„Wszystko jest OK”. O opiece położniczej w Polsce

psychiatraplus.pl 3 godzin temu

Przeżyła poronienie, dwa porody i aborcję — w książce zdecydowała się to opowiedzieć. Magdalena Matraszek pisze o żałobie, traumie i przemocy położniczej, których doświadczyła jako pacjentka polskiego systemu ochrony zdrowia.

Kiedy strata zostaje przemilczana

Książka Magdaleny Matraszek „Wszystko jest OK. Gdy poronienie jest raną, aborcja wyborem, a ciąża cudem” zaczyna się od opisu doświadczeń, które trudno zamknąć w słowach: poronienia i utraty wyczekiwanego dziecka. Autorka wraca do wydarzeń z 2007 roku — pobytu w nadmorskim szpitalu, zabiegu i pierwszych miesięcy żałoby. Jej opowieść gwałtownie staje się jednak czymś więcej niż zapisem osobistej straty.

Najmocniej wybrzmiewają sceny szpitalne. Słyszy, iż sama jest winna poronienia. Spotyka się z obojętnością i lekceważeniem — totalnym brakiem profesjonalizmu ze strony lekarzy. Opisuje te chwile bardzo dokładnie: zimny żel, skurcze, plamy krwi na podłodze, szpitalna lignina, ostre światło. To sprawia, iż czytelnik nie obserwuje cierpienia z bezpiecznego dystansu. Jest blisko ciała bohaterki i tego, co się z nim dzieje.

Doświadczenie bohaterki obnaża realia opieki okołoporodowej w Polsce, ale też brak wiedzy o prawach przysługujących kobietom po poronieniu. Bohaterka walczy z lekarzem o zachowanie ostatniego zdjęcia USG, nie wie, iż może poznać płeć dziecka, czy skorzystać z płatnego urlopu macierzyńskiego. Książka jest więc także opowieścią o systemie, który potrafi odebrać człowiekowi ostatnie pokłady sprawczości — właśnie wtedy, gdy najbardziej potrzebuje troski, empatii i szacunku.

„Kobieta ma prawo godnie rodzić i godnie ronić. Ma prawo poznać płeć nienarodzonego dziecka. Ma prawo dostępu do badań genetycznych, które mają pomóc w ustaleniu przyczyny poronienia. Ma prawo do opieki psychologicznej w szpitalu i do wspierającej, empatycznej postawy personelu medycznego. Ma prawo do żałoby, do pochówku i do opłakania straty tak długo, jak będzie tego potrzebowała. Nie musi tego wszystkiego robić, ale ma prawo sama podjąć decyzję, czy tego chce, czy nie. Ma prawo W Y B O R U. I tylko ona jedna powinna decydować, w jakim stopniu z tego prawa skorzysta” — pisze Magdalena Matraszek w książce „Wszystko jest OK. Gdy poronienie jest raną, aborcja wyborem, a ciąża cudem”.

Społeczeństwo nie wie, jak reagować na poronienie i żałobę po stracie

W pierwszej części książki powraca pytanie o prawo do żałoby — do przeżywania straty na swój sposób i w swoim czasie.

Magdalena Matraszek pokazuje, jak trudne bywa towarzyszenie osobie w żałobie. Matka próbuje ją ponaglać do powrotu do pracy i odsunięcia od siebie straty. Współpracownicy nie wiedzą, co powiedzieć: czasem milczą, czasem chcą dawać rady, czasami coś palną bez zastanowienia. I choć ich reakcje nie wynikają ze złej woli, potęgują ból.

Zrozumienie i wsparcie Magda znajduje na internetowym forum dla kobiet po stracie. Poznaje tam historie osób, których doświadczenia są różne, ale łączy je fatalna opieka medyczna, znieczulica na oddziałach ginekologicznych, a także ogromne cierpienie psychiczne i fizyczne. Forum staje się dla niej przestrzenią, w której nie musi tłumaczyć, dlaczego przez cały czas płacze, ani kiedy powinna „wrócić do normalności”. Czuje się wysłuchana, a jej realny ból po stracie jest w końcu uznany.

Upragnione dziecko

Na kolejnych kartach książki czytamy o drugiej ciąży autorki. W tym przypadku również nie obyło się bez sytuacji, w których lekarze, zamiast pomóc, dokładali kolejnych trudności, stresu czy bólu. Odmowa wypisania zaświadczenia, bagatelizowanie bólu po cesarce, który doprowadza do omdlenia, bo przecież „musi boleć”. Z przykrością czyta się także o próbach pomocy Magdzie w karmieniu piersią. Brak chęci zadbania o komfort pacjentki ze strony personelu medycznego jest zatrważający.

Mimo to bohaterka „daje radę” i, będąc wraz z mężem i dzieckiem w bezpiecznym zaciszu mieszkania, w końcu doznaje szczęścia bycia matką.

Czy można mieć dzieci i wybrać aborcję?

W ostatniej części książki autorka przenosi czytelników do czasów, gdy ma już dwójkę dzieci, a od pierwszego poronienia minęło 12 lat. Wówczas dowiaduje się, iż jest w kolejnej, nieplanowanej ciąży. To szósty tydzień.

Jest w szoku, czuje, iż nie chce kolejnego dziecka, iż nie da rady ponownie przez to przechodzić. Mąż czuje to samo. Są co do tego zgodni: nie ma radości, nie ma oczekiwania, nie ma chęci i — według nich — nie ma wystarczających zasobów.

„Wierzę, iż zależnie od sytuacji życiowej, w której zastaje mnie ciąża, mam prawo zdecydować inaczej, zachowując autentyczność w każdym z podejmowanych wyborów”.

Gdy Magda dzwoni do ginekologa z prośbą o tabletki poronne, dowiaduje się, iż w Polsce są one niedostępne. Od każdego lekarza słyszy to samo. W mediach znajduje jednak profil Aborcyjnego Dream Teamu, który wspiera kobiety w takich sytuacjach. Z nadzieją odkrywa kolejne organizacje: Aborcja bez Granic, Women help Women. Czyta, sprawdza, dowiaduje się, ale od nadmiaru historii czuje coraz większy ciężar i lęk o to, co będzie dalej. Boi się brać tabletki poronne na własną rękę — bez opieki lekarza. Jak się okazuje, inną opcją są Czechy. Tam też nie chce jechać, by brać udział w absurdalnym procederze przygranicznej strefy aborcyjnej i czuć się jak przestępczyni.

„Chcę w sposób cywilizowany i ludzki, bezpieczny i nienaruszający mojej godności zakończyć niechcianą ciążę. Mam do tego prawo […] Nie wstydzę się, iż myślę o przyszłości swoich dzieci, o ich bezpieczeństwie i o tym, iż potrzebują mnie silnej i zdrowej” — pisze.

Stymulanty w okresie okołoporodowym — co wiemy o bezpieczeństwie ich stosowania?

Przerwanie ciąży? Leki poronne

Tydzień po pierwszym badaniu Magdalena zaczyna krwawić i czuje, iż roni. Ginekolożka mówi, iż łożysko się odkleja, ale nie doszło jeszcze do poronienia. Trzeba czekać.

Magda nie wie, czego ma się spodziewać w kolejnych dniach. Wie jedno — nie urodzi tego dziecka. Pada decyzja, by wykonać aborcję farmakologiczną. Nie chcąc dłużej czekać, wybiera szybszą opcję pozyskania leku. Mąż udaje się po tabletki poronne do Czech.

„próby zakazywania lub ograniczania aborcji nie przyczyniają się do zmniejszenia liczby zabiegów, a jedynie zmuszają kobiety do poszukiwania usług aborcyjnych, które bywają niebezpieczne”

— czytamy na końcu książki „Wszystko jest OK. Gdy poronienie jest raną, aborcja wyborem, a ciąża cudem”.

Prawo aborcyjne w Polsce

Każda kobieta może przerwać własną ciążę, jednak nikt nie może jej w tym pomóc. Zakaz ten wynika z art. 152 [Aborcja za zgodą kobiety] Kodeksu Karnego:

§ 1. Kto za zgodą kobiety przerywa jej ciążę z naruszeniem przepisów ustawy, podlega karze więzienia do lat 3.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub ją do tego nakłania.
§ 3. Kto dopuszcza się czynu określonego w § 1 lub 2, gdy dziecko poczęte osiągnęło zdolność do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej, podlega karze więzienia od 6 miesięcy do lat 8.

W praktyce własną ciążę można przerwać legalnie, np. metodą farmakologiczną. Środki poronne należy jednak skądś pozyskać, w czym pomaga kilka organizacji wymienionych wyżej. Można też skorzystać z pomocy innego kraju, jak zrobiła to Magda. Czy jednak — cytując tytuł książki — wszystko jest ok?

Jak czytamy na stronie Amnesty International:

Niebezpieczna aborcja definiowana jest przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) jako „procedura zakończenia niechcianej ciąży przeprowadzana przez osoby, które nie posiadają niezbędnych umiejętności lub w środowisku, które nie zapewnia minimalnych standardów medycznych, lub obydwa z powyższych”.

Oznacza to, iż bynajmniej nie jest ok.

Dlaczego warto przeczytać książkę Magdaleny Matraszek?

„Wszystko jest OK. Gdy poronienie jest raną, aborcja wyborem, a ciąża cudem” to reportaż literacki, który opowiada o przemocy położniczej, poronieniu, porodzie i aborcji. Magdalena Matraszek znajduje dla tych doświadczeń własny język: łączy konkret cielesnych przeżyć z metaforami natury, nie sprowadzając opowieści do łatwej historii o „powrocie do siebie”. Pisze o traumie i stracie z uważnością, przypominając, jak trudno znaleźć słowa do opisu doświadczeń, które w naszej kulturze wciąż są tematem tabu.

Książka Magdaleny pokazuje, iż pragnienie macierzyństwa po stracie i decyzja o zakończeniu kolejnej ciąży nie muszą się wzajemnie wykluczać. Jako osobista opowieść otwiera też istotną rozmowę o stanie opieki medycznej w Polsce i prawach kobiet do podejmowania decyzji w zgodzie ze sobą.

Takie publikacje jak ta są potrzebne, bo pomagają poznać i zrozumieć różne doświadczenia kobiet. W polskiej debacie o aborcji przypominają, iż za przepisami i publicznymi sporami stoją konkretne osoby, ich zdrowie, bezpieczeństwo i odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale swoich bliskich.

Książka Magdaleny Matraszek została wydana w 2026 w wydawnictwie Wielka Litera.

Idź do oryginalnego materiału