Wydaje się, iż natura ludzka jest ponad prawem – szczególnie w kwestii mimowolnych odruchów, takich jak kichanie, czkawka czy puszczanie gazów. A jednak niektóre kraje próbowały lub wciąż próbują uregulować choćby te najbardziej podstawowe reakcje fizjologiczne. Choć brzmi to jak żart, niektóre z tych przepisów mają realne konsekwencje i można za nie dostać mandat.

Fot. Warszawa w Pigułce
Austria: mandat za brak szacunku
Nieco bardziej dosłownie do tematu podeszły władze Wiednia. W 2020 roku mężczyzna otrzymał mandat w wysokości 500 euro za „umyślne puszczenie wiatrów” w obecności funkcjonariuszy policji. Służby potraktowały to jako akt zniewagi. Kara została później obniżona, ale przypadek ten pokazuje, iż choćby naturalne odruchy mogą zostać zakwalifikowane jako wykroczenie – jeżeli towarzyszy im odpowiedni kontekst i intencja.
USA: czkawka, która mogła być przestępstwem
W Stanach Zjednoczonych obowiązują setki lokalnych przepisów, z których wiele uchodzi za kuriozalne. W niektórych stanach nieobyczajne zachowanie może obejmować także… czkawkę. Przykład? W stanie Massachusetts odnotowano przypadek, w którym głośna, wielokrotna czkawka podczas uroczystości publicznej została potraktowana jako zakłócanie porządku. Choć nie doszło do kary, sam fakt interwencji policji mówi wiele o literalnym traktowaniu przepisów.
Zjednoczone Emiraty Arabskie: przyzwoitość przede wszystkim
W krajach o konserwatywnych normach obyczajowych – jak ZEA czy Arabia Saudyjska – nieprzyzwoite zachowanie publiczne może być surowo karane. Choć nie istnieją przepisy wprost zakazujące kichania czy puszczania gazów, to sytuacje, w których odruchy te uznaje się za „gorszące” lub „prowokacyjne”, mogą skutkować aresztem lub grzywną. Dotyczy to zwłaszcza przypadków, gdy towarzyszy im śmiech, głośne komentarze lub gesty.
Indie: kichanie bez maseczki może być wykroczeniem
Podczas pandemii COVID-19 niektóre regiony Indii wprowadziły tymczasowe przepisy, które uznawały publiczne kichnięcie lub kaszel bez zasłonięcia ust za naruszenie przepisów sanitarnych. Mandaty nie były rzadkością, zwłaszcza w zatłoczonych aglomeracjach. Choć prawo miało charakter tymczasowy, pokazało, iż choćby kichnięcie może być podstawą do interwencji służb.
Malawi i „antygazowe” zamieszanie
W 2011 roku światowe media obiegła informacja, iż rząd Malawi rozważa penalizację… publicznego puszczania wiatrów. Nowe przepisy miały dotyczyć „zanieczyszczania środowiska”, ale minister sprawiedliwości w rozmowie z lokalnymi mediami zasugerował, iż mogą one objąć również gazy wydzielane przez ludzi. Wypowiedź wywołała lawinę komentarzy, a rząd gwałtownie się z niej wycofał. Mimo to, absurd pozostał – i do dziś powraca jako przykład nadinterpretacji prawa.
Nie wszystko da się uregulować
Choć wiele z opisanych przypadków wydaje się śmiesznych lub absurdalnych, łączy je jedno – próba regulowania zachowań, które w większości przypadków pozostają poza ludzką kontrolą. Czy prawo powinno ingerować w odruchy fizjologiczne? Większość systemów prawnych unika takich zapisów, ale tam, gdzie decyduje kultura, religia lub lokalna tradycja, granice między normą a wykroczeniem bywają zaskakująco płynne.