Zwierzęta

Rodzina natychmiast wystawiła na ulicę pudełko z kociętami. Corgi sam ruszył za nimi i stanowczo odmówił powrotu do mieszkania. Dla niego wszystko się właśnie skończyło…
Mężczyzna zmuszony poświęcić swojego psa z powodu braku środków na jego uratowanie.
Dokarmiasz ptaki zimą? On chce na tym skorzystać. Jeden błąd zwiększa ryzyko ataku
Gm. Włodawa. Adopcje ratują budżet. Jeden pies w schronisku to koszt choćby 20 tysięcy złotych
XIX edycja Wielkopolskich Forów Rolniczych. Weź udział w dyskusji o aktualnych problemach wsi
Ber grasuje po Opolszczyźnie – i zawita do muzeum!
Do serca przytul psa. Zuko czeka na nowy dom
Pepsi "kradnie" maskotkę Coca-Coli. "Zrobiło to mistrzowsko"
Prawie 300 kotów dokarmianych przez społecznych opiekunów
Potrącone koźlę pozostało na skrzyżowaniu w Gostyniu. Co zrobili przypadkowi świadkowie?
Spór o koty w poznańskim schronisku. Wolontariusze alarmują, placówka zaprzecza
Ontario chce zakazać części zabiegów u zwierząt
Maria Winiarska wraca na duży ekran. Nigdy nie chciała być gwiazdą
Atak wilków w Jodłówce Tuchowskiej. Ostrzeżenie dla mieszkańców gminy Tuchów
Pomoc pozorowana
Będą dyskutować o problemach wsi. Forum rolnicze dla powiatów pleszewskiego i kaliskiego już 2 lutego
Mała Hilda do adopcji. Przyjazna kotka dobrze dogaduje się z innymi
Czy naprawdę są nieśmiertelne? Homary zaskakują swoim DNA
Pół roku temu to wielkopolskie schronisko pękało w szwach. Dziś liczba psów jest o połowę mniejsza
Doda o zamkniętych patoschroniskach. "To nie jest dla mnie powód do dumy"
Taki widok w schronisku w regionie. "To nie błąd w obliczeniach"
Trzy kontrole, w schronisku był też wicewojewoda. Pracownicy mówią: „U nas każde zwierzę ma imię, historię i znaczenie”
Pierwsze łyżwy z kości zwierząt. Historia podróży po lodzie sprzed wieków
Opowieści o regionie: inwazja kormoranów? Ornitolog Tomek Sczansny znad stawów w regionie [PODCAST]
Galeria pod psem i kotem (Odc.401) [ Wiadomości ]
Ferie w Śląskim ZOO — „Śladami dzikich kotów”
Miłość nie dla pokazówki Ania wyszła z chaty z pełnym wiadrem karmy dla świń i gniewnie minęła męża Henia, który już trzeci dzień grzebał przy studni. Zamarzył sobie rzeźbioną zrobić, żeby ładnie było, jakby nie miał innych zajęć! Żona w gospodarstwie się uwija, zwierzynę karmi, a on stoi z dłutem w ręku, cały w wiórach i patrzy na nią z uśmiechem. Co za mąż od Boga? Ani czułego słowa nie powie, ani pięścią w stół nie walnie, tylko w milczeniu pracuje, czasem podejdzie, w oczy spojrzy, dłonią po jej grubej, jasnej warkoczy przegładzi – na tym koniec czułości. A tak by się chciało, żeby i „gwiazdeczko”, i „gołąbko” usłyszeć… Zadumała się nad swoim kobiecym losem, aż o starego Burka się potknęła i o mało co nie przewróciła. Heniek w mgnieniu oka podskoczył, chwycił żonę, a na psa surowo spojrzał: – Co się pod nogi pchasz, jeszcze panią pokaleczysz! Burek ze spuszczonymi uszami wrócił do budy. A Ania już kolejny raz się dziwiła, jak zwierzęta jej męża rozumieją. Spytała kiedyś Henię o to, a on tylko prosto odrzekł: – Kocham zwierzęta, a one mi odwzajemniają. Ania też tęskniła za miłością – by nosił na rękach, gorące słowa szeptał rano do ucha, kwiaty na poduszkę kładł… Ale Heniek skąpy na czułość, Ania zaczęła się już choćby zastanawiać – czy choć trochę ją kocha? – Szczęść Boże, sąsiadeczko! – przez płot zajrzał Wiesiek. – Heniek, ty się dalej bzdurami zajmujesz? I komu te twoje ozdóbki potrzebne? – Chcę, żeby moje dzieci na piękno patrząc, dobrymi ludźmi wyrosły. – To dzieci jeszcze trzeba narobić! – zaśmiał się sąsiad, puszczając oczko do Ani. Heniek smutno spojrzał na żonę, a Ania, zarumieniona, czym prędzej wróciła do domu. Nie spieszyło jej się do dzieci – młoda, ładna, dla siebie by pożyć, a i mąż taki nijaki… A sąsiad – aż miło popatrzeć! Wysoki, szerokie ramiona, Heniek niezgorszy, ale tamtemu do piękności daleko! Jak koło płotu spotka, to od razu czule mówi, iż aż serce drży: „Rosiczko, moje słoneczko…” Dusza mięknie, nogi się uginają, ale ucieka Ania od Wieśka, nie daje się jego urokowi. Obiecała wierność, rodzice całe życie przeżyli zgodnie i ją nauczyli, żeby dom i rodzinę szanować. Ale czemu tak korci, żeby w okno wyjrzeć i spotkać wzrokiem sąsiada? Nazajutrz rano Ania wyprowadzała krowę na pastwisko i przy furtce wpadła na Wieśka: – Aniuś, mojego serca radości, czemu mnie omijasz? Boisz się mnie? Głowę mi kręcisz urodą, nie mogę się napatrzeć. Przyjdź do mnie o świcie, jak twój Heniu rano na ryby pójdzie. Ja cię wtedy z taką czułością obsypię, iż najszczęśliwsza będziesz. Ania się cała zarumieniła, serce jej zabiło mocno, ale nic Wiesiowi nie odpowiedziała, tylko czmychnęła gwałtownie dalej. – Ja poczekam – rzucił za nią. Cały dzień rozmyślała Ania o Wieśku. Bardzo chciała miłości i czułości, taki Wiesiek urodziwy i patrzy na nią tym rozpalonym wzrokiem… Ale nie mogła się zdecydować. Do świtu jeszcze czas, może jednak… Wieczorem Heniek napalił w bani i zaprosił sąsiada na parówkę. Tamtemu pasowało – własnej nie trzeba było opalać, drewna szkoda. Naparzyli się, pośmigali brzozowymi witkami, porozmawiali, do przedpokoju wyszli odpocząć. Ania już im postawiła karafkę samogonu i przekąski, ale przypomniała sobie jeszcze o małosolnych ogóreczkach w piwnicy. Zeszła po nie, zebrała ogórki i już miała wrócić, gdy przez uchylone drzwi usłyszała rozmowę i stanęła w miejscu, nasłuchując. – Ty to jednak taki niezdecydowany, Heniek – mówił cicho Wiesiek. – Chodź, nie pożałujesz. Są tam takie wdóweczki, obłaskawią cię, a piękne jak malowanie! Nie tak jak twoja Ania, szara myszka. – Nie, przyjacielu – rozbrzmiał cichy, ale stanowczy głos Henia. – Nie chcę żadnych piękności, choćby o tym nie marzę. Moja żona nie jest szarą myszką, jest najpiękniejsza na świecie. Nie ma takiego kwiatuszka, nie ma jagódki piękniejszej od niej. Jak na nią patrzę, słońca nie widzę – tylko jej oczy, jej delikatną sylwetkę. Zalała mnie taka miłość, jaką tylko rzeka wiosną ogarnia, ale nie umiem jej czułych słów mówić, nie potrafię wyjaśnić, jak mocno ją kocham. Ona się na mnie złości za to, czuję. Wiem, iż to mój błąd, boję się ją stracić, nie potrafiłbym bez niej żyć choćby jednego dnia, ani oddechu bez niej wziąć. Ania słuchała z bijącym sercem i łzą na policzku. Potem wyprostowała się, weszła do przedpokoju i głośno powiedziała: – Idźże Wiesiek, smutki wdów rozpraszać, a my z mężem mamy ważniejsze sprawy. Jeszcze nie ma komu patrzeć na te piękności przez Henia wyrzeźbione. Wybacz mi, mężu, głupie myśli, ślepotę moją – szczęście miałam w rękach, a nie dostrzegłam. Chodźmy, zbyt dużo czasu już zmarnowaliśmy… Rano, o świcie, Heniek na ryby nie poszedł.
Koźlę leżało na skrzyżowaniu, bażant spacerował przy drodze. Mróz potrafi dać się we znaki również zwierzętom
Doda przyłapana z przystojnym działaczem. Już mówi się o "parze roku"
5 lat więzienia i 100 tysięcy złotych za trzymanie psa na łańcuchu. Przepisy już obowiązują
To są najlepsze MEMY o psach! Te słodkie obrazki rozbawią Cię do łez. Niesamowite MEMY o najlepszym przyjacielu człowieka 01.02
Kto zostanie Zwierzakiem Roku 2025? Warszawskie ZOO rozpoczęło plebiscyt
UROCZE ZWIERZAKI w ciepłych barwach
Miłość bez afiszowania – Ania wyszła z chałupy z pełnym wiadrem paszy dla świń, przechodząc naburmuszona obok męża, Gienka, który już trzeci dzień majstrował przy studni. Wpadł na pomysł, żeby rzeźbioną zrobić, żeby było ładniej, jakby nie było innych zajęć! Żona krząta się po gospodarstwie, karmi zwierzynę, a on stoi z dłutem w ręku, cały w trocinach, patrzy na nią i się uśmiecha. Co to za mąż od Boga? Ani ciepłego słowa, ani pięścią w stół nie walnie – tylko pracuje w milczeniu, czasem podejdzie, spojrzy w oczy i przeciągnie dłonią po jej grubej, jasnej kosie – to cała jego czułość. A tak by chciała usłyszeć „świtezianko”, „gołąbeczko”… Zamyśliła się o swoim kobiecym losie i właśnie prawie się nie potknęła o starego Burka. Gienek od razu podbiegł, złapał żonę, a na psa spojrzał surowo: – Co się pod nogi plączesz, jeszcze gospodynię poturbujesz. Burek spuścił winny wzrok i powlókł się do budy. A Ania znowu się zdziwiła, jak to zwierzęta rozumieją jej męża. Zapytała kiedyś o to Gienka, a on odpowiedział tylko: – Kocham zwierzęta, one tym samym się odwdzięczają. Ania też marzyła o miłości, żeby ją nosił na rękach, szeptał czułe słówka do ucha i kwiatki do poduszki codziennie kładł… Ale skąpy był Gienek w czułościach, więc Ania zaczęła się choćby zastanawiać – czy on ją w ogóle chociaż trochę kocha? – Szczęść Boże, sąsiadeczko! – przez płot zaglądnął Wacek. – Gienek, dalej upiększasz studnię? I komu te twoje wzorki potrzebne? – Chcę, żeby dzieci moje na piękno patrząc, porządnie rosły. – Najpierw to by się dzieci zrobić zdało, – zaśmiał się sąsiad i puścił Ani oczko. Gienek spojrzał na żonę smutno, a Ania, zawstydzona, gwałtownie się oddaliła do domu. Na dzieci się jeszcze nie spieszyła, młoda była, ładna, chciałaby jeszcze pożyć dla siebie – a i mąż taki nijaki. A sąsiad! Jaki wysoki, barczysty! Gienek też niebrzydki, ale tamten to prawdziwy przystojniak! Kiedy przy płocie spotka – mówi tak czule, iż serce drży, nogi miękną… Ale Ania mimo to przed nim ucieka, nie poddaje się namowom. Wychodząc za mąż przysięgała być wierną żoną, rodzice nauczyli rodzinę szanować. Tylko czemu tak bardzo chce przez okno spojrzeć na sąsiada? Następnego ranka Ania wyprowadzała krowę na pastwisko i natknęła się przy furtce na Wacka: – Aniu, gołąbeczko, czemu mnie unikasz? Boisz się? Napatrzeć się na ciebie nie mogę, jak cię widzę, to aż mi w głowie się kręci… – Przyjdź do mnie na ranek. Jak twój chłop pójdzie na ryby, wpadnij do mnie. Okażę ci tyle czułości, najszczęśliwsza będziesz! Ania cała aż zapłonęła, serce jej zadrżało, ale nic nie odpowiedziała, tylko poszła dalej. – Ja będę czekał! – rzucił za nią Wacek. Cały dzień myślała o nim Ania. Bardzo by chciała miłości i czułości – Wacek taki przystojny, patrzy na nią tym rozpalonym wzrokiem… Ale nie mogła się zdecydować na taki krok. Przecież jeszcze trochę czasu do świtu, może jednak… Wieczorem Gienek napalił w bani. Sąsiada też zaprosił na parówkę. A ten chętnie, bo nie musiał sam opalać, drewna szkoda. Chłopy się kąpali, klaskali się po plecach brzozowymi witkami, wzdychali od rozkoszy. Jak się naparzyli, wyszli do przedsionka, a Ania już im postawiła dzbanek samogonu i przekąski. Przypomniała sobie jeszcze o małosolnych ogóreczkach w piwnicy. Zeszła po ogórki, ale gdy chciała wejść do chłopów, usłyszała rozmowę przez uchylone drzwi i przystanęła, przysłuchując się z bijącym sercem. – Zbyt nieśmiały jesteś, Gienek – mówił cicho Wacek. – Chodź ze mną, nie pożałujesz. Tam takie wdówki, tak rozkochane, a jakie piękne! Nie to, co twoja Ania, szara myszka. – Nie, przyjacielu – usłyszała Ania spokojny, choć stanowczy głos Gienka – nie potrzeba mi żadnej piękności, choćby nie mam ochoty myśleć o innych kobietach. Moja żona nie jest szarą myszką, jest najpiękniejsza z wszystkich kobiet na tym świecie. Nie ma takiego kwiatuszka ani jagódki, co by jej dorównały. Kiedy na nią patrzę, nie widzę słońca – tylko jej ukochane oczy i smukłą sylwetkę. Tak mnie miłość do niej przepełnia, jak wiosenne rzeki, tylko nieszczęście, iż nie umiem czułych słów mówić, nie umiem jej pokazać jak bardzo ją kocham. Wiem, iż jest jej przez to przykro, czuję, iż mam winę. Boję się ją stracić, bo bez niej nie przeżyję ani dnia, choćby oddechu bez niej nie będę mógł zaczerpnąć… Ania słuchała zamarła, serce waliło jak młot, łza spłynęła jej po policzku. Potem dumnie podniosła głowę, weszła do przedsionka i głośno rzuciła: – Idź, sąsiedzie, do twoich wdówek! My z Gienkiem mamy ważniejsze sprawy. U nas jeszcze nie ma kto na tę piękną, Gienkiem wyrzeźbioną studnię patrzeć. Przepraszam cię, mój kochany, za głupie myśli, za moją ślepotę – szczęście miałam w rękach, a nie widziałam. Chodź, za dużo czasu straciliśmy na marne… Rano, na świcie, Gienek na ryby nie poszedł.
Zimowy alarm dla właścicieli i sąsiadów. Zwierzęta potrzebują schronienia
Nie była sama. Prosta opowieść z zimowego poranka w polskiej kamienicy: kot Felek–niegdyś finansista, dziś wierny towarzysz babci Wandy–u boku jej psa Gawła, uczy się, iż w życiu najważniejsze są serdeczność, ciepło i dach nad głową
Miłość nie na pokaz Ania wyszła z chałupy z pełnym wiadrem pomyj dla świń i zła minęła męża Jędrka, który już trzeci dzień kręcił się przy studni. Zachciało mu się rzeźbionej – żeby ładnie było, jakby nie miał nic lepszego do roboty! Żona w gospodarstwie uwija się, karmiąc zwierzynę, a on stoi z dłutem w rękach, cały w trocinach i patrzy na nią, uśmiechając się szeroko. Czego za męża Pan Bóg zesłał? Ani jednego czułego słowa nie powie, po stole pięścią nie walnie, tylko cicho pracuje, czasem podchodzi, w oczy zajrzy i ręką jej grubą, jasną kitę pogłaszcze – cała jego czułość! A tak by się chciało, żeby choć raz powiedział „gwiazdeczka” czy „moja łabędziczka”… Zamyśliła się o swoim kobiecym losie, a o mało co przez starego Burka się nie przewróciła. Jędrek od razu podbiegł, podtrzymał żonę, a na psa surowo spojrzał: – Po co się pod nogi pchasz? Jeszcze gospodyni zrobisz krzywdę. Burek zawstydzony spuścił wzrok i potoczył się do budy. Ania kolejny raz się zdumiała, jak zwierzęta rozumieją jej męża. Spytała go kiedyś o to, a on tylko odparł: – Kocham zwierzęta, a one tym samym odpłacają. A Ania tak o miłości marzyła — żeby na rękach nosił, ciepłe słowa szeptał do ucha i kwiatki co rano na poduszkę kładł… Ale z Jędrka to skąpiec w okazywaniu uczuć, aż dziewczyna zwątpiła, czy on ją w ogóle kocha? – Szczęść Boże, sąsiadko! – przez płot zajrzał Stasiek. – Jędrek, znowu się lenisz? Komu te twoje wzorki potrzebne? – Chcę, żeby moje dzieci wyrosły na porządnych ludzi, patrząc na coś pięknego. – Najpierw trzeba te dzieci na świat sprowadzić – zaśmiał się sąsiad, rzucając Ani porozumiewawcze spojrzenie. Jędrek smutno spojrzał na żonę, a Ania, rumieniąc się, pospiesznie schowała się w domu. Z dziećmi jej się jeszcze nie śpieszyło – młoda, ładna, chciałaby jeszcze pobyć „dla siebie”, a i mąż ani taki, ani owaki. A sąsiad — to co innego! Wysoki, barczysty, Jędrek też niczego sobie, ale tamten — istny przystojniak! Jak ją przy płocie spotka, to zagada tak ładnie, iż aż serce mięknie: „Rosa jesteś, słonko jasne…” Dusza aż drży, nogi się uginają, ale Ania ucieka, nie ulega jego namowom. Wychodząc za mąż, przyrzekała być wierną – mama z tatą całe życie w zgodzie przeżyli i ją tego nauczyli. Ale czemu tak bardzo chciało jej się wyjrzeć przez okno, by spotkać wzrok sąsiada? Następnego ranka Ania wyganiała krowę na pastwisko i natknęła się przy furtce na Staśka: – Aniu, gołąbeczko, czemu mnie unikasz? Boisz się mnie? Oczy nie mogą się od ciebie oderwać, głowa mi się kręci, jak cię widzę… Przyjdź do mnie o świcie. Jak twój chłop pójdzie na ryby, to do mnie wpadnij. Tak cię otulę czułością, iż będziesz najszczęśliwsza. Ania cała poczerwieniała, serce zaczęło jej bić mocniej, ale nie odpowiedziała nic Staszkowi i gwałtownie przemknęła obok. – Poczekam na ciebie – rzucił za nią. Cały dzień myślała o sąsiedzie. Potrzebna jej była miłość i czułość, a taki ten Stasiek przystojny i patrzy na nią płonącym wzrokiem — ale nie mogła się zdecydować na taki krok. Ale do świtu jeszcze dużo czasu… Wieczorem Jędrek rozpalił wiejską banię. Sąsiada zaprosił do sauny, a tamten się ucieszył — nie musiał swojej nagrzewać, ani drewna marnować. Chłopaki chlastali się po plecach brzozowymi witkami, aż stękali z przyjemności. Kiedy się wygrzali, wyszli do przedsionka, a Ania postawiła im już karafkę domowego bimbru i zakąskę, ale przypomniała sobie, iż w piwniczce zostały jeszcze ogórki małosolne. Zeszła po nie, zebrała do miski i chciała mężczyznom na stół zanieść, ale usłyszała rozmowę zza uchylonych drzwi i przyczaiła się, nasłuchując. – Co taki ostrożny jesteś, Jędrek – mówił półgłosem Stasiek. – Chodź ze mną, nie pożałujesz. Tam takie wdówki, iż aż szczęście do nich samo lgnie! Piękne jak marzenie! Nie to, co twoja Anka, taka szara myszka. – Nie, przyjacielu – usłyszała cichy, ale stanowczy głos Jędrka – nie potrzebne mi żadne piękności i choćby o tym nie myślę. Moja żona nie jest szarą myszką, ona jest najpiękniejsza ze wszystkich kobiet na tym świecie. Nie znajdziesz kwiatka ani jagódki ładniejszej od niej. Kiedy na nią patrzę, nie widzę słońca — tylko jej ukochane oczy, smukłą figurę. Tak wielka jest moja miłość, iż aż się przelewa, jak rzeka na wiosnę, tylko… nie umiem mówić czułych słów, nie umiem jej wyjaśnić, jak bardzo ją kocham. Ona się przez to na mnie złości, czuję to. Wiem, iż zawiniłem, boję się ją stracić, nie przeżyję bez niej ani dnia, choćby tchu nie złapię bez niej. Ania słuchała, jak zahipnotyzowana – serce głośno biło, a łza spłynęła jej po policzku. Potem dumnie podniosła głowę, weszła do przedsionka i głośno powiedziała: – Idź już, sąsiedzie… do wdówek sobie zajrzyj, a my z mężem mamy ważniejsze sprawy. U nas jeszcze nikt nie ma komu patrzeć na piękno, które Jędrek wyrzeźbił. Wybacz mi, kochany mężu, głupie myśli i moją ślepotę – miałam szczęście w dłoniach, a nie zauważyłam. Chodźmy, za dużo czasu straciliśmy… Rankiem, przy świcie, Jędrek na ryby nie poszedł.
Niki
Aslan
Nowe maski tlenowe dla zwierząt: rewolucja w ratownictwie!
Nowe maski tlenowe ratują życie zwierząt w akcjach ratunkowych
Szczęśliwe czworonogi z tarnowskiego Azylu już w nowych domach. W niedzielę kolejna Akcja Mrozy
Nowe maski tlenowe dla zwierząt od Fundacji RatujemyZwierzaki w naszej jednostce
Piekiełko – nietypowe akcje ratunkowe
Gdy Patryk wrócił z pracy, Przystojniaka nie było – historia wyboru między miłością a lojalnością do kociaka, którego wszyscy odrzucali, a on nie wyobrażał sobie życia bez niego
31.01.2026 Małgorzata Żurakowska „Opcja Z” i „Eksperyment naukowy”
Głodzone, uwiązane, bez budy. Dramat 16 psów, właściciele odpowiedzą za znęcanie [ZDJĘCIA]
Gdy Patryk wrócił z pracy, jego ukochany kot Przystojniak zniknął – historia o wyborze między trudną miłością a oddaniem dla skrzywdzonego zwierzątka
„Piekło na ziemi” pod Wieliczką trwa od lat. Czwartkowa interwencja to tylko kolejny rozdział mrocznej historii