Zwierzęta

Zauważywszy psa leżącego obok ławki, podbiegł do niego. Jego wzrok padł też na smycz, którą Natalia niedbale zostawiła.
Dramatyczne skutki powodzi. Krokodyle i hipopotamy atakują ludzi na ulicach
Chroniony, ale skazany. Jest zgoda na odstrzał kormoranów
W Kalifornii powstaje największy na świecie most dla dzikich zwierząt
„Proszę… nie zostawiaj mnie samego. Nie dzisiaj.” To były ostatnie słowa 68-letniego emerytowanego oficera Kazimierza Halickiego, wyszeptane tuż przed tym, jak upadł na parkiet swojego salonu. Jedyne żywe stworzenie, które je usłyszało, towarzyszyło mu nieprzerwanie przez ostatnie dziewięć lat — jego wierny, postarzały pies służbowy, owczarek niemiecki Reks. Kazimierz nigdy nie był typem wylewnym. choćby po odejściu na emeryturę, choćby po śmierci żony, trzymał wszystkie emocje głęboko w sobie. Sąsiedzi znali go głównie jako cichego wdowca, który codziennie powoli przechadza się z wysłużonym psem po podmiejskich uliczkach. Oboje szli powoli, jakby ciężar lat przygniatał ich wspólnym rytmem. W oczach ludzi byli jak dwaj zmęczeni wojownicy, którzy już niczego od nikogo nie potrzebują. Ale tego zimnego wieczoru wszystko się zmieniło. Reks drzemał przy grzejniku, gdy nagle usłyszał huk — odgłos ciała Kazimierza padającego na podłogę. Otworzył oczy, czujnie rozpoznając zapach strachu i dziwne, urywane oddechy. Bolącymi ze starości łapami dowlókł się do swojego partnera. Oddychanie Kazimierza brzmiało źle — płytkie, nierówne. Palce drżały, jakby próbował sięgnąć czegokolwiek. Jego głos załamał się w bezskutecznej próbie rozmowy. Reks nie rozumiał słów, ale wyczuł emocje: strach, ból, pożegnanie. Zaszczekał. Raz. Drugi. Głośno. Rozpaczliwie. Zaczął drapać w drzwi wejściowe tak mocno, iż aż do krwi poranił pazury. Szczekał coraz głośniej, jego głos niósł się po całym osiedlu. Wtedy wybiegła sąsiadka — Lena, młoda kobieta, która często przynosiła Kazimierzowi domowe serniki. Doskonale znała różnicę między zwykłym szczekaniem a wołaniem o pomoc. To było pilne, desperackie. Dobiegła do drzwi — zamknięte. Przez szybę zobaczyła Kazimierza leżącego bezwładnie na podłodze. „Kazimierz!” zawołała, panika wyraźna w głosie. Drżącymi dłońmi szukała klucza schowanego pod wycieraczką — „na wszelki wypadek, gdyby życie ją zaskoczyło”. Klucz wyślizgnął się jej dwa razy zanim otworzyła drzwi. Wpadła do środka, gdy oczy Kazimierza właśnie gasły. Reks klęczał nad nim, liżąc mu twarz i wydając żałosny dźwięk, który ścisnął Lenie serce. Chwyciła telefon. „112 — proszę, mój sąsiad! Nie oddycha normalnie!” Chwilę potem w pokoju zaroiło się od ratowników i sprzętu. Reks, na co dzień łagodny, teraz stał w gotowości między Kazimierzem a ratownikami. — Prosimy, trzeba odsunąć psa! — krzyknął jeden z medyków. Lena spróbowała delikatnie odciągnąć Reksa, ale stary owczarek nie ustąpił. Nogi miał sztywne od reumatyzmu, ale nie ruszył się — z oddaną zawziętością patrzył na ratowników, potem na Kazimierza, błagając bez słów. Starszy ratownik — pan Harasym — zamarł, widząc siwą mordkę, blizny po służbie, odznakę dyndającą na starej obroży. — To nie jest zwykły pies — szepnął do kolegi. — To pies służbowy. przez cały czas czuwa. Ukląkł powoli, skupiając się na Kazimierzu. — Pomagamy twojemu partnerowi, mądry psie. Pozwól nam działać. W oczach Reksa coś zaiskrzyło. Z trudem, ale ustąpił, stykając się łapą z nogą Kazimierza. Nie przerwał kontaktu. Gdy podnosili Kazimierza na nosze, wykres EKG gwałtownie zadrgał. Ręka mężczyzny zsunęła się bezwładnie. Reks zawył tak przejmująco, iż wszyscy zamarli. Ambulans stał już pod domem. Reks próbował wskoczyć do środka, ale zgięły się pod nim tylne łapy. Bezradnie drapał beton, próbując się podczołgać. — Nie możemy wziąć psa, procedury — powiedział kierowca. Kazimierz, ledwo przytomny, wyszeptał: — Reks… Harasym spojrzał na człowieka konającego na noszach, potem na psa wyjącego na podjeździe. Zacisnął szczęki. — Mam gdzieś procedury. Zabieramy go. Obaj ratownicy podnieśli ciężkiego owczarka i położyli obok Kazimierza. Gdy Reks dotknął właściciela, EKG się ustabilizowało. Wszyscy zamarli z nadzieją. Cztery godziny później Pokój szpitalny rozbrzmiewał miarowym brzękiem aparatury. Kazimierz otworzył oczy, zdezorientowany szukał psa. — Wszystko w porządku, panie Halicki — szepnęła pielęgniarka. — Przestraszył nas pan. Przełknął ślinę: — Gdzie… mój pies? Już miała odpowiedzieć standardowo, iż zwierzęta są w szpitalu zakazane, ale zawahała się, po czym odsłoniła zasłonę. Reks leżał, skulony na kocu, oddychając ciężko ze zmęczenia. Harasym odmówił opuszczenia szpitala. Gdy się dowiedziano, iż Kazimierzowi spadały parametry za każdym razem, gdy Reksa zabierano, lekarz cicho wydał zgodę na „wyjątek z powodów humanitarnych”. — Reks… — wyszeptał Kazimierz. Stary owczarek podniósł łeb. Widząc czujne spojrzenie właściciela, powlókł się do łóżka i położył przy dłoni. Kazimierz zanurzył palce w znajomej sierści, a łzy popłynęły po policzkach. — Myślałem, iż cię zostawię… Że to już koniec. Reks przysunął się bliżej, liżąc łzy, ogon cicho uderzył o łóżko. Pielęgniarka stała w drzwiach, ocierając oczy. — Nie tylko on pana uratował — powiedziała. — Myślę, iż pan jemu też. Tej nocy Kazimierz nie mierzył się z ciemnością samotnie. Jego dłoń trzymała łapę Reksa — dwóch starych przyjaciół, którzy przetrwali razem wszystko i cicho przyrzekli, iż już nigdy żaden nie zostanie sam. Niech ta historia trafi do tych serc, które najbardziej jej potrzebują. 💖💖
Doda interweniuje w obronie zwierząt
Horror w Mozambiku. Krokodyle i hipopotamy wpłynęły do miast
Ostatnie chwile przedwojennego budynku. Pałacyk Pod Pszczółką to już historia
Najlepsze Karmy dla Psów w Dino: Którą Wybrać?
Dopłaty do ubezpieczeń zwierząt gospodarskich. Prezes ARiMR podał termin naboru
Zauważywszy psa leżącego przy ławce, podbiegł do niego. Jego wzrok padł także na smycz, którą Natalia niedbale zostawiła.
Schronisko „Happy Dog” w Sobolewie zamknięte. „Znęcał się”
Zamknięcie schroniska "Happy Dog" w Sobolewie - 146 psów ewakuowanych
Inspektorzy NIK w urzędzie gminy, chodzi o schronisko w Sobolewie
Dwuletnia dziewczynka postrzelona z broni myśliwskiej. Policja i Polski Związek Łowiecki reagują
Właściciele natychmiast wynieśli na ulicę pudełko z kociętami. Corgi sam pobiegł za nimi i stanowczo odmówił powrotu do domu. Dla niego to był już koniec wszystkiego…
Słowa Dody nie przejdą bez echa. "Nikt z rządu wam nie pomoże"
To dlatego zamknęli schronisko w Sobolewie. Oficjalny powód zaskakuje
Kotek Migdał
Kenia – parki narodowe, safari i dzika natura Afryki Wschodniej
Psy z Sobolewa były bite do krwi. To, co wychodzi na jaw, odbiera mowę
Tygrysica zniszczyła trzy kamery monitoringu na wybiegu. Nagranie
„Nie widziałem tak przerażonych zwierząt”. Będą kolejne zawiadomienia ws. schroniska w Sobolewie
Nie tylko Doda i Joanna Krupa. Te gwiazdy kochają zwierzęta i walczą o ich prawa
Dwuletnia dziewczynka ranna po wystrzale. Broń myśliwska należała do jej dziadka
Dramat psów w schronisku w Sobolewie. Kilka lat temu apelowano o cofnięcie pozwolenia
'Szlakiem jeleniego wzgórza'. Część druga. / Schwengel2009
Znów pojawiły się w popularnym kurorcie. Wielu Polaków jeździ tam zimą
ARiMR: Rusza nabór wniosków o dopłaty do ubezpieczeń zwierząt gospodarskich
Zamknięcie schroniska w Sobolewie. "Takie miejsce jest tam konieczne. Ale nie kosztem zwierząt"
Króliki ze schroniska szukają nowych domów. Wiele z nich trafiło tam po świętach
Karma, budki i wyznaczone miejsca. Giżycko wspiera opiekunów bezdomnych kotów
Lara
Sprawa schroniska dla zwierząt w Sobolewie. Wojewoda żąda wyjaśnień
Kotek Zygzak
Nowy mieszkaniec zoo nie ma jeszcze imienia. Zgłoś swoją propozycję
Wiktoria pilne
Kiedy wysiadłam z autobusu, zobaczyłam moją mamę siedzącą na chodniku i żebrzącą. Mój mąż i ja byliśmy w szoku. Nikt o tym nie wiedział. Mam 43 lata, a moja mama ma 67 lat. Mieszkamy w tym samym mieście, ale na przeciwnych końcach. Jak wiele starszych osób, mama wymaga stałej opieki, jednak nie może się do mnie przeprowadzić z jednego powodu – w swoim mieszkaniu ma cztery koty i trzy psy. Karmi też wszystkie bezdomne zwierzaki w okolicy. Każdą złotówkę, którą jej daję, wydaje na leki i jedzenie dla zwierząt. Sama jej wszystko przynoszę, bo wiem, iż inaczej nie wydałaby choćby grosza na siebie czy na leki. Ostatnio odwiedzaliśmy z mężem przyjaciela i postanowiliśmy wracać autobusem do domu. Wyobraźcie sobie mój szok, kiedy wysiadłam z autobusu i zobaczyłam moją mamę siedzącą na ziemi, proszącą ludzi o pieniądze. Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Mój mąż także był zszokowany – wiedział, iż przekazuję mamie pieniądze z naszego domowego budżetu. Logiczne więc było pytanie: na co mama wydaje te pieniądze? Okazało się, iż mama zbierała na karmę i szczepienia dla swoich psów i kotów. To wszystko brzmi przygnębiająco, ale co byście pomyśleli, gdybyście sami zobaczyli swoją mamę w takim stanie? Co powiedzieliby znajomi, rodzina? Na pewno uznaliby, iż jestem wyrodną córką i zostawiłam mamę na pastwę losu. Teraz chodzę po całym mieście, żeby znaleźć moją mamę. Wiem, iż mimo moich krzyków nie przestała tego robić, tylko lepiej się przede mną ukrywa.
Zaleca się kolejnego kota Shō Ishida
Region. Psy w fatalnym stanie odebrane właścicielom
Opieka nad zwierzętami zimą
Alpakom zima niestraszna. Mają "naturalną kurtkę" z oddychającej wełny
W Zwonowicach uratowano porzucone psy - dramat zakończony ratunkiem
Miał wrócić do schroniska. Zaginął i został potrącony. "Składamy zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa"
Interwencja w gminie Jaraczewo. Trzy zaniedbane psy trafiły pod opiekę schroniska
Społecznik z naszego miasta organizuje pomoc dla zwierząt. Zwrócił się do Dody
Bezdomne zwierzęta kontra mróz. Schroniska na Warmii i Mazurach przeszły kontrole. Co stwierdzono? [AKTUALIZACJA, WIDEO]
Rekordowa zbiórka w Niedźwiedziu
Corgi nie wrócił do domu! Gdy wyrzucili kocięta na ulicę, pies postawił się i odszedł na zawsze… Dla niego to był koniec.
Rekordowo mało psów w schronisku