Biegaczka, rower, samochód czy „zbiorkom”? Kto wygrał wyścig w Warszawie?

bieganie.pl 2 dni temu
Zdjęcie: Biegaczka, rower, samochód czy „zbiorkom”? Kto wygrał wyścig w Warszawie?


W Warszawie odbył się nietypowy wyścig, mający sprawdzić poruszanie się po mieście różnymi środkami transportu. Cztery osoby postanowiły przekonać się, w jakim czasie pokonają trasę z osiedli łanowych podwarszawskiego Józefosławia do wieżowca Warsaw Spire na Woli. Każde z nich wybrało inny środek transportu: Iza Kozak – biegiem, Damian Miszewski – samochodem, Hubert Kłoda – komunikacją zbiorową, Tymon Grabowski (pseudonim „Złomnik”) – rowerem. Kto był najszybszy i jaka była różnica na mecie? Kogo kosztowało to najwięcej stresu? W wyścigu opublikowanym na YouTube’owym „Kanale Zero” główną nagrodą miało być w miarę szybkie dotarcie do pracy, wobec różnych przeciwności czyhających na spieszących się pracowników.

Czworo śmiałków, jeden cel

W podwarszawskim Józefosławiu zebrało się czworo śmiałków, którzy zmierzali do centrum Warszawy na nogach, rowerem (składakiem!), komunikacją zbiorową i samochodem. Cztery osoby z redakcji Kanału Zero miały dzięki innego środka transportu dostać się do biznesowego centrum Warsaw Spire. Jak wyjaśniają organizatorzy, założeniem eksperymentu była ocena, czy wobec powstających pod Warszawą wielkich osiedli, zajmujących byłe pola uprawne, gdzie domy ciągną się przez wiele metrów, powstaje jednocześnie wykluczenie komunikacyjne. Taka architektura sprawia, iż ludzie wybierają samochód, żeby dojechać do centrum miasta, a zarazem z drugiej strony mamy nacisk od władz czy od organizacji pozarządowych, żeby tego samochodu nie używać, a zamiast tego korzystać z komunikacji zbiorowej, z roweru czy z własnych nóg. Uczestnicy mieli więc sprawdzić, która z tych metod jest najlepsza, żeby dotrzeć do centrum Warszawy, a konkretnie do Warshow Spire przy rondzie Daszyńskiego.

Biegaczka ostatnia, wygrał rower!

Po nieco ponad godzinie poznaliśmy wyniki. Najszybszy okazał się Tymon jadący na rowerze, któremu zajęło to 1 godz. 10 minut. Drugie miejsce z 5-minutową stratą zajął Damian jadący samochodem. Kolejny na miejscu był Hubert korzystający z komunikacji miejskiej, tracąc 15 minut do zwycięzcy. Na czwartym miejscu uplasowała się biegnąca około 19-kilometrową trasę Iza, która dobiegła 15 minut po Hubercie.

Pod filmem przedstawiającym wyścig na YouTube pojawiły się setki komentarzy, w których osoby znające dobrze poruszanie się po Warszawie wyjaśniali wiele niuansów, które mogły mieć wpływ na końcowy wynik. Użytkownik „NoMercyNoMalice” napisał:

Muszę pomarudzić: 1. Hubert nie sprawdził przystanków (remont). Wysiadł z linii M2 na początku stacji w kierunku Bemowa zamiast na końcu przy rondzie, więc miał ekstra kilkaset metrów do przebycia. Obie te rzeczy ktoś kto zbiorkomem porusza się codziennie ma w małym palcu. 2. Kierowca samochodu. Zakładam, iż jechał wg nawigacji, dziwna trasa. Zaparkował bardzo bezpiecznie na publicznym parkingu, równie dobrze mógł wjechać do parkingu w samym Spire (tu i tu płacisz tylko w garażu więcej). 3. Iza szacun. 4. Złomnik miał możliwość urwania jeszcze paru minut jadąc jednak innym rowerem z większym tempem. Większość biurowców ma szatnie i prysznice dla rowerzystów więc nie ma konieczności się oszczędzać. A tak realnie to są wakacje: od września do czerwca to korki byłby 3x a jak byłby gdzieś dzwon to 8x; przy czym autobus też mógłby utknąć gdzieś. Biegacz ma najkrótszy sezon i nie da się tak codziennie. Rowerem można dość długo jeździć w ciągu roku. Samochód tak łatwo by nie zaparkował bo wszystko jest obstawione w okolicy ronda jeżeli nie posiada się przypisanego miejsca w biurowcu i to loteria. Także test absolutnie niereprezentatywny. Rzetelna ocena to kilka prób w różnych przedziałach czasu poza wakacjami

Z kolei @mateuszkurowski9378 dodał (pisownia oryginalna): – Spokojnie mozna pojechac do Warsaw spire z Jozefoslawia w 1h rowerem, bez napinki nie trzeba tarabanic sie na Pulawska. Trzeba bylo w Dolinke/Rzymowskiego skrecic. Tym dziadowskim 739 tez mozna bylo lepiej, po prostu zaplanowac jakos trase. Strasznie na rympal. O 7 rano autobus i metro na pewno wygralby przed autem.

„Ja to, proszę pana, mam bardzo dobre połączenie”

Sporo internautów wspominało też kultowy cytat z filmu „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” w reżyserii Stanisława Barei z 1978 r. Będzie on dobrym podsumowaniem poruszania się po dużym mieście, niekoniecznie choćby Warszawie.

– Ja to, proszę pana, mam bardzo dobre połączenie. Wstaję rano, za piętnaście trzecia. Latem to już widno. Za piętnaście trzecia jestem ogolony, bo golę się wieczorem. Śniadanie jadam na kolację, więc tylko wstaję i wychodzę.
– No ubierasz się pan.
– W płaszcz jak pada. Opłaca mi się rozbierać po śniadaniu?
– Aaaa… Fakt.
– Do PKS mam pięć kilometry. O czwartej za piętnaście jest PKS.
– I zdanżasz Pan?
– Nie, ale i tak mam dobrze, bo jest przepełniony i nie zatrzymuje się. Przystanek idę do mleczarni, to jest godzinka. Potem gwałtownie wiozą mnie do Szymanowa. Mleko, wiesz pan, ma najszybszy transport, inaczej się zsiada. W Szymanowie zsiadam, znoszę bańki i łapię EKD. Na Ochocie w elektryczny, do Stadionu. A potem to mam już z górki, bo tak: 119, przesiadka w trzynastkę, przesiadka w 345 i jestem w domu. To znaczy w robocie. I jest za piętnaście siódma. To jeszcze mam kwadrans. To jeszcze sobie obiad jem w bufecie. To po fajrancie już nie muszę zostawać, żeby jeść, tylko prosto do domu i góra 22:50 jestem z powrotem. Golę się, jem śniadanie i idę spać.

Idź do oryginalnego materiału