Zmieńmy sposób myślenia

swiatlekarza.pl 2 godzin temu

Konsultant krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży dr n. med. Aleksandra Lewandowska nie ma wątpliwości: ostatnie lata przyniosły istotną poprawę w organizacji opieki, ale to dopiero początek

NAGRODA ZAUFANIA ZŁOTY OTIS 2026 ZA OSIĄGNIĘCIA W PSYCHIATRII DZIECI I MŁODZIEŻY

Według różnych danych choćby co piąty młody człowiek w Polsce walczy z obniżonym nastrojem lub problemami psychicznymi. Liczba takich przypadków rośnie szybciej niż możliwości systemu. Czy w ostatnich latach wydarzyło się coś, co można by uznać za przełom w psychiatrii dzieci i młodzieży?

Zdaję sobie sprawę, iż wciąż mamy wiele do zrobienia, jednak na przestrzeni ostatnich 20 lat zmieniło się bardzo dużo. Kiedy wracam myślami do początków swojej pracy, dzisiaj widzę zupełnie inną rzeczywistość. Często dzielę się tym doświadczeniem z moimi studentami, podkreślając, iż jeżeli w lekarzu zanika ciekawość pacjenta i zdolność do bycia w prawdziwym kontakcie z drugim człowiekiem, nie jest to dla niego adekwatna droga.

Na studiach byłam całkowicie oddana psychiatrii dziecięcej, choć moment kryzysu pojawił się już na pierwszym roku w postaci bezradności wynikającej z braku ciągłości opieki i realnych narzędzi, aby pomóc młodym pacjentom. Miałam wrażenie, iż jestem jednocześnie lekarzem, psychologiem, pedagogiem i pracownikiem socjalnym. Nie było pracy zespołowej, superwizji ani systemu, który by nas wspierał. Psychiatrię dzieci i młodzieży traktowało się marginalnie. Musiałam się zatrzymać i uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcę zostać w tym miejscu.

I została pani.

Tak. Zaczęłam od budowania sieci współpracy: ze szkołami, poradniami, ośrodkami socjoterapeutycznymi, domami dziecka. Były to działania oddolne, bo systemowo nie było wtedy na to przestrzeni. Przełomowym doświadczeniem okazała się dla mnie praca z dziećmi z domów dziecka. Zamiast przyjmować je wyłącznie w poradni, zaczęłam do nich jeździć, co pozwoliło mi zobaczyć ich codzienność, środowisko i trudności, z którymi się mierzą. To doświadczenie bardzo mnie ukształtowało, pokazało bowiem, iż bez pracy środowiskowej nie jesteśmy w stanie skutecznie pomagać.

Kiedy pojawiły się realne zmiany?

W 2018 roku, kiedy rozpoczęto prace nad nowym modelem opieki. To właśnie wtedy pojawiło się „światełko w tunelu”. Dwa lata później wprowadzono rozwiązania systemowe w postaci trzech poziomów referencyjnych. Nie była to klasyczna reforma, tylko budowanie systemu od podstaw, bo wcześniej psychiatrii środowiskowej dzieci i młodzieży zwyczajnie nie było. Zmiany na dodatek zbiegły się z pandemią, co było ogromnym wyzwaniem; już wcześniej system był przeciążony, a w czasie pandemii COVID-19 liczba dzieci i młodzieży wymagających pomocy wzrosła ponad 2,5-krotnie. Gdybyśmy nie mieli struktury, którą dziś dysponujemy, nie bylibyśmy w stanie sobie z tym poradzić – przy ówczesnej liczbie poradni, których było niespełna 150 w całym kraju, i przy ograniczonej liczbie oddziałów stacjonarnych, byłoby to po prostu niemożliwe.

Konieczne okazało się przełożenie modelu teoretycznego na praktykę, a także praca zespołowa, wyjście poza gabinet i otwarty dialog z osobami ważnymi dla dziecka w potrzebie. W ten sposób zaczęły spełniać się moje marzenia. Dziś wreszcie mamy model opieki oparty na współpracy interdyscyplinarnej w ramach opieki środowiskowej. Psychiatra, psycholog, terapeuta środowiskowy dzieci i młodzieży, psycholog kliniczny tworzą zespół – wcześniej każdy działał w dużej mierze osobno. To proces, w którym stajemy się coraz bardziej otwarci na siebie i uczymy się słuchać siebie nawzajem. System publiczny w pewnym sensie wymusza tę współpracę; w ramach świadczeń gwarantowanych mamy obowiązek prowadzenia konsyliów, spotkań zespołowych i sesji koordynacyjnych, czyli realnego kontaktu i współdziałania zarówno wewnątrz zespołu, jak i ze środowiskiem dziecka (szkołą, opieką społeczną czy kuratorem).

A jak wygląda sytuacja kadrowa? Wciąż mówi się o odpływie specjalistów, co nie omija również psychiatrii.

To prawda, choć obraz nie jest jednoznaczny. Z jednej strony mamy odpływ psychiatrów do sektora prywatnego, ale z drugiej strony widzę, iż jeżeli stworzy się dobre warunki pracy, oparte na współpracy i poczuciu bezpieczeństwa, ludzie będą chcieli pracować w systemie publicznym. W Specjalistycznym Psychiatrycznym Zespole Opieki Zdrowotnej im. J. Babińskiego w Łodzi, gdzie jestem zatrudniona, większość mojego zespołu nie prowadzi prywatnej praktyki, co pokazuje, iż środowisko pracy ma ogromne znaczenie – często większe niż kwestie finansowe.

Czego więc dziś najbardziej nam brakuje?

Profilaktyki. To fundament, przez cały czas zbyt słaby. jeżeli nie zaczniemy od najmłodszych lat uczyć dzieci rozumienia emocji, budowania relacji i uważności, system przez cały czas będzie działał reaktywnie, skupiając się na leczeniu skutków zamiast zapobieganiu problemom. Równie ważne jest wsparcie dorosłych – większość trudności dzieci ma swoje źródło w środowisku. Wielu rodziców nie dysponuje jednak wystarczającą wiedzą ani narzędziami, aby skutecznie pomóc dziecku w kryzysie. Bardzo często słyszę: „Gdybym wiedział/a wcześniej, zrobiłbym/zrobiłabym to inaczej”.

Dużo mówi pani o wpływie technologii na młode pokolenie. To rzeczywiście aż tak poważny problem?

Bardzo. Dane są alarmujące: dzieci korzystają z urządzeń ekranowych od najmłodszych lat, często codziennie. Konsekwencje to problemy z regulacją emocji, snem czy zachowaniem. Co istotne, rodzice często nie łączą tych trudności z nadmiernym korzystaniem z technologii, dlatego potrzebne są konkretne rozwiązania legislacyjne, które będą realnie chronić nasze dzieci. Cieszę się, iż do modelu opieki udało nam się włączyć specjalistów psychoterapii uzależnień. To niezwykle ważne, ponieważ rzadko zdarza się, aby młody człowiek korzystający w sposób szkodliwy z substancji psychoaktywnych czy technologii cyfrowych nie miał jednocześnie innych problemów związanych ze zdrowiem psychicznym.

Jakie są dziś najważniejsze zadania dla psychiatrii dzieci i młodzieży?

Wzmocnienie profilaktyki i dalszy rozwój modelu środowiskowego, a przede wszystkim zmiana myślenia. Mocno zapadły mi w pamięć słowa jednej z nastolatek: „Cieszę się, iż są miejsca, w których można uzyskać pomoc, ale chciałabym, żeby było ich jak najmniej potrzebnych”. I to jest najważniejsze: żebyśmy jako dorośli zrobili wszystko, aby pomoc psychiatryczna była dostępna dla tych, którzy jej potrzebują, ale też, żeby jak najwięcej dzieci mogło dorastać bez konieczności sięgania po nią, bo wcześniej ktoś je zobaczył, usłyszał i był obok.

Idź do oryginalnego materiału