Szukając inspiracji na zajęcia dla dzieciaków, coraz częściej wracam do starych wypróbowanych przeze mnie wiele, wiele lat temu programów multimedialnych. Wiecie, kiedyś były takie czasy, kiedy komputer nie był standardowym wyposażeniem gospodarstwa domowego, do Internetu byli podłączeni tylko szczęściarze, a o telefonach to się choćby ludziom nie śniło. Na przełomie lat 90 i 2000 zamiast Internetu królowały programy multimedialne. Swoją pierwszą edukacyjną płytkę zatytułowaną "Władcy Polski. Legenda" dostałam pod choinkę w 1998 roku, a więc jako zaledwie ośmioletni szkrab uczęszczający do drugiej klasy szkoły podstawowej. Jednakże była to dla mnie taka nowość, iż potrafiłam spędzić całe godziny nad zgłębianiem tajemnic panowania czterech pierwszych władców naszego kraju (bo tyle liczyła płyta).
Z czasem w moim posiadaniu pojawiały się kolejne programy na płytach. Największa euforia była dla mnie wtedy, kiedy obok "dorosłych" programów, takich jak encyklopedie, pojawiały się też te dedykowane głównie dla młodszych użytkowników PC-ta. Dość gwałtownie stałyśmy się z młodszą siostrą posiadaczkami całej chyba serii "Klik uczy...". Od razu zaznaczam, iż starej serii, bo z tego co zdążyłam się zorientować, to z czasem wyszły kolejne części, które jednak trochę się różnią wizualnie od pierwowzoru. W pierwotnym zamyśle chłopiec imieniem "Klik" odkrywał przed młodocianym użytkownikami tajniki matematyki, ortografii, czytania oraz języka angielskiego. Prosta grafika, intuicyjna obsługa, dwa poziomy trudności, zmieniające się ćwiczenia choćby w obrębie tego samego zadania. No znowu zabawa na całe godziny spędzane w domu. Podobnie było z takimi programami, jak "Między nami literkami", "Matematyczne przygody", i "Ułamki" wydane przez firmę "Albion", czy też "Matma jest super", "Encyklopedia małego człowieka", "Dookoła Polski" i "Dookoła świata" Optimusa Pascala.
Minęło kilka lat. Ze wspomnianych gier oczywiście już wyrosłam. Ale nie pozbyłam się ich. Siedziały schowane w pudełku i czekały na swoje drugie życie. I chyba je otrzymały wraz z podjęciem przeze mnie pracy z dziećmi. Wiele z nich ma poważne problemy w szkole i zaległości w nauce. Samych programów im nie polecam, bo aby je uruchomić potrzeba komputera z odpowiednim, "starym" oprogramowaniem, a znając życie i realia, to współczesne dzieciaki raczej takich nie posiadają. Za to ja jeszcze mam takiego starego dużego PC-ta, na którym takie płytki da się jeszcze odpalić. Większość z nich ma możliwość wydrukowania danego ekranu i zadań znajdujących się na nim. A choćby o ile takiego nie ma, to zawsze można przepisać zadania do tradycyjnego Worda.
Może i trochę idę z tym na łatwiznę, ale tłumaczę to sobie, iż jestem bardziej pedagogiem ogólnym (bo jak inaczej nazwać kogoś po specjalizacji opiekuńczo-wychowawczej) niż takim polonistą czy matematykiem. Może po bardziej specjalistycznych studiach byłabym bardziej kreatywna w wymyślaniu różnych zadań? A tak radzę sobie na inne sposoby.






![Wiatr w żaglach i sercach, czyli XI edycja wyjątkowej integracji [19.06.2026]](https://niepelnosprawnilublin.pl/wp-content/uploads/2026/06/19_06_2026_XI-Integracja-pod-Zaglami_Miedzyrzec_1-300x200.jpg)

