W jednym z poprzednich wpisów wspominałam Wam, iż wraz ze wspólnotą "Wiary i Światło" planujemy zorganizować w kilku parafiach zbiórki na nasz sierpniowy wyjazd. Pierwsza taka zbiórka odbyła się w ostatni dzień maja w kolegiacie w Jaworznie. Na przedpołudniowych Mszach świętych grupa osób przedstawiała scenkę obrazującą powstanie loga wspólnoty, które przedstawia apostołów w łodzi na morzu. Z kolei po każdej Mszy staliśmy przy drzwiach wejściowych i rozdawaliśmy ludziom woreczki z lawendą oraz gazetki parafialne. o ile ktoś wrzucił nam w zamian jakąś kwotę pieniężną, byliśmy zadowoleni, o ile nie - nie mieliśmy o nic pretensji. Mnie zwerbowali podczas dorocznej pielgrzymki prowincji, która tym razem była do Dębowca, polskiego La Salette, dzień wcześniej. Poprosili mnie o stanie z upominkami na ostatniej Mszy świętej. Ok. Nie ma problemu.
Podobną akcję mieliśmy dwa tygodnie później w parafii św. Macieja w Siewierzu, w której dzieliliśmy się naszą obecnością i głosiliśmy wiarę na nasz sposób. Już w Dębowcu dostałam propozycję zagrania w scence. Do tej przedstawianej w Jaworznie już nie było kiedy się przygotować, zaś tuż przed Siewierzem i tak mieliśmy ostatnie spotkanie wspólnotowe w tym roku, na którym ćwiczyliśmy przed występem, który miał mieć miejsce dzień później. A przy okazji omawialiśmy m.in. wyjazd na obóz, na który zbieraliśmy pieniądze.
W niedzielę większość osób przyjechała do Siewierza wynajętym busem. Ponieważ mi bardziej opłacało się podjechać bezpośrednim autobusem, niż przez Jaworzno, dotarłam na miejsce sama. Trochę chyba zaskoczyłam tamtejszych parafian, iż nie zasiadłam z nimi w ławce jak zwykle zaśpiewać godzinki, ale jeden z koordynatorów odesłał mnie na plebanię, abym tam się przebrała w strój zapałki. Scenki odgrywaliśmy bowiem podczas każdej z pięciu Mszy świętych w ramach kazania.
Na pierwszej porannej Mszy świętej byliśmy całej, potem już tylko pojawialiśmy się w czasie kazań i na zakończenie Mszy. Podobnie jak w Jaworznie, także i tutaj jedna osoba opowiadała po ogłoszeniach parafialnych o ruchu, a kilka innych (w tym ja) szło do wejścia, aby rozdawać drobne upominki. Tym razem oprócz lawendy były to papierowe łódeczki z mottem "Wy jesteście na Ziemi światłem mym". adekwatnie to czułam się trochę jak VIP, kiedy ludzie odbierali ode mnie te podarunki z komentarzem: "O, nasza Karolina". No, może niekoniecznie ich, ale było mi miło, nie powiem, iż nie.
Na popołudnie zaplanowany był grill na zakończenie roku formacyjnego, ale i w ramach obiadu. Ja niestety musiałam ich opuścić po Mszy świętej o godzinie 11:30, ponieważ tego dnia po południu było też pożegnanie kopii ikony jasnogórskiej w naszej diecezji. No cóż, byłam na powitaniu, na kilku nabożeństwach jubileuszowych, w kilku parafiach, nie wypadało jej nie pożegnać. I tak się cieszę, iż mogłam chociaż trochę wspomóc "Dominki-bis". Nie wiem ile zarobiliśmy, ale grosz do grosza...
| A w przerwie między Mszami zajadaliśmy się m.in. moimi kokosankami |
Już o tym pisałam raz - nasza koordynatorka założyła zbiórkę pieniędzy, aby chociaż trochę odciążyć kieszenie uczestników obozu i zmniejszyć koszty wyjazdu. To drugi ze sposobów na dofinansowania do całości. Ja już mam wszystko opłacone, więc mnie to raczej nie obejmie. Chodzi mi raczej o moich przyjaciół i ich opiekunów. Dla nich taki wyjazd to naprawdę chwila na złapanie oddechu, ale też wyrzeczenia względem kosztów. Jak widzicie, nie chcemy tylko brać, ale też staramy się dawać innym cząstkę siebie. Może ktoś z Was jeszcze chciałby się dorzucić i nas wspomóc? Albo chociaż udostępnił informację o zbiórce na swoim profilu? Bylibyśmy Wam wdzięczni.
Link do zbiórki -





![Wiatr w żaglach i sercach, czyli XI edycja wyjątkowej integracji [19.06.2026]](https://niepelnosprawnilublin.pl/wp-content/uploads/2026/06/19_06_2026_XI-Integracja-pod-Zaglami_Miedzyrzec_1-300x200.jpg)


