do ciebie, zobaczymy, czy Wasyl wytrzyma nasze wdzięki? Nie zaprosisz nas, bo boisz się iż ci go odbierzemy! – To dawajcie! – Dziewczyny, jedziemy do Werki, odbijać Wasyla! Pani Terenia, jedziesz z nami? – Nie, dziewczynki, mój Michał w domu czeka… Ale wy idźcie. I tak wylądowały całą watahą u Werki w mieszkaniu, śmichy-chichy w kuchni, szykowanie sałatki. – Dziewczyny, szybko! Wasili, mąż Werki, jak rozumiem, niedługo wraca, a my mu tu ucztę robimy! – Nie podniecajcie się, nie zje za dużo, wybredny jest. Prawda, będzie za chwilę. Dziewczyny ochłonęły, powoli rozchodziły się do domów – zostały tylko Nadka, Ola i Tania. Wspólna herbata na przytulnej kuchence, dziwna konsternacja na myśl o nieznanym Wasyli. Postanowiły się powoli zbierać… Ktoś przyszedł. – Wasylku mój, chłopczyku słodki! – rozczuliła się Werka, wychodząc do przedpokoju. Kobiety zbladły, poczuły się dziwnie skrępowane, kiedy do pokoju wszedł wysoki, przystojny młody chłopak. Aha… To o to chodzi – mąż Werki znacznie młodszy? – To mój Deniska. Jak to Deniska? – Syn mój, Denisek. – A Wasyl? – Wasyl? Aaa, poczekajcie… On po operacji, Deniska z Leną zawoził na zabieg, bo ja w pracy… Kastracja była, bo firanki znaczył… chodźcie. O tutaj śpi mój Wasyl, kocurek mój ukochany. Żeby nie wybuchnąć śmiechem, kobiety wybiegły z pokoju. – Werka, to kot!? – No jasne, kot. A wy co myślałyście? – A gdzie mąż? – Aaaa, nie mam. To wyście sobie dorobiły całą historię, bo kiedyś tylko wspomniałam, iż mam świetnego „chłopa” Wasyla, a nie dałyście mi dokończyć zdania… Za mąż wyszłam młodo, miłość, wiadomo, nie do końca się udało, Deniska urodziłam, kilka lat się pomęczyliśmy – rozeszło się. Rodzice pomagali. Drugi raz już bliżej trzydziestki – porządny facet, niemal latałam ze szczęścia. Snuł wizje: syn – do wojska, a ja urodzę mu dziedzica i córkę, do kompletu… Deniska można „odstawić” do mojej mamy. Wysłałam go do jego rodzicielki. Długo się burzył i nie rozumiał, jego mama wyzywała mnie od głupich, bo ponoć cudze dzieci nikomu niepotrzebne, choć sama była żoną drugi raz, jej syna obcy wychowywał… Długo żyłam tylko z Deniską, trzeci raz próbowałam już świadomie, wiedząc, iż nie jestem łakomym kąskiem na rynku. Na etapie adoracji dostałam w oko, z miłości, z zazdrości. Tyle iż Denisek od małego trenował sztuki walki, więc na sparingach w domu ćwiczyłam z nim, coś tam przejęłam, odpłaciłam „Otellowi” i dałam sobie spokój… Denisek się ożenił, mi zrobiło się pusto, to sobie kota sprawiłam, żyjemy we dwoje. Do kina jest z kim pójść, na urlop polecieć, nikt nikomu nie robi burzy, nie tłumaczy się, nie kłóci. Czasem zapraszam na kolację, kot śpi zadowolony, nikt nikomu nie marudzi. Denisek się dziwił – czemu nie zamieszkasz z kimś na stałe? A po co? Gdybyśmy od młodości byli razem, jak mój brat z żoną, czy moi rodzice, to co innego. Ale po co się łamać, by tylko móc wszystkim powiedzieć „mam męża”? Ech… Z Wasilkiem jest mi dobrze, a to najważniejsze. Prawda, kochanie, już oczy otwierasz, a mówiłam: nie przestaniesz szorować, czeka cię kastracja! Koleżanki wyszły zamyślone, szczególnie Nadusia. Ale nie potrafiła żyć tak jak Werka – już miesiąc później trajkotała o nowo poznanym facecie, dostawała piękne bukiety do pracy. Werka z babcią Teresą wymieniły uśmiechy. – I jak tam twój Michałek? Jak łapka? – Dobrze, Weruś, już się zagoiło, wnuki chcą go na wystawę szykować, ale ja przecież nie będę się nad psem znęcać, no i bez wystawy jest fajnie… A u Nadusi wszystko znów się układa, jak widzę. – Tak, babciu Tereniu, jedni sobie zwierzaki kupują, a inni… mężów. – A bo każdy wedle upodobań. Może tym razem jej się poszczęści? – Może… – O czym tak gadacie? – O tobie, Nadka, trzymamy kciuki! – Dziewczyny, ja wiem, jak to wygląda, ale nie umiem być sama. – A nam co do tego? Przestań się tłumaczyć, każdy swoje życie ma… – Werka! – usłyszała na parkingu głos Nadusi. – Jakby co, doradzisz jak z kotami? Lepiej wziąć kota czy kotkę? – Idź, idź, ktoś tam na ciebie czeka… jak coś, zadzwonisz – zaśmiała się Werka. – Tak na wszelki wypadek…
Ferie 2026 w Śląskim Ogrodzie Zoologicznym - „Śladami dzikich kotów”