2137. Zostaliśmy grupą bez Starościny, ale może za to ze spokojem

na-sciezkach-codziennosci.blogspot.com 1 miesiąc temu
Wraz z początkiem czwartego semestru Nauk o Rodzinie z funkcją starościny pożegnała się osoba sprawująca tą funkcję w naszej niewielkiej grupie. Po roku, bo mniej więcej od takiego czasu regularnie wpływały na nią skargi do Wydziałowej Rady Samorządu Studenckiego. Od nas, współstudentów i od... wykładowców. To, iż od naszej grupy to mnie specjalnie nie zdziwiło, ale jak na posiedzeniu usłyszałam, iż od wykładowców także, to myślałam, iż padnę z wrażenia. Ale z drugiej strony dało mi to do myślenia, iż skoro sprawy przybrały taki obrót, to cała sytuacja musiała być poważna.
Najlepiej byłoby odwołać ją na podstawie pisma skierowanego do WRSSki, pod którym podpisałaby się większość grupy. choćby napisałam takie pismo z argumentacją co i jak. Ale jak przyszło co do czego, to wszyscy umywali ręce przed podpisaniem go. Najbardziej rozbawiła mnie argumentacja jednej osoby, iż "jeszcze coś sobie zrobi". Jak to skomentowała Przewodnicząca Rady - "Yhy, nałyka się witaminy C...". No dobra, wyszło na to, iż grupa jest jakaś dziwna - jak tak, to żali się na całego, a jak nadarza się okazja do pozbawienia jej funkcji starościny, to umywają ręce niczym biblijny Piłat. choćby prowadząca przedmioty psychologiczne na Wydziale niezbyt pochlebnie oceniła tą sytuację, kiedy byłam u niej indywidualnie zdawać kolokwium.
W międzyczasie Starościna trochę mnie wystawiła z przełożeniem mojego egzaminu z "Małżeństw mieszanych". Zrobiło się zamieszanie, interweniował prodziekan Wydziału, sprawa została załatwiona na moją korzyść. Wszystko to dotarło do Przewodniczącej Rady, która tak się zdenerwowała, iż zaczęła wertować regulaminy i znalazła punkt mówiący, iż Starostę roku można odwołać w głosowaniu na posiedzeniu Rady Wydziału. Jednocześnie zaproponowała, abym to ja została Starostą roku (były dwie kandydatki na tą funkcję, ale ostatecznie nie potrafiły jednoznacznie się określić w tym względzie). Ja jednak odmówiłam - po pierwsze, mam za dużo obowiązków, nie jestem tak często na kierunku, abym mogła podjąć się tego zadania. Po drugie, nie czułabym się godna pełnienia tej funkcji. A poza tym, wiem iż Starościna będzie się za to na mnie mściła. A ja na pewno nie potrafiłabym się jej przeciwstawić. Na szczęście, regulamin przewiduje, iż w wyjątkowych sytuacjach (w tym wypadku ostatni semestr nauki) można odstąpić od wyboru nowego Starosty.
Tym sposobem na posiedzeniu Wydziałowej Rady Samorządu Studenckiego w wolnych wnioskach wniosłam o odwołanie Starościny z jej funkcji. Skoro cała grupa okazała się mięczakami w tej kwestii, to ktoś musiał wziąć sprawy w swoje miejsce. Przewodnicząca Rady wyjaśniła pozostałym w czym rzecz. A potem było głosowanie. Wynikiem 7/7 Starościna została jednogłośnie odwołana ze swojej funkcji. Wiem, iż nie będzie zadowolona, być może będzie się rzucać jak węgorz w sieci. Ale z drugiej strony przez 4,5 roku dała się poznać bardziej od złej, niż dobrej strony. Więc nic nie przyszło ot tak sobie. Jak była Przewodniczącą Rady to też nie dała się poznać od dobrej strony. Może gdyby nie to, to wynik głosowania byłby inny...
Tak więc zostaliśmy grupą bez starosty. Teraz każdy z nas sam będzie musiał zatroszczyć się o swoje interesy u wykładowców. Ale może to i lepiej, skoro Starościna i tak nic nie załatwiała. Hm... ale żeby wykładowcy żalili się na nią Przewodniczącej Rady? Tego bym się nie spodziewała...
Idź do oryginalnego materiału