W czasach, kiedy żyła Święta Rodzina, piesze wędrówki były najpopularniejszym i dla niektórych jedynym środkiem transportu. Maryja na nogach szła przez góry do Elżbiety, potem z Józefem do Betlejem, aby się dać zapisać. Małżonkowie szli na nogach, kiedy uciekali z maleńki Jezusem do Egiptu. Owszem, mogli mieć ze sobą osiołka, ale prawdopodobnie nie jechali na nim cały czas. W końcu cała rodzina rok rocznie pielgrzymowała do Jerozolimy na święto Paschy. Matka Boża wie więc co to jest zmęczenie po podróży. Sama niejednokrotnie takiego doświadczyła, bolały ją nogi, być może miała odciski na stopach. Ale ona chciała wybierać się w piesze wędrówki. Wiedziała, iż inaczej nigdzie nie trafi, iż będzie stała w miejscu, nie pomoże tym, którzy tej pomocy potrzebują, nie będzie kontynuowała tradycji narzuconej jej przez wiarę i przodków. Idąc niosła światu nadzieję, dobro, miłość. Pan Jezus już od małego obserwował taką postawę matki, ucząc się przy tym, iż będąc w drodze można zdziałać o wiele więcej, niż pozostając w miejscu.
Również życie każdego z nas można porównać do takiej wędrówki. Wędrówki, która nie ma określonego dystansu, ale która kończy się wraz z naszą śmiercią. Może nie zdajemy sobie sprawy z tego, ale tuż obok każdego z nas kroczy Maryja. Nie widzimy jej, ale możemy poczuć jej obecność. Tak, jak kiedyś prowadziła małego Jezusa za rączkę po ulicach Egiptu i Nazaretu, tak też dyskretnie prowadzi nas, swoje duchowe dzieci, po krętych ścieżkach naszego życia. Chce nas w ten sposób nie tylko wspierać, ale i zaprowadzić przed tron samego Boga-Ojca, aby przedstawić mu każdego z nas po kolei, niczym kochająca matka. Nie utrudniajmy jej tego, nie odtrącajmy jej opiekuńczej ręki, nie uciekajmy od niej. Nie wstydźmy się też do niej przytulić po męczącej drodze albo schować pod jej płaszcz, kiedy jest nam ciężko. Maryja właśnie po to przy nas jest - aby nas wesprzeć w trudach naszej ziemskiej wędrówki.
"Dziewico z nami idąca - przyjdź i drogę wskaż"








