Powoli zbliżają się wakacje, a wraz z nimi doroczny obóz wspólnoty "Dominki-bis". O wspólnocie, w której działam od kilku miesięcy, już wielokrotnie pisałam na blogu, podobnie jak o "Rafałkach" z Wadowic. Działalność w obydwóch wspólnotach wymaga ode mnie małej dyscypliny i logistyki, zwłaszcza kiedy spotkania w Wadowicach (do południa) i w Jaworznie (po południu) są tego samego dnia. Tak, wiem, powiecie, iż któż jak nie ja. Ale to nie o to chodzi. Na szczęście w tym roku jakoś wyrabiałam, a rozkład jazdy busów i pociągów był mi wyjątkowo przychylny.
Podobnie jak w zeszłym roku, także i w tym wraz z "Dominkami" wybieramy się na kilka dni nad malownicze jezioro Wilcze. Dla wielu członków wspólnoty jest to szansa na wyjazd z domu i pobycia w innym środowisku niż dotychczas. Wspólnota ta skupia w dużej mierze ludzi niepełnosprawnych umysłowo, którzy raczej sami sobie nie zorganizują wyjazdu. Wbrew pozorom nie są to rekolekcje, chociaż elementy formacji też są wplecione w wyjazd. To wypoczynek i dla członków wspólnoty i dla ich rodzin. To możliwość wyjścia nad jezioro, potaplania się w nim, wspólnych kaw i rozmów, kopania w piłkę i grania w karty, chińczyka, układania puzzli, śmiechów i chichów, a także integracji.
Co prawda koszty wyjazdu nie są wysokie (1400 zł), jednak dla wielu z nas, zwłaszcza dla tych, którzy z różnych względów jadą z obojgiem rodziców, kwota ta może być problemem. Dlatego nasza koordynatorka, Magda, założyła zbiórkę internetową, aby zdobyć nieco dodatkowych funduszy, a tym samym pomniejszyć ostateczną kwotę wyjazdu. Link do zbiórki -> .
![]() |
| Zdjęcie z zeszłorocznego obozu, ja już niestety pojechałam w dalszą drogę |
Nie proszę o coś dla siebie, bo ja już opłaciłam swój pobyt, ale dla moich dobrych znajomych, którzy nie mieli tyle szczęścia co ja. Być może dlatego jest mi łatwiej tu o tym pisać?
Zbiórka internetowa to tylko jeden ze sposobów pozyskiwania dodatkowych środków. Drugim są tzw. "Dni Dzielenia i Głoszenia", podczas których jesteśmy całą niedzielę w zaprzyjaźnionym kościele, gdzie na każdej Mszy świętej odgrywamy scenkę, opowiadamy o wspólnocie, a następnie stoimy przy drzwiach wejściowych i dzielimy się z innymi drobnymi upominkami. Miło, o ile ktoś coś wrzuci, zawsze to tych kilka złotych mniej. Koordynatorom się marzy, aby z tych datków sfinansować busa, żebyśmy nie musieli jechać pociągiem. Już mieliśmy pierwszą akcję w kolegiacie w Jaworznie (byłam na wieczornej Mszy), za dwa tygodnie jesteśmy w Siewierzu, za trzy w Jerzmanowicach. Na porannych Mszach świętych większość członków wspólnoty odgrywała scenki związane z powstaniem loga ruchu. Na wieczornej rozdawaliśmy lawendę w woreczkach. Och, ile było zachodu z ich przygotowaniem, całe mieszkanie koordynatorki prowincji było w lawendowym pyle, a ja jeszcze długo po powrocie do domu kichałam i prychałam z tego powodu. Ale przynajmniej było zabawnie. Co ciekawe, kiedy było majowe spotkanie i ustalali kto gdzie jedzie i co będzie robił, ja byłam na zawodach w Tarnowie i nie mogłam być. Trochę mi było przykro, bo nie wiedziałam, czy nie mają kompletu. Zwerbowali mnie jednak podczas tegorocznej pielgrzymki wspólnot, która odbyła się w sanktuarium w Dębowcu. Można? Można.
Chwilowo tyle o "Dominkach", a ja wracam do pisania programu obozu na wyjazd "Rafałków", na który też jadę. Obiecałam, iż coś wymyślę, więc nie chcę zawieść zaufania, jakie we mnie położyli.








