Walidacja recept miała ograniczyć błędy. Jak działa w praktyce?

mgr.farm 2 godzin temu

Nowa walidacja recept ma wychwytywać błędy wcześniej

Od 13 września Centrum e-Zdrowia uruchomiło nowe reguły walidacji recept refundowanych w systemie P1. System ma dokładniej kontrolować m.in. sposób dawkowania, czas trwania terapii oraz ilość przepisywanego produktu leczniczego. W przypadku niespełnienia określonych wymagań system może zablokować wystawienie recepty refundowanej. Celem jest ograniczenie sytuacji, w których dane na recepcie są niespójne lub pozwalają na przepisanie ilości leku niewspółmiernej do rzeczywistych potrzeb pacjenta.

Ministerstwo podkreśla przy tym, iż prawidłowe dawkowanie nie jest wyłącznie wymaganiem technicznym systemu. Ma ono znaczenie dla bezpieczeństwa pacjenta, ciągłości farmakoterapii i prawidłowego określenia ilości leku potrzebnej podczas leczenia.

W praktyce oznacza to, iż część błędów, które wcześniej mogły zostać zauważone dopiero podczas realizacji recepty, powinna zostać wychwycona już w gabinecie. Czy tak rzeczywiście wygląda to w aptekach?

„Jest gorzej niż było”

Na forum pracowników aptek zapytaliśmy o pierwsze doświadczenia po zmianie zasad. W odpowiedziach powtarzał się jeden wątek. Zamiast zniknięcia problemu błędnych recept farmaceuci obserwują – przynajmniej w swoich miejscach pracy – kolejne nietypowe przypadki.

Jeden z komentujących zwrócił uwagę na sytuację, z którą farmaceuci mają spotykać się coraz częściej.

– „Jest znacznie gorzej niż było. Recepty na niepełne opakowania leków, których choćby fizycznie nie da się podzielić (…), dawkowania zagrażające życiu pacjenta, jeszcze więcej sprzecznych dawkowań na recepcie (…), receptura, gdzie z ilości składników wynika inna pojemność niż pojemność zapisana na recepcie”.

To oczywiście relacja uczestnika dyskusji, a nie dane statystyczne dotyczące całego rynku. Trudno jednak przejść obok takich przykładów obojętnie, ponieważ pokazują one problem, który walidacja miała właśnie ograniczać. Problemem tym jest niespójność pomiędzy tym, co lekarz chce przepisać, tym, co wpisuje do systemu, a tym, co farmaceuta może następnie prawidłowo zinterpretować i wydać.

Dawkowanie, którego nie da się obronić

Jak zaznaczają farmaceuci i technicy farmaceutyczni najbardziej niepokojące są przykłady dotyczące samego dawkowania. Wśród komentarzy pojawiły się m.in. przykłady recept z zapisami:

  • „1 dawka na 50 dni”,
  • „7 zastrzyków i odrobinę z ósmego na raz”,
  • „0,7 tabletki” w sytuacji, w której podział tabletki może być problematyczny,
  • „1 raz dziennie 100 tabl. Euthyroxu”,
  • a także wzajemnie sprzeczne informacje dotyczące częstotliwości przyjmowania leku.

Nie każdy nietypowy zapis oznacza automatycznie błąd medyczny. Ministerstwo wyraźnie zaznacza, iż dawkowanie odbiegające od Charakterystyki Produktu Leczniczego nie jest automatycznie błędne, jeżeli istnieje uzasadnienie kliniczne i znajduje ono odzwierciedlenie w dokumentacji medycznej. Problemem są natomiast sytuacje, w których sposób dawkowania jest niespójny, niejednoznaczny albo prowadzi do ilości leku niewspółmiernej do potrzeb pacjenta. MZ wskazuje wręcz, iż nieuzasadnione klinicznie wpisywanie zawyżonego dawkowania wyłącznie po to, aby pacjent otrzymał większy zapas leku, może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa farmakoterapii.

Papierowa recepta i „proszę zrealizować ze zniżką”

W praktyce pojawiają się również sytuacje, które trudno wytłumaczyć samą zmianą reguł walidacji.

Jedna z farmaceutek opisała przypadek recepty wystawionej na zwykłej kartce papieru. Widniała na niej adnotacja lekarza: „System nie działa, proszę zrealizować ze zniżką”. Pacjent miał przy tym usłyszeć, iż „nie wszystkie apteki będą chciały zrealizować tę receptę bezpłatnie”.

To przykład, który pokazuje jeszcze jeden problem. Pacjent może odnieść wrażenie, iż przyznanie refundacji jest kwestią decyzji konkretnej apteki. Tymczasem oczywistym jest, ze nie jest to kwestia „woli” farmaceuty. o ile pacjent spełnia warunki refundacji danego produktu, sam problem techniczny związany z oprogramowaniem nie powinien pozbawiać go przysługującego poziomu refundacji – tak właśnie wskazuje Ministerstwo Zdrowia. Resort zaznacza również, iż problemy techniczne nie powinny prowadzić do przenoszenia ich konsekwencji na pacjenta.

Co więcej, takie sytuacje mają znaczenie nie tylko dla samego pacjenta. Takie sytuacje wpływają również na wizerunek farmaceuty. Osoba przy pierwszym stole może bowiem zostać postawiona w roli kogoś, kto „nie chce wydać leku ze zniżką”, podczas gdy źródło problemu znajduje się wcześniej – w sposobie wystawienia recepty albo w działaniu systemu.

Media piszą „o odciążeniu farmaceutów”

Wokół zmian pojawiły się również przekazy medialne przedstawiające nowe rozwiązania jako sposób na ograniczenie błędów i uproszczenie pracy związanej z receptami. TVN24 opisywał nowe zasady jako rozwiązanie mające ograniczyć błędy techniczne, poprawić jakość danych i bezpieczeństwo terapii. I rzeczywiście – taki jest deklarowany cel zmian.

W artykule na stronie TVN24 zaznaczono jednak również, iż farmaceuci „czują się odciążeni zmianami.” Z komentarzy w mediach społecznościowych wyłania się jednak zupełnie inny obraz rzeczywistości…

Trudno dziś na podstawie kilku tygodni doświadczeń wyciągać wniosek, iż nowe reguły walidacji nie działają. Do oceny potrzebne będą dane pokazujące m.in. liczbę odrzuconych recept, najczęstsze przyczyny błędów oraz to, czy po wdrożeniu zmniejszyła się liczba problemów podczas realizacji recept.

Na poziomie założeń kierunek jest jasny – błąd powinien być wychwycony możliwie wcześnie, najlepiej zanim recepta trafi do pacjenta. Problem zaczyna się wtedy, gdy system zatrzymuje receptę, ale nie rozwiązuje przyczyny i w konsekwencji pacjent nie otrzymuje prawidłowo wypisanej recepty. Bo dobrze działający system powinien zatrzymywać błąd i nie przerzucać jego konsekwencji na pacjenta i farmaceutę.

©MGR.FARM

Idź do oryginalnego materiału