2408. Działo się to 775 lat temu...

na-sciezkach-codziennosci.blogspot.com 1 dzień temu
Żył wtedy zakonnik, który nazywał się Szymon Stock. Z pochodzenia był urodzonym w dosyć zamożnej rodzinie w Avlesford w hrabstwie Kent ok. 1655 r. Anglikiem. Legenda głosi, iż już w kołysce naznaczony był wybraniem maryjnym oraz, iż jeszcze nie ukończył pierwszego roku życia, a już odmawiał "Zdrowaś Maryjo". Kiedy tylko nauczył się czytać recytował Małe Oficjum Najświętszej Maryi Panny i trwał w tym zwyczaju do końca życia. Gdy miał 6 lat zaczytywał się Biblią. Podania przekazują, iż zazdrosny brat nękał go tak bardzo, iż dwunastoletni Szymon opuścił dom i zamieszkał w pustym dębie. „Stock”, czyli słowo oznaczające pień drzewa, stało się jego przydomkiem. Po latach zwierzył się karmelitańskim współbraciom, iż to właśnie w pustym pniu po raz pierwszy zobaczył Maryję.
Ta, która „zdeptała głowę węża” stała się jego pierwszą przewodniczką w życiu duchowym. Pokazała, czym są pokusy prowadzące do grzechu, jak je pokonywać i w jaki sposób rozeznawać duchy. Do końca życia Szymon stosował zalecenia Maryi w walce z demonami, a wyuczonych metod uczył współbraci.

Pustelnicze życie wiódł przez dwadzieścia lat. Po tym czasie – na wyraźny znak z nieba – wrócił do domu. Podjął studia teologiczne i przyjął święcenia kapłańskie, aby wrócić do pustelni. I kiedy znów otrzymał polecenie z nieba – zareagował natychmiast. Matka Boża mówiła: „Wkrótce wstąpisz do zakonu, którego nie ma jeszcze w Anglii”.

Antyfona: Flos Carmeli
Rzeczywiście, w tym samym czasie karmelici nękani przez Saracenów podjęli decyzję o przenosinach do Europy. Jednak Szymon nie miał o tym pojęcia, mieszkał w pniu dębu! Kiedy dwaj zakonnicy po pokonaniu kanału La Manche pojawili się w okolicy Kentu, a wieść o tym dotarła do pustelni, Szymon dołączył do nich natychmiast. Miał wtedy czterdzieści lat.

Zamieszkali najpierw w okolicach Oksfordu, później, gdy zgromadzenie karmelitów zaczęło oficjalnie funkcjonować na terenie Anglii, Szymon wstąpił do klasztoru w Aylesford. Śluby złożył w wieku pięćdziesięciu lat i ukończył studia teologiczne w Oksfordzie z tytułem doktora.

Przez pewien czas przebywał w Rzymie, potem udał się do źródeł zgromadzenia, na Górę Karmel, gdzie został wybrany wikariuszem generalnym. W obliczu wielu przeciwności grożących kasatą zakonu Szymon został wybrany generałem. Całą swoją nadzieję złożył w Maryi, prosząc ją o ratunek słowami napisanej przez siebie antyfony Flos Carmeli.

Kwiecie Karmelu,
Płodna winnico,
Ozdobo niebios,
Matko-Dziewico,
O Najwybrańsza!
Matko łagodna,
Czysta i wierna,
Dzieciom Karmelu bądź miłosierna,
O Gwiazdo Morza – wołał dniami i nocami Szymon.

Kiedy skończył osiemdziesiąty rok życia, zdecydował się na powrót do Anglii. W Cambridge założył klasztor karmelitański, ale i ta fundacja nie przyniosła mu spokoju. Miał świadomość trudności i prześladowań, z którymi walczy zakon. Cierpiał, pościł, trwał na modlitwie.

Podobnie jak przed laty – w pierwszej szkole wiary, którą odbył w pniu drzewa – nie tracił nadziei i zwierzał się ze swych trosk Maryi, która nigdy go nie zawiodła. Odpowiedź Matki – Kwiatu Karmelu – przyszła w nocy, z 15 na 16 lipca 1251 r.

Osiemdziesięciosześcioletni karmelita Szymon był w swojej celi, pogrążony w modlitwie, a Maryja ukazała mu się ze szkaplerzem w dłoni, podając go jako znak szczególnej opieki dla zakonu, wiekuistego przywileju i zobowiązania. Objawienie to potwierdził papież Jan XXII, którego Matka Boża miała osobiście o to poprosić we śnie.
Co interesujące – Maryja wcale nie skupiła się na szybkiej pomocy zakonowi, nie podpowiedziała jak zaradzić istniejącym problemom, ale dała narzędzie uniwersalne, ponadczasowe, pomocne w osiągnięciu zbawienia przez jego członków! Nie tylko karmelitów, ale i tych wszystkich, którzy będą gotowi wejść na karmelitańską ścieżkę świętości.

Szkaplerz i zbawienie
Pisarze karmelitańscy podają, iż Matka Boża ukazała się Szymonowi Stockowi ze szkaplerzem zakonu w ręku i dała mu go z następującymi słowami: „Przyjmij, mój umiłowany synu, ten szkaplerz dla twego zakonu. Jest on szczególnym znakiem mego upodobania, które uzyskałam dla ciebie i twoich dzieci z góry Karmel. To będzie przywilej dla ciebie i dla wszystkich karmelitów: każdy, kto będzie umierał odziany w ten strój, zostanie zbawiony. To znak zbawienia, ochrona w niebezpieczeństwach, gwarancja pokoju i pojednania”.
Maryja – mowa o tym w tzw. bulli sabatowej Jana XXII z 1322 r. – miała też zapewnić Szymona, iż jej opieka nad noszącymi szkaplerz nie ustanie z chwilą śmierci, i iż w pierwszy dzień jej poświęcony, czyli w pierwszą sobotę po zgonie, wyprowadzi duszę swego czciciela z czyśćca i przeprowadzi przez wrota nieba.
Sam Szymon Stock dożył stu lat. W tamtych czasach osiągnięcie takiego wieku było uznawane za fenomen, a przez wierzących w Boga za prawdziwy cud. Średnia wieku była bowiem dużo niższa. Niejednokrotnie pięćdziesięciolatków określano mianem starców. A jednak, mimo surowego życia, trudnych podróży i wielu obowiązków przeżył swoich rówieśników. Zmarł 16 maja 1265 roku w Bordeaux. Ubrany był w szkaplerz, maryjny płaszcz, który mu ona sama objawiła. Jego ostatnie słowa brzmiały: "Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej".
Idź do oryginalnego materiału