Maryja wielokrotnie płakała nad losem swojego Syna Jezusa. Płakała, kiedy w Betlejem okazało się, iż nie chcę ich przyjąć w żadnej z gospód. Płakała, kiedy musiała go owinąć w pieluszki i położyć w żłobie na sianie. Płakała, kiedy zgubił jej się w drodze powrotnej z Jerozolimy. W końcu płakała, gdy słyszała oszczerstwa pod Jego adresem i kiedy umierał na krzyżu. Płakała, bo Go kochała, chociaż wiedziała, iż do końca nie należy On do niej, a do samego Boga. Ona Go tylko urodziła i wychowała. Co nie zmienia tego, iż czuła się za Niego odpowiedzialna przez całe Jego życie. Kiedy był małym dzieckiem być może nie zdawała sobie sprawy z tego, co Go czeka w przyszłości. Słyszała co prawda przepowiednię Symeona o tym, iż miecz boleści przeniknie jej serce, ale czy jako kilkunastoletnia dziewczyna mogła w pełni znać znaczenie tych pełnych smutku słów? Ich prawdziwe znaczenie przyszło dopiero z czasem, w momencie, w którym wypełniły się wszystkie przepowiednie względem Jezusa. Jej łzy pod krzyżem były łzami nie tylko nad Jej Synem, ale nad całym światem, nad tymi, którzy błądzą i tymi, którzy się odnajdują.
Każda kochająca matka chociaż raz wylała łzy nad swoim dzieckiem. Łzy radości, ale też i smutku. Smutku z powodu wyboru drogi nie takiej, jaką widziałaby dla swojego dziecka. Z powodu odrzucenia, niezrozumienia, zniewolenia i nałogów. Wiele matek płacze w ukryciu. A mimo to kocha swoje dziecko tak bardzo, iż nie potrafi się od niego odwrócić. Bardzo często łzy matek są niedostrzegane i idą na marne. Ale tylko na pozór. o ile choćby matki uważają, iż są niezrozumiane przez społeczeństwo i otoczenie, to jednak jest ktoś, kto jak nikt inny rozumie ich łzy i cierpienie. To Maryja, matka która wylała wiele łez, zwłaszcza kiedy stała na Golgocie. Ona współodczuwa z nimi ból i wraz z nimi płacze nad losem i niedolą wszystkich ludzi.
"Matko płacząca nad nami - przyjdź i drogę wskaż"









