– „Blue Monday został wymyślony przez Cliffa Arnalla w 2005 roku, stworzył to na potrzeby jednej z większych firm korporacyjnych i wymyślił taki wzór matematyczny” – wyjaśniła gościni programu.
W tej koncepcji trzeci poniedziałek stycznia miał wypadać najgorzej, bo łączy w sobie kilka „depresyjnych” elementów: początek tygodnia, zmęczenie po okresie świątecznym, spadek nastroju po Sylwestrze, krótkie dni i ograniczony kontakt ze słońcem.
– „To były te aspekty, które Cliff Arnall uznał za właśnie najbardziej takie depresyjne” – dodała.
Jednak, jak podkreśliła, problem w tym, iż mit „najgorszego dnia” nie ma mocnego oparcia w badaniach. – „Badania też to obalają” – powiedziała, przypominając, iż w analizach dotyczących kryzysów psychicznych czy tragicznych zdarzeń wskazuje się inne dni tygodnia.
Jednocześnie przyznała, iż dla części osób poniedziałki faktycznie bywają trudne, bo oznaczają powrót do obowiązków po weekendzie.
Bączkowska nie przekreśla całkiem fenomenu Blue Monday. Zwróciła uwagę, iż choć zrodził się jako chwyt, może stać się punktem zatrzymania i refleksji.
– „Jest to forma marketingowa, co nie oznacza, iż zła” – zaznaczyła.
Jak tłumaczyła, nagłośnienie tematu może skłonić do prostego pytania: co dziś mogę zrobić dla siebie, zamiast dopisywać do kalendarza kolejne obowiązki i pretensje do własnej słabości.
W rozmowie mocno wybrzmiał wątek postanowień noworocznych i presji „nowego początku”. – „Nowy rok, nowa ja” – podsumowała z uśmiechem tę narrację, dodając, iż właśnie w styczniu wiele osób chce naraz zrzucić ciężar całego roku: schudnąć, rzucić palenie, odstawić słodycze, zacząć intensywnie ćwiczyć. Efekt często jest odwrotny: zbyt wysokie cele kończą się szybkim rozczarowaniem.
– „My za dużo kładziemy sobie do tego plecaka… i wkładamy te kamienie i tego pierwszego stycznia nagle my z tym ciężarem stajemy i mówimy: no nie, nie daję rady” – mówiła.
Zamiast tego zaproponowała „baby steps”, mikrozmiany i mniejszą surowość wobec siebie. – „Małe kroki, mikro zmiany” – powtórzyła, zachęcając, by styczeń potraktować jako rozruch i regenerację, a nie egzamin z silnej woli.
Najbardziej konkretna propozycja terapeutki brzmiała prosto: codziennie znaleźć choć chwilę tylko dla siebie.
– „Każdego dnia w styczniu znaleźli 5, 10, 15 minut dla siebie” – mówiła, podkreślając, iż „naprawdę można”, choćby jeżeli brzmi to nierealnie.
Przywołała własne doświadczenie:
– „Sama jestem mamą dwójki dzieci, prowadzę swoją firmę… bywało tak, jak dzieci były mniejsze, iż zamykałam się w tej łazience i żeby te pięć minut poświęcić dla siebie”.
Co może być takim mikrowsparciem? Proste rytuały: muzyka, taniec, spokojna herbata, chwila oddechu w samochodzie. istotny warunek: bez telefonu.
– „Wypijmy dobrą herbatę, ale w spokoju i zalecam, żeby to było bez telefonu” – podkreśliła.
Bączkowska mówiła też o praktyce, którą proponuje klientom: regularnym odstawianiu telefonu.
– „Raz w tygodniu dzień bez telefonu” – opisała, proponując, by zacząć od dwóch–trzech godzin, najlepiej w niedzielę, a potem wydłużać ten czas. Jej rada była praktyczna: kupić budzik, żeby nie sięgać po telefon zaraz po przebudzeniu.
– „To jest podstawa” – przekonywała.
Sama, jak powiedziała, praktykuje to „od parunastu lat” i zauważa, jak gwałtownie organizm reaguje na przebodźcowanie.
Nie chodzi jednak o rewolucję. – „Nie mówię, żeby od razu rzucać ten telefon… stopniowo” – zaznaczyła. choćby 15 minut dziennie offline może być początkiem zmiany. W zamian można „zadzwonić do kogoś, kto wiemy, iż nas wysłucha”, wyjść na spacer albo – jak podpowiedziała – zrobić w pracy przerwę na świeże powietrze, nie tylko „przerwę dla palących”.
Prowadzący zapytał także o popularny trend Dry January, czyli rezygnację z alkoholu w styczniu. Odpowiedź terapeutki była konsekwentna: nie uzależniajmy zmian od daty w kalendarzu.
– „Ja zawsze zachęcam, żeby zmieniać siebie wtedy, kiedy my to czujemy… zróbmy to teraz” – mówiła.
I dodała z przekorą, iż warto zaczynać „niestandardowo”, choćby od wtorku, bo czekanie na „idealny moment” często kończy się odkładaniem.
– „Jak czekasz do poniedziałku, to potem w środę rzucamy plany i często czekamy do kolejnego poniedziałku” – zauważyła.
W rozmowie pojawił się też temat porównywania się do influencerów i medialnych wizerunków. Bączkowska podkreśliła, iż to zależy od kontekstu: kampanie społeczne mogą inspirować, bo znane osoby mają zasięg i realny wpływ, ale styl życia i perfekcyjny obraz z internetu bywa iluzją.
– „To nie jest prawda. Często dużo osób właśnie w social media mówi też o tym, iż to nie jest ich prawdziwy wizerunek” – zaznaczyła, dodając, iż poznając ludzi z sieci „na żywo”, widzi duże różnice.
Dlatego najważniejszy jest filtr i porównywanie się przede wszystkim do siebie.
– „Porównujmy się sprzed siebie, sprzed tygodnia, sprzed dwóch, trzech dni, sprzed miesiąca, sprzed roku” – mówiła, akcentując, iż każdy ma inne cele i inne definicje szczęścia. – „Może nam właśnie wystarczy ten spokój, ten święty spokój” – zauważyła.
Jako przykład podała popularny cel noworoczny: schudnąć 10 kilogramów. najważniejsze pytanie brzmi nie „czy dam radę”, tylko „w jakim czasie”.
– „Ustawmy sobie cel, w jakim przeciągu czasu chcesz schudnąć 10 kg” – tłumaczyła.
Jeśli ktoś zakłada miesiąc, motywacja często spada po tygodniu. jeżeli rozpisze cel na rok i podzieli na miesiące, okazuje się, iż chodzi o małe, realne kroki.
– „Podzielimy ten cel na te 12 miesięcy, czyli w miesiąc wychodzi to niecały kilogram” – wyliczała, zachęcając, by zejść do poziomu tygodniowych działań: co mogę zrobić w tym tygodniu, żeby być bliżej celu.
Na koniec rozmowy prowadzący podsumował, iż Blue Monday wcale nie musi być „blue”, jeżeli potraktujemy go jako sygnał do zatrzymania się i wprowadzenia drobnych zmian. Bączkowska postawiła na konkret: zacząć dziś.
– „Ja bym zachęcała, żeby jednak dzisiaj ktoś coś zrobił dla siebie. Te pięć minut nawet, ale zróbmy coś dla siebie” – powiedziała, proponując prosty zestaw: ulubiona muzyka, dobra kawa, spacer. – „W Poznaniu naprawdę dzisiaj jest piękne słońce, więc warto z tego skorzystać. Nie czekajmy do jutra”.
Wniosek z rozmowy jest przewrotnie optymistyczny: Blue Monday nie tyle opisuje najgorszy dzień, co przypomina o tym, jak łatwo oddajemy sobie samym ster w ręce presji, ekranów i nierealistycznych oczekiwań. A czasem wystarczy pięć minut – i odrobina słońca – żeby odzyskać wpływ na własny nastrój.

![[QUIZ] o Blue Monday. Co wiesz o najbardziej depresyjnym dniu?](https://i.iplsc.com/-/000M7PEE9BT5B5RH-C461.jpg)









